Dorosłe dziecko w domu. Oznaka niedojrzałości czy nowy trend?

2015-02-06 15:13 Joanna Zielewska

Jakie są przyczyny tego, że dzieci nie wyprowadzają się z domów nawet wtedy, gdy powinny już zakładać własne rodziny? Zdarza się, że to rodzice mniej lub bardziej świadomie, zatrzymują je blisko siebie. W innych przypadkach młodzi kierują się wygodnictwem i poczuciem bezpieczeństwa, które daje im rodzina. Poznaj realne przyczyny niechęci do wyprowadzki z domu.

Najpierw z niepokojem wyobrażamy sobie dzień, w którym nasz skarb spakuje rzeczy i pójdzie w świat. Potem, gdy mijają lata, a pokój syna czy córki jak dawniej tętni życiem, bywa nam jeszcze trudniej.

Czy moje dorosłe dzieci to "gniazdownicy"?

Magda, mama dwudziestopięciolatki i trzy lata starszego syna, wspomina czas swoich studiów: „Chociaż uczelnię miałam w rodzinnym mieście, wynajęłam z koleżanką kawalerkę. Zdarzało się, że brakowało pieniędzy, więc w kuchni był tylko kisiel i makaron. Ale do głowy mi nie przyszło, żeby pojechać do rodziców, najeść się i wykąpać. Na swoje dzieci patrzę ze zdumieniem. Córka zaocznie studiuje i pracuje w butiku, syn założył z kolegą firmę i finansowo też sobie radzi. Ale żadne z nich tak naprawdę nie wyniosło się z domu. Córka jest z nami. Syn pomieszkuje u swojej dziewczyny, ale co parę dni podrzuca mi torbę z rzeczami do prania, a po jego wyjściu lodówka zawsze jest pusta”.

Czytaj też: Syndrom Piotrusia Pana, czyli jak sobie radzić z wiecznym chłopcem

Dlaczego dorosłe dzieci wracają do domów rodzinnych?

Kiedy nastolatek spędza mniej czasu w rodzinnym domu, częściej nocuje u znajomych, organizuje kilkudniowe wypady, wydaje się, że moment, kiedy zechce się usamodzielnić, jest blisko. Ale nic takiego się nie dzieje. Zdarza się też, że dorosły syn czy córka mają już partnerów, ale i tak na noc zwykle wracają do mamy i taty.

Czas zmiany nie nadchodzi, mimo że „dziecko” przekracza trzydziestkę. Ale okazuje się, że nie jest wyjątkiem, bo wokół ma znajomych, którzy żyją podobnie. Niezależnie od tego jak układają się z dzieckiem relacje, nigdy nie jest komfortowo. Albo wybuchają konflikty, bo dziecko przecież dorosło i nie chce się z niczego tłumaczyć, ani wypełniać poleceń. Albo, gdy wszystko układa się znakomicie, zaczynamy martwić się, co będzie, kiedy nas zabraknie? A jeśli nie ułoży sobie życia i na starość zostanie samo? Dlaczego nie chcą dorosnąć? Powodów jest wiele. Nierzadko dzieci wciąż nie budują własnego życia, bo… nie mają z kim.

Młodsze pokolenie coraz później decyduje się na ślub i założenie rodziny. Jeśli tylko w rodzinnym domu jest ktoś, kto przytuli, wysłucha, jak było w pracy, obejrzy razem film, nie tylko rodzice, ale też siostra czy brat, to po co się wyprowadzać? Pozostawanie w domu wydaje się łatwiejsze i chroni przed samotnością, która stała się czymś powszechnym: mają setki wirtualnych przyjaciół na facebooku zamiast kilku prawdziwych ulicę dalej. Dom rodziców to jedyne pewne i stałe miejsce, gdzie nie muszą się wykazywać i popisywać.

Powszechną przyczyną takiego stanu rzeczy są aspiracje młodych ludzi, większe niż kiedyś. Chcą być lepiej wykształceni, bo to daje większe szanse na lepszą lub jakąkolwiek pracę. Dlatego często dwudziestoparolatek kończy jeden kierunek i bierze się za następny. A to kosztuje i te koszty trzeba często przerzucić na rodziców.

Realne przyczyny niechęci do wyprowadzki z domu

Patrząc na swoje dorosłe dzieci, warto zastanowić się też, czy to nie jest przypadkiem wygoda. Może one mają powody, by myśleć: „Po co mam iść na swoje, skoro tu wszystko dają?”. Często dotyczy to także osób, które już zarabiają i mogłyby się bez problemu utrzymać, ale wydaje im się, że ich pieniądze to ciągle kieszonkowe.

Jeśli przyczyną nie jest wygodnictwo, to może okazać się, że dorosłym „gniazdownikiem” kieruje obawa, czy w ogóle warto zakładać rodzinę. Coraz łatwiej bowiem podejmujemy decyzję o rozstaniu. Jeśli młody człowiek zetknął się z taką sytuacją, bo np. bliscy czy przyjaciele są po rozwodzie, to dla młodego człowieka jest to sygnał: „Skoro tylu się rozwodzi, to samo może spotkać mnie. Zakładanie własnej rodziny i samodzielne życie może więc okazać się chybioną inwestycją”. A gdy rozstanie dotyczy rodziców, dodatkowo może mieć rozterki: „Przecież nie zostawię mamy samej, tyle mi poświęciła, samej jej będzie trudno” itp.

