"Nagle przyszła wiadomość..." Raport z pandemii we Włoszech

2020-04-06 15:24 Julia Wiśniewska

Gosia mieszka we Włoszech od wielu lat. Związana jest z tym krajem bardzo mocno. Codzienne alarmujące statystyki zachorowań i zgonów nie napawają mieszkańców tego pozytywnego rejonu Europy optymizmem. Mimo wszystko nie tracą nadziei – opowiada nam. Na każdym kroku można zobaczyć napisy z krzepiącym hasłem: „Andrà tutto bene” ("Wszystko będzie dobrze").

Julia Wiśniewska: Gdy koronawirus pojawił się we Włoszech jak reagowali Włosi w Twoim otoczeniu?

Małgorzata Żuber: Mieszkam w regionie Veneto (Wenecja Euganejska), czyli w pierwszym regionie zaatakowanym przez wirus. Na początku zaczęliśmy się odsuwać od Chińczyków, którzy mieszkają i pracują we Włoszech. Przestaliśmy chodzić do chińskich restauracji, jeść sushi, omijaliśmy chińskie bazary i sklepy..

Nagle przyszła wiadomość, to było 22 lutego, że dwóch Włochów jest zakażonych. To był szok. Ale wtedy nikt nie robił z tego tragedii. Miasto Vó z tymi dwiema osobami zostało natychmiast odizolowane od całej reszty państwa. Nikt nie mógł tam wyjść z domu, ulice opustoszały. Oglądając wiadomości naprawdę nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Życie toczyło się normalnie.

Wszystko będzie dobrze - plakat na włoskiej ulicy
Autor: Archiwum prywatne Wszystko będzie dobrze - plakat na włoskiej ulicy

Jak było dalej?

Z dnia na dzień liczba chorych rosła, wirus rozprzestrzeniał się z szybkością huraganu. Zaczęły się pierwsze ograniczenia: bary otwarte do 18:00, nikt nie mógł wychodzić na „aperitivo”, które przecież jest tu bardzo popularne. Jesteśmy przyzwyczajeni wyjść z pracy i spotkać się ze znajomymi przed powrotem do domu – na kieliszek wina, przekąskę, wymianę zdań jak minął dzień, uściski, na pożegnanie zawsze jest dobre słowo na wieczór, itd.

Ciężko w to wszystko uwierzyć tak z dnia na dzień.. Każdy z nas żyje już w jakiejś innej, futurystycznej rzeczywistości.

To prawda.. W ilości zgonów nikt nie chciał we Włoszech uwierzyć.. Dopóki nie pokazali nam ciężarówek wojskowych, które po dziś dzień wywożą trumny, bo na miejskich cmentarzach nie ma już miejsc. Z dnia na dzień ograniczenia się zaostrzały, zostały zamknięte bary i restauracje. Po tygodniu siłownie i centra estetyczne. Ludzie chodzili normalnie do pracy.

Po 4 tygodniach zostało zablokowane 70 proc. Włoch i gospodarka praktycznie stanęła w miejscu. Było wielkie przerażenie, strach, ludzie zaczęli się bać. Zaczęto eksperymentować jakie leki podawać, żeby uratować chorych. Niestety wirus tak szybko się przenosi, że codziennie dochodziły osoby zakażone w tysięcznych ilościach.

Po tak restrykcyjnych obostrzeniach jakie są teraz we Włoszech widzisz, że coś one dają?

Trudno powiedzieć. Sytuacja, mimo wyzdrowień, jest nadal trudna. Nadal umiera po około 600 osób dziennie. Są kontrole na ulicach, mandaty, jak również procesy sądowe – mogą nawet zabrać ci samochód. Dlaczego? Bo są ludzie, którzy chodzą do parku ćwiczyć, biegać, spacerować. Nawet przy tych restrykcjach: zamknięto parki, place zabaw i ograniczenia do 200 metrów od domu.  Można wyjść tylko w celu zrobienia zakupów czy wyjścia do apteki. Nic więcej.

