Lekarze dali mu najwyżej trzy tygodnie życia. Pierwszym objawem była dziwna wysypka

2023-02-14 11:44

Harry Simpson przez całe swoje życie był okazem zdrowia. Dlatego na początku nie mógł uwierzyć w diagnozę, jaką przekazali mu lekarze. A była ona przerażająca: jego organizm zaatakował agresywny nowotwór. Mimo ponurej prognozy okazało się, że dla mężczyzny jest jednak nadzieja.

Lekarze dali mu najwyżej trzy tygodnie życia. Pierwszym objawem była dziwna wysypka
Autor: Getty Images/archiwum prywatne Lekarze dali mu najwyżej trzy tygodnie życia. Pierwszym objawem była dziwna wysypka

Harry Simpson ma obecnie 27 lat i mieszka w Belfaście - stolicy Irlandii Północnej. W lutym 2022 r tuż przed wyjazdem do Dubaju, w którym zamierzał świętować swoje urodziny, zauważył na skórze dziwną fioletową wysypkę.

Nie przejął się jednak zanadto - następne dwa tygodnie spędził na beztroskiej zabawie, jeżdżąc na skuterach wodnych i skacząc ze spadochronem.

Po powrocie poczuł, że coś jest nie tak. "Byłem zmęczony. Naprawdę zmęczony. Chodziłem na siłownię i brakowało mi tchu". - wspomina. 

Poszedł do lekarza, który stwierdził, że to prawdopodobnie objaw infekcji. Harry dostał antybiotyk, który miał brać przez kolejne dwa tygodnie. Uspokojony, na tydzień wyjechał w góry. Wspinając się na jeden ze szczytów przekonał się jednak, że nic nie wraca do normy.

"Musiałem zatrzymywać się ze dwadzieścia razy. Czułem, jak wariuje mi serce i pulsują tętnice w szyi, która spuchła po jednej stronie. Walczyłem o oddech" - wspomina.

Skrócił pobyt i ponownie poszedł do lekarza. Ten wysłał go na badania krwi.

Wyniki nie pozostawiały złudzeń

Harry wrócił do pracy, ale nie na długo. Kilka dni później zauważył, że ma 10 nieodebranych połączeń. W końcu zadzwoniła do niego spanikowana mama i poprosiła, żeby natychmiast skontaktował się ze szpitalem. Konsultant, który odebrał, powiedział mu wprost: "Nie chcę pana straszyć, ale zapraszam jutro do kliniki onkologii w miejskim szpitalu. Proszę spakować torbę, zostanie pan tu przez chwilę".

Mężczyzna nadal sądził, że to nic poważnego - do tej pory nigdy nie chorował nawet na przeziębienie. W szpitalu spędził dwa tygodnie. Wyniki próbki szpiku kostnego pobranego z miednicy pokazały, że choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Ta choroba ma agresywny przebieg, a nieleczona potrafi zabić w ciągu kilku dni lub tygodni.

Lekarze byli z nim szczerzy: sądzili, że zostały mu maksymalnie trzy tygodnie życia.

W szpitalu spędził wiele tygodni 

"Siedziałem i płakałem. Razem ze mną płakała moja babcia i mój tata, chociaż on próbował być dla mnie oparciem" - wspomina mężczyzna.

Wtedy nie wiedział jeszcze, że spędzi w szpitalu kilka miesięcy zdany sam na siebie - ze względu na covid  nie mógł opuszczać oddziału ani przyjmować gości.

Mimo pesymistycznych prognoz była jednak nadzieja: przeszczepienie komórek macierzystych od jego siostry.

Wcześniej konieczna była jednak intensywna chemioterapia, Harry miał również 12 nakłuć lędźwiowych (by powstrzymać przerzuty raka do mózgu) i terapię enzymatyczną, a następnie radioterapię. Odczuwał nieprzyjemne skutki uboczne, w tym silny ból głowy oraz bardzo wysokie ciśnienie, zagrażające udarem.

Jak wspomina, przez trzy tygodnie leżał w łóżku niemal bez ruchu, bo tylko wtedy czuł się względnie dobrze.  Po kolejnej dawce radioterapii przez 24 godziny leżał w zaciemnionym pokoju, na silnych dawkach morfiny i był karmiony przez sondę - jedzenie lub picie było zbyt bolesne.  W ciągu pięciu tygodni schudł 15 kg.

Jego stan zaczął poprawiać się kilka dni po przeszczepieniu komórek macierzystych.

"Każdy dzień traktuję jak nowe wyzwanie"

Mimo złego samopoczucia Harry starał się zachować pozytywne nastawienie. Jak wspomina: "Gdy jesteś w takiej sytuacji, to twoja jedyna opcja. Od samego początku myślałem: jeśli zajmę umysł czymś innym, lepiej sobie poradzę psychicznie z tym wszystkim".

Starał się prowadzić dziennik, w którym pisał o tym, co czuje, co mu się podoba, a co nie. Na oddziale zawarł też nowe znajomości i przyjaźnie. Choroba, jak mówi, zmieniła go na zawsze.

Dwa dni przez świętami Bożego Narodzenia dostał niesamowity prezent. Badania pokazały, że w szpiku kostnym nie ma śladu po nowotworze. Istnieje jednak ryzyko jego nawrotu, dlatego musi brać leki i chodzić na badania kontrolne.

"Każdy dzień traktuję jak nowe wyzwanie" - mówi. " „Każdego wieczoru, gdy kładę się do łóżka, poświęcam minutę lub dwie, aby być wdzięcznym za coś, co zrobiłem w ciągu dnia. Budzę się szczęśliwy, bo nadchodzi kolejny dzień”.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki