Ginekolog: Ludzie boją się nazywać podstawowe elementy układu rozrodczego, nie mówiąc o wiedzy, jak wygląda fizjologia cyklu

2022-01-31 12:32

To, co kiedyś było przyczyną zgonu, dzisiaj można skutecznie leczyć. Medycyna przeszła ogromne zmiany, a my jako jej beneficjenci żyjemy dłużej i zwiększamy swój komfort życia. Z ekspertem dr Tadeuszem Oleszczukiem rozmawialiśmy między innymi o tym, co już zmieniło się w ginekologii, a także jak w przyszłości będzie wyglądać diagnostyka i leczenie dolegliwości żeńskiego układu rozrodczego.

zbliżenie na kobietę pod kołdrą, której widać tylko oczy
Autor: Getty Images

Patrycja Pupiec: Ginekologia od momentu, kiedy rozpoczynał pan praktykę, przeszła pozytywną metamorfozę. Co pana zdaniem było ważnym elementem tych zmian?

Tadeusz Oleszczuk: Eliminacja chorób, które były przyczyną śmierci, pokazuje siłę rozwoju medycyny. Postęp diagnostyki, terapie genowe, immunoonkologia to przykłady rozwiązań, dzięki którym w przyszłości część nowotworów przestanie się pojawiać, a część stanie się chorobą przewlekłą taką jak, chociażby cukrzyca. Miałem okazję być świadkiem tych postępów.

Na przykład w onkologii poważna choroba o nazwie zaśniad groniasty, która rozwija się w trakcie ciąży i może przekształcić się w nowotwór. Kiedyś to było bardzo niepokojące i zbyt późno rozpoznane, co prowadziło do zgonu. Teraz dzięki postępowi medycyny są skuteczne leki, które ratują życie chorej - może ona mieć dzieci i spokojnie żyć.

Kiedy zaczynałem praktykę, to pamiętam, że w każdym województwie był jeden szpital, który miał aparat do wykonywania USG. Potem były kolejne, a dzisiaj właściwie każdy specjalista ma u siebie w gabinecie USG. To bardzo istotne badanie, które wiele wniosło do diagnostyki. Podobnie jak w przypadku tomografii komputerowej czy rezonansu magnetycznego.

Na pewno czekałem na przenośny aparat KTG. Obecne techniki informatyczne stworzyły możliwość do powstania takiego narzędzia. Dzisiaj ciężarna może w domu robić sobie badanie, sprzęt przesyła informacje do specjalistów za pomocą aplikacji, a oni analizują zdalnie wyniki i nadzorują sytuację. Mogą nawet wezwać karetkę, jeśli nagle pojawią się niepokojące zapisy tętna płodu.

Powstał również specjalny aparat sterowany za pomocą aplikacji, który pomaga wykonywać ćwiczenia kobietom zmagającym się z problemem nietrzymania moczu. Aplikacja steruje aparatem, który znajduje się w pochwie kobiety, a same ćwiczenia polegają na odpowiednim napinaniu mięśni miednicy mniejszej. Wynik takich ćwiczeń jest przesyłany do fizjoterapeuty, który ocenia rezultaty i zleca kolejne ćwiczenia. Efekt jest taki, że nie musimy chodzić fizycznie do specjalisty rehabilitacji, tylko kobiety same ćwiczą zdalnie i widzą pozytywne efekty zwiększające automatyzm utrzymania moczu poprzez poprawę funkcji mięśni dna miednicy tzw. mięśni Kegla.

Z drugiej strony to, że były zmiany, nie oznacza, że jest dobrze, bo nadal odbiegamy od zachodu. Jakich zmian wymaga obecny system związany z ochroną zdrowia pod kątem ginekologii i położnictwa?

Zmiany są widoczne i są z pewnością pozytywne, jednak porównując polskie realia z zachodnimi, widać ogromne różnice. Potrzebna przede wszystkim jest odpowiednia edukacja w szkole. Wielu modyfikacji wymaga też sam system związany z ochroną zdrowia pod kątem ginekologii i położnictwa. Dzisiaj kobieta z nowotworem musi zadbać o wszystkie zaświadczenia, skierowania – ona nie może ot, tak pójść do specjalisty, zrobić wyniki, tylko musi przejść od jednego lekarza po skierowanie, do kolejnego zrobić badania i tak dalej, bo obowiązują administracyjne procedury.

