Jak utrzymać ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ? Historie związków i porady psychologa

2015-03-23 12:05 Janina Granas-Olewińska | Konsultacja: dr Alicja Waszkiewicz, psycholog, specjalista ds. komunikacji z Uniwersytetu Warszawskiego

Czy miłość może przetrwać, jeśli partnerów dzielą setki kilometrów? Jak ocalić związek na odległość, który siłą rzeczy zdominowany jest przez niepewność, tęsknotę i uczucie osamotnienia? To bardzo trudne - udaje się, gdy rozdzielenie partnerów jest tylko czasowe.

Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jaki to komfort dla psychiki móc w każdej chwili przytulić się do ukochanej osoby, porozmawiać o codziennych utrapieniach, pijąc razem herbatę lub jedząc śniadanie po wspólnie spędzonej nocy. Niestety, w pogoni za pracą lub karierą coraz więcej ludzi decyduje się na rozłąkę. Coraz częstsze są też sytuacje, gdy partnerzy poznali się np. przez internet, mieszkają w innych miastach i spotykają się raz w miesiącu. Zwykle wtedy darzą uczuciem swoje wyobrażenie o tej drugiej osobie, bo tak naprawdę niewiele o niej wiedzą. Na dłuższą metę żadnej parze nie służy związek na odległość, bo jest w sprzeczności z naturalną potrzebą przebywania z kimś, kogo się kocha. Jednak kilometry nie muszą nas dzielić, świat stał się przecież globalną wioską i istnieje wiele możliwości codziennego komunikowania się. Można więc podtrzymać łączące nas więzi, potrzeba tylko dodatkowego zaangażowania.

Złote zasady, jak utrzymać związek na odległość

  • Decyzję o wyjeździe należy podjąć wspólnie, razem ustalić plan działania, zasady, na jakich ma funkcjonować związek i sposób komunikacji.
  • Warto dać partnerowi coś, co będzie mu o nas przypominać.
  • Trzeba kontaktować się ze sobą jak najczęściej: rozmowy telefoniczne, Skype, portale społecznościowe (wyznaczyć stałe dni i godziny, przyda się też kamera internetowa), SMS-y, listy. Opowiadajmy o tym, co się dzieje, ale ciepło, wesoło, bez wyrzutów, przywołujmy wspomnienia, mówmy o marzeniach i o tym, jak bardzo kochamy, unikajmy scen zazdrości, okazujmy zaufanie.
  • Warto umówić się, że robimy coś identycznego, choć oddzielnie (czytamy tę samą książkę, artykuł, oglądamy film), potem o tym rozmawiamy.
  • Odwiedzajmy się wzajemnie, a wtedy jak najwięcej rzeczy róbmy razem, celebrujmy wspólny czas.
  • Nie zasypujmy partnera sprawami do załatwienia – związek na odległość narzuca przecież większą samodzielność w podejmowaniu decyzji.
  • Podstawa to pozytywne myślenie, wynajdujmy plusy tej sytuacji (np. mam więcej czasu na swoje pasje), nie zamykajmy się w czterech ścianach, szukajmy towarzystwa, wspólnych przyjaciół.

Poznaj historie trzech różnych związków, których bohaterowie z różnych powodów mieszkają na odległość. Każdą sytuację analizuje psycholog, który wyjaśnia mechanizmy działania i podpowiada co zrobić, żeby utrzymać związek.

Związek na odległość - Anna: Wyjechałam, by zarobić na rodzinę

Mieszkam w Londynie, już na stałe. Jestem pielęgniarką, mam dobrą pracę za przyzwoite pieniądze. Na początku było mi bardzo trudno, tęskniłam za rodziną. Monika i Marek to już nastolatki, ale przecież w tym wieku też potrzeba im matki. Martwiłam się, czy mąż i rodzice sobie poradzą. Wspólnie podjęliśmy decyzję o moim wyjeździe, bo to była jedyna szansa na poprawę finansów i możliwość podniesienia kwalifikacji. Myślałam, że za rok wrócę, a zdobyte doświadczenie zaowocuje podwyżką i awansem. Byłam pewna, że raz na 2 tygodnie przylecę do domu. W praktyce okazało się, że podróże do Polski są zbyt kosztowne, a w weekendy mam dyżury. Pozostał internet i telefon. Po roku wróciłam do kraju i wszystko było nie tak – ani podwyżki, ani awansu, a pieniądze szybko topniały. Gdy okazało się, że mogę wraz z rodziną przenieść się na stałe do Londynu, nie wahałam się ani minuty. Dzieci też się ucieszyły. Jedynym problemem okazał się mąż. Nie dał się przekonać, choć w Polsce nie ma stałej pracy. Mówił, że nie zna języka ani nikogo na miejscu i że się boi. Postawiłam wszystko na jedną kartę – albo jedziesz ze mną i z dziećmi, albo zostajesz sam. Nie spodziewałam się, że się uprze. Wyjechałam, a on się obraził. Źle się stało. Dzieciom potrzeba ojca i nie wystarczą im spotkania od święta. Mam wyrzuty sumienia. Czy popełniłam błąd, czy da się to naprawić? Nie chcę wracać do kraju, ale ciągle myślę o Piotrze. Czy czeka nas rozwód?

