W jaki sposób możemy najszybciej zakończyć pandemię? Doktor Grzesiowski odpowiada

2021-03-30 19:48

Wystarczy wprowadzić kilka prostych zasad, aby zdecydowanie szybciej pokonać pandemię koronawirusa. Doktor Paweł Grzesiowski – pediatra, immunolog, ekspert ds. szczepień i prezes zarządu fundacji Instytut Profilaktyki Szczepień – wyjaśnia, jakie kroki zbliżą nas do upragnionego celu.

DR N. MED. PAWEŁ GRZESIOWSKI PEDIATRA, IMMUNOLOG, EKSPERT DS. SZCZEPIEŃ, PREZES ZARZĄDU FUNDACJI INSTYTUT PROFILAKTYKI SZCZEPIEŃ
Autor: [zdrowie-issue-generator]

Oto lista zaleceń popularnego eksperta, który udzielił szerokiego wywiadu na temat pandemii koronawirusa „Poradnikowi Zdrowie”:

  • przywrócenie wiary w naukę i przekazanie zarządzania pandemią w ręce ekspertów, a nie polityków,
  • przywrócenie skutecznego funkcjonowania inspekcji sanitarnej,
  • przeniesienie decyzji o lockdownach na poziom lokalny i zamykanie tylko zagrożonych regionów, a nie całego kraju czy województw,
  • stworzenie porządnych baz danych i analityczne zarządzanie tymi danymi,
  • przygotowywanie dodatkowych łóżek szpitalnych z odpowiednim wyprzedzeniem, tak aby nie trzeba było „wykradać” ich innym pacjentom,
  • odbudowanie zaufania społeczeństwa do ludzi zarządzających pandemią,
  • unikanie wprowadzania absurdalnych zakazów, jak choćby ten dotyczący wychodzenia z domów i spacerów po lasach.
Co należy zrobić, żeby szybko zakończyć pandemię? Doktor Grzesiowski odpowiada

Doktor Grzesiowski mówi, w jaki sposób możemy najszybciej zakończyć pandemię

Oto fragment rozmowy „Poradnika Zdrowie” z doktorem Pawłem Grzesiowskim, w której popularny ekspert opowiada, co należy zrobić, aby jak najszybciej zakończyć pandemię:

Po pierwsze musimy przywrócić wiarę w naukę i rządy wiedzy, a nie rządy PR-u. Czyli odsuwamy całą ekipę, która zajmowała się dotychczas zarządzaniem pandemią, tworzymy nową ekipę – wielospecjalistyczną, ekspercką, techniczną. Zero polityki, sama medycyna, nauka, biologia, wirusologia. To muszą być ludzie, którzy są od lat w kursie i wiedzą, co się dzieje. To nie mogą być też profesorowie z mocno siwymi włosami, których szanuję, ale którzy już po prostu nie do końca nadążają za wiedzą. Przepraszam, że to mówię, ale tak jest, że w tej chwili często doradcami są osoby, które już nie ogarniają rzeczywistości w sposób aktywny. Po drugie musielibyśmy przywrócić normalne funkcjonowanie inspekcji sanitarnej. W tej chwili inspekcja została sprowadzona do jakiejś policji sanitarnej. A my potrzebujemy analityków epidemiologicznych na poziomie powiatu. Ci ludzie są, tylko zostali sprowadzeni do pozycji wypełniaczy kwitków. A my potrzebujemy analityków, którzy będą analizować każdy przypadek zachorowania – kontakt? Z kim kontakt? Gdzie się zaraził? I dane do centrali. I na tej podstawie podejmujemy szybkie decyzje.

Decyzje na poziomie regionalnym, a nie centralnym?