Włochy to kraj pełen ciepła i serdeczności. Nawet jak nikogo nie znasz, to będąc na ulicy zawsze można spontanicznie porozmawiać. Ta cała izolacja pogrążyła nas w wielkim smutku.

Jak organizowana jest pomoc dla chorych? Jak w ogóle funkcjonuje pomoc dla mieszkańców Włoch?

Służba zdrowia we Włoszech jest na wysokim poziomie. W szpitalach intensywna terapia pękała w szwach. I tak jest do teraz. Natychmiast zatrudniono ponad 564 lekarzy i pielęgniarek oraz pielęgniarzy do pomocy. Szpitale są praktycznie zamknięte dla ludzi z zewnątrz.

Zaczęto organizować miejsca, gdzie zaprowadza się zwierzęta osób chorych, które są w szpitalu. Każdy burmistrz dokładnie informuje mieszkańców o codziennej sytuacji w mieście. Ile jest zarażonych, jaki jest ich stan, które sklepy oferują pomoc z zakupami, które pizzerie dowożą pizze do domu, czy restauracje, które gotują dania tylko na wynos. Każdy z mieszkańców otrzymuje maski, które wkładane są do skrzynek pocztowych. Na ulicach jeździ policja, która kontroluje wszystkich przypadkowych przechodniów. Ale co z tego, jak dziś usłyszałam w wiadomościach, że po takiej kontroli 50 osób było zarażonych.. Jest już chyba tak późno, że ciężko opanować całą sytuację..

Włosi spędzają czas na balkonie
Autor: Archiwum prywatne Relacje sąsiedzkie Włochów w czasie pandemii

Ile czeka się u was na wynik testu na koronawirusa?

Na wyniki testów czeka się od 7 do 9 godzin.

Powiedz, jak wygląda teraz codzienne życie Włochów?

Otacza nas wszystkich cisza i to smutna cisza, do której nikt tu nie jest przyzwyczajony. Nie miała nigdy miejsca. Ludzie zaczęli organizować spotkania na balkonach o określonej godzinie i całe bloki tańczą, śpiewają i grają na instrumentach włoskie piosenki. Nie mogą po prostu bez tego żyć.

Mamy już dosyć mówienia i słuchania o wirusie. Mamy dosyć oglądania programów, które mówią tylko o tym, a to tylko początek ...

Myślicie co będzie po pandemii?

Tak.  Czy damy radę wrócić do normalności, czy nadal będziemy tym krajem pełnym radości i uśmiechu. Myślimy też o wielkim kryzysie ekonomicznym. Wiele firm, sklepów, restauracji, barów nie będzie w stanie się pozbierać i będą zmuszeni zamknąć swoje małe firmy na zawsze. Najgorsze jest to, że kraj nadal finansowo mało pomaga. Ci, którzy są najbardziej potrzebujący do 15 kwietnia mają otrzymać po 600 Euro na życie.

Do pomocy przyłączyły się też duże firmy: Gucci, który produkuje maski. Armani produkuje kombinezony jednorazowe dla personelu szpitalnego. Ferrari kupuje respiratory, itd.

Mimo wszystko to pozytywny kraj. Włosi mają nawet swoje motto, które stało się popularne w tym czasie: „Andrà tutto bene” (Wszystko będzie dobrze - przyp.red.) przedstawiane z symbolem tęczy.

Zobacz, co o relacjach międzyludzkich w czasach pandemii mówi psycholog Maria Rotkiel:

Polecamy także:

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
KOMENTARZE
Yooka
|

I to jest wlasnie to, ze nikt nie zdawal sobie sprawy z tego co sie bedzie dzialo za chwile. U nas kraju w lutym politycy pukali sie w glowe i kazali pytajacym o dzialania isc pograc w Chinczyka...