Przerażające dane! Umiera prawie dwa razy więcej Polaków niż rok temu

2020-11-04 13:10 Monika Ochnik

Statystyki nie kłamią. W zeszłym roku o tej samej porze zmarło prawie o połowę mniej Polaków niż teraz w czasie pandemii. Czy to wyłącznie wina koronawirusa? Jak przekonują eksperci, jest to przede wszystkim oznaka niewydolności naszej służby zdrowia.

Koronawirus SARS CoV-2 zbiera swoje śmiertelne żniwo, i to takie, którego nie uwzględniają oficjalne statystyki rządowe. Według nich od początku epidemii w Polsce, czyli mniej więcej od marca, gdy zanotowano pierwsze zgony, w naszym kraju odnotowano ponad 6 tysięcy zgonów spowodowanych COVID-19 lub nałożeniem się COVID-19 na inne choroby współistniejące, takie jak nadciśnienie, cukrzyca czy przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP). To one wywołują zwykle ciężki przebieg zakażenia koronawirusem.

Jednak prawdziwą skalę pandemii widać dopiero w statystykach opublikowanych ostatnio przez Ministerstwo Cyfryzacji. Powstały one na podstawie danych z Rejestru Stanu Cywilnego wygenerowanych 2 listopada o godz. 12.30.

Statystyki przedstawiają liczbę zgonów w Polsce w poszczególnych tygodniach w latach 2010-2020. Najlepiej widać to na wykresie opublikowanym przez portal money.pl, który uwzględnia średnią liczbę zgonów w poszczególnych miesiącach ostatniej dekady. Widać na nim wyraźnie, że średnia liczba zgonów wahała się od ok. 7 do prawie 8,5 tysiąca osób, przy czym największy wzrost odnotowywano zwykle pod koniec roku i w kilku pierwszych tygodniach roku, gdy przypadał szczyt grypy sezonowej. 

Sytuacja pogorszyła się mniej więcej od 38. tygodnia tego roku, który przypadał od 14 do 20 września - liczba zgonów przekroczyła wtedy 8239 (średnia dla lat 2010-2019 z tego tygodnia wynosiła nieco ponad 7 tysięcy) i zaczęła znacząco rosnąć, osiągając nienotowany w ostatniej dekadzie wzrost. W ostatnim tygodniu października (26-31) wystawiono aż 12 257 aktów zgonu, czyli o prawie 5 tysięcy więcej, niż wynosi średnia z ostatniej dekady. Dla porównania: w 2019 roku zmarło w tym samym czasie 7678 osób, czyli dokładnie o 4579 osób mniej niż w tym roku.

Co kryje się za tymi statystykami?

Niewątpliwie ma w tym swój udział pandemia, ale też wszystko, co w związku z nią dzieje się z naszym kraju.

  1. Od kilku miesięcy pacjenci mają utrudniony dostęp do lekarzy, wiele wizyt odbywa się w formie teleporady, inne zostały całkowicie wstrzymane. To samo tyczy się różnego rodzaju zabiegów - odbywają się tylko te bezpośrednio ratujące życie, i to też nie bez problemów.
  2. Nasza służba zdrowia jest na skraju wydolności, brakuje miejsc w szpitalach, które z dnia na dzień musiały się przekształcić w szpitale zakaźne (tzw. jednoimienne) leczące pacjentów chorych na COVID-19. Karetki nie przyjeżdżają na czas, a jeśli już przyjadą, to potrafią czekać w długich kolejkach przed szpitalem, by przekazać pacjenta na SOR. 
  3. Brakuje personelu medycznego - wielu lekarzy, ratowników medycznych i pielęgniarek jest na zwolnieniach lekarskich lub przebywa na kwarantannie.  

Tę trudną sytuację w służbie zdrowia, która odbiła się na statystykach, podsumowuje prof. Piotr Szukalski, ekspert demografii z Uniwersytetu Łódzkiego: - Widzimy najprawdopodobniej pośrednie konsekwencje epidemii, czyli długie miesiące bez wizyt lekarskich, utrudniony dostęp do służby zdrowia i problemy z diagnozowaniem różnego rodzaju problemów zdrowotnych. Jeżeli ludzie nie chodzą do lekarza, bo się boją lub nie mogą do niego się dostać, to oczywiście wykrywamy masę chorób o wiele później. Czasami po prostu za późno. Jednocześnie trzeba zadać sobie pytanie, na ile telemedycyna pozwala na precyzyjne diagnozy. 

I dodaje: - Za wzrost odpowiadają również ci, którzy umierają na COVID-19. (...) Trzeba też wprost powiedzieć, że Polaków umierających na COVID-19 jest więcej, niż oficjalnie wiemy, bo nie każdy ma wykonany test. Nie wiemy przecież, ile np. zawałów wśród seniorów jest spowodowane właśnie wirusem. Po trzecie, możemy właśnie obserwować ukryte koszty epidemii - tłumaczył.

Co więcej, wzrasta również liczba zgonów nie tylko wśród seniorów, ale też osób, które nie należą do największych grup ryzyka, czyli 40- i 50-latków. Zauważają to nawet firmy zajmujące się pochówkiem. Jak tłumaczy Wirtualnej Polsce Adam Ragiel z Polskiego Centrum Szkolnictwa Funeralnego: - Obserwujemy, że zgonów przybywa, ale przybywa ich u osób w średnim wieku. (...) Czym jest to spowodowane? Nie jest udzielana pomoc medyczna na czas, a te zgony są w domach.

Czytaj też:

Zakażone koronowirusem rodzeństwo nie żyje
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.