Autohemoterapia – zastrzyk z własnej krwi

2016-10-19 9:34 Marta Uler

Autohemoterapia polega na pobraniu krwi od chorego i wstrzyknięciu mu jej w mięsień. Zabieg ten, jak zapewniają naturopaci, leczy infekcje, alergie, a nawet depresję. Nie jest jednak polecany przez przedstawicieli medycyny akademickiej. Jakie mają zarzuty wobec autohemoterapii?

Autohemoterapia to tak zwane leczenie bodźcowe. Organizm jest stymulowany do walki z chorobą przez określony bodziec, w tym przypadku krew.

W autohemoterapii wykorzystywana jest krew pacjenta, ale tylko jako tzw. haczyk. Sama w sobie nie jest lekiem, ale powoduje, że organizm nabiera sił, by walczyć z prawdziwym zagrożeniem.

Metoda ta jest bardzo popularna w medycynie niekonwencjonalnej i przynosi dobre rezultaty. Polega na wstrzyknięciu głęboko w mięsień pośladkowy pacjenta jego własnej krwi, chwilę wcześniej pobranej. Pobiera się krew żylną w niewielkiej ilości: 2-5 ml. Do iniekcji może być wykorzystana tylko czysta krew, ale niektórzy lekarze, dla wzmocnienia efektu terapeutycznego, mieszają ją jeszcze z wodą utlenioną, roztworem chlorku sodu (sól fizjologiczna), a także z lekami homeopatycznymi.

Jak działa autohemoterapia?

Leczenie własną krwią to metoda stara jak świat. Znał ją i wykorzystywał już ponoć sam Hipokrates. O bańkach na przeziębienie słyszał chyba każdy. Na kilka lat zapomniane, dziś wracają do łask i wcale nie stawiają ich tylko ostatnie babcie. Chińskie gumowe bańki próżniowe ma w domu każda kobieta, która chce iść z duchem czasu! Może sobie nimi zrobić antycellulitowy masaż, albo podleczyć w czasie choroby całą rodzinę.
A co mają wspólnego bańki z zastrzykami z krwi? Otóż, obie metody leczenia wywołują w organizmie ten sam efekt. Bańka powoduje powstanie krwiaka, krew wprowadzona w mięsień staje się również swojego rodzaju krwiakiem. A organizm, w pierwszej chwili, postrzega nagromadzenie krwi w nieodpowiednim miejscu jako coś obcego, z czym trzeba walczyć. Jest w zasadzie oszukany, ale machina rusza – rozbudza się układ immunologiczny, zaczynają się wytwarzać przeciwciała, odporność wzrasta. Jednym słowem organizm mobilizuje się do walki, staje się silniejszy. Rozprawiając się z krwiakiem, szybko orientuje się, że to nie jest niebezpieczny intruz, rozpoznaje krew jako własną, czyli niegroźną, i przekierowuje swoje siły do walki z infekcjami i innymi problemami organizmu.

W jakich schorzeniach pomaga autohemoterapia

Ponieważ autohemoterapia ma na celu ogólne wzmocnienie mechanizmów obronnych organizmu, przynosi dobre efekty w wielu dolegliwościach. Leczy m.in.:

A co na to lekarze konwencjonalni?

Niestety, autohemoterapia nie ma naukowo potwierdzonej skuteczności (tzn. nikt tego nie badał). Oficjalne stanowisko lekarzy w tej kwestii jest takie, że pobranie w warunkach ambulatoryjnych materiału do wstrzyknięć nie gwarantuje jałowości, nie ma żadnej gwarancji bezpieczeństwa. Autohemoterapia nie jest także, oczywiście, refundowana przez NFZ. Stosowana jest w medycynie niekonwencjonalnej na własną odpowiedzialność terapeutów. Dlatego przed podjęciem decyzji o zastosowaniu u siebie tej metody należy znaleźć godnego zaufania lekarza, który dysponuje odpowiednim, profesjonalnym i atestowanym sprzętem.

Ważne

Podobny do autohemoterapii mechanizm działa się w przypadku siniaków. Chińczycy stosują nawet szczypanie jako specjalny leczniczy masaż. Co prawda bolesny, ale bardzo skuteczny. Pewien lekarz, berliński chirurg, profesor August Bier, jeszcze na początku XX w. zauważył, że złamania kości goją się szybciej, jeśli w ich pobliżu znajdują się też siniaki. I jeśli w wyniku złamania u jakiegoś pacjenta naturalnie nie wytworzył się krwiak, wstrzykiwał mu on w okolicę tego miejsca jego własną krew.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

Czytaj e-wydanie cenie 1,00 zł i zyskaj dostęp do numerów archiwalnych! W nr 6/2020 "Zdrowia" m.in.: jak działają jelita, 10 pytań o wazektomię, uzależnienia a płeć, dłonie pod ochroną, ćwiczenia na smukłe nogi. "Zdrowie" to 76 stron rzetelnej wiedzy!

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie  6/2020
KOMENTARZE
Aurelius
|

Pomaga .Mi ta metoda uratowala zycie.