Komentarz specjalisty: Annie na pewno nie było łatwo. Zmiana środowiska – kraju, kultury, języka, wyrzeczenia i rozłąka to koszty psychiczne, które musiała ponieść. Oczekiwała czegoś w zamian. Wydaje się, że nie znalazła wsparcia w mężu. Przed wyjazdem warto wspólnie ustalić, że on będzie ją regularnie odwiedzać, zobaczy, jak się tam żyje i oswoi się z nową sytuacją. Wtedy łatwiej o decyzję o przeprowadzce. Stawianie sprawy na ostrzu noża przez Annę nie pomogło Piotrowi, być może poczuł się przyparty do muru. Teraz trzeba zrobić wszystko, by nie doszło do rozwodu. Jeśli Annie zależy na mężu, warto, by się z nim porozumiała. Może w tym celu powinna przyjechać do Piotra. Polecam konsultację z udziałem mediatora.

Związek na odległość - Kasia: Mąż w innym mieście robi karierę

Gdy nadarzyła się okazja świetnej pracy, Marek wyjechał z naszego miasteczka do Warszawy. Kariera męża w wielkim mieście była kusząca także dla mnie. Ma służbowy samochód, poznaje wpływowych ludzi, a szef obiecał, że gdy pójdzie wyżej, to zabierze go ze sobą. Ciężko mi samej z dziećmi, bo wszystko zostało na mojej głowie. Pracuję do godz. 18, a tu jeszcze zakupy, gotowanie, pranie, wywiadówki. Marek przez cały tydzień nie dzwoni, bo ponoć pracuje od rana do nocy. Przyjeżdża w piątek wieczorem i zaczyna nadrabiać zaległości jako głowa rodziny. Rozstawia wszystkich po kątach, wymierza kary, a ja w tygodniu mam je egzekwować. Wieczorem się kłócimy, bo uważa, że każda zła ocena w szkole to moja wina, bo źle wychowuję dzieci. A ja naprawdę się staram. I tak po kolacji zamiast wytęsknionego sam na sam coraz częściej naciągam kołdrę na uszy. Marek bardzo się zmienił, odkąd wyjechał. Dawniej weekendy to było nasze rodzinne święto – dobry obiad, wspólne wyjście. Na początku czekaliśmy z dziećmi na te jego przyjazdy jak na nagrodę. Teraz jest inaczej. Oddychamy z ulgą, gdy nadchodzi czas pożegnania. Wiedziałam, że jak Marek wyjedzie, nie będzie mi łatwo, ale nie spodziewałam się, że przez tę rozłąkę zaczniemy się od siebie oddalać.

Komentarz specjalisty: Nie da się nadrobić życia rodzinnego w kilka dni. Umyka bliskość, wsparcie i budowanie wspólnoty. Konieczna jest rozmowa i wspólne ustalenie planu dla rodziny. Katarzyna powinna się do niej przygotować. Dobrze, by w ten wieczór byli sami. W spokojnej atmosferze będzie w stanie powiedzieć o swoich obawach i oczekiwaniach wobec męża. Wiele łączy małżonków, warto więc celebrować chwile, gdy są razem. Krokiem w dobrą stronę jest również ustalenie nowego, przyjemnego „obowiązku” – zorganizowania przez każdego z rodziców zajęć dla całej rodziny, np. zimowej wyprawy na lodowisko, zwiedzania Warszawy pod wodzą taty. To umocni rodzinne więzy. Być może optymalnym wyjściem będzie przeprowadzka do męża?

Związek na odległość - Marta: Znamy się głównie przez internet

Mam 29 lat. Wszystkie koleżanki założyły rodziny. Szukałam szczęścia na portalu dla samotnych i znalazłam. Najpierw były maile, telefony, potem długie rozmowy przez Skype’a. Pamiętam, jak bałam się pierwszego spotkania. Wiedziałam, jak Tomek wygląda, bo kamerka internetowa pozwalała zobaczyć twarz, ale co z resztą? Czy mu się spodobam? Właśnie od tej pierwszej randki w realu zaczęła się nasza miłość. Trudna, bo dzieli nas 385 km. Oboje pracujemy i nie możemy sobie pozwolić na częste wyjazdy. I nie chodzi o pieniądze, bo Tomek dobrze zarabia, ale o czas. Mówił, że prowadzi jakieś interesy i musi trzymać rękę na pulsie. Unikał rozmów o pracy, ale wtedy nie zastanawiałam się nad tym. Mijały miesiące, uczucie się umacniało. Jednak rosło też osamotnienie i tęsknota. Dręczył mnie niepokój – czy nie poznał jakiejś dziewczyny? Na 35. urodziny Tomek zaprosił mnie na weekend do siebie, do Gdańska. Było cudownie. Pomyślałam, że mogłabym z nim zamieszkać. W banku, w którym pracuję, dowiedziałam się, że nie będzie problemu z przeniesieniem, bo w Gdańsku mamy filię. Jakież było moje zdziwienie, gdy na wieść o tym mój ukochany zdębiał! Niby się ucieszył, ale zaraz zaczął coś mówić o swojej firmie, że coś tam ma mi się nie spodobać. Pomyślałam, że albo mnie nie kocha, albo coś ukrywa. Postanowiłam to sprawdzić. Kilka dni potem wybrałam się do Gdańska. Od rana czekałam w taksówce po drugiej stronie ulicy. Wyszedł, wsiadł do samochodu i pojechał do centrum. Ja za nim. Zaparkował pod sex shopem i wszedł do środka. Mija kwadrans, drugi. Po godzinie postanowiłam sprawdzić. Nigdy nie byłam w takim miejscu! Za ladą stoi młody człowiek. Pytam o mężczyznę w skórzanej kurtce, który wszedł tu przed godziną. „Szefie, jakaś pani do pana” – on na to i zagląda na zaplecze... I wszystko stało się jasne – ten dobrze prosperujący interes to kilka sex shopów. Tomek już dawno chciał mnie ściągnąć do Gdańska, ale nie wiedział, jak mi powiedzieć, czym się zajmuje. W moim miasteczku sex shop to wciąż temat tabu. Nie wiem, co robić – mam dość czekania na maile, chcę budzić się przy nim co ranka.

Komentarz specjalisty: Historia Marty i Tomka pokazuje, jak trudno dobrze poznać kogoś, gdy dzieli nas odległość. Można zbudować relację, ale trudniej o poważny związek oparty na zaufaniu. Partner, który na co dzień jest blisko, często nieświadomie opowiada nam o sobie, swoim życiu. Siedząc w pokoju obok, słyszymy, o czym rozmawia przez telefon, na mieście widujemy jego przyjaciół czy współpracowników. Wiele aspektów funkcjonowania staje się oczywistością, są nam dostępne od ręki. Teraz Marta ma problem, zaangażowała się bowiem, nie znając podstawowych informacji dotyczących Tomka. Na szczęście wyjaśniła się ważna kwestia, jaką jest zawód partnera. Warto, aby Marta potraktowała to jako szansę na poważną rozmowę, powiedziała szczerze o swoich oczekiwaniach i wysłuchała Tomka, tego, jak on widzi ich wspólną przyszłość. Wyjazdowe spotkania nie zastąpią przecież codzienności. Marta musi zdecydować, co jest dla niej priorytetem: opinia innych czy własne szczęście. Jeśli oboje bardzo chcą spróbować, można pomieszkać razem, np. w czasie urlopu. Decyzja o przeprowadzce powinna być przemyślana.

miesięcznik "Zdrowie"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W numerze 10/2019 "Zdrowia" kreatywne podejście do seksu, podstępna borelioza, nowe terapie nowotworów, komu grozi cyberchondria, leki szkodzące urodzie, probiotyki w kiszonkach. Miesięcznik "Zdrowie" to pakiet rzetelnej wiedzy i sprawdzonych porad!