Mamo, tato, nie utrudniajcie

Trudniej wyfrunąć z gniazda jest też dzieciom, których rodzice nie dogadują się z sobą. Wrogie relacje między nimi powodują, że jedno z nich, a czasem oboje szukają w dziecku sprzymierzeńca, powiernika, pocieszyciela. Czasem to sami rodzice zatrzymują je w domu. „Bez ciebie to ojciec całkiem zatruje mi życie”, „Nie będę miał do kogo ust otworzyć, z matką przecież nie da się pogadać” – słyszy młody człowiek i wie, że jego wyprowadzka oznacza wojnę domową. Nierzadko rodzice nieświadomie blokują nieśmiałe próby usamodzielnienia się i w rozmowach pojawia się temat oszczędności. „Po co napychać komuś kieszenie i płacić za wynajem, jeśli możesz mieszkać z nami i odkładać” – mówią. To dość rozsądny argument, ale nie sprzyja samodzielności dzieci. Zwłaszcza że oszczędności bywają często pozorne.

Niewielu ludziom, którzy nie wiedzą jeszcze, co znaczy zarządzanie domowym budżetem, udaje się utrzymać dyscyplinę i odkładać co miesiąc na własne mieszkanie. Perspektywa wyprowadzki oddala się. Często problem z wyprowadzką ma dziecko, które jako ostatnie zostało w rodzinnym domu. Rodzeństwo już przyzwyczaiło wszystkich, że ma swoje życie, i spycha obowiązki wobec rodziców na tego „ostatniego”. Problemem może być też nadopiekuńczość i krytycyzm rodziców. Powtarzane „nie dasz sobie rady” czy „ta dziewczyna nie jest dla ciebie” utrudnia rozpoczęcie samodzielnego życia nawet, gdy dziecko się wyprowadziło. Bo okazuje się, że partnerka nie jest praczką i sprzątaczką jak mama...

miesięcznik "Zdrowie"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
KOMENTARZE
SMODER
|

Ludzie ogarnijcie sie. Nie ma nic zlego w tym jesli dorosly chlopak moeszka z rodzicami, oczywiscie pod warunkiem, ze pracuje i doklada sie do wszystkiego - wtedy jest ok. Inna sprawa kiedy mamy do czynienia z takim pasozytem, chlopem 20-paroletnim i wiecej, ktory nie dosc, ze mieszka na krzywy ryj i wszystko ma darmo jakby dalej mial 13 lat, bo nie pracuje (nastolatek to sie chociaz uczy) to jeszcze nic w tym domu nie robi. Nawet o najzwyklejsze rzeczy typu wyrzucenie smieci ciezko sie takiego doprosic, a juz o zmywaniu czy praniu swoich smrodow to nawet nie wspominam. Taki jak najbardziej: powonien wyleciec na zbity pysk z domu, bo gorszych pasozytow to juz chyba nie ma, bo nawet gdyby wykonywal te rozne czynnosci domowe to i tak to by bylo nic w poruwnaniu z tym ile on kosztuje rodzicow

kikik
|

boli cie to że nie wydał pieniędzy na ciebie tylko kupił córce mieszkanie ;) ona jest dla niego najwazniejsza nie ty i w ich relacji nie masz nic do gadania, takze daruj sobie

Samodzielny
|

Nie musi kupować, może wynająć wspolnie z kolegami i szukać lepszej pracy. Nikt nie jest skazany na 1200, zwłaszcza młody! Ale jak mamusia gacie pierze to się nie chce, leń rośnie!

A.
|

To zależy gdzie się mieszka. Z domu jednorodzinnego rzadko kto chce się wyprowadzić bo np: ktoś jest wychowany w rodzinie wielopokoleniowej gdzie wszyscy w jednym domu mieszkali,jest więcej miejsca i się nie opłaca. Inaczej wygląda życie na blokach,Jak chcesz założyć rodzinę i mieć własny kąt raczej to konieczność.

miki
|

nich ten pacan spróbuje się utrzymać za 1500 zł miesięcznie to podgadamy.

jenny
|

czyli z tego co piszesz wynika ze masz mentalność kury domowej która jedynie co potrafi to niańczyć dzieci i gotować obiadki ? Nauka i praca to dla ciebie zbyt trudne.

agis
|

widzisz, dlatego już dawno temu powstała inwestycja taka jak małżeństwo żeby wspólnie radzili sobie np. z opłacaniem mieszkania, z chorobami, z posiadanym potomstwem, z kłopotami finansowymi itp. wszystko jest w porządku, gdy są we dwoje bo samemu jest rzeczywiście trudno. Panom dużo łatwiej przychodzi kształcenie i zdobywanie pieniędzy i to oni powinni myśleć o rodzinie i ich dobrobycie, dlatego że kobieta zostaje matką i naturalnie wraz ze swoim organizmem nastawiona jest na przyjęcie nowego życia!!

agis
|

Powodem nie może być brak kasy, lecz raczej brak stałej pracy i chęci do jej podjęcia!

eryka
|

Dorosła córka mojego męża woli razem z konkubentem/wiem, ze teraz tak sie nie mówi, ale fakt jest faktem/ zepsuc mi wigilie czy wilkanoc, wpraszajac się /diw eosoby ida do dwóch!/ na świąteczna wyżerkę. Zeby chociaz podziękowali...Do kościoła na okolicznośc świat takze, w odroznieniu od nas, nie pójdą. Jak uważacie, czy mam sie przeciwstawic mężowi , bo on szaleje za swoja /uwietzcie mi, bardzo niewzdięczną/ córcia, której kupił mieszkanie niedaleko nas?

ada
|

Zgadzam się z tobą w 100 %. Mam 24 lata i nadal mieszkam z rodzicami, jedynym powodem dlaczego nie jestem na swoim jest BRAK KASY.