Katarzyna Woźniak – lekarka znana w mediach społecznościowych jako twórczyni profilu „Mama i stetoskop” – od lat łączy praktykę kliniczną z działalnością edukacyjną. W swoich publikacjach tłumaczy zawiłości medycyny prostym językiem, a w gabinecie patrzy na pacjenta całościowo, nie tylko przez pryzmat wyniku na wadze.W rozmowie poruszamy kwestie, które budzą najwięcej emocji: czy zmiana stylu życia zawsze wystarcza, dlaczego organizm broni się przed utratą masy ciała, kiedy warto rozważyć farmakoterapię i jak odróżnić rzetelną wiedzę od marketingowych obietnic. To rozmowa o zdrowiu, ale też o języku, jakim mówimy o otyłości – bo od niego często zaczyna się albo kończy czyjaś gotowość do szukania pomocy
Poradnik Zdrowie: Z jakimi najczęstszymi mitami i obawami dotyczącymi leczenia nadwagi i otyłości spotyka się Pani w codziennej praktyce?
Katarzyna Woźniak: Mit, z którymi spotykam się najczęściej: „Otyłość to kwestia lenistwa” – nieprawda, to choroba o złożonych przyczynach. „Leki na otyłość to oszustwo albo niebezpieczna chemia” – tymczasem współczesne leki, np. z grupy agonistów GLP-1, mają solidne dowody naukowe na skuteczność i bezpieczeństwo. „Wystarczy silna wola” – niestety wola nie jest w stanie nadpisać biologii regulacji apetytu. Pacjenci obawiają się też oceniania (w gabinecie i poza nim) i ta obawa jest w pełni uzasadniona.W przestrzeni publicznej funkcjonuje dziś wiele sprzecznych informacji dotyczących leczenia otyłości – od „cudownych” terapii po niesprawdzone porady krążące w mediach społecznościowych. Jakie realne zagrożenia mogą wynikać z korzystania z takich metod?Niesprawdzone metody mogą szkodzić na kilka sposobów. Fizycznie – suplementy nieznanego pochodzenia, drastyczne diety czy preparaty z internetu mogą zawierać substancje niebezpieczne dla wątroby, nerek czy serca. W praktyce widuję pacjentów, którzy przyjmowali preparaty kupione online, nie mając pojęcia, co tak naprawdę w nich było. Metabolicznie – powtarzające się cykle drastycznych diet i powrotów do starej wagi (zwane potocznie efekt jo-jo, a prawidłowo nawrotami choroby otyłościowej) z każdym razem pogarszają skład ciała, zmniejszają masę mięśniową i utrudniają kolejne próby. Psychologicznie – każda "nieudana" dieta pogłębia poczucie porażki i bezradności.Wizyta u lekarza pozwala ocenić stan zdrowia całościowo, wykluczyć przyczyny wtórne (np. niedoczynność tarczycy, insulinooporność), dobrać bezpieczną strategię i śledzić postępy. To nie chodzi o to, że ktoś „sobie nie radzi”, ale o bezpieczeństwo.
Osoby z nadwagą często słyszą, że „wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać”. Dlaczego w rzeczywistości redukcja masy ciała bywa znacznie bardziej złożona? Jakie czynniki – biologiczne, hormonalne czy psychologiczne – mogą utrudniać ten proces?
- To zdanie jest prawdziwe na poziomie fizyki, ale dramatycznie uproszczone na poziomie biologii. Nasz organizm to nie kalorymetr. Kiedy ograniczamy jedzenie, ciało włącza szereg mechanizmów obronnych: spada leptyna (hormon sytości), rośnie grelina (hormon głodu), zwalnia metabolizm spoczynkowy. To nie „brak dyscypliny” – to ewolucja. Do tego dochodzą czynniki hormonalne (insulinooporność, problemy z tarczycą, PCOS, niski testosteron), genetyczne (ponad 200 genów wpływa na regulację masy ciała), psychologiczne (jedzenie emocjonalne, objadanie się kompulsywne, trauma, depresja, przewlekły stres), środowiskowe (wysoko przetworzona żywność wszędzie dookoła, siedzący tryb pracy, brak snu) i farmakologiczne (niektóre leki psychiatryczne, sterydy, beta-blokery mogą sprzyjać tyciu). Żeby leczenie zadziałało, trzeba wziąć pod uwagę to wszystko.Zmiana stylu życia – czyli lepsze odżywianie, więcej ruchu, dobry sen i radzenie sobie ze stresem - to zawsze pierwszy i najważniejszy krok. Ale czy to wystarczy? To zależy od bardzo wielu rzeczy: od stopnia otyłości, chorób towarzyszących, historii wcześniejszych prób odchudzania, hormonów, genów, psychiki. U części osób zmiana nawyków rzeczywiście prowadzi do trwałej poprawy. Ale u wielu innych – szczególnie przy otyłości II i III stopnia – organizm broni się przed utratą masy ciała bardzo skutecznie: spowalnia metabolizm, nasila głód, zmienia poziomy hormonów sytości. To nie jest kwestia słabego charakteru. Właśnie dlatego współczesna medycyna traktuje otyłość jako chorobę przewlekłą, która często wymaga leczenia na wielu poziomach, a nie tylko „wzięcia się w garść”.
Czy masa ciała i wskaźnik BMI to wystarczające wyznaczniki zdrowia? Na jakie parametry i badania warto zwracać uwagę, oceniając rzeczywisty stan organizmu?
- BMI to proste narzędzie przesiewowe, ale ma spore ograniczenia. Nie uwzględnia składu ciała – ktoś z dużą masą mięśniową może mieć „nadwagowe” BMI przy świetnym zdrowiu, a ktoś z prawidłowym BMI może mieć nadmiar tłuszczu trzewnego i pełny zespół metaboliczny. W codziennej praktyce oprócz BMI oceniam: obwód talii (powyżej 80 cm u kobiet i 94 cm u mężczyzn ryzyko rośnie), skład ciała, a przede wszystkim badania laboratoryjne – profil lipidowy, glukozę i hemoglobinę glikowaną, parametry wątrobowe (w kontekście stłuszczenia), TSH, kwas moczowy. Do tego ciśnienie tętnicze, ocena pod kątem bezdechów sennych, stan psychiczny. Zdrowie to dużo więcej niż liczba na wadze.
Jak powinien wyglądać kompleksowy proces leczenia otyłości? Od czego warto zacząć i jakie etapy są kluczowe, zanim podejmie się konkretne decyzje terapeutyczne?
- Kompleksowy program leczenia otyłości zaczyna się od diagnostyki – szczegółowy wywiad (historia masy ciała, wcześniejsze próby, leki, choroby, nawyki żywieniowe, ruch, sen, stres, samopoczucie psychiczne), badanie fizykalne i badania laboratoryjne.Wsparcie lekarskie i farmakoterapię rozważamy, jeśli pacjent przez co najmniej trzy miesiące wprowadzał zmiany dotyczące zdrowego stylu życia, ale nie przyniosły one oczekiwanych korzyści. Jednocześnie z tym wsparciem lekarskim pacjent otrzymuje wsparcie dietetyczne, wytyczne odnośnie aktywności fizycznej lub potrzebnej fizjoterapii, a dla części osób także wsparcie psychologiczne.Jeśli chodzi o wsparcie psychologiczne – rozmawiamy czasami o konsultacjach psychodietetycznych, a czasami o psychoterapii, ponieważ wiele osób z trudnościami w relacji z jedzeniem maskuje w ten sposób inne problemy czy zaburzenia.
Czasami potrzebna jest również pogłębiona diagnostyka psychologiczno-psychiatryczna, ponieważ otyłość bardzo często współistnieje z ADHD. Warto podkreślić, że ADHD – które zgodnie z aktualną klasyfikacją jest zaburzeniem neurorozwojowym, a nie chorobą – występuje u osób z otyłością znacznie częściej niż w populacji ogólnej. Aby skutecznie leczyć otyłość, trzeba odpowiednio zająć się także tym zaburzeniem, bo nieleczone ADHD (m.in. przez impulsywność, trudności z planowaniem i regulacją emocji) może poważnie utrudniać wprowadzanie i utrzymywanie zmian w stylu życia.
W jaki sposób nadwaga lub otyłość wpływają na codzienne funkcjonowanie – poziom energii, samopoczucie, koncentrację – nawet wtedy, gdy podstawowe wyniki badań nie budzą jeszcze niepokoju?
- To jest coś, o czym pacjenci mówią bardzo często, a co otoczenie lekceważy. Nadmierna masa ciała wpływa na codzienne życie na wiele sposobów, nawet gdy wyniki badań są jeszcze „w normie”: przewlekłe zmęczenie i senność (często związane z nierozpoznanymi bezdechami sennymi), duszność przy zwykłych czynnościach, bóle stawów i kręgosłupa, problemy z koncentracją i „mgła mózgowa”, gorszy nastrój i niższa samoocena, unikanie sytuacji towarzyskich, kłopoty ze snem, refluks, nadmierna potliwość. To wszystko naprawdę obniża jakość życia i nie trzeba czekać na diagnozę cukrzycy, żeby uznać, że warto się tym zająć.
W przypadku kobiet temat nadmiernej masy ciała wydaje się szczególnie złożony. Jaką rolę odgrywają tu hormony, cykl miesiączkowy, płodność, ciąża czy okres menopauzy? Czy to przede wszystkim kwestia estetyki, czy jednak przede wszystkim zdrowia?
