DEPRESJA POPORODOWA i baby blues: Czy ja je kocham? [WYWIAD]

2015-03-24 11:24 Magdalena Błaszczak

Baby blues i depresja poporodowa do niedawna były tematem tabu, mimo że uczucie niechęci i złości do własnego dziecka jest problemem wielu świeżo upieczonych mam. One nadal wstydzą się mówić, karcą same siebie za te odczucia. Zupełnie niepotrzebnie. Mają do tego prawo. O depresji poporodowej i baby blues mówi psycholog Marta Zagdańska.

  • Czy to normalne, gdy kobieta ma wrażenie, że nie kocha swojego dziecka?
  • Psycholog Marta Zagdańska: Depresja, szczególnie depresja poporodowa i baby blues to tematy, o których należy mówić. Większość mam w pierwszym okresie po porodzie czuje, że ma już dość, a nawet, że nie chce tego dziecka, bo ono stale wrzeszczy i jest okropne. U prawie 80 proc. mam około trzeciej doby po porodzie objawia się tzw. baby blues, którego pełne nasilenie trwa tydzień, a zupełnie zanika po kilku tygodniach. Ale zmęczenie, rozdrażnienie, apatia mogą się pojawiać też później. Gdy mamie towarzyszy huśtawka nastrojów, trudności w opiece nad dzieckiem, poczucie, że sobie nie radzi, może się wtedy pojawić uczucie niechęci do dziecka. Jednocześnie mama czuje się za nie odpowiedzialna, więc blokuje w sobie wyrażanie złości. O ile na starsze dziecko czy na partnera może się zezłościć, bo daje sobie na to większe przyzwolenie, o tyle w przypadku maleństwa takiego przyzwolenia nie ma. Stąd różne problemy w radzeniu sobie z taką sytuacją. Ale odrzucenie dziecka i niezajmowanie się nim to już inny problem – bardzo niewielki odsetek kobiet nie jest w stanie wykonywać podstawowych zajęć w opiece nad maluchem, na przykład nakarmić go czy przewinąć.

  • Depresja poporodowa: kiedy te problemy emocjonalne w relacji mama–dziecko mogą pojawić się po raz pierwszy?
  • M.Z.: Mogą się zacząć już w momencie, gdy kobieta dowiaduje się o tym, że jest w ciąży. Pierwszą grupą zagrożoną takim problemem będą kobiety, które nie planowały dziecka, zwłaszcza gdy poczęcie miało miejsce w dramatycznych okolicznościach, np. gwałt, niechciany seks. Wtedy często pojawiają się skrajne uczucia wobec malucha. Ale nie musi to być regułą. Niechęć do dziecka może powstać również wówczas, kiedy kobieta ma trudne relacje z partnerem i poczucie złej życiowej sytuacji, spowodowanej przez problemy mieszkaniowe, kłopoty z pracą, brak akceptacji ze strony rodziców. Czasem, paradoksalnie, w takich sytuacjach zdarza się również, że mama kieruje całą swoją miłość na dziecko, szukając w nim przyjaciela, kogoś do kochania, kto jest lekiem na całe zło. Będzie je bezwarunkowo kochać i oczekiwać od niego w zamian miłości.

  • Czyli będzie czuła się szczęśliwa?
  • M.Z.: Niekoniecznie. Gdy w swoim życiu napotka jakieś poważne przeszkody, możliwe, że będzie miała poczucie, że nie chciała tego dziecka. Jeśli będzie temu towarzyszyło silne poczucie winy oraz schematyczne myślenie, że dziecko trzeba kochać i nie można mieć w stosunku do niego negatywnych uczuć, pojawi się wewnętrzne napięcie, konflikt.

  • Czy takie wątpliwości dotyczą również kobiet, które zaplanowały ciążę i dobrze się do niej przygotowały?
  • M.Z.: Tak, najczęściej problemy emocjonalne młodych mam biorą się z błędnych wyobrażeń na temat błogosławionego stanu i macierzyństwa. Część pań, zanim zajdzie w ciążę, sądzi, że te 9 miesięcy to taki wspaniały okres, podczas którego będą fajnie wyglądać, z dumą nosząc wielki brzuch, i zawsze będzie dopisywało im świetne samopoczucie. W ich wyobrażeniach nie ma miejsca na myśli o tym, że ciąża może je ograniczać i zmuszać do leżenia, poranki będą je witały nudnościami i wymiotami, a wygląd zmieni się na niekorzyść. Później, gdy fizyczne dolegliwości i realia macierzyństwa zaczynają przerastać ich możliwości radzenia sobie z trudnościami, też mogą kierować swoją złość na dziecko jako sprawcę tej sytuacji. Pod koniec ciąży może się również pojawić lęk przed porodem. Jeśli kobieta nie ma w tym okresie nikogo, z kim mogłaby o tym porozmawiać – lekarza, innych kobiet, które rodziły lub będą rodzić, wspierającego partnera – z tego lęku również może brać się niechęć do dziecka.

