SOR czy nocna i świąteczna opieka zdrowotna - kiedy szukać tam pomocy?

Każdemu pacjentowi przysługuje prawo do natychmiastowego udzielenia świadczenia zdrowotnego w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia. Kiedy udać się na szpitalny oddział ratunkowy (SOR), a w jakich sytuacjach skorzystać z nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej (NiŚOZ)? Odpowiedzi na te pytania udziela Artur Fałek, lekarz i ekspert z Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski.

lekarz Artur Fałek
Autor: Kancelaria Janiszewski

Anna Tłustochowicz: Kiedy zgłosić się na SOR, a kiedy do nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej? To dylemat wielu pacjentów.

Artur Fałek: To prawda. Tutaj mamy do czynienia z trudnym do rozstrzygnięcia subiektywnym postrzeganiem ciężkości schorzenia. Zarówno SOR, jak i pogotowie ratunkowe powinny być używane do zdarzeń nagłych i ciężkich, które mogą mieć poważne konsekwencje dla życia i zdrowia i ja mam pełną świadomość tego, że bez przygotowania medycznego osoba bardzo często nie jest w stanie rozstrzygnąć, czy to, co ona odczuwa, jest stanem nagłego zagrożenia zdrowotnego. 

Może wyjaśnimy, co konkretnie oznacza stan nagłego zagrożenia zdrowotnego? 

Stanem nagłego zagrożenia zdrowotnego, jest to stan polegający na nagłym lub przewidywanym w krótkim czasie pojawieniu się objawów pogorszenia zdrowia, którego bezpośrednim następstwem może być poważne uszkodzenie funkcji organizmu lub uszkodzenie ciała, lub utrata życia. To stan, który wymaga podjęcia natychmiastowych medycznych czynności ratunkowych i leczenia.

 

Poradnik zdrowie: Kiedy iść do kardiologa?

Tak, tylko skąd pacjent ma wiedzieć, jakie mogą być następstwa tego, co on odczuwa w danym momencie? Nie jesteśmy w stanie przewidywać przyszłości!

Oczywiście. Ludzie generalnie nie mają takiej wiedzy, dlatego, powiedziałem, opierają się na subiektywnym odczuciu. Przede wszystkim musimy wszyscy wiedzieć i pamiętać, jak jest zorganizowany nasz system opieki zdrowotnej. Uważam, że taką wiedzę powinny otrzymywać dzieci w szkole podstawowej. Słyszymy co jakiś czas o bohaterskich dzieciach, które wezwały pogotowie ratunkowe do mamy, ojca czy dziadków i czasem nawet same prowadziły akcję resuscytacyjną do przyjazdu pogotowia, w ten sposób ratując życie. Wiedzę o tym, jak się zachować, najpewniej wyniosły właśnie ze szkoły, czy zajęć pozaszkolnych, poświęconych udzielaniu pierwszej pomocy. I to powinno być powszechne. Kilkuletnim oraz kilkunastoletnim dzieciom powinno się wyjaśniać, jak ten nasz system wygląda. Widziałem w Internecie kilka filmików, słuchałem piosenek, które mówią o SOR-ze i pogotowiu ratunkowym. Także w taki sposób, warto tę wiedzę dzieciom przekazywać. 

Ale zostańmy przy dorosłych, którzy niekoniecznie ją mają. 

Wszyscy powinniśmy sobie pewne rzeczy poustalać! Dokonujemy przecież wyboru lekarza rodzinnego, prawda? Wybierając go, dobrze by było, przy okazji, ustalić gdzie uzyskamy pomoc, kiedy przychodnia będzie zamknięta. Bo, jak wszyscy wiemy, lekarz rodzinny pracuje w dni robocze. Natomiast w soboty, niedziele i święta - nie. I teraz, ponieważ naszym lekarzem pierwszego kontaktu, jak sama nazwa wskazuje, jest lekarz POZ, to powinniśmy się zorientować, gdzie możemy się udać, kiedy przychodnia jest nieczynna. Taka informacja jest dostępna właśnie w tej naszej przychodni! 

Wisi w gablocie.

Tak, ona jest dostępna w widocznym miejscu. Można oczywiście o to zapytać w rejestracji i zapisać sobie adres i numer telefonu do nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. 

Mam poczucie, że wielu pacjentów nie do końca zdaje sobie sprawę, że coś takiego, jak nocna i świąteczna opieka zdrowotna (NiŚOZ) w ogóle istnieje i jeśli przychodnia jest nieczynna, to nawet z kleszczem wbitym w pośladek, udajemy się wprost na SOR. 