Antykoncepcja wymaga recepty, każde badanie wymaga skierowania. Kiedy mam wizytę to za każdym razem przez jakiś czas muszę uzupełniać dokumenty w wersji papierowej. Mimo że i tak wpisuje dane do systemu, oddzielnie prowadzi się dokumentację papierową, choćby wypisując dane do wykonania cytologii.

Na badanie piersi kobieta mogłaby iść prosto do radiologa, ale nie może, bo najpierw musi zostać skierowanie. Zmian wymaga także system edukacji. Młode dziewczyny wchodzące w dorosłość nie wynoszą ze szkoły wiarygodnych danych, a poszukiwanie ich w internecie często nie jest wiarygodne.

To bardzo przykre, kiedy widzę w gabinecie młodą kobietę, która mówi, że wczoraj odbyła stosunek i chciałaby wiedzieć, czy jest w ciąży oraz znać płeć dziecka. Pytam, gdzie jej zdaniem dochodzi do zapłodnienia i ona tego nie wie. Jednak to nie jej wina, tylko wina braku edukacji.

Te potrzeby w jakości edukacji odbijają się też na zdrowiu kobiet. Przykładem jest rak szyjki macicy, który na zachodzie nie istnieje w statystykach dzięki szczepieniom. A w Polsce? Pod względem zachorowalności jest na szóstym miejscu a w umieralności na siódmym. To prawdziwa klęska braku świadomości.

Jak rozpoznać raka piersi?

W którą stronę będzie się pana zdaniem rozwijać ginekologia?

Myślę, że będzie coraz więcej technik, które będą ułatwiać pracę lekarzom. To sztuczna inteligencja będzie przeprowadzała diagnozę i od tego nie uciekniemy. Automatyzacja, techniki cyfrowe, leczenie genetyczne to wielka przyszłość, która już się właściwie dzieje.

Myślę, że kiedyś podstawowe badania nie będą już wykonywane przez lekarza, a za stołem operacyjnym będzie stał robot, a nie człowiek. Lekarz będzie jedynie nadzorował. Obecnie już wykonuje się operacje z wykorzystaniem robotów.

Są już badania sztucznej inteligencji, która potrafi lepiej niż człowiek określić, czy dany wynik badania radiologicznego jest niepokojący, czy nie. Rezultat jednej z takich analiz potwierdził, że maszyna skuteczniej i przede wszystkim szybciej potrafiła przeanalizować wyniki, mając dane z kilkuset tysięcy badań. Wykorzystanie technologii stworzonej do produkcji szczepionek prawdopodobnie także zostanie wykorzystane w przyszłości.

Na razie nie zdarzył się jeszcze przypadek, gdy kobieta zaszczepiona zachorowała na raka szyjki macicy. Może powstaną szczepionki także na inne problemy zdrowotne. Technologie genetyczne już są badane i wykorzystywane w produkcji leków.

Czy powinny pojawić się nowe specjalizacje? Już kiedyś rozmawialiśmy o mammologu albo o lekarzu dedykowanemu mężczyznom.

Absolutnie takie specjalizacje powinny powstawać. Mężczyźni to już w ogóle są pozostawieni sami sobie, a przecież każdy powinien być leczony z uwzględnieniem indywidualnego podejścia. Mamy lekarzy dedykowanych nerkom, nadciśnieniu tętniczemu, a nie mamy specjalisty od piersi…

Wiele kobiet cierpi na różnego rodzaju zaburzenia ze strony piersi czy zaburzeń hormonalnych i metabolicznych jednocześnie. Nie ma lekarza, który mógłby je rozwiązać, bo wszystko i tak trafia do ginekologa, który w teorii powinien zajmować się kobiecym układem rozrodczym, a tak naprawdę często zajmuje się wszystkimi zdrowotnymi problemami pań. Brakuje też holistycznej oceny zdrowia, a przecież wiadomo, że cukrzyca czy zaburzenia tolerancji glukozy wpływają na płodność, przebieg ciąży.

Panowie także mogą mieć różne zdrowotne problemy, szczególnie po 40. roku życia. Na przykład z wiekiem tracą testosteron i to jest poniekąd podobna sytuacja jak przy kobiecej menopauzie. Jednak skąd mężczyzna ma wiedzieć, co się będzie z nim działo, kiedy ten poziom hormonów zmaleje.

Często dzieje się tak, że gdy wyleczę kobietę z jakiejś dolegliwości, to ona potrafi spytać albo przyprowadzić partnera, który boryka się z innym problemem. Tak nie powinno być, bo mężczyzna też musi mieć własnego lekarza, który jest dedykowany tylko jego zdrowiu. Bardzo ważna jest też profilaktyka u mężczyzn. Badania krwi, badania genetyczne czy USG.

