Reklamy leków i suplementów - ukryte niebezpieczeństwo

2015-10-27 12:27

Inteligentne leki przeciwbólowe, preparaty odbudowujące komórki wątroby, środki działające "jak natura chciała" i mnóstwo innych farmaceutyków, bez których nasze życie jest smutne, nieatrakcyjne i naszpikowane lękiem o własne zdrowie. Taki świat wyłania się z reklam leków, zwłaszcza telewizyjnych.

Reklamowe obiecanki
Autor: Shutterstock Zasady reklamowania leków szczegółowo określają przepisy.

Zasady reklamowania leków szczegółowo określają przepisy. Tych sprzedawanych na receptę nie wolno reklamować – mogą być prezentowane w formie informacji naukowej, kierowanej do fachowego personelu medycznego, czyli do lekarzy, farmaceutów, pielęgniarek, diagnostów laboratoryjnych i ratowników medycznych.

Każdy może złamać nogę, ale nie oznacza to, że zawczasu powinniśmy chodzić o kulach. Tak samo jest z preparatami przyjmowanymi na zapas.

Znajdą się w niej dane o właściwościach biochemicznych, działaniach niepożądanych, interakcjach z innymi lekami, przeciwwskazaniach itp. Inaczej jest z preparatami farmaceutycznymi, które sprzedaje się bez recepty. Te mogą być reklamowane, a ich prezentowanie w prasie i innych mediach jest w minimalny sposób kontrolowane przez Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Dlatego niekiedy otrzymujemy informacje niepełne, za to przeładowane obietnicami. Dość często reklama jest tak skonstruowana, że kupujący sięga po produkt z innego powodu, niż faktycznie powinien.

Reklamy leków - ukryte niebezpieczeństwo

Największy sprzeciw specjalistów budzą reklamy leków przeciwbólowych. Ból jest pierwszym sygnałem, że w organizmie dzieje się coś złego. Tłumienie bólu przez przyjmowanie stale leków przeciwbólowych oddala czas wizyty u lekarza, odracza postawienie diagnozy i podjęcie leczenia przyczyn dolegliwości.

Z kolei reklamowanie środków, którym przypisuje się cudowne oddziaływanie na wątrobę, to – mówiąc wprost – nadużywanie zaufania kupujących. Komórki wątroby nie regenerują się, o czym próbują nas przekonać reklamy. Wątroba to tzw. organ nadmierny, czyli taki, którego część można usunąć bez konsekwencji pogorszenia stanu zdrowia. Struktura tego narządu jest taka, że gdy jedna z jego komórek staje się niewydolna, to jej sąsiadka przejmuje obowiązki. Ten fakt wykorzystuje się w reklamach, ale nie oznacza to, że łykanie zachwalanych preparatów cokolwiek regeneruje. Nie – to, co było chore lub niesprawne, takim pozostanie.

Innego problemu dotykają reklamy leków zawierających kwas acetylosalicylowy. Zgodnie z intencją ich twórców, substancja ta ma uchronić człowieka przed zawałem serca i udarem mózgu. To prawda, ale dotyczy konkretnych przypadków. Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę, że nie ma leków, które można stosować w szeroko rozumianej prewencji jakiejkolwiek choroby. Są natomiast leki, które podaje się profilaktycznie, ale w ściśle określonych sytuacjach. Jeżeli ktoś ma schorzenia naczyniowe i jest zagrożony zawałem serca czy udarem mózgu, przyjmowanie takich leków jest zalecane. Ale podawanie kwasu acetylosalicylowego osobie, która nie ma takich obciążeń, tylko dlatego, że kiedyś coś się może wydarzyć – z medycznego punktu widzenia nie ma najmniejszego sensu. Gdy człowiek jest zdrowy, ma prawidłowe wyniki badań, to przyjmując ten lek profilaktycznie, nie stanie się zdrowszy. Nie będzie to prewencja schorzeń kardiologicznych. Natomiast przyjmowanie kwasu acetylosalicylowego na wszelki wypadek jest obarczone ryzykiem, choćby w postaci niekontrolowanego krwawienia podczas drobnego zabiegu, np. u dentysty.

Każdy lek wpływa na organizm

Organizm człowieka funkcjonuje prawidłowo, gdy wszystkie procesy życiowe pozostają w homeostazie, czyli równowadze. Mówiąc bardziej obrazowo: np. gdy po stresie przychodzi odprężenie. Choroba zazwyczaj pojawia się wówczas, kiedy równowaga zostaje zachwiana. Co to ma do kupowania leków pod wpływem reklamy? A tyle, że efektem prewencyjnego, ale nieuzasadnionego medycznie przyjmowania leków jest zakłócenie równowagi panującej w organizmie. Jeżeli ktoś nie ma zaburzeń krzepnięcia krwi, nie ma problemów kardiologicznych i zacznie przyjmować środki przeciwkrzepliwe, to sztucznie zniszczy panującą w organizmie homeostazę, ową równowagę biologiczną. Łatwa dostępność do preparatów sprzedawanych bez recepty sprawia, że wiele osób, które nie mają żadnych objawów choroby, nie są dziedzicznie obarczone ryzykiem choroby, w bezsensowny sposób chce się przed nią zabezpieczyć. Każdy może złamać nogę, ale nie oznacza to, że zawczasu powinniśmy chodzić o kulach. Tak samo jest z preparatami przyjmowanymi na zapas. O wiele zdrowiej (i taniej!) jest prowadzić higieniczny tryb życia, nie palić, nie nadużywać alkoholu, zdrowo się odżywiać, więcej się ruszać.

Ważne

Sprzeczne interesy

W wielu przypadkach strategia reklamowa kłóci się z doniesieniami naukowymi. W świecie medycyny i farmacji nie ma zjawiska ślepej prewencji, czyli przyjmowania leków na zapas. Leki przyjmuje się po to, aby naprawić uszkodzenia powstałe w organizmie, lub po to, aby utrzymać chorego człowieka w jak najlepszej kondycji. Reklama leków sprzedawanych bez recepty ma jeden cel – zysk poprzez sprzedanie jak największej liczby opakowań preparatu. Reklamowy przekaz jest prosty: jeśli będziesz brał środek X, to nie będziesz miał choroby Y. Niestety, tak to nie działa.

miesięcznik "Zdrowie"