Lekarz z Zamościa miał 6,5 minuty na przyjęcie pacjenta. "Doniosłem sam na siebie"

2022-06-24 11:57

Jeden z zamojskich chirurgów naczyniowych musiał donieść sam na siebie. Placówka, w której przyjmuje swoich pacjentów nie pozostawiła mu wyboru. W trosce o zdrowie i bezpieczeństwo podopiecznych zgłosił się po pomoc do szpitalnego rzecznika pacjenta.

lekarz
Autor: Getty Images

Chirurg z Zamościa doniósł sam na siebie

To problem dość powszechny, że pacjenci umawiani są na wizyty do lekarzy specjalistów w odstępie pięciu minut, a korytarze poradni są przepełnione każdego dnia.

Maciej Jedliński, chirurg naczyniowy z Samodzielnego Publicznego Szpitala Wojewódzkiego im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu w rozmowie z redakcją Interii opowiedział o szczegółach swojej pracy:

- Za rządów poprzedniej dyrekcji szpitala doszło do sytuacji absurdalnej. Liczba pacjentów zapisywanych do poradni zaczęła systematycznie wzrastać - mówi lekarz.

28 pacjentów w ciągu trzech godzin 

Poświęcenie pacjentowi dosłownie kilku minut nie wystarczy, aby pomóc mu w sposób rzetelny. W związku ze zbyt dużą liczbą pacjentów zapisywanych do niego przez poradnię, doniósł na siebie do szpitalnego rzecznika pacjenta. Dr Jedliński zdradził, że zdarzały się sytuacje, kiedy w ciągu trzech godzin pracy miał umówionych 28 pacjentów, z czego niektórzy byli zapisani na tę samą godzinę.

Wizyta u lekarza to szereg czynności.

- Muszę zebrać wywiad, wykonać badanie, zlecić badania dodatkowe, wypisać receptę, a także zmienić opatrunek, opracować ranę, zdjąć szwy po operacji i jeszcze często samodzielnie wykonać USG - tłumaczy.

Poradnik Zdrowie: kiedy iść do chirurga naczyniowego?

"To był krzyk rozpaczy"

Dr Jedliński niejednokrotnie zgłaszał problem, jednak nie przyniosło to żadnych rezultatów. Chcąc zapewnić opiekę wszystkim pacjentom, dobrowolnie zostawał w pracy dłużej, aby każdy umówiony pacjent mógł zostać przyjęty.

W końcu nadszedł moment, gdy po pomoc zgłosił się do rzecznika pacjenta placówki. - Doniosłem sam na siebie, wskazując, że takie przyjmowanie pacjentów, to łamanie ich praw. To był krzyk rozpaczy z mojej strony - mówi. 

Sytuacja się nie zmieniła

Zgłoszenie to miało miejsce na przełomie lutego i marca. Choć rzecznik sprawą (podobno) się zajął, to sytuacja nie uległa poprawie i w żaden sposób nie została rozwiązana. W placówce zmieniła się dyrekcja placówki, więc lekarz jest pełen nadziei, że wkrótce zyska więcej czasu, który będzie mógł poświęcić swoim pacjentom.