  • Jak można pomóc kobiecie, która miała inne wyobrażenia na temat ciąży i macierzyństwa?
  • M.Z.: To, w jaki sposób może sobie pomóc, zależy od tego, jak silny konflikt emocjonalny w niej tkwi. Czasem wystarczy, że przeczyta artykuł w gazecie, obejrzy program w telewizji i dowie się, że to jest normalne, że inne kobiety też tak mają. Ciężko jest rozmawiać o takich emocjach, pójść do partnera, mamy czy koleżanki i powiedzieć: „Wiesz, mam już dosyć tej ciąży, to dziecko jest okropne”. Dużo kobiet pozostaje z tymi emocjami sam na sam, nie wyraża ich, bo się wstydzi. Gdy zatem dowie się, że to się zdarza, że nie jest złą matką, wtedy da sobie prawo do przeżywania złych emocji. I to jej pomoże.

  • Kiedy trzeba szukać pomocy psychologicznej?
  • M.Z.: Czasami problem jest głębszy, bo wiąże się jeszcze z innymi czynnikami, np. mama jest w trudnej sytuacji rodzinnej, dziecko jest niechciane przez ojca, w związku istnieje przemoc. Wówczas kobieta może mieć problem może nie tyle związany z samą ciążą, co z własnymi emocjami. Zwykle jest też wtedy mniej dojrzała, niestabilna emocjonalnie. Wtedy trzeba szukać pomocy psychologa.

  • Czy niechęć do własnego dziecka może być związana z postrzeganiem samej siebie?
  • Trzeba pamiętać o tym, że emocjonalność kobiety w trakcie ciąży i połogu jest bardzo rozregpowana i rozchwiana. Szczególnie w okresie pierwszych miesięcy po porodzie, kiedy dziecko niejako korzysta z wyposażenia emocjonalnego mamy. Nie jest w stanie niezależnie funkcjonować i wchodzi w symbiozę z mamą. To może być bardzo trudne dla kobiet, które są mało dojrzałe, które same cały czas czują się w pewnym stopniu dziećmi, potrzebują dużo troski i opieki z zewnątrz. Ciąża doskonale ujawnia takie problemy osobowościowe – zależność wobec innych ludzi, chwiejność, wybuchowość, brak asertywności, trudności w zadbaniu o samą siebie. U takich kobiet ciąża i pierwsze miesiące po porodzie mogą być bardzo trudne, często mają one wtedy uczucie, że dziecko je „wysysa”. Trzeba też pamiętać o tym, że w trakcie ciąży kobieta otoczona jest szczególną opieką ze strony męża, rodziny. Otrzymuje od otoczenia dużo pozytywnych sygnałów, jest w centrum zainteresowania. I nagle, gdy rodzi dziecko, większość uwagi jej otoczenie kieruje na malucha. Babcie, ciocie, partner – wszyscy interesują się dzieckiem, a ona zostaje nagle bez tego, co dostawała od nich przez 9 miesięcy. Jednocześnie jest bardzo obciążona opieką nad maleństwem. Wtedy może czuć złość. Często pojawiają się też myśli, że przestanie dawać tę opiekę, bo dziecko dostaje więcej niż ona.

  • Trzeba więc uświadamiać otoczeniu, żeby dzielić tę uwagę na dwa…
  • M.Z.: Najlepszą metodą jest włączenie partnera w opiekę nad dzieckiem. Mama otrzymuje wtedy wsparcie, a z drugiej strony on nie czuje się odrzucony i jest bardziej gotowy, by interesować się partnerką.

  • A co, jeśli poród był rzeczywiście bardzo ciężki i niechęć do dziecka wynika z tego przeżycia?
  • M.Z.: Traumatyczny poród może zostawić trwały ślad. Kobiety często myślą kategoriami: „Ja tak się poświęciłam, a ty mnie skrzywdziłeś”. Jeśli więc poród był bardzo trudny, bardzo ważne jest, aby zwłaszcza w pierwszych tygodniach połogu zapewnić kobiecie wsparcie i zwracać uwagę na to, w jaki sposób mówi o narodzinach dziecka. Gdy ciągle do tego wraca, często zostawia dziecko pod opieką innych osób – to znak, że wymaga więcej opieki. Warto wtedy skorzystać z jednej, dwóch konsptacji psychologicznych, bo trudny poród może w skrajnych przypadkach wywołać zespół stresu pourazowego. Polega on na tym, że osoba, która doznała silnego traumatycznego wstrząsu, później unika sytuacji, które się z nim kojarzą. Z kolei zespół stresu pourazowego może powodować bezsenność, apatię, większą nerwowość.

