Leki refundowane - wszystko, co warto o nich wiedzieć

Każdemu pacjentowi przysługuje prawo do refundacji leków i wyrobów medycznych na podstawie recepty wydanej przez lekarza. Więcej o lekach refundowanych i ich poziomach odpłatności opowie Artur Fałek, lekarz i ekspert Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski.

lekarz Artur Fałek
Autor: Kancelaria Janiszewski

Anna Tłustochowicz: Zacznijmy od podstaw: co to znaczy, że leki są refundowane?

Artur Fałek: W Polsce funkcjonuje system ubezpieczeniowy, co m.in. polega na tym, że w przypadku konieczności stosowania leków, system  pomaga pacjentowi sfinansować ich zakup. Ta pomoc nie jest bezpośrednia, czyli pacjent nie dostaje od Narodowego Funduszu Zdrowia pieniędzy i nikt mu tych pieniędzy nie zwraca, ponieważ refundacja odbywa się z wykorzystaniem mechanizmu zwrotu przez NFZ części ceny leku aptece. 

Które leki mogą wywołać krwawienie z odbytu?

Albo w szpitalu.

Tak, oczywiście. Refundacja dotyczy również leków szpitalnych, ale tego pacjenci w ogóle nie widzą, ponieważ rozliczenia są dokonywane bezpośrednio przez szpital, w którym byli hospitalizowani lub gdzie są objęci programem lekowym. Natomiast za leki, które są dostępne w aptece, pacjenci ponoszą odpłatność, której wysokość jest ustalana na podstawie przepisów ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych.

Ponieważ refundacja nie dotyczy tylko leków. 

Oczywiście. Opatrunki czy paski do oznaczania poziomu cukru to są przecież wyroby medyczne, które są w naszym kraju refundowane. Natomiast pod hasłem „środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego” kryją się diety, które mają właściwości lecznicze lub wspierające proces leczniczy, stosowane wtedy, gdy zmiana zwykłej diety nie jest wystarczająca. Najczęściej są to diety, które umożliwiają prawidłowe odżywanie np. pacjentów, u których występuje brak pewnych enzymów. Chorzy na fenyloketonurię, która jest genetyczną chorobą metaboliczną, potrzebują właśnie takich specjalnych środków spożywczych. 

Fakt, że jesteśmy ubezpieczeni, powoduje, że uzyskujemy korzyść w postaci mniejszych kosztów w aptece.

O ile mniejszych? 

Zasady, na jakich określana jest odpłatność pacjenta za leki, czyli to, ile płaci w aptece za opakowanie leków - jest uregulowane we wspomnianej ustawie. Minister Zdrowia, w specjalnej procedurze administracyjnej, wydaje decyzję o umieszczeniu leku w wykazie leków refundowanych, określając jednocześnie tzw. parametry refundacyjne, czyli m.in. poziom odpłatności. Ustalana jest także cena urzędowa leku. Minister publikuje wykazy co dwa miesiące i osoby, które są tym zainteresowane, na przykład pacjenci, którzy przyjmują leki na choroby przewlekłe, mogą sobie sprawdzić na urzędowym wykazie, jaka jest odpłatność za ich leki. 

Jeszcze kilka lat temu pacjenci chodzili od apteki do apteki, żeby sprawdzić, w której z nich kupią leki najtaniej.

Teraz to już bezcelowe. Ceny leków refundowanych, jak wspomniałem, mają charakter cen urzędowych, czyli odpłatność pacjenta w każdej aptece jest taka sama.

A od czego zależy, jaka ta odpłatność będzie?

O tym decydują zapisy ustawy. Leki są kwalifikowane do różnych kategorii odpłatności: bezpłatnych, dostępnych za opłatą ryczałtową, czyli 3,20 zł - z odpłatnością w wysokości 30 proc. ceny leku oraz 50 proc. ceny leku.

Które leki są bezpłatne?

Między innymi te, które mają zastosowanie w leczeniu nowotworów oraz chorób psychicznych. Zasada jest taka, że system powinien być skonstruowany w ten sposób, by najbardziej dofinansować te leki, które muszą być stosowane przewlekle. To widać w naszym systemie! Weźmy np. antybiotyki, które są dostępne w odpłatności 50-procentowej.

Dlaczego takiej?

Ponieważ zazwyczaj są stosowane rzadko i przez krótki czas. Generalnie to nie są leki, które stosujemy przewlekle, choć i tak się zdarza, ale mówimy tu o najczęstszym ich zastosowaniu. Uznajemy więc, że pacjent raz na jakiś czas może ponieść koszt odpłatności 50 proc. za antybiotyk. Natomiast przy nowotworach? Padaczce? Chorobach psychicznych? Nawet pomijając fakt, że stosujący te leki pacjenci są często wyłączeni z możliwości zarobkowania, to konieczność stosowania leków przewlekle, zwłaszcza drogich leków, wpływałaby na ich kondycję ekonomiczną.

A mówiąc wprost: mogłoby ich nie stać na leczenie.

Tak, oczywiście. A system refundacyjny ma przede wszystkim wspierać zdrowie, możliwość poprawy zdrowia oraz dawać pacjentowi możliwość wyleczenia się. Wróćmy do odpłatności. 

