Jak przekonać partnera do psychoterapii?

2015-11-20 12:50 Aneta Grabowska - artykuł pochodzi z miesięcznika "Zdrowie" | Konsultacja: Małgorzata Anna Słowik - psycholog, terapeuta uzależnień, Centrum Rozwoju Psychologicznego "Nasza strefa"

Od jakiegoś czasu twój partner wycofuje się z życia rodzinnego, zaniedbuje dotychczasowe obowiązki, swoje hobby. Ma do ciebie chłodny stosunek, jest apatyczny, obojętny albo ciągle poirytowany i agresywny… Jak do niego dotrzeć i przekonać do go wizyty u psychoterapeuty? Czy jest szansa, by wszystko wróciło do normy?

Mężczyznom często trudno jest przyznać się do słabości, a jeszcze trudniej - zwrócić się po pomoc do psychoterapeuty. Próbują maskować swoje problemy, zaprzeczają im, ale prędzej czy później bliska osoba zauważa, że z partnerem dzieje się coś niedobrego. Przyczyn zmiany jego zachowania może być wiele, np. depresja, nerwica, uzależnienia behawioralne, jak hazard, seksoholizm, a coraz częściej siecioholizm (uzależnienie od internetu) czy fonoholizm (uzależnienie od telefonu komórkowego).

To kładzie się cieniem na wszystkie sfery życia – nie tylko relacje z najbliższymi, ale również kontakty towarzyskie czy pracę. Często jedynym rozwiązaniem jest pomoc specjalisty. Spotkania odbywają się na neutralnym gruncie. Zwykle na pierwszym, konsultacyjnym, ustalane są szczegóły sesji terapeutycznych – ich częstotliwość i czas trwania. Ale jak nakłonić partnera do spotkania z psychologiem, jeżeli zdecydowanie się temu sprzeciwia? Dlaczego mężczyźni zwykle są niechętni do podjęcia terapii?

Przyczyny męskiej niechęci do psychoterapii

Odpowiedź przynoszą badania przeprowadzone na osobach o wzorze zachowania A (cechuje je m.in. wysoki poziom ambicji; tzw. dyrektorska osobowość), które przeszły zawał serca. Okazało się, że zachowania prozdrowotne (dla chorych po zawale to m.in. zmiana stylu życia, sumienne przyjmowanie leków) w przypadku mężczyzn, w większym stopniu niż u kobiet, wiążą się ze znacznym spadkiem poczucia własnej wartości.

Podobnie jest z psychoterapią. Już samo pójście do psychologa powoduje taki efekt. Mężczyźni uważają, że pomoc nie jest im potrzebna, gdyż pomaga się słabym, a nie silnym. Do tego dochodzi lęk przed zmianą, bo obecna sytuacja, chociaż może uwierająca, jest im jednak dobrze znana.

Znaczenie może mieć również obawa przed ujawnianiem swoich uczyć oraz stygmatyzacja zawodu psychologa czy absolutnie nieuprawnione utożsamianie go z psychiatrą. Wiele zależy także od wieku mężczyzny. Mniej więcej do 40. roku życiu wzrasta u panów tzw. poczucie mocy życiowej, czyli sprawczości i wpływu na swoje życie. Po czterdziestce zaczyna ono spadać. Stąd statystycznie, np. w przypadku uzależnień, łatwiej jest namówić na terapię mężczyznę koło pięćdziesiątki. Najtrudniej zaś pana między 30. a 40. rokiem życia, kiedy czuje on, że jest na szczycie swoich możliwości.

Przed psychoterapią: uświadomienie problemu

Najczęściej to bliscy szybciej zauważają, że osobie z jakimś problemem potrzebna jest pomoc. Lecz nim ją podejmują, dopasowują swoje zachowania do zachowań chorego, wpadając we współuzależnienie. Bo można uzależnić się od osoby chorej terminalnie w jakikolwiek sposób – czy jest to nałóg, depresja, czy choroba Alzheimera.

Samemu choremu zwykle trudno dostrzec, że coś z nim jest nie tak. Dopiero gdy zaburzenie psychiczne jest zaawansowane, pojawia się osobisty dystres – osoba chora odczuwa psychiczne cierpienie. Mogą to być napady niepokoju, złości, rozpacz. Po drugie występuje dyskomfort obserwatora, czyli cierpienie bliskiej osoby, która widzi np. spadek napędu życiowego czy też wzrost irytacji u partnera. Jednak on sam często nie bierze pod uwagę reakcji tej osoby, a każda próba pomocy z jej strony kończy się fiaskiem.

Ważne

Samemu choremu zwykle trudno dostrzec, że coś z nim jest nie tak. Dopiero gdy zaburzenie psychiczne jest zaawansowane, pojawia się osobisty dystres – osoba chora odczuwa psychiczne cierpienie.