  • Niektóre kobiety zapominają jednak o bólu zaraz po porodzie, a niektóre nie.
  • M.Z.: Wiele zależy od tego, czy kobieta spodziewała się bólu. Jeśli jej zbyt idealistyczne nastawienie do porodu nie sprawdzi się, może mieć głębokie poczucie krzywdy. Poród może też uruchomić problemy emocjonalne, które nie zostały rozwiązane wcześniej. Kobiety, które słyszały od własnej matki, że sprawiły jej ból w trakcie porodu, także mogą reagować strachem na własne maleństwo.

  • Rozmowa z partnerem, rodzicami czy inną mamą mogłaby pomóc młodej mamie zrozumieć siebie oraz własne odczucia. Niestety, ciężko przyznać się do takich myśli…
  • M.Z.: Na pewno jest to niełatwe, dużo prościej rozmawiać o kupkach, pewaniu, problemach z karmieniem. Ale wyjście do innych mam, rozmowy na spacerach, pozwalają młodej mamie zrozumieć, że nie jest to tylko jej problem i że nie musi pozostać z nim sama – wtedy emocjonalne rozchwianie po porodzie szybciej mija. Poza tym ważne jest to, żeby zadbać o przestrzeń dla siebie. Młoda mama nie może mieć takiego poczucia, że musi być przez każdą sekundę ze swoim dzieckiem. Potrzebne są więc inne osoby do opieki: babcia, partner. W pierwszych tygodniach po porodzie młodej kobiety raczej nie zrelaksuje wizyta u kosmetyczki, chyba że rzeczywiście czuje ona taką potrzebę. Najprawdopodobniej znacznie ważniejsze będzie to, żeby mogła się wreszcie wyspać. Pamiętam panią, która przyszła do mnie z ogromnym poczuciem winy. Miała dwójkę małych dzieci, pomiędzy którymi było półtora roku różnicy. Mąż codziennie chodził do pracy, a ona sama zajmowała się dziećmi, przy czym to młodsze prawie wcale nie chciało spać, a kiedy już zasypiało, budziło się drugie. Doszło do tego, że w którymś momencie nie wytrzymała i w histerii spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, ogłaszając, że jak nie wyjdzie z domu, to za chwilę zwariuje. Zostawiła dzieci z mężem i babcią, wsiadła do samochodu i pojechała do hotelu, gdzie przespała 24 godziny. Po powrocie do domu miała ogromne poczucie winy z tego powodu, że zostawiła swoje dzieci. Ale jej poziom stresu, zmęczenia i niewyspania był tak wysoki, że sobie z nim nie poradziła. Dlatego czasem dobrze dać sobie przyzwolenie na to, żeby przez kilka godzin dzieckiem zajął się ktoś inny. Warto wyjść wtedy na spacer, posiedzieć samej na ławce w parku, poczytać albo zwyczajnie się położyć i przespać.

  • A jeśli młoda mama zamknie się w sobie i nie podzieli się z nikim swoimi niepokojami i emocjami?
  • M.Z.: To może doprowadzić ją do odrzucenia dziecka. Będzie na siłę próbowała okazać mu tę miłość, niejako na zewnątrz. Z takim zamiarem, żeby nigdy nie poczuło i nie zobaczyło, że ona czuje do niego niechęć. W rezptacie może nie zwrócić uwagi na realne potrzeby malucha. Nie będzie się liczyło to, czego dziecko w danej chwili potrzebuje: nakarmienia, zmiany pieluszki czy przytpenia. Z całą pewnością takim zachowaniem mama skrzywdzi swoją pociechę.

  • Czy taka sytuacja może prowadzić do jakichś poważnych zaburzeń?
  • M.Z.: Kiedyś, za kilka lat, mogą się pojawić problemy wychowawcze czy zachowania agresywne u dziecka, spowodowane przekonaniem, że „mama mnie nie kocha”. Jeżeli uczucie niechęci do dziecka jest bardzo długo tłumione, czasem zdarza się, że w którymś momencie mama nie wytrzymuje i na przykład za mocno przytpa dziecko albo zamiast delikatnie położyć je do łóżeczka – rzuca nim.

