Doktor Google ma lepszy marketing niż twój lekarz. Urszula Łaskawiec: "Ludzie łykają to, co jest przystępne"

2026-03-20 12:57

Wchodzisz do gabinetu, słyszysz łacińskie nazwy i wychodzisz z receptą, której nie umiesz odczytać. Wracasz do domu, wpisujesz objawy w wyszukiwarkę i nagle wszystko wydaje się jasne – bo internet mówi twoim językiem, nawet jeśli kłamie. To właśnie w tej luce między niezrozumiałym żargonem a potrzebą odpowiedzi rodzi się pole do manipulacji. O tym, dlaczego medyczne fejki wygrywają z nauką oraz jak odbudować zaufanie na linii lekarz-pacjent, rozmawialiśmy z Urszulą Łaskawiec podczas XI Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach.

Poradnik Zdrowie - Mity medyczne i zaufanie do lekarzy

Przystępne kłamstwo kontra trudna prawda

Dlaczego mity medyczne i teorie spiskowe rozprzestrzeniają się szybciej niż rzetelna wiedza? Odpowiedź Urszuli Łaskawiec jest bolesna w swojej prostocie: szarlatani są po prostu lepszymi komunikatorami.

– Informacje w internecie są przystępne, wyjaśniają procesy krok po kroku. Nawet jeśli są całkowitym fake newsem, trafiają do ludzi, bo są zrozumiałe – tłumaczy CEO Medicine Up. – Lekarz w gabinecie często mówi suchym, metodycznym językiem, używając skomplikowanej nomenklatury. W efekcie pacjent szuka „tłumacza” w sieci. Jeśli nie zbudujemy mostu zaufania opartego na relacji, pacjent zawsze wybierze kogoś, kto mówi jego językiem.

Światełko w tunelu: Lekarze chcą patrzeć w twarz, nie w ekran

Choć system ochrony zdrowia kojarzy się z brakiem czasu, Urszula Łaskawiec dostrzega zmianę. Coraz więcej medyków szuka sposobów na „odczarowanie” gabinetu.

– Zgłaszają się do mnie lekarze, którzy chcą się szkolić z komunikacji. Mówią: „Dzięki technologii mam więcej czasu, ale przez lata przyzwyczaiłem się do patrzena w monitor. Jak teraz wrócić do kontaktu wzrokowego z pacjentem?”. To kluczowe wyzwanie na najbliższe lata – odciążyć lekarza technologią tak, by mógł być znów po prostu człowiekiem dla drugiego człowieka.

Strach przed wychyleniem: Kto weźmie odpowiedzialność?

Jednym z najmocniejszych punktów rozmowy była kwestia współpracy wewnątrz zespołów medycznych. Okazuje się, że to nie brak kompetencji, ale strach blokuje polską medycynę.

– Pielęgniarki czy rejestratorki często chcą zrobić więcej, mają świetną intuicję i wiedzę, ale boją się wychylić. Dlaczego? Bo jeśli coś pójdzie nie tak, konsekwencje są fatalne, a cała odpowiedzialność spada na lekarza prowadzącego lub placówkę. To sprawia, że system jest „tłamszony” odgórnie. Jeśli chcemy nowoczesnej opieki, musimy na nowo zdefiniować, gdzie kończą się kompetencje, a zaczyna odpowiedzialność, by nikt nie czuł, że podważa czyjś autorytet.

Innowacje to nie „mowa trawa”

Urszula Łaskawiec punktuje też sposób, w jaki mówi się o technologii w medycynie. Hasła takie jak „optymalizacja”, „wdrożenie” czy „cyfryzacja” dla personelu medycznego często nie znaczą nic.

– To jest „mowa trawa”. Lekarz czy pielęgniarka w codziennym biegu potrzebują konkretu: co się dla mnie zmieni? Ile czasu zyskam w ciągu dnia? Co mi to da w moim gabinecie? Dopóki nie zaczniemy mówić językiem korzyści dla konkretnych grup zawodowych, technologia pozostanie martwym narzędziem.

Człowiek w centrum – sprawdzimy za rok

Wypalenie zawodowe medyków nie bierze się z nikąd. To efekt tkwienia w środowisku, które nie sprzyja rozwojowi i dialogowi. Według Urszuli Łaskawiec, mimo postępującej cyfryzacji i AI, to „czynnik ludzki” będzie najważniejszym tematem nadchodzących miesięcy.

– Ludzie dla ludzi projektują rozwiązania i procesy. Często o tym zapominamy, rozmawiając o finansach czy procedurach. Za rok powiemy „sprawdzam” i zobaczymy, czy w dobie AI potrafiliśmy odnaleźć w tym wszystkim człowieka – podsumowuje ekspertka.

Poradnik Zdrowie Google News