ORTOREKSJA - groźna choroba wynikająca z przesadnej dbałości o dietę

Na ortoreksję szczególnie podatne są osoby dążące do perfekcji i skoncentrowane na sobie. Ortorektyk wierzy w to, że jeżeli będzie przestrzegał rygorystycznej diety, nie doświadczy chorób nękających współczesne społeczeństwa, a jego życiowe problemy rozwiążą się same.

Początek ortoreksji jest całkiem niewinny, podobnie jak we wszystkich uzależnieniach. Pewnego dnia zapada decyzja: „Nigdy więcej nie zjem czegokolwiek, co jest niezdrowe”. Cel szlachetny – zdrowe życie. Zaczyna się stosowanie różnych diet i precyzyjne planowanie codziennego jadłospisu. Potem następuje stopniowa eliminacja coraz większej liczby produktów. Zostają jedynie te, które wydają się niczym nieskażone.

I tak krok po kroku wpada się w ortoreksję, czyli obsesję na punkcie zdrowego jedzenia. Termin ten wprowadził amerykański lekarz – Steven Bratman, który jako dziecko był alergikiem. Radykalna dieta antyuczuleniowa spowodowała, że coraz bardziej bał się jedzenia. Z wiekiem systematycznie wykreślał z jadłospisu coraz więcej produktów, które wydawały mu się szkodliwe czy wręcz toksyczne. Przygotowaniu posiłków poświęcał większość swojego czasu. Z jedno- albo kilkudniowym wyprzedzeniem planował menu. Pracował nawet nad stworzeniem diety cud, dzięki której człowiek uniknie chorób i dłużej zachowa młodość. Nie udało się. Aby przestrzec innych, nie tylko zdefiniował nową chorobę, ale też napisał o niej książkę – „W szponach zdrowej żywności”.

Ortoreksja, czyli jedzenie pod kontrolą

28-letnia Beata przez kilka lat była wegetarianką, potem weganką (czyli poza mięsem i wędlinami zrezygnowała także z produktów mlecznych). Z czasem planowanie posiłków zaczęło zajmować jej coraz więcej czasu, a to, co wybierała w sklepie, skrupulatnie sprawdzała. Jeśli buraki, to tylko z gospodarstw ekologicznych, makaron – z orkiszu, a do picia herbatka z pokrzywy i skrzypu (na poprawę cery). Wszelkie słodycze były zakazane. Każdy kęs musiał być przeżuty odpowiednią ilość razy, a wartość odżywcza posiłku dokładnie sprawdzona. Wszędzie widziała czyhające na jej zdrowie środki konserwujące, pestycydy, emulgatory itd. Przyszedł moment, gdy w sklepie nie mogła znaleźć niczego dla siebie, może jedynie otręby owsiane, kiełki lucerny czy żytnio-razowy chleb z pełnego przemiału na wodzie oligoceńskiej. Potrafiła przeprowadzić błyskawiczną analizę chemiczną tego, co ma na talerzu, i sprawnie wyciągnąć wnioski. W niskosłodzonym dżemie brzoskwiniowym widziała za dużo cukru, w grahamkach straszyły chemiczne ulepszacze, a w jogurtach konserwanty. Sałatę odstawiła ze względu na ołów, pomidory – bo pełne pestycydów. Przez ponad miesiąc jadła tylko tofu skropione olejem lnianym. Wierzyła, że dzięki temu będzie lepsza.

Skutki zdrowotne ortoreksji

Kiedy coraz więcej osób zaczęło zwracać jej uwagę, że chyba przesadza, tłumaczyła, że ma alergię pokarmową i prawie wszystko jej szkodzi. Zresztą rozmowy ze znajomymi nudziły ją niesamowicie, najlepiej czuła się w swoim towarzystwie.

Nieprawidłowo zbilansowane posiłki doprowadziły Beatę do ogromnego niedoboru minerałów i witamin. Organizm zaczął się buntować i przestał funkcjonować tak, jak powinien. Pojawiły się bóle i zawroty głowy, kłopoty z pamięcią i koncentracją. Do tego dołączyły bóle brzucha, nudności, osłabienie, problemy z ciśnieniem, anemia i huśtawka nastrojów.

Po pół roku takiej restrykcyjnej diety zanikła miesiączka, gdyż zaburzona została produkcja estrogenów odpowiedzialnych za regularność cykli. Niedobory energetyczne powodują zachwianie całej gospodarki hormonalnej organizmu. A to z kolei może prowadzić do pojawienia się stanów depresyjnych. Gdyby nie pomoc psychologa, na którą zresztą Beatę trzeba było bardzo długo namawiać, mogłoby się skończyć tragicznie.