Kiedyś w każdym zakładzie pracy wisiała nalepka, na której były podane telefony alarmowe! I mimo, że teoretycznie wszyscy dorośli ludzie wiedzieli, że 997 to jest policja, to i tak wchodząc i wychodząc z pracy, jeszcze sobie tę wiedzę utrwalali. Tak samo jest teraz z nocną i świąteczną opieką! 

Adres i telefon do tego miejsca każda osoba dorosła powinna mieć! 

To naprawdę nie jest trudne szczególnie, że w 2017 roku mieliśmy reformę: nocna i świąteczna opieka zdrowotna weszła w skład systemu podstawowego zabezpieczenia świadczeń zdrowotnych opartego na szpitalach. Ta reforma uprościła system i teraz wiadomo, że jeśli w powiecie funkcjonuje szpital, to tam jest też zlokalizowana NiŚOZ. Oczywiście taką informację można też ustalić w Internecie, np. na stronach NFZ.

Ale wrócę do pytania: czy to brak wiedzy powoduje, że pacjenci przerażeni wbitym kleszczem udają się na SOR?

Na pewno. Wracamy do podstawowego problemu: niepewności pacjenta, jak się powinien zachować w systemie. To właśnie powoduje niewłaściwe wykorzystanie tego systemu. I proszę zauważyć, że to działa w dwie strony: nie wiemy gdzie się zgłosić, więc nadmiernie korzystamy z SOR czy zbyt często wzywamy do domu pogotowie, ale też z tego samego powodu. Nie wiemy, gdzie się zgłosić, więc się nie zgłaszamy wcale. 

O właśnie! A to przecież może być bardzo niebezpieczne. 

Dlatego, jeśli uważamy, że schorzenie jest poważnie, jeśli takie jest nasze subiektywne odczucie, to idźmy na SOR, albo wezwijmy pogotowie ratunkowe. Nie bójmy się tego! Jeśli jesteśmy aż tak osłabieni, jeśli aż tak nas boli, to po to właśnie jest pogotowie ratunkowe, żeby do nas zespół ratownictwa medycznego przyjechał, kiedy nie możemy się sami przemieszczać. Ten system jest u nas całkiem rozsądnie zrobiony! Ja sam ponad 25 lat temu jeździłem w pogotowiu… 

Ciężka praca, prawda?

Ciężka praca i ciężkie to też wtedy były warunki! Ja jeździłem dużymi fiatami i polonezami, na których były stworzone karetki. Tam się nie dało nawet kroplówki podłączyć, ponieważ różnica poziomów była tak mała, że nie było przepływu. A teraz? Dziś, biorąc pod uwagę pojazdy, wyposażenie, sprzęt i aparaturę, do pacjentów jeżdżą małe gabinety zabiegowe i małe sale reanimacyjne. Taka sala operacyjna na pewno nie powinna jechać do wspomnianego kleszcza, którego trzeba komuś wyciągnąć z pośladka. Ale jeśli osoba cierpi na chorobę wieńcową i nagle poczuje silne bóle? Może się spodziewać np. zawału czy innych konsekwencji chorobowych, które są zagrożeniem dla jej zdrowia i życia. W takiej sytuacji nie ma się co ociągać i wahać, tylko trzeba wezwać pogotowie.

Pamiętajmy, że będziemy mieli możliwość rozmowy z dyspozytorem, który jest pierwszą linią weryfikacji. To on zadysponuje dla nas czy karetkę, czy nawet śmigłowiec. Mamy nawet karetki pływające na Mazurach! 

Jak mówiłem, wyposażenie tego systemu jest dziś naprawdę przyzwoite. Pewnie można by zrobić więcej, jeśli chodzi o ilość karetek, które jeżdżą w systemie, ale wiadomo, że wydać można każde pieniądze, a tu jednak trzeba kalkulować tak, by system był racjonalnie zbudowany. 

Skoro już mówimy o wzywaniu karetki, to część pacjentów może mieć taką obawę: „Jeśli ją wezwę i okaże się, że nie było potrzeby, to jeszcze mnie obciążą kosztami!”

Były kiedyś takie pomysły, faktycznie. O tym się mówiło, pisało i coś takiego mogło się do świadomości pacjentów przebić, ale dementuję. Stanowczo nie! Nikt się z polityków nie zdecydował na wprowadzenie takiego rozwiązania właśnie dlatego, że pacjent nie ma wiedzy i kompetencji, by w pełni trafnie ocenić swój stan zdrowia. 

Powtórzę kolejny raz: to subiektywne odczuwanie przez pacjenta, na bazie jego wiedzy, jego stanu zdrowia, decyduje o tym, czy on uda się do nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, czy wezwie pogotowie.

Czy zgłosi się na SOR?

