Ze słońcem się nie igra - opowieść pacjentki o walce z czerniakiem

2020-06-16 12:31

- Najpierw był pieprzyk o nieregularnym kształcie, potem zniknął, pozostała po nim biała plamka. Po kilku miesiącach znamię powróciło, ciemniejsze  i w towarzystwie krostki - opowiada pani Bożena, która wygrała walkę z nowotworem. To był rak skóry - czerniak.

O rozmowę na temat choroby zabiegałam wiele razy. Ale ciągle powtarzała: „Jeszcze nie teraz. Nie mogę o tym mówić”. Sytuacja się zmieniła. - Kilka tygodni temu na czerniaka zmarła moja dobra koleżanka. Nie chcę dalej milczeć. Opowiem, co przeżyłam - mówi na dzień dobry Bożena Grela

- Może to uświadomi dziewczynom, że ze słońcem się nie igra.

Spis treści

  1. Taki sobie pieprzyk
  2. Dermatolog: "to może być czerniak"
  3. Rak skóry: trudno przyjąć prawdę o nowotworze
  4. Wycięcie pieprzyka i węzłów oraz przeszczep skóry
  5. Chemioterapia nie była potrzebna
  6. Częste opalanie nie wychodzi skórze na zdrowie

Taki sobie pieprzyk

To było 14 lat temu, ale w pamięci tamte wydarzenia tkwią jak zadry. 

- Przez wiele lat w zgięciu łokciowym miałam pieprzyk - mówi Bożena. - Taki placuszek o średnicy ok. 7 mm. Miał nieregularne brzegi. Uważałam, że szpeci mi rękę. Czasem, gdy miałam wełnianą bluzkę, coś mi przeszkadzało w tym miejscu. Po pewnym czasie znamię zniknęło, a w jego miejscu pojawiła się biała plamka na skórze. Nie przejęłam się tym. Po kilku miesiącach pieprzyk znów się pojawił. Był ciemniejszy niż poprzednio. Zaczęłam go oglądać. Zauważyłam, że z boku wyrosła krostka. Była niewielka, ale wyraźnie wystawała do góry. Nawet nie przyszło mi do głowy, że to może być coś groźnego. Irytował mnie tylko wygląd ręki, a nie znamię. No jak mam włożyć sukienkę czy bluzkę bez rękawów? - zastanawiałam się każdego dnia.

Wreszcie Bożena powiedziała sobie "dość".

- Muszę zrobić z tym świństwem porządek. Umówiła się do kosmetyczki na zabieg. Była bardzo zdziwiona, gdy odmówiono jej usunięcia znamienia. 

- To zwykły pieprzyk - przekonywała kosmetyczkę. 

- Ja tego nawet nie dotknę - usłyszała.

- Jak to? - dociekała swego.

- Musi pani iść do dermatologa.

- Wracałam do domu wściekła - wspomina Bożena. - Za tydzień mam ważne spotkanie. Czym to przykryję? Jechałam samochodem i gadałam sama do siebie: Do jakiego dermatologa? Po co?

Dermatolog: "to może być czerniak"

Minęły kolejne 2 tygodnie, zanim Bożena zdecydowała się iść do lekarza. Poszła na prywatną wizytę, bo termin w rejonie był dość odległy.

- To był znak - mówi dzisiaj. - Gdybym doczekała terminu w przychodni rejonowej, nie wiem, czy dzisiaj rozmawiałybyśmy o mojej chorobie. Lekarka dokładnie i długo oglądała rękę. Stwierdziła, że konieczna będzie wizyta w Narodowym Instytucie Onkologii.

- Nieładnie to wygląda. Potrzebna jest opinia onkologa. To może być czerniak - powiedziała.

- Wyszłam z gabinetu ogłupiała - mówi Bożena. - Nie mogłam uwierzyć, że muszę iść do onkologa. Czerniak? Jaki czerniak? - powtarzałam sobie. Co to w ogóle jest? W domu sięgnęłam do encyklopedii... i świat zawirował. "Nowotwór złośliwy, nowotwór złośliwy skóry..." Czytałam kolejne wiersze i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę.

Czytaj też:

Polecany artykuł:

Kontroluj znamiona

Jak rozpoznać czerniaka? Sprawdź!

Jak rozpoznać czerniaka?
Zdaniem eksperta
dr n. med. Magdalena Ciupińska, dermatolog

Słońce nie zawsze nas kocha

Czerniak jest nowotworem złośliwym skóry. Najczęściej powstaje w okolicy znamion barwnikowych, nazywanych potocznie pieprzykami. Jeśli jest wykryty w bardzo wczesnym stadium, może być w pełni wyleczony. Niestety, większość osób zgłasza się do lekarza, gdy choroba jest zaawansowana.

W Polsce rocznie rejestruje się ponad 1500 zachorowań. Szczyt przypada na 4.-5. dekadę życia.

Na 100 zachorowań na czerniaka 55 proc. kończy się zgonem.

Ponad 90 proc. czerniaków rozwija się na skórze, ale nowotwór ten może umiejscawiać się wszędzie tam, gdzie są komórki barwnikowe - wewnątrz gałki ocznej, na błonie śluzowej narządów płciowych, w jamie ustnej itd.

Szczególna złośliwość czerniaka jest uwarunkowana tym, że szybko daje przerzuty do innych narządów i nie poddaje się leczeniu.

W grupie ryzyka znajdują się osoby z jasną karnacją, o włosach blond lub rudych i niebieskich oczach - ze względu na mniejszą zawartość barwnika (melaniny) w skórze, opalające się bez umiaru na słońcu, w solarium.

Oprócz ekspozycji na promienie słoneczne dla rozwoju choroby ważne są także predyspozycje genetyczne.

Czerniak atakuje często młode kobiety.

Dlatego raz w roku warto iść do dermatologa, by obejrzał skórę. Częściej powinny to robić osoby, które mają dużo pieprzyków. Każde powiększenie się, zmiana kształtu, zabarwienia, swędzenie powinno skłonić do wizyty u lekarza.

Znamion barwnikowych nie wolno wymrażać ani usuwać laserem, bo nie można wykonać badania histopatologicznego usuniętej zmiany. Pozostaje leczenie chirurgiczne, po którym pacjenci są pod obserwacją przez ok. 10 lat.

Zaczęłam się bać. To już koniec - myślałam, gdy dotarłam do statystyk medycznych. Świat się zapadł, myśli kołatały się po głowie bez ładu. Co będzie z córką, kilkunastoletnią Agnieszką? - O, Boże, co będzie? Przecież dopiero dostałam pracę... Nie było odpowiedzi. Nie było z kim rozmawiać, nie było się kogo poradzić. Strach paraliżował każdy ruch. Bezsenne noce, przepłakane dni. Bezsilność, złość i znów strach.

Rak skóry: trudno przyjąć prawdę o nowotworze

- Po kilku dniach pojechałam do Narodowego Instytutu Onkologii - wspomina. - Tu wzięto się za mnie dość ostro. Lekarz obejrzał pieprzyk i zdecydował, że trzeba go usunąć z niewielkim marginesem skóry. Fragment skóry wraz z pieprzykiem odesłano zaraz do badań histopatologicznych. Usłyszałam, że to wcale nie musi być czerniak, ponieważ nie ma wszystkich charakterystycznych cech dla tego nowotworu. Wstąpiła we mnie wielka nadzieja. Uczepiłam się tej myśli jak tonący brzytwy.

Minęły 3 tygodnie. W dobrym nastroju pojechała po wynik badania. Lekarz, który ją przyjął, nie miał tęgiej miny.

- Nie mam dobrych wiadomości. To czerniak - powiedział jednym tchem.

- Rozwiały się moje nadzieje. Lekarz wyjaśniał mi procedury medyczne. Co trzeba zrobić i dlaczego. Niewiele słyszałam i jeszcze mniej zapamiętałam. Dostałam skierowanie do szpitala, miałam się zgłosić za kilka dni. Kiedy chciałam wyjść z gabinetu, świat mi zawirował. Poczułam się bardzo źle. Wrócił strach. Skoczyło mi ciśnienie, więc zabrano mnie na EKG. Nie wiem, jak dotarłam do domu. Wszystko, co przeczytałam o czerniaku, stanęło mi przed oczami. Widziałam się cierpiącą z bólu, gnębioną przerzutami, a nawet umierającą. Nikt ani nic nie było mnie w stanie pocieszyć. Wszystko straciło sens, nie widziałam celu. I tylko to jedno pytanie brzmiało mi w uszach: co się stanie z Agnieszką?

Problem

Słońce z umiarem

Co roku słońce przyczynia się do śmierci 60 tys. osób - wynika z danych WHO. Większość z nich umiera na złośliwe czerniaki. Nie oznacza to jednak, że jak ognia mamy unikać słońca. Jest ono niezbędne do prawidłowego przebiegu wielu procesów zachodzących w naszym organizmie. Najnowsze badania dowodzą, że jego promienie mogą zmniejszać nawet ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 1 czy stwardnienie rozsiane.

Wycięcie pieprzyka i węzłów oraz przeszczep skóry

Do szpitala Bożena przyszła ze złym nastawieniem. Nie widziała sensu ponownego zabiegu. Przecież to się nie uda. Po co to cierpienie? Ciśnienie skakało raz w gorę, raz w dół. Anestezjolog był twardy.

- W takim stanie nie podam narkozy na wiele godzin. Trzeba uspokoić serce - powiedział krótko i wyszedł z sali.

- Jak miałam się uspokoić? - mówi Bożena. - Korytarz był pełen kobiet z łysymi głowami, ludzi wędrujących z kroplówkami. Na łóżkach twarze z wielkimi, wystraszonymi oczami. Tak będę wyglądać - myślałam. Udało się lekami wyrównać ciśnienie i wyznaczono dzień operacji. Z uda lekarze pobrali kilkanaście centymetrów kwadratowych skóry, która miała być przeszczepiona na rękę. Ze zgięcia w łokciu usunięto ponad dziesięć centymetrów ciała, pod pachą węzły chłonne, aby sprawdzić, czy są zajęte przez komórki nowotworowe. Operacja trwała 5 godzin.

- Kiedy się obudziłam, wszystko mnie bolało. Ktoś zażartował: "To znaczy, że jeszcze żyjesz". Ale mnie nie było do śmiechu. Nie mogłam się ruszać, oddech sprawiał ból. Każdy dzień przynosił jednak poprawę. Rękę podtrzymywała mi metalowa szyna, pod pacha miałam dreny z pojemnikiem, do którego kapała ciecz z ran. Opatrunek na udzie nie pozwalał równo stawiać kroków. Wszystko było trudne.

Chemioterapia nie była potrzebna

- Nie umiem sobie tego wytłumaczyć, ale któregoś dnia obudziłam się pełna optymizmu - wspomina. - To nie był czerniak, powiedziałam sobie i świat nabrał innych barw. Będzie dobrze, powtarzałam. Teraz tylko muszę wrócić do domu, do mojej Agnieszki. Niech no się tylko to wszystko wygoi, to będzie dobrze. Nie dam się. Bożena śmieje się. Patrzy mi prosto w oczy. Ciągle się uśmiecha, ale łzy wciąż płyną.

- Po wyjściu ze szpitala nie miałam rehabilitacji - mówi. - Tylko raz w miesiącu chodziłam do Centrum na badania. To było jak maraton - USG brzucha, pobieranie krwi, sprawdzanie węzłów chłonnych i badanie piersi. Raz na pół roku prześwietlenie płuc. Po miesiącu dowiedziałam się, że udało się wyciąć zmianę nowotworową z czystym marginesem skóry. W węzłach chłonnych nie było komórek nowotworowych. To mi dodało sił. Lekarz orzekł, ze chemioterapia nie będzie potrzebna. Odetchnęłam, bo tego też się obawiałam.

Częste opalanie nie wychodzi skórze na zdrowie

Bożena nigdy nie pytała: dlaczego ja? Zawsze znała odpowiedź. Ma jasną karnację, więc z trudem się opalała na wymarzony brąz.

- Potrafiłam leżeć na słońcu kilka godzin bez przerwy - wyznaje. - Przekładałam się jak kotlet na patelni. Ciągle mi było mało słońca, wciąż byłam za blada. Kremy z filtrem? Kto o nich wtedy słyszał. Opalałam się na oliwkę lub masło kakaowe kupione na Bazarze Różyckiego w Warszawie. Byłam gotowa posmarować się nawet ropą, byle tylko skóra nabrała brązowego koloru. Głupota. Bożena milknie. Znów sięga po filiżankę i odwraca głowę. Zbiera się jej na płacz.

- Może nie chcesz dalej mówić? - pytam.

- Nie – odpowiada. - Muszę to powiedzieć, bo może któraś z dziewczyn zrozumie. Może dotrze do niej, że nie warto. Gdy człowiek jest młody, nie myśli, że dopadnie go choroba. Ale tak nie jest. Wszystko ma swoją cenę.

- Jaka jest twoja? - pytam.

- Spójrz - mówi. Podciąga rękaw bluzki. - To nie wygląda ładnie. Moje udo też nie budzi zachwytu. Dziś się tym nie przejmuję już tak bardzo, ale 14 lat temu inaczej patrzyłam na życie. Wiele oczekiwałam. Dziś jest we mnie spokój, ale ciężko na niego zapracowałam. Nie chodzę już na plażę. Ale to nie znaczy, że czuje się skrzywdzona, naznaczona. Myślę, że sama sobie to zafundowałam. Seksowna opalenizna nie powinna przyćmić zdrowego rozsądku. Nie warto dla niej narażać życia. Ale cóż, chciałam się podobać. Gdy jest się młodym, to jest najważniejsze. A szkoda.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.