Przez błąd medyczny pani Wanda 20 lat żyła z igłą w miednicy. Bulwersująca decyzja sądu

2022-07-04 12:03

Pani Wanda od 20 lat skarżyła się na bóle brzucha, jednak lekarze twierdzili, że to „taka uroda pacjentki” i nie widzieli w tym nic niepokojącego. Okazało się jednak, że przez ten cały czas kobieta żyła z igłą w brzuchu! Ciało obce zostało w brzuchu pacjentki po operacji wykonanej w latach 90.

Sala operacyjna
Autor: Getty Images

68-latka przeszła zabieg podwieszania macicy w 1996 roku. "Byłam jeszcze na tyle młoda, że lekarze nie chcieli mi macicy usuwać" - tłumaczy pani Wanda. Jednak operacja miała niepokojący przebieg. Pacjentka do końca nie wie, co zadziało się na sali operacyjnej, ale twierdzi, że wszystko słyszała.

"Nie wiem, co się działo, ale ja wszystko słyszałam, także słowa: "Ona już sinieje, zobacz paznokcie". Atmosfera była nerwowa. Nie było ze mną dobrze" - opowiada.

Jednak po operacji lekarze zapewniki kobietę, że wszystko jest w porządku. Zabieg miał miejsce latem, a rana nie goiła się dobrze - pojawiła się nawet ropa. Lekarze twierdzili jednak, że długie i złe gojenie spowodowane jest upałem.

Jednak trzy lata później, w 1999 roku, podjęto decyzję o całkowitym usunięciu macicy.

"Tu już komplikacji nie było. Ale chociaż operacja się udała, cały czas coś mi doskwierało. Chodziłam od lekarza do lekarza, bo tu mnie bolało, tam mnie kłuło, ale ci zawsze mówili: nic się nie dzieje, taka pani uroda. Męczyłam się, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy dlaczego cierpię" - mówi pani Wanda.

Po 20 latach znaleziono przyczynę bólu. Całkiem przypadkiem

Co ciekawe, przez cały ten czas nikt nie skierował pacjentki na RTG, choć wielokrotnie zgłaszała niepokojące objawy. Dopiero nieszczęśliwy wypadek spowodował, że kobiecie wykonano prześwietlenie.

Pani Wanda w Dzień Babci udała się samodzielnie na cmentarz, gdzie przewróciła się. Była cała poobijana, a w szczególności odczuwała silny ból biodra w wyniku upadku. Dopiero wtedy, w lutym 2021 roku, wykonano kobiecie RTG, które wykazało, co było przyczyną bólu brzucha przez minione 20 lat.

Okazało się, że pani Wanda miała w tkankach miękkich miednicy igłę, którą pozostawiono po operacji.

Dokładny opis badania głosił: "W tkankach miękkich w miednicy w rzucie prawej kości krzyżowej jest cieniutkie łukowate dobrze wysycone pasemko na dł. 3,2 cm - ciało obce? Igła chirurgiczna? Inne?".

"To był szok. Przez ponad dwadzieścia lat nie wiedziałam z czym chodzę w brzuchu. Gdybym się nie przewróciła na tym cmentarzu, dalej bym nie wiedziała, że żyję z igłą" - wspomina 68-latka.

20 lat w bólu. Odszkodowanie się nie należy

Badania wykazały, że igła obecna w brzuchu pacjentki nie była pozostałością po operacji, którą przeszła w 2018 roku. Ciało obce pozostawiono w brzuchu pacjentki prawdopodobnie w 1996 roku, kiedy to przeszła pierwszą operację podwinięcia macicy.

"Ta igła przez ponad 20 lat była źródłem nieustającego stanu zapalnego. To się mogło skończyć naprawdę tragicznie" - mówi Leszek Krupanek, prawnik pani Wandy.

Igłę usunięto dopiero we wrześniu 2021 roku.

"Była już tak skorodowana, że w czasie wyciągania im pękła. Byli tym nawet trochę przerażeni" - opowiada pani Wanda.

Kobieta postanowiła, że nie zostawi tak tej sprawy i podjęła walkę o odszkodowanie. Chciała, by było ono rekompensatą za lata spędzone w bólu przy prawie każdym gwałtowniejszym ruchu lub spięciu mięśni.

"Wiadomo, że nikt tej igły specjalnie nie zostawił, ale jest to wyraz niestaranności. W zespole operującym jest instrumentariuszka, której obowiązkiem jest potwierdzenie chirurgowi, że wszystkie narzędzia wróciły na stół. W tym również igły. To jest podstawowa procedura" - tłumaczy prawnik.

Winę za pozostawienie igły początkowo zrzucano na szpital, który operował kobietę w 2018 roku. Jak się jednak okazało, historia sięga znacznie dalej, na co są namacalne dowody.

"W 2018 roku klientka przeszła jeszcze plastykę pochwy. Po usunięciu igły, zwróciłem się pisemnie do tego szpitala o wyjaśnienie. Szpital odpisał uprzejmie i rzeczowo, że to nie oni, bo to jest stary typ igły, który w 2018 roku już nie był używany. Poza tym stan tej igły, to że praktycznie samoistnie się rozpadła na pół, świadczy o tym, że ona w organizmie pani Wandy była dłużej niż 3 lata. Musiała być więc pozostawiona przy którejś operacji z lat 90." - opowiada prawnik pani Wandy.

Co ciekawe, szpital, w którym 20 lat temu operowano pacjentkę już nie istnieje. Nie było to jednak przeszkodą, gdyż wszelką odpowiedzialność prawną ponosi placówka, która powstała na miejscu dawnego szpitala. 

Procedura okazała się jednak znacznie trudniejsza, niż sądzono. Otóż mimo dostępu do dokumentacji medycznej z tamtych lat, na drodze do odszkodowanio stanęły przepisy.

Według Art. 442 [1] Kodeksu Cywilnego "Roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat 3 od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się albo przy zachowaniu należytej staranności mógł się dowiedzieć o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Jednakże termin ten nie może być dłuższy niż 10 lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę".

Czyli 3 lata od ujawnienia i 10 lat od wykonania zabiegu - taki jest maksymalny czas składania wniosków o odszkodowane w przypadku błędów medycznych. Przypadek pani Wandy pokazuje, jak bardzo prawo jest niesprawiedliwe.

"Jak ja się mogłam o to upominać wcześniej, skoro nie miałam pojęcia, że żyję z igłą w brzuchu? Przecież dowiedziałam się w zeszłym roku. Skąd miałam wiedzieć? To jest niesprawiedliwe" - żali się rozgoryczona pani Wanda.

Niestety, mimo prób podjętych przez prawnika, kobieta nie może liczyć na rekompensatę.

"Jeśli jest nieznana przyczyna dolegliwości, powinno się sukcesywnie poszerzać diagnostykę, także i obrazową. Tutaj nikt o tym nie pomyślał. Lekarze dolegliwości bólowe kładli na karb chorób kobiecych, być może endometriozy czy innych łatwiej wytłumaczalnych przyczyn, które "zwalniały" ich z dalszego dociekania dlaczego ta kobieta cierpi. Dopiero po 20 latach pani Wanda trafiła na lekarza, który zadał sobie ten trud, by dać jej skierowanie na RTG. Przerażające" - dodaje Leszek Kurpanek.