Nie chcą kwarantanny, nie robią testu. Strach czy głupota?

2020-11-25 18:55 Magda Mazurek

Coraz więcej ludzi świadomie unika testu w kierunku wirusa SARS-CoV-2, mimo że wie, może mieć koronawirusa. Chorzy obawiają się izolacji i kwarantanny, więc odmawiają wykonania testu. A lekarze... różnie - niektórzy kategorycznie wystawiają skierowania na testy, inni odpuszczają.

Mimo objawów pacjenci nie chcą robić testu na koronawirusa. Powód? Obawiają się kwarantanny, a następnie izolacji. Przypomnijmy tylko, że kwarantanną objęci są już ci pacjenci, którzy otrzymali od lekarza POZ skierowanie na testu w kierunku obecności SARS-CoV-2 w organizmie. 

Kwarantanna zaczyna się dzień po wystawieniu takiego skierowania i trwa do otrzymania wyniku testu. Jeśli jest negatywny - zapominamy o sprawie, natomiast jeśli test jest pozytywny kwarantanna zamieniania jest na izolację domową. I trwa 10 dni. Co ważne rodzina chorego na koronawirusa musi pozostać w kwarantannie jeszcze 7 dni od zakończenia izolacji chorego.

Polecamy: Testy na koronawirusa SARS-CoV-2

Oczywiście lekarz ma obowiązek takie skierowanie na test wystawić. Jednak niektórzy pacjenci bardzo intensywnie odmawiają narzekając, że testu nie mogą zrobić, albo, że to na pewno nie jest koronawirus. I co wtedy?

- Część pacjentów nie chce wymazu, by wykryć koronawirusa, bo wiedzą, że będą musieli być poddani prewencyjnej, automatycznej kwarantannie do uzyskania wyniku. To wielu odstrasza - powiedziała w wywiadzie dla PAP konsultant krajowa ds. medycyny rodzinnej dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas.

Warto wiedzieć: Kwarantanna będzie krótsza! Do 10 dni i zależnie od stanu?

Obowiązek testowania - czy można kogoś zmusić?

Tutaj zaczynają się schody - ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi mówi jasno, że osoba podejrzana o zakażenie taką chorobą ma obowiązek poddać się badaniom, by ją wykryć, ale ten obowiązek jest nie do wyegzekwowania w praktyce.

Oznacza to, że nikogo do testu zmusić nie można.

- Na przełomie października i listopada zachorowań infekcyjnych i zgłoszeń do POZ było bardzo dużo. Czym to skutkowało? Na teleporadę czekało się kilka dni, a na wynik wymazu kolejnych kilka. Od pierwszych objawów do uzyskania wyniku mijało często ponad 10 dni, a dopiero od tego dnia była nakładana izolacja. W momencie, kiedy przychodził wynik pacjent już był zdrowy - powiedziała dr Mastalerz-Migas.

Są chorzy, ale do lekarza nie idą

Osobną grupą pacjentów są ci, którzy wcale nie zamierzają do lekarza pójść mimo objawów świadczących o zakażeniu koronawirusem. Wystarczy obserwować komentarze na Facebooku na różnych grupach, a nawet - pod postami Ministerstwa Zdrowia na Twittzerze czy Instagramie:

- Straciłem smak i węch, nie mam gorączki, nic mi nie jest, nawet kaszlu nie mam. Po co mam iść do lekarza - pyta jedna z internautek.

Cóż, na szczęście są tacy, którzy dokładnie wytłumaczyli, że należy odizolować się od innych ludzi na okres 10 dni, aby nikogo nie zarazić. Nawet jeśli my przechodzimy zakażenie łagodniej, nie znaczy to, że inni też przejdą zakażenie wirusem SARS-CoV-2 bez komplikacji. Niestety przebieg choroby jest bardzo nieprzewidywalny...

- Dostałam skierowanie na test, ale boję się kwarantanny! Co z psem? - pyta inna użytkowniczka. Tutaj wątpliwości rozwiewa sanepid. Spacery z psem podczas kwarantanny i izolacji są zabronione. O opiekę nad pupilem należy poprosić znajomych, w ostateczności klinikę weterynaryjną. Psa można także umieścić w hotelu dla zwierząt na czas choroby.

Polecamy: Co zrobić z psem podczas izolacji? Rady dla właścicieli

Dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas odniosła się także do tego. - Wiele osób, podejrzewając u siebie COVID-19 i czując się dość dobrze, pozostaje po prostu przez 10 dni w domu. Jak wytłumaczyła w ten sposób chce uniknąć kontroli wojska czy policji, nakładanej w przypadku wykrycia choroby u pacjenta, zachowuje się jednak odpowiedzialnie, tzn. unika wszelkich kontaktów i wychodzenia z domu. W mniejszych miejscowościach dochodzi do tego obawa przed stygmatyzacją. Dodatkowo też coraz więcej osób pracuje zdalnie, więc wychodzi z założenia, że nikomu nie zagraża i nic się nie dzieje, jeśli przebieg choroby jest łagodny - powiedziała. 

Polacy to optymiści?

- Część Polaków to zbytni optymiści; nie doceniają zagrożeń dotyczących zdrowia - mówi dr. hab. Wojciech Kulesza, psycholog z Uniwersytetu SWPS, komentując niechęć części społeczeństwa do testowania się na COVID-19. Dodaje, że takie osoby często nie chodzą też na badania okresowe.

- W psychologii nazywa się to nierealistycznym optymizmem. Takie osoby chcą postrzegać się jako mniej narażone na koronawirusa, niż są inni. To nie ma sensu, bo prawdopodobieństwo zakażenia się jest takie samo np. w moim przypadku i mojego kolegi, z którym pracuję w jednym pomieszczeniu - tłumaczy w rozmowie z PAP - Nierealistyczny optymiści" uważają, że im osobiście się nic nie stanie, a coś złego najwyżej spotka innych ludzi z ich otoczenia - precyzuje.

- Kierują się one sformułowaniem wypowiedzianym przez byłego prezydenta Lecha Wałęsę: +Stłucz pan termometr, a nie będziesz miał gorączki+. Sądzą, że jeśli nie będą mieli wykonanego testu, a zatem nie będą mieli pozytywnego wyniku, to są zdrowi. A testu lepiej nie wykonywać, bo po co się denerwować? - opisuje mechanizm psycholog. Dzięki temu ludzie redukują lęk i uzyskują - ich zdaniem - kontrolę nad swoim życiem.

Oszukują sami siebie

- Unikanie testów jest po prostu jedną z metod oszukiwania samego siebie. Po pierwsze należy zacząć ludzi traktować podmiotowo, a nie przedmiotowo. Wlepianie mandatów za brak maseczki nie jest dobrym pomysłem. Lepiej, aby władza pokazywała dobry przykład i to się coraz częściej dzieje - na przykład większość posłów nosi maseczki. A to sygnał, że sytuacja jest poważna - mówi psycholog Wojciech Kulesza.

Nie wszyscy Polacy są jednak tak optymistyczni. - Nie mogę zrobić testu nawet jeśli jestem chora. Prowadzę sklep, nie ma mnie kto zastąpić. Jak nie zarobię stracę nie tylko pracę, ale i mnóstwo zainwestowanych pieniędzy - czytamy komentarze.

- Muszę opiekować się schorowanymi rodzicami. Są po operacji usunięcia nowotworu, oboje. Nie czują się najlepiej. Ludzie, proszę róbcie testy. Ja nie mogę ich niczym zarazić - pisze jedna z internautek.

dr Paweł Grzesiowski: Sytuacja w Szpitalu Narodowym to patologia [Super Raport]
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
KOMENTARZE