Tak, natomiast myślę, że trzeba by było zwiększyć zaangażowanie w tłumaczenie społeczeństwu, jak działają szpitalne oddziały ratunkowe. Otóż SOR-y to są wyspecjalizowane oddziały szpitalne, które udzielają świadczeń pacjentom, znajdującym się w stanie nagłego zagrożenia zdrowia i życia, które prowadzą diagnostykę i rozpoczynają leczenie pacjentów oraz są gotowe to zrobić w maksymalnie krótkim czasie. By SOR był skuteczny, mówiąc po wojskowemu, musi mieć siły i środki. A jakiekolwiek by miał siły i środki, to mogą się one okazać niewystarczające w momencie, kiedy na SOR nagle przybędzie fala pacjentów. Właśnie dlatego przeprowadzana jest tam ocena pacjenta.

Triage.

Segregacja medyczna, która brzmi groźnie, a polega na ustaleniu kolejności udzielania świadczeń opieki zdrowotnej na SOR-ze. Podobny system działa w systemie ratownictwa medycznego! Generalna zasada jest oczywiście taka, że osoby, które wymagają natychmiastowej pomocy, otrzymają tę pomoc wcześniej, niż te osoby, które, w ocenie fachowego personelu medycznego, takiej pomocy nie wymagają. Według mnie stąd właśnie biorą się sytuacje, że pacjenci są oburzeni, że długo czekali na pomoc na SOR-ze…

Po kilka godzin na przykład… 

Tak się zdarza, tylko pytanie zasadnicze brzmi: z czego to wynika? Jeśli się zgłosili ze sprawą, która nie była tak pilna, jak sprawy, z którymi się zgłosili inni pacjenci, to czekali dłużej. I to jest normalna sprawa. Tak jest skonstruowany ten system. Opiera się on o pięciostopniową skalę: pacjent oznaczony karteczką w kolorze czerwonym musi być natychmiast przyjęty przez lekarza. Pomarańczowy oznacza czas oczekiwania do 10 minut, żółty do 60 minut, zielony do 120 minut i niebieski - do 240 minut. Na pierwszy kontakt z lekarzem! Pacjenci, oznaczeni kolorami zielonym i niebieskim mogą być przekierowani do innych palcówek. 

Właśnie do nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej?

Często tak. 240 minut oczekiwania na pierwszy kontakt z lekarzem…

Czyli cztery godziny!

Cztery godziny, tak jest. To oznacza, że w ocenie fachowego pracownika medycznego, bo to albo lekarz, albo pielęgniarka, albo ratownik medyczny przypisuje pacjentów do określonych kategorii - stan zdrowia pacjenta nie wymaga natychmiastowej pomocy. Czyli mówiąc wprost: ten pacjent niekoniecznie musi być przyjęty właśnie na SOR-ze. Oczywiście na SOR-e udziela się świadczeń również tym pacjentom, zakwalifikowanym jako zieloni i niebiescy. I pamiętajmy jeszcze o tym, że ocenę stanu zdrowia pacjentów powtarza się tam co 90 minut. 

Czyli sprawdza się, czy stan się nie pogorszył, czy ktoś nie musi być jednak przyjęty wcześniej, niż pierwotnie ustalono. Natomiast wracając do meritum, to wszystko jest kwestią naszej wiedzy o konstrukcji systemu i naszej odpowiedzialności oraz umiejętności korzystania z tego systemu. . 

Starajmy się rozwiązywać nasze problemy zdrowotne z lekarzem pierwszego kontaktu, a kiedy nagle zachorujemy i choroba ta nie jest na tyle poważna, że zagraża naszemu życiu, to szukajmy pomocy w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej. Tam również funkcjonują zespoły wyjazdowe!

Jeśli mobilność pacjenta jest mocno ograniczona, to może to zgłosić i taki zespół powinien do niego dotrzeć.

Czyli karetka?

Tak, ale nie na sygnale. Normalnie jedzie do pacjenta karetka z lekarzem i odbywa się wizyta domowa.

Spróbujmy to nieco usystematyzować. Już pan doktor powiedział - z zawałem oczywiście wzywamy pogotowie ratunkowe (zespół ratownictwa medycznego ZRM), z udarem oczywiście też. A co ze złamaną nogą? 

SOR, jeżeli złamanie zostało opatrzone i mamy taką możliwość, a jeśli osoba nie jest w stanie się przemieszczać, to należy wezwać nawet pogotowie, które przyjedzie i ustabilizuje kończynę tak, żeby złamanie się nie przemieszczało i nie powodowało większego obrażenia tkanek. O takim zaopatrzeniu złamanej nogi trzeba mieć pojęcie. Kiedyś takich rzeczy uczono dzieci na przysposobieniu obronnym. Uczniowie potrafili założyć opatrunki, czy właśnie unieruchomić kończynę. Jeśli mamy osobę bliską, która potrafi to zrobić i unieruchomić złamaną kończynę, wtedy można się zawieźć pacjenta na SOR własnym środkiem transportu. 

