Prątki gruźlicy stają się odporne na leczenie

2013-08-27 18:33 ap

Gruźlica nie przeszła do lamusa, jak mogłoby się wydawać. Ta choroba jest wciąż groźna, a może nawet jeszcze groźniejsza niż kilkadziesiąt lat temu, bo część bakterii, które ją wywołują, stała się odporna na standardowe leczenie. Czy może nam w związku z tym grozić wzrost zachorowań na gruźlicę?

Gruźlica przestała być chorobą nędzy, jak to było przed laty. Bo choć większość zachorowań nadal przypada na biedne kraje Azji, Afryki czy państwa byłych republik radzieckich, coraz częściej prątki gruźlicy atakują mieszkańców regionów jak najbardziej cywilizowanych. A przykładów nie trzeba długo szukać. Co gorsza, często lekarzom nie przychodzi do głowy, że mogą mieć do czynienia właśnie z gruźlicą - przez lata odzwyczaili się od prątkujących pacjentów

Rośnie antybiotykooporność szczepów gruźlicy

Jakiś czas temu świat obiegła wiadomość, która była przez dłuższy czas skrzętnie ukrywana. Otóż w Stanach Zjednoczonych pojawił się przypadek wyjątkowo agresywnej, skrajnie opornej na leczenie gruźlicy, określonej symbolem XXDR (to już nie jest „zwykła” skrajnie oporna postać - XDR-TB, ale wyjątkowo skrajna jej odmiana). Zachorował młody, 19-letni chłopak. Co prawda lekarze nie zdradzili, jaki jest jego status społeczny, czy cierpi jeszcze na inne dolegliwości, ale ze skąpych informacji można się domyślać, że nie jest to żaden lump. Leczenie pacjenta trwało ponad dwa lata, zanim udało się go doprowadzić do takiego stanu, żeby mógł kontynuować terapię w sanatorium.

I właśnie przypadków takiej ciężkiej opornej na leki gruźlicy, możemy się spodziewać coraz częściej. Sprzyja temu ruch turystyczny do krajów, w których przypadki gruźlicy opornej i skrajnie opornej na leki dominują, międzynarodowe kontakty służbowe, wyjazdy w interesach za wschodnią granicę itp. O zarażenie naprawdę nie jest trudno.

Czy grozi nam epidemia gruźlicy? [WIDEO]

Gruźlica trudna do rozpoznania

To miała być podróż jej życia. Pewna pracownica agencji PR-owskiej wyjechała na trzy miesiące do Indii. Odpowiednio wyposażona, zabezpieczona niezbędnymi w takim kraju lekami. Przez cały czas czuła się doskonale, nawet nie dopadła jej biegunka podróżnych.

W kilka tygodni po powrocie poczuła się jakoś bardziej zmęczona. Wciąż chciało jej się spać, w nocy się obficie pociła, miewała lekkie stany podgorączkowe. Początkowo kładła to karb pracy, w której zrobiło się bardziej stresująco. Wreszcie poszła do lekarza. Orzekł infekcję wirusową, przepisał ogólnie dostępne leki. Nie pomogły. Czuła się coraz bardziej osłabiona.

Kolejni lekarze stawiali różne diagnozy. Zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc, grypa, mononukleoza, zespół przewlekłego zmęczenia, ale jakoś żadnemu nie przyszła do głowy gruźlica. Ba, nawet nie skierowali jej na rtg klatki piersiowej. Na szczęście, kiedy wreszcie znalazł się pierwszy mądry, na skuteczną terapię nie było za późno. Jednak postawienie właściwej diagnozy nie było wcale łatwe, bo pierwszy rentgen niczego niepokojącego nie wykazał, co wcale nie dziwi, bo nie zawsze da się odróżnić obraz gruźlicy od podobnych zmian chorobowych w płucach), dopiero inne badania specjalistyczne, m.in. tomografia i rezonans magnetyczny oraz diagnostyka mikrobiologiczna pozwoliły ostatecznie wyjaśnić sprawę. Leczenie trwało ok. 8 miesięcy. Dziewczyna jest zdrowa, choć jeszcze osłabiona kuracją.

Gruźlica: czy grozi nam epidemia?

W roku 2012 na 100 tys. mieszkańców Niemiec przypadło 5,3 zarejestrowanych przypadków tej choroby (w Polsce 22,2 na 100 tys.). Rośnie też zachorowalność wśród dzieci. Jak wynika z najnowszych badań uniwersytetu w Kilonii, Europie może grozić epidemia gruźlicy, która pochłonie kwoty liczone w miliardach euro. Jak wyliczyli kilońscy badacze, w Europie leczenie chorych na gruźlicę już teraz kosztuje rocznie ponad 500 mln euro.

Jak ocenia dr hab. Maria Korzeniewska-Koseła, kierownik Zakładu Epidemiologii i Organizacji Walki z Gruźlicą w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, Polska znajduje się w gronie państw o dobrej sytuacji epidemiologicznej. Ale zachorowania na gruźlicę i tak są u nas wciąż o wiele częstsze niż w krajach zachodnich. A w związku z tym, że jesteśmy bardziej otwarci na świat, zaś lekarze stracili wrażliwość na symptomy tej choroby, sytuacja może się pogorszyć. Specjaliści wcale nie są dobrej myśli.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W numerze 11/2019 "Zdrowia": padaczka odczarowana, dla kogo przeszczep nerki, e-papieros - nowa plaga, cera wolna od przebarwień, porażka źródłem sukcesu, lunchbox wegetarianina. Miesięcznik "Zdrowie" to pakiet rzetelnej wiedzy i sprawdzonych porad!

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie 11/2019

Materiał partnerski

KOMENTARZE