Anna Wendzikowska miała myśli samobójcze. "Byłam poniżana, gnębiona, codziennie drżałam o pracę"

2022-10-03 10:55

Anna Wendzikowska udostępniła na portalu Instagram obszerny post, w którym opisała szczegóły swojej pracy w telewizji. Prezenterka ujawniła, że doświadczyła mobbingu, a to odbiło się na jej zdrowiu psychicznym. - Jest taki moment, kiedy już nie widzisz wyjścia z sytuacji – przyznała.

Anna Wendzikowska miała myśli samobójcze. Byłam poniżana, gnębiona, codziennie drżałam o pracę
Autor: Instagram

Początkowo wydawało się, że Anna Wendzikowska pożegnała się z telewizją TVN w miłej atmosferze. Teraz prezenterka ujawnia, że była ofiarą mobbingu. Dziennikarka rozpoczyna wpis od przyznania się do tego, że długo wstydziła się opowiedzieć o swoich problemach. Wyznała, że musiała przyjmować farmakoterapię i miała myśli samobójcze.

"Byłam poniżana i gnębiona"

Dziennikarka wyznała, że bała się nie tylko, że straci pracę, ale także obawiała się oceny innych. Na pozór jej życie wyglądało idealnie. Jednak standardy pracy w polskiej telewizji, z jakimi musiała się zmierzyć, były inne od tych, które poznała, pracując za granicą.

Wendzikowska napisała: "Mobbing to takie nowe słowo. Kiedyś poniżanie, gnębienie, krzyki, przekleństwa to była norma w wielu firmach. Na pewno w mediach. Podobnie teksty w stylu: nie podoba się to do widzenia, wiesz, ile osób chętnych jest na twoje miejsce? Do polskiej telewizji trafiłam cztery lata po pracy w Londynie. Znałam inne standardy. Nie miałam na to zgody. Zgłaszałam, jasne, że zgłaszałam. Na początku jest jeszcze ogromne poczucie niesprawiedliwości. Potem się cichnie…".

Dziennikarka ujawniła, że podczas pracy w telewizji była traktowana źle i niesprawiedliwie. Wielokrotnie bała się, że straci posadę. - Byłam poniżana, gnębiona, codziennie drżałam o pracę. Niby "gwiazda telewizji", a ja byłam traktowana jak dziewczynka z podstawówki, którą co chwilę bije się po łapkach za każde niedociągnięcie - tłumaczy.

"Bałam się, że urodzę w samolocie"

Prezenterka przyznała, że dziś już wie, iż wielokrotnie zetknęła się z mobbingiem. W swoim wpisie przytacza konkretne przykłady, pokazuje, jak traktowano jej pracę, a jak jej redakcyjnych kolegów. Jak sama stwierdza: "To materiał na książkę, a nie na post".

Wendzikowska odniosła się także do łączenia pracy z życiem osobistym. Dziennikarka samotnie wychowuje dwójkę dzieci. Przyznała, że nie było jej łatwo godzić opiekę nad córkami i pracę, a pracodawca wcale jej tego nie ułatwiał. Materiały, które tworzyła, musiała przygotowywać całkowicie samodzielnie, nawet jeśli zgłaszała, że potrzebuje wsparcia.

- Prosiłam o pomoc, żebym nie musiała sama montować materiałów, żebym nie musiała robić tłumaczeń sama. Albo, żebym przynajmniej mogła robić montaż z domu zdalnie. Nie wyrabiałam się ze wszystkim przy dzieciakach. Usłyszałam: nikt tu nie ma specjalnych praw. Ja chyba miałam „specjalne prawa”, ale takie represyjne – przyznała mama Antoniny i Kornelii.

Wendzikowska ujawniła, iż tak bardzo bała się, że straci pracę, że nawet będąc w zaawansowanej ciąży, godziła się na dalekie wyjazdy służbowe. Jedna z podróży miała odbyć się na trzy tygodnie przed porodem, a by mogła w nią wyruszyć, potrzebna była pisemna zgoda lekarza. Ten lot przyszła mama okupiła ogromnym strachem. - Bałam się, że urodzę w samolocie – napisała.