Na rynku są dostępne leki wielu producentów i leki te nie mają takiej samej ceny, mimo że zawierają taką samą substancję czynną, w takiej samej ilości, o takiej samej mocy oraz mają identyczną ilość jednostek dawkowania: np. tabletek czy czopków. 

A pacjent może sobie wybrać.

No oczywiście. Weźmy olanzapinę, stosowaną w leczeniu schizofrenii oraz choroby afektywnej dwubiegunowej. To jest lek dostępny za odpłatnością ryczałtową, czyli za 3 złote i 20 groszy.

A dlaczego nie jest bezpłatny? Mówił pan, że leki stosowane w psychiatrii są bezpłatne.

Ponieważ ten lek był ryczałtowy jeszcze przed wejściem w życie ustawy refundacyjnej, a wtedy zastosowaliśmy zasadę, iż leki, które były ryczałtowe, zostają ryczałtowymi. Nowe leki psychiatryczne (z nowymi substancjami czynnymi), mogłyby być bezpłatne. 

Jasne. 

No więc mamy lek za 3,20 zł. Ale są też leki, zawierające tę samą substancję czynną, które są dostępne za większą odpłatą! Mimo że zawierają olanzapinę również w dawcę 10 mg, a opakowanie zawiera również 28 tabletek. Dopłata do opakowania jest jednak wyższa i wynosi np. 3,61 zł, 3,98 zł, 6,15 zł albo i 7,10 zł.

Z czego to się bierze?

Z tego, że te leki się nieznacznie różnią ceną, a system limitowy polega na tym, że nie wszystkie leki są finansowane w pełnej wysokości, tylko jest ustalany limit finansowania.

W którym zmieścił się tylko ten lek, za który pacjent zapłaci 3,20 zł?

Dokładnie tak. Ceny pozostałych leków wystają ponad ten limit, a różnicą w cenie obciążony jest pacjent. W przykładzie, jaki omówiłem, różnica nie jest akurat duża i jeśli pacjent ma ochotę zapłacić 7,10 zł, no to zapłaci 7,10 zł. A mógłby 3,20 zł! I o tym bezwzględnie powinien pacjenta  poinformować farmaceuta, na którym spoczywa taki ustawowy obowiązek. 

Pamiętajmy, że są leki, w przypadku których ta różnica będzie większa i wtedy pacjent naprawdę mógłby sporo zaoszczędzić, korzystając z prawa do informacji i do wyboru leku, do którego mniej dopłaci.

Pan teraz powiedział tak lekko, że „pacjent ma ochotę zapłacić 7,10 zł”. A to przecież nie o ochotę chodzi, ale np. o przekonanie, że leki produkowane przez tego producenta, który jako pierwszy wypuścił go na rynek, albo przez tego, którego nam przepisał lekarz na recepcie - są najlepsze!

Leki, które są dla siebie odpowiednikami, mają te same właściwości terapeutyczne, powinny tak samo działać, a efekt kliniczny powinien być taki sam!

Czyli tańsze leki, leki generyczne, są również skuteczne i równie bezpieczne?

Tak. One są równie skuteczne i bezpieczne. Idąc do apteki i mając zapisany konkretny lek, pacjent ma prawo od aptekarza uzyskać informacje o możliwości skorzystania z zamiany leku w aptece. Farmaceuta to zrobi bez pudła! Proszę się nie obawiać pomyłki. A czasem w ogóle państwo nie muszą pytać, ponieważ - jak już wspominałem - aptekarze sami powinni pacjentów informować o możliwości zakupu leku, który jest odpowiednikiem tego, który jest na recepcie, ale jest dla pacjenta tańszy. Prawda jest taka, że przeciętna dopłata do leków w naszym kraju nieznacznie przekracza 8 zł, natomiast jeśli pacjenci korzystaliby z najtańszej możliwej opcji - nie tracą nic na właściwościach klinicznych leków - to dopłata wynosiłaby 4 złote! Proszę sobie wyobrazić, o ile jest w stanie płacić w aptece mniej osoba, która stosuje kilka leków jednocześnie.

Pan jest lekarzem i jest do generyków przekonany, ale część osób traktuje je jak „podróbki”, czyli z założenia coś gorszego, od oryginału.

To jest całkowicie bezpodstawny pogląd!

Raz jeszcze powtórzę, że leki generyczne zawierają dokładnie tę samą substancję czynną, co lek oryginalny. A to substancja czynna nas leczy!

To, że leki generyczne są produkowane przez inne firmy farmaceutyczne, wcale nie oznacza, że reżim produkcji tych leków jest gorszy. Wszyscy wytwórcy leków zobowiązani są do stosowania tzw. dobrej praktyki wytwarzania, która podlega kontroli przez organy inspekcji sanitarnej. W każdym podmiocie jest przeprowadzana obowiązkowa kontroli jakości i są wyznaczone tzw. osoby odpowiedzialne. Po wyprodukowaniu leku i po przejściu wewnętrznych procedur jakościowych właśnie ta wskazana osoba jest odpowiedzialna za dopuszczenie tego leku do obrotu. A dalej mamy przecież cały system nadzoru nad rynkiem leków, inspekcję farmaceutyczną, która w każdym momencie ma możliwość pobrania próbek leku z apteki i skierowania jej do badania do laboratorium, w którym jest sprawdzana tożsamość substancji czynnej oraz jej ilość w leku, oraz zgodność z dokumentacją wytwarzania.

I to się dzieje?

Tak. To się dzieje. Zaręczam, że nie ma ryzyka przyjmowania leków generycznych. Reżim technologiczny wytwarzania leków, kontrola tego procesu oraz dbanie o bezpieczeństwo produktów leczniczych - nie mają precedensu  w innych obszarach naszego życia. Oczywiście powszechna i szczegółowa jest także np. kontrola żywności, ale ona na pewno nie jest tak drobiazgowa, jak w przypadku farmacji.

Leki to nie cukierki. Wyobraźmy sobie, że lek byłby czymś zanieczyszczony. To mogłoby nie tylko powodować efekt toksyczny, ale znosić czy też zmieniać działanie tego leku. Mamy ponad 50 lat doświadczeni, a jeśli chodzi o wdrażanie procedur bezpieczeństwa w tym zakresie. 

No dobrze, a co z substancjami pomocniczymi? One w lekach generycznych mogą już być inne, prawda? 

Prawda, ale w leku działa substancja czynna! I jeśli w różnych lekach znajduje się ta sama substancja czynna, którą możemy sobie określić, zmierzyć i zważyć, to efekt działania tych leków będzie taki sam niezależnie od tego, w jakim produkcie się ta substancja czynna znajdzie. To tak, jakbym założył inną koszulkę. Ona może być ładniejsza albo brzydsza i się różnić kolorem - zgoda. Ale my wciąż będziemy tym samym człowiekiem.

Bardzo trafne obrazowe porównanie (śmiech).

Dziękuję (śmiech). A już na poważnie, to jest jedna rzecz, o której trzeba pamiętać: uczulenia. Substancje pomocnicze są co do zasady, substancjami neutralnymi dla metabolizmu, one nie wywierają wpływu na fizjologię organizmu człowieka, jednak faktycznie mogą zdarzyć się sytuacje, kiedy pacjent nie toleruje danego leku właśnie z uwagi na wypełniacz. Na przykład na laktozę. Są osoby na nią uczulone i one nie powinny leków zawierających laktozę przyjmować. I wówczas lekarz, wiedząc o tym, przepisuje nam konkretny lek, który tej laktozy nie zawiera i dopisuje na recepcie: „Nie zamieniać”. Wówczas  farmaceuta nie dokona substytucji aptecznej, tylko wyda dokładnie ten lek, który jest zapisany. 

Czy to prawda, że właśnie w Polsce produkuje się wiele leków generycznych? 

Prawda, więc część z naszych czytelników może kupować odtąd generyki również z powodów patriotycznych. Większość leków produkowanych w Polsce to są faktycznie leki generyczne. Mamy nowoczesne zakłady farmaceutyczne, więc jakość tych leków jest bez wątpienia dobra.

A z czego wynika taka mnogość leków dostępnych w aptekach? 

W dużej mierze jest to uzasadnione potrzebą zapewnienia odpowiedniego volumenu leków dostępnych na rynku. Zależy nam też oczywiście na tym, by nie ograniczać pacjentom wyboru, ale jednak kluczowe jest zapewnienie fizycznej dostępności leków na odpowiednim poziomie. 

Monopolizacja rynku przez jednego wytwórcę nigdy nie jest dobra. Wyobraźmy sobie, że wydarzy się choćby pożar fabryki i co wtedy? Pacjenci zostaną bez leków.

A teraz mają wybór i - jak już ustaliliśmy - zawsze warto się upewnić, czy przepisany nam lek jest najtańszy, ponieważ zamienniki są również skuteczne i bezpieczne.

Zdecydowanie tak. 

Ekspert
dr Artur Fałek
dr Artur Fałek, lekarz

Jest ekspertem Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski w zakresie organizacji i funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej, działania administracji państwowej, legislacji w obszarze ochrony zdrowia, jest ekspertem w zakresie refundacji i gospodarki lekami. Pracował w Ministerstwie Zdrowia na stanowisku Dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji (2007-2015), wcześniej jako Z-ca Dyrektora (2007), w Centrali NFZ na stanowisku Dyrektora Departamentu Gospodarki Lekami.

Od 2005 roku był członkiem a od listopada 2007 roku Przewodniczącym Zespołu ds. Gospodarki Lekami. Jest autorem, współautorem wielu rozwiązań organizacyjnych i legislacji w obszarze farmacji i leków, pełnił funkcję Za-cy Członka Management Board w Europejskiej Agencji Leków; Senior Project Officer w projekcie „Transparency of the National Health System Drug Reimbursement Decisions” (2007-2008); był przedstawicielem Polski w pracach grup roboczych na poziomie europejskim.

Przeczytaj inne artykuły z cyklu #StrefaPacjenta: 

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.