  • Czy można powiedzieć, że kobiety, które w pierwszym okresie po porodzie odczuwają niechęć do dziecka, rzeczywiście go nie kochają?
  • M.Z.: Z pewnością nie. Mówimy o dwóch różnych rzeczach. To, że się złoszczę na swoje dziecko i odczuwam wobec niego niechęć, że czasami widzę w nim potwora, bo krzyczy i jest nieznośne, nie znaczy, że go nie kocham. Cały problem tkwi w tym, że kobietom trudno zaakceptować fakt, że mogą prawie jednocześnie przeżywać w stosunku do dziecka bardzo pozytywne, ale również negatywne uczucia. To zupełnie naturalne, że mama ma potrzebę zostać sama i nie opiekować się non stop dzieckiem albo że boi się to robić. W żadnym wypadku nie oznacza to, że nie kocha swojego maleństwa.

    miesięcznik "M jak mama"
    Czy artykuł był przydatny?
    Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

    NOWY NUMER

    W magazynie Dziecko Zakupy i My: ponad 200 polecanych produktów dla mamy, dziecka i kobiet w ciąży, a także inspiracje i porady dla całej rodziny! Sprawdź, jak zadbać o najbliższych!

    Pobierz
    Dziecko zakupy i my
    KOMENTARZE
    mama-to-wie.pl
    |

    Niestety mało się o tym mówi, bo poród i pojawienie się dziecka ma być źródłem bezkresnego szczęścia. Tymczasem baby blues dotyka wiele kobiet. Jak sobie z tym radzić? http://mama-to-wie.pl/ciaza...

    daria
    |

    Doskonale rozumiem co ona przeżywa gdyby i mnie znieczulono na porodówce też może bym kochała swoje dziecko. A po za tym dziewczyna napisała że zaszła w ciąże na pigółkach i jak ją potraktowano nie starała się o dziecko siła została potraktowana jak inkubator i zmuszona do cierpienia. Ja też dziecka nie chciałam i miałam niby lekki poród bo trwał 6 godz ale traktowano mnie jak psa i gdy błagałam o znieczulenie to mnie wysmiewano po 3 latach po porodzie gdy już nie mogłam patrzeć na dziecko mąż wbrew mojej woli zrobił mi następne dziecko bo stwierdził że mi to pomoże tak się wystraszyłam że wróce na porodówke że kupiłam leki na internecie i usunełam ciąże to mój mężulek próbował zrobić ze mnie wariatke ale mu się nie udało w rezultacie zrzekłam się praw do dziecka i on je wychowuje bo ja na bachora patrzeć nie moge bo poród mi się przypomina.

    Pomysl
    |

    Mysle, ze z takim stanem rzeczy nie powinnas byc matką, takie obelgi wobec dziecka? czy to od niego zalezy jak się rodzi, jak się ułoży? Nie można go traktować jako incjator wszystkiego, Twojego bólu, uracu po porodzie, traumy i do tego dalszego obwiniania go za to? Jest to nie tyle okropne dla Ciebie co duzo gorsze dla dziecka...osoba mu najbliższa potrafi powiedzieć "(...)To dziecko to najgorsze co mnie spotkalo(...)'; "(...)szkoda ze to chlopiec i nie zazna tego bolu co ja(...)' To jest cos obrzydliwego, nie jestes odpowiednią matką, może za młodą i nie gotową na cos takiego, ale samo to, ze jestes juz matką do czegos zobowiązuje, nie kieruje sie stereotypami czy przyjetymi schematami, ale w takim wypadku jesli zwykła miłosc nie przyciąga Cię do dziecka to trzeba to nazwac w sposób bardziej formalny "Jestes matką i musisz zajmować sie dzieckiem..."

    agula
    |

    Ja swojego dziecka nienawidze za to ze tak przez nie cierpialam podczas porodu. Zaszlam w ciaze na pigolkach ktore zawiodly wkurzylam sie ale pozniej zaczelam sie cieszyc na dzicko razem z mezem do czasu porodu lekarze i polozna katowali mnie masazami szyjki rodzilam 16h w okropnych bolach blagajac o znieczulenie ktorego nie dostalam juz podczas porodu czulam wstred do tego dziecka za to co przechodzilam pozniej je ze mnie wypychano cieto mnie szyto i lyzeczkowano na zywca. To dziecko to najgorsze co mnie spotkalo rozeszlam sie przez nie z mezem a ten bol pamietam do dzis a minelo juz 7 lat szkoda ze to chlopiec i nie zazna tego bolu co ja.