- To zdecydowanie nie jest „kwestia estetyki” – to kwestia zdrowia, płodności i jakości życia. Hormony i tkanka tłuszczowa są ze sobą ściśle powiązane. Tkanka tłuszczowa to aktywny organ hormonalny – produkuje estrogeny, substancje zapalne, adipokiny. Nadmierna masa ciała u kobiet może prowadzić do nieregularnych miesiączek, nasilenia objawów PCOS, problemów z owulacją i obniżonej płodności.W ciąży otyłość zwiększa ryzyko cukrzycy ciążowej, stanu przedrzucawkowego, dużej masy urodzeniowej dziecka i powikłań przy porodzie. W okresie menopauzy zmiany hormonalne (przede wszystkim spadek estrogenów)wpływają na sposób, w jaki organizm magazynuje i dystrybuuje tkankę tłuszczową. Zmienia się proporcja między tkanką tłuszczową podskórną a trzewną, co u wielu kobiet prowadzi do zwiększenia obwodu talii i wzrostu ryzyka metabolicznego oraz sercowo-naczyniowego. Na każdym z tych etapów masa ciała ma realne znaczenie kliniczne i na każdym z nich kobieta zasługuje na wsparcie, nie na ocenianie.
Internet pełen jest „szybkich diet” i obietnic spektakularnych efektów. Jak pacjent może odróżnić rzetelne, oparte na dowodach medycznych informacje od marketingowych haseł?
- Bądźmy ostrożni wobec obietnic szybkich, spektakularnych efektów. Rzetelne źródła powołują się na konkretne badania, a nie na „opinie ekspertów” i „tysiące zadowolonych klientów”. Jeśli metoda wymaga kupienia konkretnego produktu od osoby, która ją promuje – to sygnał ostrzegawczy. Warto sprawdzać, czy informacja pochodzi od osób z wykształceniem medycznym i jest zgodna ze stanowiskiem towarzystw naukowych (np. Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości). Słowa, które powinny zapalić czerwoną lampkę: „detoks”, „cudowny metabolizm”, „lekarze nie chcą, żebyś o tym wiedział”. Dobra zasada: jeśli coś brzmi zbyt dobrze, żeby było prawdziwe... to pewnie prawdziwe nie jest.
W jakich sytuacjach sama zmiana stylu życia może okazać się niewystarczająca i konieczne jest włączenie leczenia farmakologicznego lub innych metod?
- Farmakoterapię rozważamy, gdy BMI wynosi 30 lub więcej, albo 27 lub więcej przy chorobach towarzyszących (cukrzyca, nadciśnienie, dyslipidemia, bezdechy senne), a zmiana stylu życia przez co najmniej trzy miesiące nie dała wystarczających rezultatów. Także wtedy, gdy mechanizmy biologiczne – silny głód, zaburzona regulacja apetytu – uniemożliwiają utrzymanie zdrowszego sposobu jedzenia. Współczesne leki, szczególnie agoniści receptora GLP-1 (semaglutyd, liraglutyd, tirzepatyd), nie zastępują zmiany stylu życia, ale ją umożliwiają, bo zmniejszają głód i poprawiają kontrolę nad jedzeniem. Decyzja o włączeniu farmakoterapii powinna być zawsze indywidualna, podjęta wspólnie przez lekarza i pacjenta, po rzetelnym rozważeniu za i przeciw. Mapę lekarzy i ośrodków posiadających doświadczenie w leczeniu otyłości można znaleźć m.in. na stronie PTLO lub kampanii edukacyjnej ootylosci.pl.
Jak rozmawiać z osobą z nadwagą lub otyłością – w rodzinie czy w gabinecie – aby wspierać, a nie zawstydzać? Jak ogromne znaczenie ma tu język i podejście?
- To jedno z najważniejszych pytań w tym zagadnieniu. Język, którego używamy, naprawdę decyduje o tym, czy ktoś poszuka pomocy, czy się zamknie. Kilka zasad: mówimy o „nadmiernej masie ciała” lub „chorobie otyłościowej”, nie o „grubości”. Pytamy: „czy mogę porozmawiać z panią o masie ciała?”, zanim zaczniemy temat. Unikamy moralizowania i zamiast: „powinien pan schudnąć”, pytamy: „co jest dla pana w tej chwili najtrudniejsze i jak moge panu pomóc?”.Doceniamy każdy krok, nawet niewielki. Nie zakładamy, że ktoś „nie próbował, bo zdecydowana większość osób z otyłością ma za sobą dziesiątki prób redukcji masy ciała. W rodzinie: wyrażajmy troskę, nie krytykę. „Martwię się o twoje zdrowie, jak mogę ci pomóc?” działa zupełnie inaczej, niż: „znowu jesz na noc”. Otyłość nie jest wyborem. Nie wynika z lenistwa czy słabej woli. Jest chorobą przewlekłą, która wymaga leczenia i szacunku.