Ale zdecydowanie na SOR?

Tak. Złamana noga musi być zaopatrzona. Oczywiście nie każde złamanie jest stanem zagrożenia życia, dlatego jeśli na SOR-ze tacy pacjenci będą, to wówczas pacjent ze złamaną nogą poczeka dłużej. Wszystko zależy od tego, co się akurat na danym SOR-ze dzieje.

Dobrze, a co z wyrwaniem kleszcza? O pomoc w tej sprawie udamy się do nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej?

Tak. A nawet jeśli pacjent pojedzie na SOR, to pamiętajmy, że SOR-y i nocna opieka współpracują ze sobą, komunikują się, więc jeśli SOR jest obciążony, to zielonych i niebieskich pacjentów personel i tak przekieruje właśnie tam. To często będzie w tym samym szpitalu. Niekiedy to po prostu to kwestia innego wejścia, niekiedy SOR i nocna opieka, są po sąsiedzku, a niekiedy nie. 

Na sam koniec chcę wspomnieć o osobach skromnych, albo bojących się lekarza, albo wyznających zasadę: „Mój ojciec to się zawsze sam leczył, to ja robię tak samo”.

To jest to, o czym mówiłem! Że musimy w społeczeństwie budować świadomość własnego zdrowia. Znam takie opowieści, jak to „dziadek przeżył 100 lat, a lekarza nie widział na oczy, to i ja do lekarza nie chodzę”. To jest budowanie modelu swojego zachowania w oparciu o kazuistykę. Jeśli dziadek miał 100 lat i nie był u lekarza, to był ewenementem. Takich przypadków na pewno nie ma wiele. Pamiętajmy, że na początku 20 wieku średnia życia to było niewiele ponad 40 lat! Rozwój medycyny sprawił, że ludzi dziś żyją dłużej, ale konsekwencją są i choroby przewlekłe i cywilizacyjnie większa ilość nowotworów. Ludzie są dłużej eksponowani, by na coś jednak zachorować.

Dlatego, żeby utrzymać stan zdrowia na jakimś przyzwoitym poziomie,  potrzebna nam jest medycyna naprawcza. I po to właśnie jest stworzony system, który służy zachowaniu zdrowia.

Nie mówię o profilaktyce, bo to jest duży, odrębny temat, ale o lekarzach rodzinnych i nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej i karetkach pogotowia. Mamy śmigłowce, poduszkowce, łodzie i nawet motocykle z ratownikami medycznymi i mamy SOR-y, które mają lądowiska dla helikopterów! To wszystko jest spięte w system zabezpieczenia potrzeb zdrowotnych ludności i trzeba mieć świadomość istnienia tego systemu i, mniej więcej, mieć też świadomość, jak z tego systemu korzystać. Nikt od obywatela nie oczekuje, że on będzie ekspertem od stanu swojego zdrowia! To profesjonaliści medyczni zdecydują, w jakim czasie musimy otrzymać pomoc. My powinniśmy mieć ogólną wiedzę gdzie się zgłosić z jakim problemem zdrowotnym. Mam nadzieję, że ten wywiad będzie pewną wskazówką. 

Na pewno tak! 

Ekspert
dr Artur Fałek
dr Artur Fałek, lekarz

Jest ekspertem Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski w zakresie organizacji i funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej, działania administracji państwowej, legislacji w obszarze ochrony zdrowia, jest ekspertem w zakresie refundacji i gospodarki lekami. Pracował w Ministerstwie Zdrowia na stanowisku Dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji (2007-2015), wcześniej jako Z-ca Dyrektora (2007), w Centrali NFZ na stanowisku Dyrektora Departamentu Gospodarki Lekami.

Od 2005 roku był członkiem a od listopada 2007 roku Przewodniczącym Zespołu ds. Gospodarki Lekami. Jest autorem, współautorem wielu rozwiązań organizacyjnych i legislacji w obszarze farmacji i leków, pełnił funkcję Za-cy Członka Management Board w Europejskiej Agencji Leków; Senior Project Officer w projekcie „Transparency of the National Health System Drug Reimbursement Decisions” (2007-2008); był przedstawicielem Polski w pracach grup roboczych na poziomie europejskim.

Przeczytaj inne artykuły z cyklu #StrefaPacjenta: 

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.