    zawiedziona
    |

    uważam że więcej wsparcia przydałoby się po porodzie. Zainteresowanie mamą mija gdy dziecko przychodzi na świat. A ja nawet nie byłam w stanie zrobić sobie śniadania, byłabym wdzięczna za kromkę z masłem. Zawsze byłam i jestem świetnie zorganizowana, prywatnie i zawodowo, ale dzieciątko które śpi ledwie 2, może 3 razy w ciągu dnia po maksymalnie 30 minut - naprawdę wykańcza. Poranna drzemka - mam czas na prysznic, ubranie się, umalowanie i moooże zdążę zrobić sobie śniadanie. W południe może uda mi się nastawić obiad taki dwa w jednym (zupa z jarzynami i mięskiem, które wyciągam i zjadam jako drugie danie). Czasem też śpi trzeci raz po południu, ale nie zawsze. I ciągle wymaga mojego zainteresowania. Bobas nie znosi jazdy autem (wrzeszczy, nie płacze), jazdę wózkiem toleruje tylko w trakcie snu, a jak się obudzi to znowu wrzeszczy. Mam naprawdę twardą psychikę, to moje 3 dziecko i jak bardzo je kocham, to tak bardzo jestem zmęczona, że padam wieczorem na twarz. I znikąd pomocy, bo mąż pracuje do wieczora. Nawet zakupy z bobasem są niemożliwe. Ale dajemy rade, po prostu przestałam się tym zamartwiać i czerpać przyjemność ze wspólnie spędzonego czasu. Niejedna kobieta chciałaby być (lub mieć) maleństwo, nawet jeśli to kosztuje tyle zdrowia. Dwójka starszych jest cudowna, jedno w przedszkolu, drugie w szkole - radzą sobie świetnie :-). Pozdrawiam wszystkie wykończone mamy :-)

    mama
    |

    po przeczytaniu tego artykułu uświadomiłam sobie, że nie jestem nienormalna. Miałam ciężki poród, zupełnie nie byłam na to przygotowana. Mały urodził się bardzo duży SN, popękałam i mnie ponacinali. Potem z powodu zwężonego światła jelita grubego nie mogłam przez dobę się załatwić, choć parcie było olbrzymie, takie jak podczas porodu. Bałam się, że znowu popękam. Przez pewien czas towarzyszył mi lęk głównie o siebie, nie o małego. Zastanawiałam się, co ze mną nie tak - teraz wiem, że to jest normalna reakcja i stres pourazowy. Dziękuję. Teraz inaczej patrzę na siebie.

    Olka
    |

    Uczucie złości nie powinno być ukrywane i tłumione, złość to pierwszy krok do uleczenia okaleczonego i obolałego ciała i umysłu. Kobieta nawet po porodzie nie zmienia się na tyle żeby nie być nadal człowiekiem a jak wiadomo człowiek musi zawsze oswoić się i przyzwyczaić do nowego, musi także nauczyć się akceptować zmiany jakie nastąpiły a to nie zawsze nadchodzi szybko i łatwo. Pojawienie się dziecka to duża zmiana, to ból, zmęczenie, wyczerpanie fizyczne i psychiczne. Mały bobas a tyle zdrowia kosztuje;). Kobieta nie jest ze stali a poród to mega wysiłek, dlatego życzę każdej kobiecie żeby nauczyła się zaspakajać swoje i dziecka potrzeby jednocześnie, nie pomijając siebie.

    masakra
    |

    Nie no sorry, ale dziecko nie prosi się na świat i jak można mieć do niego jakiekolwiek pretensje, że się (źle urodziło). Można mieć pretensje do lekarzy, położnych lub samych siebie, ale nigdy w życiu do dzieci. To po co wy kobiety robiłyście te dzieci, żeby zrzucić na nie winę za swoje niepowodzenia???

    bleble
    |

    Co za bzdura, tak może czuja te co pod publikę działają, dziś kobiety raczej mówią że po nieudanym porodzie pouszkadzane na jakiś czas bądź resztę życia zawsze będą to pamiętać dziecku, bo gdyby go nie było były by zdrowe- to normalne! Jak można kochać kogoś kto nas zawiódł w tak ważnej dla nas chwili jak narodziny? dziecko powinno łatwo przyjść na świat, to wielki trud, nie dziwie się tym co nienawidzą własnych -źle urodzonych w szpitalnym odarciu z intymności- dzieci.

    amelia
    |

    ale ja tez tak mam czasem patrze na moja corke i mysle ze ja kocham bo jest taka malenka i bezbronna a za moment gdy ona placze mam jej dosc zaluje ze ją urodzilam bo zabrala mi moje dawne zycie i teraz wszystko musi byc ustawione pod nią:/