Tak. I kolejna sprawa to jest właśnie przekonstruowanie systemu lockdownów na system lokalny. Czyli na poziomie powiatu czy grupy powiatów podejmujemy decyzje. I to szybko. I bardzo restrykcyjne. Czyli po prostu jak w Irlandii – zakaz opuszczania miejsca zamieszkania na odległość większą niż dwa kilometry poza wyjątkiem, że jedziemy do pracy czy do lekarza. Wtedy mielibyśmy zupełnie inną sytuację, bo w ciągu dwóch tygodni zdusimy w zarodku ognisko epidemiczne, które się tworzyło, na przykład pojawił się superspreader w szkole i zrobił 10 zakażeń. Po czwarte musimy skonstruować porządne bazy danych. Bo proszę mi wierzyć, ja przeżyłem szok – jeżeli minister zdrowia przyznaje, że nie wie, ile codziennie osób trafia do szpitala, no to to jest po prostu porażka. Po roku pandemii szef resortu nie wie, ilu ma nowych hospitalizowanych. On tylko wie, ile ma łóżek zajętych. Przecież łóżko to nie człowiek. Zarządzanie łóżkami to nie jest natężenie epidemii, prawda? Zarządzanie łóżkami to jest zupełnie inny proces. Wolne łóżka – to jest ważne. Ale ile nowych osób trafia do szpitali codziennie – musimy to wiedzieć! Bo to nam mówi o natężeniu ciężkich przypadków. A tego nie wiemy. Ile osób nowych trafia pod respirator? Tego też nie wiemy. Bo znamy tylko bilans – ile jest zajętych respiratorów. A kto umarł? Kto nie umarł? Kto się nowy pojawił na respiratorze? Tego już nie wiemy. Potrzebne jest zarządzanie dużymi bazami danych na poziomie analitycznym. Czyli naprawdę ciężka praca analityczna, którą dzisiaj wykonuje mnóstwo wolontariuszy w internecie. Mamy lepsze mapy zachorowań z internetu niż z ministerstwa zdrowia. No to jest przecież naprawdę nie do pomyślenia, żeby ludzie, którzy są amatorami i często robią to w wolnym czasie, bez pieniędzy, mieli lepsze dane niż ci, którzy mają zarządzać pandemią. Poza tym jeszcze jest jeden ważny czynnik, który moim zdaniem wciąż zaniedbujemy. Mianowicie przygotowywanie dodatkowych łóżek szpitalnych. Bo my cały czas mamy problem wykradania łóżek szpitalnych na COVID-19 pacjentom niecovidowym. I to się musi zemścić. Tworzenie szpitali jednoimiennych nie było złym pomysłem. Tylko to powinny być szpitale budowane jakby od nowa, pod obecne potrzeby.

To powinny być nowe szpitale, a nie szpitale przekształcone na covidowe?

Otóż to. Takim modelem jest chociażby szpital wojskowy na Szaserów, gdzie zbudowano dodatkowy oddział covidowy – 60 łóżek. To można było zrobić już w wielu szpitalach w wielu punktach Polski, żeby mieć tę rezerwę. Jest potrzeba – uruchamiamy szpital. A w tej chwili... Łatwiej jest zbudować szpital tymczasowy na stadionie, czy łatwiej jest dobudować pawilon przy szpitalu już istniejącym? Moim zdaniem lepsze jest to drugie rozwiązanie, czyli rozbudowujemy infrastrukturę szpitala, który już funkcjonuje. Łatwiej o personel, łatwiej o diagnostykę, łatwiej o leki – o wszystko. A na Stadionie Narodowym czy w hali targowej – my musimy wszystko tam na nowo zainstalować. Koszty są niebotyczne.

Powiedział pan o rozwiązaniach systemowych. A czego wymagałby pan od obywateli?

Myślę, że obywatele w Polsce, wbrew temu, co się pojawia w mediach, są bardzo odpowiedzialni. Obserwowałem, co się działo w marcu i w kwietniu ubiegłego roku. Ta gotowość ludzi do kwarantanny, do izolacji, do siedzenia w domach była niebywała. Ona została po prostu zmarnowana. Bo potem co się stało? Ogłoszono koniec pandemii, a wkrótce było coraz gorzej. Jedni mieli mieć izolację, a drudzy nie. Jedni mieli mieć maseczki, a drudzy chodzili bez maseczek. I to niestety często pokazywani w mediach jako tak zwane osoby wpływowe. Ludzie zaczęli więc myśleć, że to wszystko jest ściema. I dzisiaj odbudowanie zaufania to jest główny cel, który powinien dotyczyć społeczeństwa – odbudowanie zaufania do ludzi, którzy mają zarządzać pandemią. Jeżeli to by się udało, to uważam, że nic więcej od ludzi nie trzeba. Trzeba im po prostu dawać jasne, konkretne sygnały – to jest niebezpieczne, tamto jest bezpieczne. Robimy tak dlatego, że potrzeba to zrobić na dwa tygodnie, na trzy tygodnie. Ale nie zamrażamy na pół roku czy na rok cały kraj, bo to się musi skończyć buntem. Zresztą jestem bardzo sceptyczny, jeżeli chodzi o blokowanie aktywności ludzi na świeżym powietrzu. Nigdzie na świecie się nie potwierdziło, że to jest powód pandemii. To, że ludzie chcą pójść na spacer, że chcą pojechać na narty, że chcą się na plaży pojawić – to nie powinno być blokowane. Powinny być tam oczywiście odpowiednie regulacje, żeby nie było tłoku. Ale że ludzie chcą wyjść na świeże powietrze, to my powinniśmy się cieszyć, bo tam zakażeń jest dużo mniej.