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie 10/2019
KOMENTARZE
piorun
|

moim zdaniem liczą się chęci, jesli związek chce to się utrzyma.. Ja poznałam chłopaka i był z drugiego konca polski i nam się udało :) liczą sie chęci

ajajj
|

to są kochanie różnice kulturowe, nie przypadek. Na dzieci na zachodzie sie nie krzyczy nie szarpie kiedy dziecko chce iść w inną strone tylko tłumaczy.

max
|

Przeczytalem Twoj komentarz przez przypadek i mysle ze trafnie wyraziles swoje spostrzezenia i przezycia. Po przeanalizowaniu tekstu zgadzam sie z Toba. Nie wiem czy bedzie kiedykolwiek jakis zwiazek, ktory wytrzyma odleglosc. Ja mam dziewczyne o jakies 1000 km , widzimy sie raz na miesiac, przez (summa sumarum ) 2 dni. To zbyt za malo aby sie poznac, zrozumiec, pokochac. To nadal takie zauroczenie, bo fajny glos, figura, cieply, dobry charakter, seks pasuje.
Ale to nie to co codziennosc. I nakrecanie sie przez skypa, lacznie z rozbieranymi sesjami powoduje jeszcze wieksza pustke i chorobliwa tesknote.
Nie wiem jak dlugo wytrwamm.

Tobie zycze spokoju w zyciu, no i moze za roiem mieszka jakis fajny chlopak ?
Powodzienia!

Dawid
|

Ja z Poznania...ona z Kołobrzegu...

malta
|

Mieszkamy w Norwegii od 15 lat. Wszystko układało się przez te lata doskonale, starsza córka się jeszcze uczy, młodsza ma 10 lat. Ale nie zapominajmy wszyscy, że Norwegia wciąż uskutecznia polowanie na dzieci, no i trafiło też na nas. Teraz już wiem, że jesteśmy jedną z bardzo wielu rodzin, która przed wakacjami wywiozła dziecko do Polski pod zarzutem ,,przemocy w rodzinie,,. I proszę: niech nie wypowiadają się osoby, które z organizacją Barnevernet nie miały do czynienia bo trzeba to przeżyć aby uwierzyć jak szybko jedna osoba przez pomówienie może zniszczyć życie całej rodzinie... Nie jest przypadkiem, że mnóstwo polskich rodzin w tym roku wywiozło dzieci z Norwegii i tak się składa, że np w mojej okolicy wszyscy mieli podejrzenie o ,,przemoc w rodzinie,, Ten zarzut jest praktycznie stawiany większości polskich rodziców, mimo że sąsiedzi, lekarze i wszyscy, którzy nas znają wystawili nam bardzo dobre opinie. W Norwegii żyje się dobrze tylko pod warunkiem, że nie masz małych dzieci.

D.
|

Nigdy w życiu bym nie uwierzyła, że mogłabym być z kimś kto mieszka ode mnie 100km, a co dopiero 1000km!!! Oboje mieszkamy w Uk, po dwóch stronach wyspy, ja na południu, on na północy. Widujemy się raz w miesiącu jak się uda, na jakieś 3-4 dni, nasze prace (moja głównie) nie pozwają nam na częstsze spotkania. Bardzo dużo nam dają rozmowy telefoniczne, których nienawidzę, ale wiem, że jeśli nie bedziemy rozmawiać przez telefon, skype czy co tam jeszcze, to w ogóle nie bedziemy rozmawiać. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym, często robimy te same rzeczy w jednym czasie, tak jakby razem. Dzielimy się swoimi planami, pomysłami, marzeniami, spostrzeżeniami... Planujemy zamieszkać razem za kilka miesięcy. Cieszę się i jednocześnie boję, że coś się sypnie, że nie będzie tak jak to sobie oboje wyobrażamy, że nie wytrzymamy ze sobą na codzień (oboje mamy ciężkie charaktery). Mimo to chcę spróbować, bo czuję, że warto. I mam nadzieję, że mimo wszystko się nam uda :)

Zuza
|

Mam 18 lat i 2 lata temu, przez internet poznalam chlopaka z Korei. Bardzo sie polubilismy, codziennie piszemy i rozmawiamy na skype. Jakis czas temu spytal sie mnie czy chcialabym byc jego dziewczyna... Nie wiem co mam robic, boje sie, ze taki zwiazek nie przetrwa, a naprawde bardzo go lubie. Nie wiem co odpowiedziec. On zapewnia, ze na pewno niedlugo przyjedzie do Polski i sie potkamy... Co prawda w przyszlym roku mam jechac do Korei z rodzina, ale tylko na w tygodnie... Rozumiem pary, ktore mieszkaja w innych miastach i widuja sie np co miesiac, ale to jest inny kraj...! Od dawna jestem fanka koreanskich dram i zawsze marzylam o chlopaku stamtad... ale teraz boje sie tej odleglosci... Czy taki zwiazek ma szanse?

