"Pogryzły mnie tylko komary, a teraz mam boreliozę". Czy to możliwe?

2024-06-07 23:32

Borelioza to naprawdę groźna choroba, przeciwko której wciąż nie ma skutecznej szczepionki mimo intensywnych wysiłków naukowców. Nic dziwnego, że budzi silne emocje, szczególnie u osób, które zachorowały, a tak do końca nie wiedzą dlaczego, bo nie pamiętają ataku kleszcza.

Pogryzły mnie tylko komary, a teraz mam boreliozę. Czy to możliwe?
Autor: GettyImages

Pomysł, że kłujące nas (nie - gryzące) komary roznoszą boreliozę, nie jest nowy. Wręcz przeciwnie - wraca sezonowo, głównie w mediach społecznościowych. Nie inaczej jest w tym roku. Wystarczyło trochę deszczu, wzmożonego ataku komarów, a temat powrócił.

Pierwotnym źródłem takich podejrzeń jest zapewne fakt, że u kilku procent komarów faktycznie stwierdzono obecność krętków Borrelia burgdorferi, czyli bakterii odpowiedzialnych za rozwój boreliozy.

Wielu chorych twierdzi też, że nie miało żadnego "rumienia wędrującego", nie widziało kleszcza, a komary - owszem. Nie ma jednak powodów do obaw - związek między komarami i boreliozą to mit.

Poradnik Zdrowie: Żyję z boreliozą

Dlaczego komary nie roznoszą boreliozy

Samo wykrycie krętków powodujących boreliozę u komarów wciąż nie oznacza, że mogą one zostać przeniesione na człowieka.

Komarzyce mogą roznosić mnóstwo groźnych patogenów, a jednak nie boreliozę. Dlaczego? Krew pochodząca z różnych ukłuć (żywicieli) nie miesza się, a krętki nie mogą przeżyć w ich jelicie.

- Zgodnie z aktualną wiedzą naukową zakażenie boreliozą możliwe jest tylko w wyniku pokłucia przez zakażonego kleszcza. Nie możesz zarazić się boreliozą od osoby, która na nią choruje - tłumaczyła prof. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku w serwisie kleszcze.info.

Czy można mieć boreliozę bez kontaktu z zarażonym kleszczem

To, że nie widzieliśmy kleszcza na skórze, wcale nie oznacza, że go tam nie było.

Pozornie trudno przeoczyć na skórze dorosłego kleszcza - mocno w nią wczepiony rzuca się w oczy, szczególnie gdy już opije się krwi. Trzeba jednak pamiętać, że kleszcze często nie atakują miejsc dobrze widocznych.

Pajęczaki dobrze się kamuflują, ukrywając pod włosami i w zagięciach skóry. Nie sprawiają bólu. Kiedy pasożyt opije się już krwi, po prostu odpada od skóry.

Nimfy, czyli stadium przejściowe w rozwoju tego pajęczaka, na skórze przypominają brud lub pieprzyk, są wielkości ziarenka maku. Tymczasem tak samo roznoszą boreliozę, jak osobniki dorosłe.

Nie było rumienia wędrującego, to skąd borelioza

Ocenia się, że rumień wędrujący występuje u 70-80 proc. osób zarażonych boreliozą. Nie musi się więc pojawić. Co więcej - sporo osób nie umie go rozpoznać i właściwie ocenić.

Sporo osób, słysząc, że coś jest "wędrujące", spodziewa się zmiany, która pojawi się to tu, to tam. To nie tak.

Rumień będący objawem wczesnej postaci boreliozy pojawia się w miejscu ataku kleszcza i w kolejnych dniach "wędruje" jedynie jego brzeg. Zmiana powiększa się stopniowo i czerwona obwódka ma coraz większy zasięg, natomiast skóra w środku zwykle blednie.

To oczywiście klasyka, ale rumień wcale nie musi tak wyglądać. Na łydce czasem cały obszar pozostaje czerwony. Na tułowiu rumień bywa tak duży, że go nie widzimy, bo pojawia się blada wstęga dookoła tułowia. Na owłosionej skórze głowy jest jeszcze gorzej. Często nie widzimy nic.

Jeśli podczas pobytu na świeżym powietrzu zaatakują nas i kleszcze, i komary, owadów nie przegapimy. Możemy jednak przeoczyć kleszcza, a potem błędnie założyć, że go nie było.

Najlepiej nie dać się dopaść żadnym krwiopijcom, stosując skuteczne odstraszacze. Niestety, popularne metody naturalne zwykle okazują się zawodne, bo nawet jeśli działają, to krótko. Warto więc rozważyć zakup odpowiedniego preparatu najlepiej w aptece.

Sonda
Które owady lub pajęczaki najczęściej psują ci urlop?