Dziecko w niebezpieczeństwie - jak zapobiegać wypadkom z udziałem dzieci?

2014-08-25 14:36 Anna Jarosz - artykuł pochodzi z miesięcznika "Zdrowie" | Konsultacja: prof. dr hab. n. med. Krzysztof Bielecki chirurg, członek Rady Towarzystwa Medycyny Ratunkowej oraz Towarzystwa Urazów Wielonarządowych przy Ministerstwie Zdrowia

Nie wszystkie wypadki, w których ofiarami są najmłodsi, to zdarzenia losowe. Większość ma miejsce w domu, na placach zabaw, w drodze do i ze szkoły oraz na terenie szkoły, czyli tam, gdzie dzieci zwykle są pod opieką dorosłych. Niestety, często brakuje nam wyobraźni, by przewidzieć zachowanie dziecka, w porę zareagować i zapobiec nieszczęściu.

Wypadki i urazy u dzieci wciąż zdarzają się zbyt często. Każdego roku ponad 120 tys. dzieci wymaga leczenia szpitalnego z powodu urazów i zatruć. Najczęstszą przyczyną obrażeń ciała u dzieci do 3. roku życia są upadki z wysokości. Natomiast wśród dzieci powyżej 3 lat dominują wypadki komunikacyjne – potrącenia przez samochód, wypadki rowerowe oraz kolizje drogowe, w których dziecko uczestniczy jako pasażer. Wiele groźnych w skutkach wypadków zdarza się na podwórkach, placach zabaw i boiskach. Ich przyczyn upatruje się w wadliwej budowie i niedostatecznej konserwacji przyrządów, montowaniu ostrych, metalowych fragmentów ich konstrukcji itp. W domach zaś dochodzi do upadków, urazów spowodowanych uderzeniem o twarde krawędzie mebli. Zdarzają się także oparzenia i porażenia prądem. Bywa, że dziecko zostaje pokąsane przez psa, często przez tego trzymanego w domu. U młodzieży dominują urazy doznane podczas treningów lub innych zajęć sportowych oraz pobicia związane z powszechną wśród nastolatków przemocą, stosowaną wobec słabszych dzieci.

Ważne

Wypadki z udziałem nieletnich*

  • 48 proc. – komunikacyjne
  • 20 proc. – upadki z wysokości
  • 10 proc. – wybuch lub/i pożar
  • 9 proc. – w rolnictwie
  • 13 proc. – inne

Samochód, rower, deskorolka

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2013 r. w Polsce miały miejsce 3 454 wypadki drogowe z udziałem dzieci w wieku do 14 lat. W zdarzeniach tych 90 dzieci poniosło śmierć, a 3 747 doznało obrażeń ciała. Zdecydowana większość ofiar wypadków to dzieci w wieku do 6 lat, które były pasażerami pojazdów. Najmłodsi są narażeni na utratę życia bądź zdrowia przede wszystkim z powodu błędów dorosłych, często rodziców lub innych bliskich im osób. Pocieszające jest wszakże to, że 88 proc. dzieci jest przewożone w fotelikach samochodowych lub inaczej zabezpieczone na czas podróży. Ale jednocześnie zdecydowana większość małych pasażerów tak bezpiecznie podróżuje głównie po drogach krajowych i w dużych miastach; im niższa klasa drogi, tym mniejszy odsetek korzystających z fotelików. Warto więc przypomnieć, że zgodnie z przepisami kodeksu drogowego, dziecko do 12 lat, które ma mniej niż 150 cm wzrostu, musi podróżować w foteliku ochronnym lub na specjalnej podstawce, zapięte pasami bezpieczeństwa.
Dzieci były także sprawcami wypadków drogowych, bawiąc się na drodze, np. na deskorolce czy rowerze. 236 wypadków, w których zginęło 10 osób, a 272 zostały ranne, spowodowali nieletni (15-17 lat). Byli to głównie motorowerzyści.

Dramaty podczas prac polowych

Dzieci mieszkające na wsi rzadko mają prawdziwe wakacje. Często muszą pomagać rodzicom w pracach polowych i domowych, pracach, do których nie są przygotowane, lub też są to zajęcia ponad ich siły. Jak podaje KRUS, rocznie ok. 1000 dzieci ulega wypadkom, które mają związek z pracą na roli. Dzieje się tak z wielu powodów. Na pierwszy plan wybija się lekceważenie zagrożeń oraz zły stan wielu urządzeń technicznych. Mówi się też o dopuszczaniu dzieci do prac przy maszynach rolniczych, czyli urządzeniach nie tylko wielkogabarytowych, ale też z wieloma wirującymi i ostrymi częściami. Sieczkarnie, śrutowniki, mieszalniki pasz to urządzenia, których dzieci nie powinny obsługiwać. W gospodarstwach rolnych zdarzają się także porażenia prądem, bo nie zabezpieczono odpowiednio instalacji, utonięcia, bo studnie i zbiorniki na gnojówkę nie były właściwie osłonięte. Dzieci są też narażone na poważne zatrucia pestycydami, ponieważ uczestniczą w przygotowywaniu chemikaliów do oprysków.