olka
|

Sama przez jakiś rok byłam w związku na odległość i wiem, jakie to trudne i ciężkie dla obu stron. Poznałam go na ezeo i na początku dzieliło nas 100 km niby to nie dużo, ale nasze prace znacznie ograniczały nam możliwość spotkania, więc widywaliśmy się tylko i wyłącznie raz w miesiącu. To z czasem niszczyło nas oboje więc ja rzuciłam wszystko i przeprowadziłam się do niego. Mam tylko nadzieję, że nie pożałuję tej decyzji

Zakochana
|

Otóż jestem teraz w takim związku na odległość i jest ciężko, nie powiem.Ale planujemy przyszłość! Najgorsze jest to, że ciężko jest mi nie czuć mojego mężczyzny obok, nie czuć jego zapachu i słyszeć jego głosu.Muszę czekać na niego do trzech lat. Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze.

Związkowiec naodległościowy c.
|

Ważne jest to JAKIE MA SIĘ OCZEKIWANIA W STOSUNKU DO PARTNERA/RKI I CZEGO SIĘ CHCE..
ABSOLUTNIE nie wolno robić czegoś wbrew sobie, bo i tak prędzej czy później to się zemści i da znać o sobie...
JEŻELI:
- lubicie samodzielność, cenicie sobie komfort cedziennej egzystencji samemu, to związek na odległość może Wam odpowiadać
- jesteście bardzo uczuciowi, wraźliwi, namiętni, spontanicznie wchodzicie w relacje, szybko się zakochujecie, potrzebujecie bliskości partnera/rki na codzień MOCNO się zastanówcie nad podejmowaniem tej próby.
Związek na odległość jest DLA WYTRWAŁYCH I LUDZI BARDZO ZDETERMINOWANYCH, STABILNYCH EMOCJONALNIE, SPOKOJNYCH Z NATURY, ZDYSTANSOWANYCH DO SIEBIE, PARTNERA I SWIATA, NIE ULEGAJĄCYCH WPŁYWOM OTOCZENIA. To bardzo wysoki level NIE DLA KAŻDEGO!!!!!!!! Trudna przeprawa i ciągła walka ze sobą samym, chłodna głowa, racjonalne podejście do życia...DLA TWARDZIELI. Ja myśłałem, że jestem twardzielem, ale nawet JA nie dałem rady, bo mój związek trwał aż 4,5 roku. Sam się dziwię, że tyle wytrzymałem, heh;-P
- jeśli związek na odległośc MA BYĆ JEDYNIE ETAPEM PRZEJŚCIOWYM to jasno określcie terminy i warunki przejścia do kolejnego etapu, żeby nie dopuścić do niebezpiecznego przedłużania się takiego stanu rzczy...
Reasumuąc:
NIE NEGUJĘ ZWIĄZKU NA ODLEGŁOŚĆ JAKO TAKIEGO...Podzieliłem się jedynie swoimi doświadczeniami i wnioskami wynikającymi z autopsji.
WAZNE jest, aby przed wejściem z taka relację byc tego świadomym i określić jej ramy z partnerem, tj czy macie być w takim zwiążku z zasady bez perspektywy zamieszkania razem, czy z tą perspektywą...
Miejcie świadomość, że rzadko się widujecie i nie ukrywajcie swoich potrzeb oraz uwag w stosunku do partnera, bo to tylko pogrąży Wasz związek.
Wchodząć w związek na odległość najpierw zawrzyjcie związek z samym sobą, tj BARDZO DOKŁADNIE POZNAJCIE SIEBIE SAMYCH I WŁASNE POTRZEBY żeby potem nie było zdziwka, że cos nie ten teges...spontan w przypadku związków na odległość nie jest dobrym pomysłem!!!!!!!!!!!
Dbajcie o sferę seksualną!!!!!! Dotyczy zwłaszcza młodych!!!! W takich związkach trzeba o to szczególnie dbać. Nie oszukujmy się, romantyzm jest fajny, ale zycie jest życiem, w końcu mam te 32 lata i w związkach na odległość spędziełem prawie 6 lat swojego życia!!!
Dzielcię się swoją codziennością, problemami, sprawami trywialnymi, nie randkujcie wiecznie, choć w takich związkach jest taka pokusa. RANDKOWANIE to też tylko JEDEN Z ETAPÓW w związku!!!. Nie da się tego ciągnąć w nieskończoność!!!
Życzę wszystkiego dobrego, ale przede wszystkim miejcie CHŁODNA GŁOWĘ podchodząc do tego tematu. W przeciwnym razie, jak się pojawią uczucia, a okaże się, że to nie to, to cierpienie jest POTĘŻNE!!!!!!!
Buziaczki ;-* ;-* ;-*!!!!!!!!!!