"System dosłownie nie wydala”. Lekarka o kulisach epidemii grypy

2022-12-29 8:50

Grypa w tym roku zaatakowała z podwójną siłą. Eksperci szacują, że każdego dnia na tę chorobę zapada ok. 40 tys. osób. Nałożyły się na siebie fale zachorowań na grypę, COVID-19, RSV, paciorkowe i inne wirusy. - Gabinety są zawalone – przyznaje lekarka, która odsłania kulisy walki z różnymi chorobami zakaźnymi atakującymi obecnie najmłodszych.

System dosłownie nie wydala”. Lekarka o kulisach epidemii grypy
Autor: ARTUR HOJNY / SE / WARSZAWA "System dosłownie nie wydala”. Lekarka o kulisach epidemii grypy

Specjaliści alarmują o rosnącej fali zachorowań. Już nie tylko COVID-19, ale także grypa, wirus RSV, rinowirusy, adenowirusy i paciorkowce dziesiątkują Polaków. Szczególnie źle sytuacja wygląda na oddziałach dziecięcych, na których brakuje miejsc, a czas oczekiwania na pomoc medyczną wynosi znacznie dłużej niż zazwyczaj.

"Gabinety są zawalone"

- W mojej historii zawodowej nie spotkałam się z takim nawałem jednego typu infekcji. Gabinety są zawalone – opisuje tegoroczny sezon pediatra. Na oddziałach pediatrycznych wielu szpitali małych pacjentów jest tak wielu, że konieczne jest dostawianie łóżek. Maluchy atakuje grypa, ale także wirus RSV, który dla najmłodszych jest szczególnie niebezpieczny.

Jedna z lekarek przyznała, że nawarstwienie chorób wśród dzieci dało się szczególnie odczuć podczas świąt Bożego Narodzenia. - Powiem wam, że jest takie zatrzęsienie gryp, że śmiało można uznać, że mamy totalną epidemię. Mam wrażenie, że w mojej historii zawodowej nie spotkałam się z takim nawałem jednego typu infekcji – podkreśla pediatra.

- Gabinety POZ są zawalone. Święta były dramatyczne, nasza lokalna Nocna Pomoc Lekarska dosłownie zdmuchnięta przez nawał pacjentów. System dosłownie nie wydala – dodała.

Poradnik Zdrowie: różnica między COVID-19 a przeziębieniem i grypą

Na wizytę czeka się nawet 8 godzin

Pediatra mówi wprost: "gabinety pediatryczne, przychodnie POZ są oblężone!". Wiele chorych dzieci trafia do specjalisty właśnie teraz. Najmłodsi zarazili się w trakcie rodzinnych spotkań podczas świąt.

Lekarka zwróciła się także bezpośrednio do rodziców. Ekspertka apeluje, by każdy rodzic przemyślał, czy objawy, z jakimi zmaga się jego dziecko, rzeczywiście wymagają wizyty w szpitalu. Dziś na to, by dostać się do pediatry, często trzeba czekać nawet 8 godzin na szpitalnej poczekalni, choć w niektórych sytuacjach wystarczy domowa opieka.

- Proszę, żebyście rozważnie podchodzili do tematu spotkania się waszych dzieci z lekarzem i czy na pewno wasze dzieci muszą być zbadane i mają wskazania do wizyty. Jeśli wasze dzieci mają katar, pokasłują od niedawna, to próbujcie własnymi sposobami, u nas macie dużo podpowiedzi jak sobie radzić – przyznaje lekarka.