Ważne

W 2013 r. utonęło 709 osób, w tym 14 dzieci do 7. roku życia, 18 w wieku 8–14 lat oraz 45 w wieku 15–18 lat. Przyczyną utonięć najczęściej była kąpiel w miejscach niedozwolonych, rzekach z silnym nurtem, nieznajomość zbiorników wodnych, kąpiele bez nadzoru ratownika i  brak opieki dorosłych. Wśród nastolatków przyczyną nieszczęścia był także alkohol. Brawura albo – mówiąc wprost – głupota jest także przyczyną nieodwracalnych urazów kręgosłupa po skokach do wody na tzw. główkę.

Pułapki w mieszkaniu

Do oddziałów anestezjologii i intensywnej terapii często trafiają dzieci z bardzo poważnymi zatruciami. Czasem lekarze nie mogą uwierzyć, że w ogóle mogło dojść do takiego zdarzenia. Rocznie aż 80 proc. wszystkich zatruć stanowią zatrucia lekami. Jednak zatrucia rozpuszczalnikiem, płynem hamulcowym czy środkami używanymi w gospodarstwie domowym do szorowania, czyszczenia oraz udrażniania rur nie należą wcale do rzadkości. Ich skutki bywają tragiczne. Wystarczy przecież, jeśli dziecko wypije pół łyżeczki rozpuszczalnika, by zginęło w ciągu dwóch godzin! Błyskawicznie dochodzi do rozległego obrzęku płuc i dziecko się dusi. Nie mniejsze spustoszenie czynią w organizmie substancje żrące zawarte w preparatach do udrażniania rur kanalizacyjnych. Środki te same w sobie nie są toksyczne, ale wywołują tzw. rozpływną martwicę śluzówki, czyli jej całkowity rozpad. Obrażenia zależą od tego, gdzie przedostanie się substancja. Jeżeli dziecko ją wypluje, będzie miało poparzoną tylko śluzówkę w ustach. Jeśli ją połknie – zniszczeniu ulegnie także przełyk i dalsza część przewodu pokarmowego. Do podobnych uszkodzeń dochodzi po wypiciu płynu hamulcowego, który szczególnie kusi małe dzieci, bo ma przecież nie tylko malinowy kolor, ale i słodki smak.
Co jest przyczyną takich zdarzeń? Najczęściej niefrasobliwość rodziców, którzy resztki substancji chemicznych przelewają do butelek po napojach, słoików po kompocie i zostawiają w miejscu łatwo dostępnym dla dziecka. To wystarczy, aby doszło do nieszczęścia.
Większość z nas jest przekonana, że u zatrutego dziecka należy wywołać wymioty lub podać mu leczniczy węgiel. Przy zatruciu środkami chemicznymi ta zasada nie ma zastosowania. Wymioty mogą pogorszyć stan dziecka i poczynić większe spustoszenie w organizmie, a jeżeli dziecko jest nieprzytomne – doprowadzić do zadławienia. Współczesne chemikalia mają bardzo złożony skład i tylko doświadczony toksykolog dobierze antidotum.

Ważne

Stwórz dom bez zagrożeń

  • Kuchenkę zabezpiecz specjalną osłoną, aby dziecko nie mogło dosięgnąć do palników.
  • Nie zostawiaj na blacie kuchennym noży ani innych ostrych przedmiotów.
  • Zabezpiecz kable elektryczne od mikserów, czajników, aby dziecko nie mogło do nich sięgnąć. Kontakty zabezpiecz specjalnymi zatyczkami.
  • Nie zostawiaj w zasięgu rąk dziecka drobnych przedmiotów, które mogą trafić do jego ucha, nosa, buzi, uszkodzić narządy, spowodować zadławienie.
  • Detergenty, proszki do prania i inne chemikalia – podobnie jak wszystkie leki – trzymaj w zamkniętych szafkach lub miejscach niedostępnych dla dzieci. Jeżeli dziecko przyjmuje leki lub ty je zażywasz, nie nazywaj ich cukierkami. Mów, że to lekarstwa, które biorą tylko ludzie chorzy.
  • Naczynia z gorącymi płynami stawiaj na blacie kuchennym blisko ściany, by uniemożliwić dziecku sięgnięcie do nich. Oparzenie, które obejmie 15 proc. skóry dziecka, grozi śmiercią. Gorące żelazko odstaw w bezpieczne miejsce. Przed kominkiem lub piecykiem postaw stosowną zaporę (można kupić w marketach budowlanych), której dziecko nie pokona. Nie zapalaj świeczek w pomieszczeniu, w którym bawią się dzieci.
  • Nie zostawiaj dziecka bez opieki podczas kąpieli. Wannę wyposaż w matę antypoślizgową, aby chronić dziecko przed upadkiem i zachłyśnięciem.