Po prawie rocznej terapii behawioralno-poznawczej, zmierzającej do korekty nawyków żywieniowych, walce z poczuciem niższości i uporaniu się z problemami w rodzinie (jej młodsza siostra była zawsze uważana przez rodziców za lepszą, zdolniejszą, ładniejszą) w końcu uwierzyła, że naprawdę jest wartościową osobą. Przestała obsesyjnie analizować każdy zjedzony kęs. Zrozumiała, że to jedzenie kontrolowało całe jej życie.

W czasie terapii co jakiś czas wprowadza się do menu produkt uznawany przez ortorektyka za niezdrowy. Zjedzenie i zrozumienie, że nie wpłynął on znacząco ani na zdrowie, ani na wygląd, pozwala uświadomić choremu, że pewne kwestie były przez niego wyolbrzymiane i demonizowane. Teraz Beata powoli otwiera się na osoby, które są jej życzliwe. Woli pójść do kina, niż w samotności myśleć o tym, co zje następnego dnia.

Przyczyny ortoreksji tkwią w psychice

Podobnie jak w anoreksji i bulimii, przyczyny tej wieloetapowej choroby tkwią w psychice. Problem nie pojawia się z dnia na dzień. Na ortoreksję szczególnie podatne są osoby bardzo skoncentrowane na sobie i nieustannie dążące do perfekcji. Świadomość, że mogą w pełni kontrolować swój sposób odżywiania się, sprawia im satysfakcję. Narzucają sobie reżim dietetyczny, z każdym dniem coraz większy. Stosują system kar i nagród. Każde odstępstwo od zasad wywołuje ogromne poczucie winy. Za spożycie czegoś „nieczystego” potrafią się ukarać, eliminując kolejny produkt z listy do tej pory dozwolonych.

Smak potraw traci na znaczeniu, liczy się tylko ich jakość. Wierzą, że tak skomponowana dieta pozwoli im zachować formę i zdrowie. Nie dążą, tak jak osoby chore na anoreksję, do obsesyjnego zrzucenia kilogramów. Wiedza o zdrowym żywieniu nie oznacza jednak, że ich dieta jest urozmaicona i dzięki temu naprawdę spełnia swoje zadanie – ochronę zdrowia. Obsesja na punkcie składu żywności prowadzi do tego, że w menu znajduje się z czasem tylko kilka wartościowych produktów, a więc coraz mniej mikroelementów i witamin, co w konsekwencji prowadzi do wycieńczenia organizmu.

Ważne

Tego unika ortorektyk:

  • warzyw i owoców (z obawy przed metalami ciężkimi i pestycydami)
  • produktów zbożowych (bo zawierają polepszacze)
  • drobiu i nabiału (mają antybiotyki, hormony)
  • wędlin (są w nich środki konserwujące)
  • żywności zawierającej sztuczne barwniki
  • ryb (skażenie metalami ciężkimi)

Ortoreksja wpędza w chorobę

Nawet nie wiadomo, kiedy pojawiają się problemy na gruncie towarzyskim i zawodowym. Kontrola nad pożywieniem ma rekompensować porażki w innych dziedzinach życia. Tu nikt nie może nimi sterować. Ortorektycy sami decydują, co zjedzą. Kolekcjonują poradniki o tym, co jeść, a czego unikać. Rozkład dnia podporządkowują ściśle określonym zasadom – jadają z góry ustalone potrawy, z zegarkiem w ręku.

Ortorektyk wierzy w to, że jeżeli będzie przestrzegać rygorystycznej diety, to nie doświadczy chorób nękających współczesne społeczeństwa. Ma poczucie, że robi coś ważnego. Często do swoich metod próbuje przekonać otoczenie. Niezrozumiany zrywa kontakt z rodziną i znajomymi. Potrafi rzucić pracę, jeśli przeszkadza mu ona w zdrowym odżywianiu. Wpędza się w chorobę, a nawet szaleństwo. Jedzenie produktów dozwolonych i unikanie tych „szkodliwych” staje się życiową filozofią. Nieświadomy swojego zaburzenia bądź przekonany o słuszności swojego sposobu odżywiania się, bezskutecznie szuka pomocy u lekarzy zajmujących się konkretnym narządem czy układem.

