- Stylistka paznokci (160 odpowiedzi)
- Leczenie łysienia (12 odpowiedzi)
- Psycholog (2622 odpowiedzi)
- Ginekolog (3719 odpowiedzi)
- Dietetyk (2255 odpowiedzi)
- Chirurg plastyczny (338 odpowiedzi)
- Kardiolog (67 odpowiedzi)
- Anestezjolog (26 odpowiedzi)
- Pedagog (454 odpowiedzi)
- Ginekolog - położnik (21894 odpowiedzi)
- Urolog (2250 odpowiedzi)
- Psycholog - seksuolog (595 odpowiedzi)
- Chirurg (26 odpowiedzi)
- Dermatolog (6384 odpowiedzi)
poradnikzdrowie.pl
›Ciąża i macierzyństwo
›Wyczekane, wychuchane drugie dziecko - ciąża z problemami - ciąża, dziecko, inkubator, macierzyństwo, poród
Wyczekane, wychuchane drugie dziecko - ciąża z problemami
Marlena wraz z mężem planowali trójkę dzieci. Pierwsza ciąża przebiegała bardzo dobrze, ale poród odbył się w siódmym miesiącu i mała spędziła pierwsze tygodnie życia w inkubatorze. Z drugim dzieckiem od początku nie było łatwo. Marlena miała kłopoty z zajściem w ciążę, potem z jej utrzymaniem. W efekcie dziecko zjawiło się na świecie dwa miesiące przed planowanym terminem porodu.
Zawsze wiedzieliśmy z mężem, że chcemy mieć więcej niż jedno dziecko - opowiada 33-letnia Marlena z Warszawy, mama 7-letniej Wiktorii i 3-letniej Oli. – Mój mąż pochodzi z wielodzietnej rodziny. W jego domu przy świątecznym stole jest zawsze mnóstwo ludzi. Wszyscy są ze sobą zżyci. Podoba mi się to. Kiedy więc planowaliśmy małżeństwo, oboje stwierdziliśmy, że będzie trójka. Na razie mamy dwie wspaniałe córki. I chociaż obie przyszły na świat z problemami, nie zniechęca mnie to. Mam nadzieję, że to nie koniec. Pierwszą ciążę zniosłam dobrze. Przez cały czas pracowałam, byłam bardzo aktywna i świetnie się czułam. Mimo to Wiktoria urodziła się w siódmym miesiącu i pierwsze tygodnie życia spędziła w inkubatorze. Lekarka z Centrum Zdrowia Dziecka straszyła nas wizją dziecięcego porażenia mózgowego, ale na szczęście myliła się. Po rocznej rehabilitacji zniknęły drobne problemy i Wiki rozwijała się prawidłowo. Brakowało mi wtedy doświadczenia i pewności siebie. Skupiłam się na opiece nad dzieckiem i… może trochę zaniedbałam własne zdrowie. Mimo regularnych wizyt kontrolnych u ginekologa, nie zorientowałam się w porę, że mam guz na jajniku. Musiałam przejść operację, po której zostało mi tylko 50 proc. szans na drugie dziecko. Nie załamałam się, ale był we mnie niepokój o to, czy uda mi się jeszcze zajść w ciążę. I może dlatego, że tak bardzo się z mężem staraliśmy, nie wychodziło nam. W końcu odpuściłam sobie. Postanowiłam przestać o tym myśleć. W któryś weekend brałam udział w spotkaniu integracyjnym organizowanym przez pracodawcę. Były tam różne atrakcje, między innymi skok na bungee. Bałam się, ale skoczyłam. Wtedy przyszła mi do głowy taka myśl, że z ciążą będzie podobnie. Po prostu muszę… skoczyć. Przestałam się bać, zamartwiać i rozważać, czy to dobry moment, czy damy sobie radę. „Teraz albo nigdy” – pomyślałam i… niedługo potem zaszłam w ciążę.
Problemy z zajściem w ciążę
Nie robiłam testów. Zdałam się na los. Pomyślałam, że jeśli będzie ciąża, to szybko się zorientuję, pójdę do lekarza i on ją potwierdzi. Tak też było. Niestety, tym razem już na początku wystąpiły komplikacje. W szóstym tygodniu zaczęłam krwawić. Ciąża była zagrożona, więc trafiłam do szpitala. To był szpital kliniczny Akademii Medycznej przy ul. Lindleya. Wydawało mi się, że powinnam mieć doskonałą opiekę, tymczasem leżałam zostawiona sama sobie i biłam się z myślami, co będzie dalej. Nikt się mną nie interesował, a młody lekarz, który robił USG, nie potrafił nawet znaleźć płodu! Na szczęście po lekach krwawienie ustało i po dramatycznym tygodniu mogłam wyjść do domu. Dalej przez całą ciążę, aż do porodu, prowadziła mnie już lekarka z prywatnej przychodni. Nie było łatwo. Dostałam 20 zastrzyków z progesteronu i przez półtora miesiąca musiałam leżeć. Bardzo na siebie uważałam, w obawie, żeby nie stracić dziecka. Pilnowałam się na każdym kroku, ale nie zrezygnowałam z basenu. Chodziliśmy tam całą rodziną i pływaliśmy wszyscy razem. Zresztą, kiedy dolegliwości ustąpiły, mogłam już normalnie funkcjonować, tyle że co jakiś czas brałam zwolnienie i robiłam sobie przerwę w pracy. Bite osiem godzin przy biurku to było jednak ponad moje siły.
Mdłości i zachcianki w ciąży
Przez całą ciążę dokuczały mi mdłości. Nie miałam apetytu, byłam wrażliwa na zapachy, zwłaszcza wędlin i mięsa. Wszystko mnie drażniło. Mogłam jeść tylko melony. Do pracy zabierałam dwa, a i to czasem było mało, więc kupowałam jeszcze trzeciego. Nic innego mi nie smakowało, może jeszcze arbuzy i jabłka. Śmiejemy się, że Ola to taka melonowa dziewczynka, chociaż ona jeszcze za tymi owocami nie przepada. Poza tymi dolegliwościami czułam się świetnie. Mój mąż, Paweł, bardzo mi pomagał, dbał o mnie – podobnie jak rodzice, którzy często zajmowali się w tym czasie Wiktorią. Czułam się kochana i piękna… Wszyscy się bardzo cieszyli, łącznie z Wiktorią, która razem z nami osłuchiwała brzuszek i chodziła na każde badanie USG. To ona wybrała imię dla siostry. Od początku miała być Ola i koniec! Trafiła znakomicie, bo to imię do Oleńki idealnie pasuje.
No właśnie dobrze, że są teraz smakowe bo przynajmniej nie trzeba ich w niczym przemycać, moje dzieci piją bez problemu, a też należą do tych marudzących i wybrzydzających ;)
Wysoka temperatura niszczy zdrowe kwasy omega, więc lepiej nie dodawać ich do zupek.... Ja podaję dzieciom te kwasy w syropie, jestem zadowolona z efektu. Dodawałam tran do zup, ale nie do gotującej się, tylko takiej ...
Wiem, ze pytanie do mam starszych dzieci, ale moze takie tu tez sa. Chodzi mi oprezent dla 5 letniego chlopaca, mojego chrzesniaka. Co mozecie zaproponowac by nie musialo byc koniecznie drogie ale madre i oryginalne. ...
mailam z tej firmy nosidelko ale inne, klasyczne i bylo warto kupic, przydalo sie





więcej