"Jest taki moment, kiedy już nie widzisz wyjścia z sytuacji"

Dziennikarka przywołuje także sytuacje, jakie miały miejsce po urodzenia dziecka. Wspomina podróż do Filadelfii, gdzie musiała zostawić noworodka z nianią na dwa tygodnie. Wendzikowska przyznała, że po porodzie musiała wrócić do pracy, jak najszybciej, bo bała się, że ciążą będzie idealnym pretekstem do jej zwolnienia. - A ja potrzebowałam tej pracy, a przynajmniej wtedy, w burzy hormonów, tak właśnie myślałam. Bo byłam sama i miała dwójkę dzieci na utrzymaniu… - wyznała.

Niestety, sytuacja w pracy odbiła się na zdrowiu psychicznym Wendzikowskiej. Przyznała, że musiała pójść na terapię i brać leki, ponieważ rozwinęła się u niej depresja. - Jest taki moment, kiedy już nie widzisz wyjścia z sytuacji. Nie widzisz światełka w tym ciemnym tunelu, którym kroczysz przecież tak długo. (…) To jest właśnie depresja - napisała.

Dziennikarka wyjaśniła, że zmagała się z myślami samobójczymi. - Pamiętam, jak się zastanawiałam czy skok z piątego piętra, na którym mieszkam, załatwi sprawę, czy trzeba jednak wejść wyżej. Wpisałam w Google: "z którego piętra trzeba skoczyć, żeby…". Przeraziło mnie, ile jest w internecie pytań na ten temat. Czuję potworny wstyd, pisząc o tym, ale wiem, że czas dać mu przestrzeń - tłumaczy.

Dzięki prezenterce rozpoczęto dochodzenie

Wendzikowska przyznała, że poinformowała swojego pracodawcę o mobbingu. Zdecydowała się na to, gdy natknęła się na wpis koleżanki po fachu. Dzięki reakcji prezenterki wszczęto dochodzenie, w wyniku którego pracę straciło kilka osób. - Nie tylko moja historia to spowodowała. Tych historii było kilkadziesiąt i moja wcale nie była najgorsza – dodała.

Po tej sytuacji Anna zdecydowała się zakończyć współpracę z ówczesnym pracodawcą. - Płakałam przez kilka dni, a płacz przyniósł ulgę. Żeby odzyskać sprawczość i zacząć odbudowywać poczucie własnej wartości, musiałam zamknąć tamte drzwi. Nikt mnie nie zatrzymywał - wyjaśniła.

Post prezenterki odbił się szerokim echem. Wiele słów wsparcia okazali jej znajomi z branży. Jedną z nich była Agnieszka Woźniak-Starak, która napisała: "A ja Ci za tego maila już zawsze będę wdzięczna, bo udało się zmienić coś, co było beznadziejne, a wydawało się nie do ruszenia. Trzymaj się, Ania".

Do sprawy odniosła się także stacja TVN. W komentarzu pod postem czytamu: "Aniu, Twój wpis poruszył bardzo wiele osób. W redakcji DDTVN zdarzały się niestety zachowania, które nie powinny były mieć miejsca w dobrze zarządzanej, przyjaznej firmie, jaką chcemy, żeby był TVN. Po otrzymaniu Twojego listu, wprowadziliśmy sporo zmian organizacyjnych i personalnych. Przytoczone przez Ciebie sytuacje nie powinny były się nigdy zdarzyć i zrobimy wszystko, żeby się nie powtórzyły".

Znajdujesz się w trudnej sytuacji? Potrzebujesz porozmawiać z psychologiem? Zadzwoń pod bezpłatny numer 800 70 22 22 całodobowego Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie.

Poradnik Zdrowie: depresja pierwsze objawy