Groźne skutki wypadków i urazów dziecięcych

Każdy uraz jest wielkim zagrożeniem dla zdrowia i życia dziecka. Bywa, że z pozoru niegroźny kończy się znacznym ograniczeniem sprawności lub wręcz kalectwem. Uraz lub udział w wypadku to także spore obciążenie dla psychiki dziecka, które często przez wiele lat daje o sobie znać. Obrażenia ciała, zwłaszcza twarzy i czaszki, w wielu przypadkach pozostawiają szpecące blizny. Mogą również zakończyć się niedorozwojem żuchwy, brakiem zębów. Najgroźniejsze są obrażenia głowy. Jednym z powikłań bywa padaczka pourazowa, która ujawnia się do 6 miesięcy po urazie, ale może wystąpić także później. U dzieci po urazach czaszkowo-mózgowych stosunkowo często stwierdza się potem upośledzenie lub ociężałość umysłową. Pojawiają się też zaburzenia emocjonalno-społeczne. To zazwyczaj nadpobudliwość, niepokój ruchowy, infantylność, wybuchy gniewu, złości lub przeciwnie – apatia i lęki. Niektóre dzieci po urazach nie mogą się skoncentrować, mają kłopoty w nauce lub zaburzenia mowy.
Mali pacjenci po zatruciach chemikaliami trafiają z reguły do szpitalnych oddziałów gastrologicznych albo chirurgicznych. Zniszczona śluzówka zrasta się po pewnym czasie, lecz nie odzyskuje pełnej sprawności. Na jej powierzchni tworzą się bowiem blizny podobne do tych, które< powstają na skórze po rozległych oparzeniach. Nie są elastyczne i często utrudniają nawet niewielkie otwarcie buzi. Mogą spowodować zarośnięcie przełyku, co uniemożliwia jedzenie stałych pokarmów, a czasem również picie. Dzieci karmi się wtedy przez sondę. Czeka je także wiele bolesnych zabiegów mających udrożnić drogi pokarmowe. Nierzadko skutkiem poważnych wypadków jest tzw. zespół pourazowy, który objawia się bólami głowy, zaburzeniami snu, zmianą zachowań.

Zdaniem eksperta
prof. dr n. med. Krzysztof Bielecki, ordynator Oddziału Chirurgii Ogólnej i Układu Pokarmowego Szpitala Klinicznego im. Witolda Orłowskiego w Warszawie

Dorośli muszą czuć się odpowiedzialni za dzieci

W czerwcu do głębi poruszyła mnie historia 3-letniej dziewczynki, która zmarła z przegrzania, bo ojciec zostawił ją na osiem godzin w zamkniętym samochodzie. Dla mnie jest to nieumyślne spowodowanie śmierci. Ale... Wypadki kończące się śmiercią lub trwałym kalectwem zaliczam do zdarzeń niepożądanych, które są ogromnym problemem na całym świecie. W Polsce niechętnie się o tym mówi, a przecież aż 50 proc. owych zdarzeń niepożądanych można uniknąć. Musi być jednak spełniony jeden warunek: dorośli muszą przewidywać następstwa zachowań dzieci. Oburza mnie, że rodzice pozwalają dzieciom biegać czy jeździć na rowerze wzdłuż ruchliwych ulic. Nawet jeśli dzisiaj nic się nie stanie, kiedyś dojdzie do tragedii, bo zachowania dziecka to nieprzemyślane odruchy. Piłka poleci na ulicę, dziecko za nią pobiegnie, często pod jadący samochód. Opiekunowie stawiają przed dziećmi gorące jedzenie czy napoje, nie myśląc, że za chwilę ta zupa czy herbata wylądować może na brzuchu malca. Przykłady można mnożyć, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, abyśmy przewidywali zagrożenia i uczyli dzieci właściwego zachowania na drodze, nad wodą, w kąpieli, w domu. Nie po to, by nakładać na dzieci kolejne ograniczenia, ale by je chronić. Dorośli muszą się czuć odpowiedzialni za dzieci. Moim zdaniem, powinni też być karani za zaniedbania, które doprowadziły do utraty zdrowia, kalectwa lub śmierci dziecka.

miesięcznik "Zdrowie"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.