Najpopularniejsze wyszukiwania: brak
0

poradnikzdrowie.pl

Ciąża i macierzyństwo

DRUGI TRYMESTR CIĄŻY - historia Katarzyny - bóle głowy, ciąża, drugi trymestr, dziecko, płód

DRUGI TRYMESTR CIĄŻY - historia Katarzyny

Nigdy nie zapomnę tego niezwykłego uczucia, jakim było pierwsze kopnięcie dziecka. Dopiero wtedy tak naprawdę uświadomiłam sobie, że w moim brzuchu rozwija się nowe życie - o swoim drugim trymestrze ciąży opowiada reporterka Kasia Bonda.
A A A

Długo czekałam na ten moment, nasłuchiwałam i wczuwałam się we własny organizm, ale bezskutecznie… Przez chwilę bałam się nawet, że moje dziecko jeszcze się nie porusza. „Może jest chore? Może nie żyje?” – koszmarne myśli przemykały mi przez głowę. Aż któregoś wieczoru, kiedy już zasypiałam, nagle poczułam gdzieś w środku jakby muśnięcie skrzydełek motyla. Zamarłam i czekałam na kolejne ruchy. Położyłam ręce na ledwie zaokrąglonym brzuchu i wsłuchiwałam się w rytm bicia serca mojego dziecka. Tak, to była magia. Wtedy też kupiłam moje pierwsze ciążowe spodnie, bo przestałam się mieścić w swoje dotychczasowe rzeczy. Niektórzy z moich dalekich znajomych dopiero wtedy zorientowali się, że jestem w ciąży. Wcześniej sądzili, że „trochę mi się przytyło" i dyplomatycznie o nic nie pytali…

Drugi trymestr ciąży: koniec mdłości

Nigdy nie czułam się tak dobrze. Prawie wszystkie dotychczasowe dolegliwości minęły. Na przykład przestałam ganiać do łazienki i leżeć w łózku jak powalona przez grypę żołądkową. Tyle, że zamiast nudności pojawiły się potworne bóle głowy, a nawet znienawidzone migreny i nie byłam już w stanie funkcjonować bez popołudniowej, trwającej chośby kwadrans, drzemki. Jeśli jej sobie nie ucięłam, potrafiłam zasnąć na kanapie, nawet podczas rozmowy ze znajomymi. Moja mama śmiała się, że bedąc ze mna w ciąży odczuwała to samo. No i ciągle miałam zachcianki.

Drugi trymestr ciąży: zachcianki na podroby i ciasteczka

Przechodząc koło swojego ulubionego sklepiku z wędlinami, nie byłam w stanie oprzeć się pasztetowej... Wcześniej zupełnie mi nie smakowała. Okazało się jednak, że mój organizm wie lepiej, co dobre dla mnie i mojego dziecka. Bo kiedy zwierzyłam się ginekologowi, że mam wilczy apetyt na wszelkiej maści podroby, śmiał się do rozpuku, a po obejrzeniu wyników badań stwierdził lekką niedokrwistość. Musiałam łykać preparaty zawierające żelazo. Inną zachcianką, zupełnie niezwykłą dla mnie, była nagła miłość do słodyczy, bo dotąd zamiast kawałka ciasta wolałam zjeść śledzia w śmietanie albo schabowego. Czekoladę, wuzetki, szarlotki, orzechowce i makowce pochłaniałam w ilościach grzesznych. Nie byłam w stanie przejść obok cukierni bez jednego kawałeczka czegoś słodkiego, a kiedy nie było w okolicy takiego przybytku, fundowałam sobie batonika. Zaczęłam się bać, że mi to zostanie, a ja po ciąży zamienię się w ogromnego kaszalota! Ale nic bardziej mylnego. Stawałam na wadze i ze zdziwieniem stwierdzałam, że przytyłam zaledwie kilka kilogramów. To było wręcz nieprawdopodobne, bo moja figura bardzo się zmieniła, a brzuszek był już wyraźny.

Drugi trymestr: fajnie być w ciąży

Kiedy w tramwaju młody człowiek na mój widok zaczerwienił się i ustąpił mi miejsca, poczułam się niezwyczajnie, wyjątkowo. Pomyślałam, że tak traktowane są koronowane głowy, gwiazdy estrady i VIP-y. Wcześniej ciąża była moją słodką tajemnicą, chodziłam zamyślona, z głową w chmurach, nikt jeszcze nie wiedział o tym, co dzieje się w moim brzuchu. A teraz mój rosnący brzuszek ogłaszał wszystkim: będę mamą! I choć czułam się świetnie, to kiedy pojawiałam się w sklepie, kolejka rozstępowała się przede mną i wpuszczano mnie na sam jej początek. Gdy chciałam kupić coś w warzywniaku, panie uśmiechały się promiennie. Nawet urzędniczki z ZUS-u były miłe dla ciężarnej. Błogosławiony stan sprawiał, że czułam, iż mogę wszystko. Nikt nie był w stanie mi niczego odmówić, co więcej – byłam traktowana jak księżniczka. Tej zasady nie przestrzegały jedynie pielęgniarki w mojej przychodni rejonowej, ale poszłam tam tylko raz i już nigdy więcej. Do końca ciąży płaciłam za wizyty lekarskie, byle nie czuć się tak podle, jak wtedy. W drugim trymestrze jeszcze bardziej powiększyły mi się piersi. Nie mieściły się w staniku, ale na szczęście przestały boleć (wcześniej po prostu nie byłam w stanie ich dotykać!). Podczas jednego z wyjazdów na reportaż zaprzyjaźniona makijażystka spytała mnie, co robię, by mieć tak jędrne piersi. Normalnie poczułabym się zażenowana, ale wtedy roześmiałam się i odpowiedziałam: „Najlepiej zajść w ciążę!”. Nie mogła uwierzyć, choć moja figura ewidentnie o tym świadczyła. Miałam zaokrąglony brzuszek i jak na mnie – kolosalny biust.

Słoń wśród porcelany

Ale nie zawsze było tak różowo. Zauważyłam, że wszystko leci mi z rąk. Ciągle tłukłam talerze, szklanki, zacinałam się nożem. Gubiłam klucze, zapominałam, czy zamknęłam drzwi, gdzie zapisałam ważny numer telefonu. Zostawiałam w dziwnych miejscach potrzebne mi przedmioty. I te huśtawki emocjonalne… W jednej chwili z radosnej euforii wpadałam w głęboką chandrę. Często płakałam bez żadnego powodu i każdy najdrobniejszy kłopot urastał do rangi wielkiego problemu. Najgorsze jednak, że byłam agresywna – nawet wobec obcych osób. Pewnie myśleli, że jestem okropna. Zmieniała się moja sytuacja życiowa i zupełnie nie radziłam sobie z emocjami. Był czas, że z moim narzeczonym, Piotrem, kłóciłam się niemal codziennie. Podczas jednej z takich sprzeczek wściekłam się i postanowiłam nawet, że zostanę samotną matką, bo on o mnie nie dba i oczywiście mnie nie kocha. Dlaczego? Bo wyjechał na tydzień w delegację. No cóż, ja ciągle potrzebowałam przytulenia, opieki, stale chciałam, by ktoś traktował mnie jak małą dziewczynkę. Nigdy wcześniej nie czułam się tak nieporadna. A jednocześnie, kiedy humor mi się poprawiał, znów stawałam się duszą towarzystwa. I wstyd mi było za te poprzednie ataki złości. Na szczęście, wszyscy znajomi rozumieli, że jestem w ciąży i wybaczali mi nawet najgorsze przewinienia.

Syndrom wicia gniazda

Kiedy byłam już w piątym albo szóstym miesiącu, zaczęłam obsesyjnie myśleć o remoncie mieszkania. Nie był to najlepszy pomysł ze względów finansowych, bo nie miałam żadnych nadwyżek pieniędzy. Jednak nikt nie był w stanie mnie powstrzymać. Miałam jakieś przeczucie, że kiedy urodzę dziecko, nie będzie czasu na żadne malowanie. Remont przeprowadziliśmy trochę chałupniczo, trochę „po kosztach”. To, co dało się odświeżyć samemu, wykonaliśmy sami, a jedynie do prac specjalistycznych zatrudniłam fachowca, który zdarł z nas oczywiście ostatnią złotówkę. Osobiście doglądałam prac, jeździłam po materiały, a dzięki mojemu brzuszkowi nie musieliśmy stać w kolejkach w supermarketach budowlanych. Gdybym mogła, weszłabym na drabinę i malowała sufity. Na szczęście, pozwalali mi w nieskończoność odkurzać i zmywać z kurzu podłogę. Wszystko udało się świetnie. Remont został zakończony pod koniec piątego miesiąca, a ja czułam się spokojna. Nic dziwnego – po prostu wiłam gniazdko. 

Mam za dużo energii

Cały czas intensywnie pracowałam, jeździłam po Polsce. Mój zasób energii pozwalał mi na bardzo wiele. Przyzwyczaiłam się do nowego rytmu: drzemek, trudniejszych wieczorów i minidepresji, na które rada była tylko jedna: przytulenie i kilka ciepłych słów pocieszenia, że wszystko będzie dobrze, że nie będę gruba, że dziecko będzie zdrowe i że nie zamienię się w kobietę w podomce i papilotach, chociaż będę siedziała w domu z maleństwem. Sielanka… Któregoś dnia obudziłam się umazana krwią. Była wszędzie: na poduszce, na kołdrze, na mojej nocnej koszuli. Ledwo dobiegłam do łazienki, wyglądałam jak postać z horroru. Ale kiedy się umyłam, okazało się, że to jedynie krew z nosa. Pochodziłam chwilę z zadartą głową i ten w pierwszej chwili przerażający krwotok ustał. Potem jeszcze kilka razy miałam krwotoki z nosa. Ale lekarz uspokoił mnie, że to całkiem normalne. Ku mojemu zdziwieniu całkiem normalny był także ból w dole brzucha, po obu stronach miednicy. Zwłaszcza, gdy szłam dość spiesznym krokiem. To moja macica się rozciągała – z kilkucentymetrowego organu miała się w końcu zamienić w worek, który pomieści moje dziecko i kilka litrów płynu. I choć lekarz namawiał mnie, bym się uspokoiła i zamiast biegać – chodziła, zamiast zrywać się z krzesła – powoli wstawała, ja w dalszym ciągu byłam roztrzepana i gwałtowna w ruchach. To dlatego bardziej odczuwałam rozciąganie się więzadeł mojej macicy i dopiero ból towarzyszący takim szarpnięciom przypominał mi o tym, że jestem w odmiennym stanie.

2
Polecamy także
DRUGI TRYMESTR CIĄŻY - co warto o nim wiedzieć?
DRUGI TRYMESTR CIĄŻY - co warto o nim wiedzieć?
 
Promocja ekologicznej wełnymineralnej Knauf
Jeśli zamierzanie ocieplić w jakikolwiek sposób swój dom, zapoznajcie się z wełną firmy Knauf! Jest to wełna ekologiczna z surowców wtórnych, która nie jest szkodliwa dla ludzi tak jak zwykła wełna!! Na stronie akcjaekoszkola.pl po ...
 
 
Co mogę podać 4latkowi na odporność?
No właśnie dobrze, że są teraz smakowe bo przynajmniej nie trzeba ich w niczym przemycać, moje dzieci piją bez problemu, a też należą do tych marudzących i wybrzydzających ;)
 
 
Co mogę podać 4latkowi na odporność?
Wysoka temperatura niszczy zdrowe kwasy omega, więc lepiej nie dodawać ich do zupek.... Ja podaję dzieciom te kwasy w syropie, jestem zadowolona z efektu. Dodawałam tran do zup, ale nie do gotującej się, tylko takiej ...
 
 
prezent na dzien dziecka
Wiem, ze pytanie do mam starszych dzieci, ale moze takie tu tez sa. Chodzi mi oprezent dla 5 letniego chlopaca, mojego chrzesniaka. Co mozecie zaproponowac by nie musialo byc koniecznie drogie ale madre i oryginalne. ...
 
 
forum.poradnikzdrowie.pl
  • eksperci radzą