Aurelius
|

Potwierdzam wszystko.Prawie identyczny historia.Tyle tylko,ze chodzilo o oskrzela.Niezyt oskrzeli.Organizm totalnie zniszczony antybiotykami.Caly uklad odpornosciowy na deskach.W Zakopanym pani doktor(niestety nie pamietam nazwiska) uratowala mi ta metoda zycie.Autohemoterapia plus propolis postawily mnie na nogi.A samopoczucie wspaniale.Nigdy wczesniej ,ani pozniej nie czulem sie tak dobrze psychicznie.Ful energii i jak nowo narodzony. No i otrzywiscie zakopianski bodzcowy,suchy klimat.Niezyt sie zagoil.

Greg
|

To pomaga czy nie w koncu?

Artur
|

W latach 90-tych byłem "leczony" autohemoterapią (kilka serii, ilość krwi zwiększała się w czasie i doszła bodajże do ok. 10 ml - strzykawki używano pod koniec większej niż 5 ml) na ciężką infekcję skóry (coś jak mega-trądzik) i SZCZERZE ODRADZAM! Lecząca mnie kilka lat później bardzo dobra (jedyna, która choć trochę mi pomogła) dermatolog powiedziała, że u nich w szpitalu zarzucono tę metodę w latach 60 jako nieskuteczny szarlatanizm. Oczywiście nie tylko mi nie pomogło, ale mój stan (psychiczny i fizyczny) uległ pogorszeniu. Sama infekcja nie zmieniła się, ale bardzo źle się czułem, byłem osłabiony i bez woli życia. Pominę już fakt, że same zastrzyki tak dużej ilości jakiegokolwiek płynu domięśniowo są mocno bolesne i to także jakiś czas potem! Mówię to mimo faktu, że w tamtych czasach byłem dość porządnie oswojony z bóle, który towarzyszył mi cały czas. Choroba ustąpiła samoistnie (prawie całkowicie, powiedzmy w 95%) wiele lat później, a jej przyczyna okazała się zupełnie inna, niż wszyscy fachowcy sądzili. A leczyli mnie nawet profesorowie, na klinice dermatologii też leżałem. Autohemoterapię zlecił mi co ciekawe lekarz, nie szaman, a zastrzyki wykonywano mi normalnie w przychodni (to było duże miasto wojewódzkie, nie jakaś odległa wieś) w ramach ubezpieczenia. "Gratulacje" dla ich wiedzy medycznej :-(

dcecec
|

Medycyna akademika stosuje zastrzyki z osocza bogatopłytkowego ale to drogie jest - są to zastrzyki z odwirowanej krwi z samego osocza - ale czy to jest mniejj czy bardziej skuteczne to nie wiem. Są ponoćnaukowe dowody że takie zastrzyki z wlasnej krwi zaiewkszają na kilka dni ilość makrofagów we krwi.

iga
|

autohemioterapia pomogła mi w latach 80-tych w leczeniu czyraków,
miałam tylko 3 dawki i ustąpiły.

Małgosia
|

W połowie lat osiemdziesiątych przez kilka miesięcy bezskutecznie walczyłam z gronkowcem złocistym, po ok. 10 seriach różnych antybiotyków, z którymi mój gronkowiec po dwóch dniach się zaprzyjaźnił a nawet zaczynał się nimi odżywiać straciłam wszelką nadzieję na wyzdrowienie. Na nodze miałam wielką, ślimaczącą się ranę,z której wyciekał cały czas płyn. Rana śmierdziało okropnie, po prostu gniło mi ciało. Zaczęły się przerzuty na inne miejsca głównie na śluzówki. O założeniu bielizny nie było mowy. Aż w końcu trafiłam na mądrą panią dermatolog, która uratowała mi życie. Badania potwierdziły, że mój gronkowiec jest bardzo dobrze ożywiony antybiotykami. P doktor stwierdziła, że jedyną metodą są autohemy. Zaleciła mi serię co drugi dzień od 2cm3 stopniowo do 12cm3 a potem nadal co drugi dzień od 12 cm3 do 2cm3. W dni, w których nie miałam autohemów dostawałam ziołowe zastrzyki na regenerację tkanki. Trwało to dwadzieścia parę dni. Po dwóch dawkach gronkowiec zaczął się zmniejszać, a po dwóch tygodniach jeszcze w trakcie kuracji autohemami na skórze nie było śladu i to dosłownie. Żadnej blizny, wysuszonej skóry czy nawet zmiany zabarwienia. Wyleczyła mnie moja własna krew. Nie rozumiem dlaczego nie jest to refundowane skoro kosztem jest tu tylko jednorazowa strzykawka chyba dlatego, że żaden koncern farmaceutyczny nie zarobi na tym ani żaden lekarz współpracujący z koncernem. Niebezpieczeństwo przy takim zastrzyku też jest żadne, nie ma możliwości odrzucenia przez organizm, nietolerancji itd. Natomiast skuteczność jest rewelacyjna.