Podejście niektórych lekarzy, czyli „ten typ tak ma”, „taka pani uroda” także powinno się zmienić, prawda?

Nie cierpię takiego podejścia. Lepiej, żeby taki lekarz nic nie mówił albo skierował do innego specjalisty. Jak powie „taka pani uroda”, to kobieta może poczuć, że bagatelizuje się jej dolegliwości. Przestaje dociekać, bo przecież usłyszała to od lekarza. Zawsze jednak należy szukać przyczyny.

Tylko to zapewni skuteczne leczenie i pozbycie się problemu. Często przyczyna tkwi w diecie, warunkach środowiskowych czy stresie. Warto się temu przyjrzeć i spróbować coś zmienić. Trzeba jednak wiedzieć, jak i co.

Czy czeka pan, aby szczepienia np. przeciw HPV zyskały na popularności?

Najlepsza byłaby edukacja – kobiety już od młodych lat wiedziałyby, jakie ryzyko niesie ze sobą wirus HPV i badałyby się regularnie, a także pewnie szczepiły. Inne kraje tak jak już wspominałem, pozbyły się tego raka, właśnie dzięki szczepieniom. Nawet w trakcie pandemii widać, jak dużym problemem jest brak odpowiedniej edukacji.

Co mogą robić pacjentki, żeby ułatwić panu skuteczne leczenie? Wystarczy dobrze się odżywiać i badać, żeby nie przychodzić z rakiem, który jest w tak zaawansowanym stadium, że szanse na pomoc są nikłe?

Tak oczywiście. Profilaktyka to podstawa. Regularne wykonywanie badań jest bardzo ważne, tak samo, jak nasz styl życia, na który składa się dieta, odpowiednia ilość aktywności fizycznej, sen, znajomość tego, co nam szkodzi, czyli rozpoznanie nietolerancji pokarmowych. Sprawdzenie niedoborów witamin i mikroelementów.

To bardzo ważne kwestie, które pozwolą nie tylko żyć w zdrowiu, ale czuć się lepiej i zorientować się, w jakim miejscu w ogóle się jest. Można ocenić poziom mikroelementów w surowicy krwi oraz wykonać badania genetyczne.

Często w gabinecie spotykam pacjentki, które przyjmują witaminy i suplementy bez uprzedniego sprawdzenia, czy rzeczywiście ich organizm cierpi na niedobory. To niebezpieczne.

Łykają witaminę C, D, cynk, selen, a nawet nie sprawdzają, czy rzeczywiście powinny to robić, a przecież to może im zaszkodzić, bo nadmiary także powodują zdrowotne problemy. Bez wykonania odpowiednich badań nie powinniśmy niczego przyjmować.

Jak nigdy wcześniej dzięki nowoczesnym maszynom, chemii, badaniom molekularnym, eksperymentom naukowcy szukają nowych ścieżek diagnostycznych i leczniczych. Czy jest może jakieś sprzęt albo badanie, nad którym pracują naukowcy, a na które pan szczególnie czeka?

Sam osobiście czekam przede wszystkim na zmianę podejścia ws. edukacji. To jest ogromny problem, wielka luka, która przyczynia się do śmierci wielu kobiet każdego dnia. Chorują całe rodziny, a ludzie nie myślą o tym, żeby zrobić sobie badania, bo nie wynieśli tej podstawowej wiedzy ze szkoły.

Nawet boją się nazywać podstawowe elementy układu rozrodczego, nie mówiąc o wiedzy, jak wygląda fizjologia cyklu. Ta niewiedza generuje stres i problemy, bo nie dość, że komfort życia jest gorszy, to te osoby czasem przewlekle chorują. Przez niewiedzę, nieudolne zmiany w systemie edukacji i sam skomplikowany system opieki zdrowotnej.

W Polsce osoba chora na nowotwór ma problem z szybką diagnostyką i leczeniem, jakie jest oferowane w innych krajach Europy.

Tadeusz Oleszczuk
ginekolog-położnik Tadeusz Oleszczuk
Lekarz ginekolog-położnik z ponad 30-letnim stażem. Autor książek „Czego ginekolog ci nie powie", "Uspokój swoje hormony" i "Facet jak młody bóg".

Przeczytaj inne artykuły z cyklu #StrefaKobiety: