"Myślałem, że umrę". Znany podróżnik przeżył jedną z najgorszych infekcji na świecie

2022-10-27 7:49

Niewiele brakowało, by Levison Wood nigdy więcej nie przeżył żadnej wspaniałej przygody. W trakcie jednej z nich - podróży do Meksyku - zachorował na COVID-19, ale jednocześnie zaraził się inną groźną chorobą, histoplazmozą, znaną również jako choroba Darlinga. "W pewnym momencie naprawdę myślałem, że umrę” - wspomina mężczyzna.

Levison Wood
Autor: archiwum prywatne/Daily Mail

Levison Wood ma 40 lat i jest oficerem armii brytyjskiej w stanie spoczynku. To również światowej sławy podróżnik, fotograf i pisarz, a także producent filmów dokumentalnych. Jego pasją jest robienie zdjęć - fotografował między innymi George'a Cloneya i Dalajlamę - a także podróże.

Odwiedził ponad sto krajów, najbardziej znany jest z długich pieszych wypraw w odległe miejsca na świecie - w Azji, Afryce, Ameryce Środkowej. Jego ekspedycje obejmowały m.in. Madagaskar, pieszo szedł również wzdłuż Nilu na całej jego długości (wyprawa zajęła prawie rok), przejechał też autostopem z Wielkiej Brytanii do Indii.

 Mężczyzna żyje bardzo intensywnie i nie boi się wyzwań.

Poradnik Zdrowie: choroby zakaźne

Początkowo sądzono, że zachorował na ciężki COVID-19

W trakcie niemal dwóch dekad podróży mężczyzna przeżył również niektóre z najbardziej śmiertelnych chorób na świecie, w tym gorączkę Denga i malarię. To jednak nie przygotowało go na "traumę medyczną", jakiej doświadczył na początku tego roku w Meksyku.

„Leżałem na łóżku w moim pokoju hotelowym, łapiąc oddech, z przyspieszonym biciem serca, bólami w klatce piersiowej i temperaturą powyżej 40 stopni” – mówi Levison Wood. „W pewnym momencie naprawdę myślałem, że umrę”.

Podejrzewał, że może chorować na COVID-19 - test, który wykonał w Meksyku, potwierdził jego podejrzenia. „Zamknąłem się w moim pokoju hotelowym, aby odizolować się na dziesięć dni, mając nadzieję, że po prostu to przeżyję” – mówi. „Ale mój stan zdrowia nie poprawiał się, lecz pogarszał. Po dziesięciu dniach wciąż ledwo mogłem wstać z łóżka. Tyle, że wtedy już miałem negatywny wynik testu na Covid" - wspomina.

Mężczyzna zgłosił się do lokalnego szpitala. Prześwietlenie klatki piersiowej wykazało, że miał zapalenie płuc - lekarze przypisali je Covidowi i zalecili, by nie przesadzał z aktywnością w ciągu najbliższych trzech miesięcy.

Okazało się, że to ciężka infekcja grzybicza

Kilka dni później Levison Wood poleciał na Kostarykę, by nakręcić film dokumentalny. Tam jego stan się pogorszył. Gdy poziom tlenu we krwi - który zmierzył pulsoksymetrem - spadł do 92 proc (poniżej 95 proc. uznawany jest za niebezpieczny), udał się do szpitala w stolicy Kostaryki San Jose.

Leżał pod tlenem i skontaktował się z jednym z przyjaciół, który również był na tej wycieczce. Okazało się, że on ma podobne objawy i w szpitalu w Wielkiej Brytanii czeka na wyniki badań. Poszperali trochę w internecie i odkryli, że ich objawy mogą mieć związek z rzadką i potencjalnie śmiertelną grzybiczą infekcją płuc - histoplazmozą (chorobą Darlinga). Tę wstępną diagnozę potwierdziły wyniki badań.

Chorobę wywołuje grzyb Histoplasma capsulatum, bytujący w odchodach ptaków i nietoperzy. Odchody te zanieczyszczają następnie glebę - gdy ta zostanie poruszona np. w trakcie prac rolnych lub odwiedzania jaskiń zamieszkałych przez nietoperze, zarodniki grzybów unoszą się w powietrzu i mogą być wdychane.

Gdy dostaną się do organizmu, wywołują ciężkie zapalenie płuc, które objawia się m.in. gorączką, bólem głowy, silnym suchym kaszlem i dużym zmęczeniem. Choroba bez natychmiastowego leczenia dużymi dawkami dożylnych leków przeciwgrzybiczych może zagrażać życiu, zarodniki mogą bowiem dotrzeć do innych narządów, w tym do wątroby, a także do mózgu.

Levison zaraził się histoplazmozą w trakcie eksplorowania jaskiń na Półwyspie Jukatan, zamieszkałych przez nietoperze. Jedna z nich - jak wspomina - była bardzo gorąca i wilgotna, a w zamkniętej przestrzeni  było dużo nietoperzy i ich odchodów.  

"Lekarze stwierdzili, że mój stan był bardzo poważny. Gdybym zgłosił się do szpitala kilka dni później, prawdopodobnie nie udałoby się mnie uratować" - wspomina mężczyzna. Przez pięć dni dostawał kroplówki z lekiem przeciwgrzybiczym, a po tygodniu opuścił szpital z zapasem leków, które miał codziennie przyjmować przez kolejne trzy miesiące.

Wyzdrowiał całkowicie w ciągu kolejnych dziewięciu miesięcy. Latem poleciał na Borneo, gdzie również zwiedzał jaskinie nietoperzy - tym razem jednak miał maseczkę i, jak wspomina, starał się nie podchodzić zbyt blisko. „Przynajmniej teraz wiem, że istnieje niebezpieczeństwo infekcji grzybiczej i jeśli wystąpią jakiekolwiek objawy, pilnie poszukam pomocy medycznej” - podsumował.