Ortoreksja

Koncentrowanie się na zdrowym odżywianiu i odpowiedniej diecie może prowadzić do ortoreksji - choroby wyniszczającej ciało i psychikę. Ortoreksja jest groźna, ponieważ wdziera się w życie niepostrzeżenie. Występuje cienka granica między przesadnie zdrowym odżywianiem a właśnie ortoreksją.

Ortoreksja - kiedy zdrowe odżywianie wyniszcza organizm

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

miesięcznik "Zdrowie"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

Czytaj e-wydanie cenie 1,00 zł i zyskaj dostęp do numerów archiwalnych! W nr 6/2020 "Zdrowia" m.in.: jak działają jelita, 10 pytań o wazektomię, uzależnienia a płeć, dłonie pod ochroną, ćwiczenia na smukłe nogi. "Zdrowie" to 76 stron rzetelnej wiedzy!

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie  6/2020
KOMENTARZE
ignorant
|

Bardzo dobry artykuł, niestety komentarze jak zwykle cyniczno-abnegackie.
Monotematyczna dieta zawsze doprowadzi do wynaturzenia. Weganizm nie jest następnym stopniem wtajemniczenia a jedynie stopniem ograniczenia.
Korzystajmy z możliwości jaka nam dała natura i dbajmy o różnorodność naszej diety.

maniacy stop
|

"obecnie jedzenie nie jest w stanie zapewnić organizmowi nawet minimum składników odżywczych. Bez suplementacji już się nie da." No nie przesadzaj i nie bądź "nawiedzony"

Pewnie chodzisz na te różne pseudo wykłady tych różnych sekciarzy i pseudonaukowców od tzw "wróżb i medycyny naturalnej czy tam targi ezo ;=)) bo piszesz i masz pogądy całkiem jak ONI!!!!! Oni tworzą takie firmy sieci MLM i wciągają w to ludzi żeby na okrągło faszerowali sie suplementami i oczyszczali organizm z tzw "toksyn" np za pomocą różnych oszukanczych pseudo terapii typu plastry na stopy itp
Zdrowe żywienie jest ok dopóki człowiek na tym punkcie nie zaczyna popada w paranoję !

myśląca (szerzej)
|

hej, nikt nie mówi, że zdrowe jedzenie to choroba. jeśli by tak było, to cały ten portal nadawałby się do leczenia. chodzi o przesadę i popadanie w fanatyzm. sama jestem weganką, gotuję, dbam o to, co jem, nie chodzę na łatwiznę i nie kupuję "co popadnie". ale powiem ci tak - miałam w życiu poważne problemy z zaburzeniami odżywiania i wiem w jaki sposób można do tematu jedzenia podchodzić. z tego, co kapuję, ortoreksja jest jednym z zaburzeń - tak jak bulimia czy anoreksja. problem nie polega na tym, że chcesz jeść zdrowo, tak samo jak w anoreksji problem nie jest wyłącznie w tym, że chcesz być chudy. to kwestia karania się, kontrolowania, uzyskiwania satysfakcji z tego, co jesz albo czego nie jesz.
niezdrowy stosunek do jedzenia (jakiegokolwiek) jest chorobą; zdrowe odżywianie samo w sobie nie.
ps. alergie, braki witamin, minerałów etc. to inny temat. nie na ten artykuł. poluźnij kołnierzyk

myslacy
|

No jasne.... najlepiej zrobić z osoby dbającej i świadomej tego co je, wariata. Owszem nie można popadać w przesadę, że nigdy nie zje się pizzy czy niczego słodkiego, ale to, że w przeciętnym sklepie spożywczym nie bardzo jest co kupić bo wszystko syf to jest prawda. Alergie też nie biorą się z niczego.

Czy braki witamin i minerałów, zaburzenia nastroju, przewlekłe zmęczenie to domena osób, które myślą o tym co jedzą? Oczywiście, że NIE. To w dużo większym stopniu dotyczy tych, którzy jedzą co popadnie. Do tego jeszcze trzeba dołożyć otyłość, nowotwory, grzybice.
Taka osoba, która bardzo uważa na to co je można uniknąć wielu negatywnych czynników, na które narażeni są inni, ale obecnie jedzenie nie jest w stanie zapewnić organizmowi nawet minimum składników odżywczych. Bez suplementacji już się nie da. Sam fakt, że ktoś się rozluźni i będzie znów jadał wszystko jak leci, podobnie jak większość, samo to nie wyeliminuje w żaden sposób objawów, które podano. Niestety o tym autorka się nie zająknęła