Psychoterapia opornych: początek zmian

Gdy partnera nie udaje się przekonać do wizyty u psychologa, warto do niego pójść samemu. Takie są wytyczne Światowej Organizacja Zdrowia (WHO) dotyczące osób współuzależnionych. Dlaczego? Chodzi o to, by skorygować niewłaściwe sposoby reagowania na zachowania bliskiego. Jeśli zatem partnerka próbowała dotrzeć do mężczyzny i nakłonić go do terapii wszelkimi sposobami – dobrocią, złością, krzykiem, błaganiem – i czuje się już bezradna, to znaczy, że te metody były nieskuteczne. Warto więc nauczyć się nowych – z pomocą specjalisty. Wtedy – być może na zasadzie lustrzanego odbicia – partner zobaczy, że ma problem, i będzie chciał coś z tym zrobić. Ale dopóki nie zrobimy żadnego kroku, toksyczna sytuacja się nie zmieni.

Czasem skuteczne jest uświadomienie partnerowi, jakie będą konsekwencje niepodjęcia terapii. Powinny być one uciążliwe dla niego i wykonalne dla osoby, której zależy na jego leczeniu. Wówczas jest szansa, że zgodzi się on na terapię. W przypadku depresji może to jednak nie zadziałać. U mężczyzn najczęściej jest ona związana z jakimiś stratami życiowymi, np. zwolnieniem z pracy, poważnym schorzeniem. Często zdarza się, że zanim depresja stanie się zaawansowana, u mężczyzn wzrasta agresja, regulują też sobie napięcie używkami lub uzależniającymi zachowaniami. Wtedy również warto zasięgnąć porady psychologa, jak postępować z partnerem. Próba zaciągnięcia go do terapeuty na siłę może skończyć się niepowodzeniem, bo trudno dotrzeć do osoby, która w gabinecie występuje jako gość.

Chociaż jeżeli nawet partner przyjdzie „dla świętego spokoju”, to dobry specjalista może to wykorzystać. Oznacza to bowiem, że jest jakiś powód, dla którego jednak się pojawił – nawet jeśli nie dla siebie, to dla bliskiej osoby. A skoro jest, można próbować z nim pracować.

Psychoterapia dla bardzo opornych: interwencja w kryzysie

Osoba chora nie jest w stanie sama rozwiązać swoich problemów. Jeśli sytuacja się pogarsza, a partner nadal nie chce rozpocząć terapii, można przeprowadzić interwencję kryzysową. Metoda ta polega na przygotowaniu bliskich osób z otoczenia chorego (zwykle od 3 do 5) do rozmowy, która konfrontuje go z konsekwencjami jego zachowań i ma prowadzić do podjęcia przez niego leczenia. Istotne jest, by były to osoby, którym na sercu leży dobro tego człowieka – które go kochają, szanują, mają z nim dobre wspomnienia, np. najbliższy przyjaciel, żona, która (jeszcze) go kocha, dzieci, czy ktoś z grona współpracowników. Nie może to być natomiast nikt, kogo on nie lubi lub nie szanuje.

Osoby te w trakcie spotkania z chorym mówią o jego funkcjonowaniu wcześniej i obecnie oraz o swoich uczuciach wobec niego. Podają też konsekwencje niepodjęcia przez niego leczenia, ale muszą być one realne, do spełnienia. Interwencja kryzysowa przynosi efekty mniej więcej u połowy chorych. Jeśli mimo takiej pomocy leczenia nie rozpocznie np. osoba uzależniona (ponieważ w tym przypadku silnie działa mechanizm zaprzeczania swojej chorobie), to na terapii powinni zostać jej bliscy, bo konieczne są zmiany w dotychczasowym układzie rodzinnym. Psychoterapia pomaga wówczas uwolnić się z błędnego koła współuzależnienia i zacząć odczuwać radość życia mimo trudnej sytuacji. Często okazuje się, że takie modelowanie na własnym przykładzie jest pierwszym krokiem do podjęcia terapii przez partnera. Warto jednak przygotować się, że może to trochę potrwać, bo mniej więcej tak jak długo wpada się w różne kłopoty, tak też potem długo się z nich wychodzi.

To ci się przyda

Uważaj na myśli samobójcze

Według statystyk to więcej kobiet niż mężczyzn chce popełnić samobójstwo, ale panowie są skuteczniejsi… W codziennym zapędzeniu, gdy każdy jest zajęty swoimi sprawami i nie znajduje czasu dla drugiej osoby, można nie zauważyć, że partner ma myśli samobójcze, zwłaszcza jeśli jest bardzo zamknięty w sobie. Sygnałem ostrzegawczym powinny być wygłaszane przez niego negatywne poglądy na temat siebie, świata i przyszłości (tzw. triada depresyjna). To znak, że trzeba jak najszybciej szukać pomocy, choćby u lekarza pierwszego kontaktu, bo na te przekonania mają wpływ zniekształcenia poznawcze (błędy w logicznym myśleniu), które są związane m.in. ze spadkiem poziomu serotoniny, dopaminy i noradrenaliny – neuroprzekaźników odpowiedzialnych za nastrój.

miesięcznik "Zdrowie"

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
KOMENTARZE