Gruźlica wciąż obecna, choć mniej widoczna
Gruźlica nie zniknęła, wciąż diagnozujemy nowe przypadki mimo relatywnie niewielkiej liczby zachorowań – potwierdził specjalista chorób płuc dr Tadeusz Bold. Dodał, że pacjenci – często nieświadomi zakażenia – funkcjonują w społeczeństwie i mogą zarażać innych.
Z danych epidemiologicznych wynika, że od kilku lat liczba nowych przypadków gruźlicy utrzymuje się na podobnym poziomie – około 10–12 zachorowań na 100 tys. mieszkańców rocznie.
„Ona jest wśród nas, nie obok nas”
– Nie możemy powiedzieć, że tej choroby nie ma. Ona jest wśród nas, nie obok nas – powiedział PAP dr Bold, z-ca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie. Jak wyjaśnił, gruźlica przenosi się drogą kropelkową, a osoby zakażone na wczesnym etapie często nie mają wyraźnych objawów.
Nie tylko „choroba wykluczonych”
Lekarz odniósł się także do utrwalonego przekonania, że gruźlica dotyczy głównie osób z marginesu społecznego.
– To jest stereotyp, choć częściowo ma swoje uzasadnienie – podkreślił.
Wyjaśnił, że ryzyko zachorowania rośnie przy obniżonej odporności organizmu, co często wiąże się z niedożywieniem, złymi warunkami bytowymi, używkami czy brakiem higieny. Jednocześnie zaznaczył, że istotny odsetek pacjentów stanowią osoby cierpiące na choroby przewlekłe, takie jak cukrzyca czy niewydolność nerek, które sprzyjają zakażeniu.
Objawy łatwe do przeoczenia
Gruźlica jest trudna do wczesnego rozpoznania, ponieważ nie daje charakterystycznych objawów. Do najczęstszych należą przewlekły kaszel lub zmiana jego charakteru, niezamierzona utrata masy ciała oraz nadmierne poty. W późniejszym stadium może pojawić się krwioplucie, które – jak podkreślił dr Bold – jest sygnałem alarmowym wymagającym pilnej konsultacji lekarskiej.
Co zrobić po kontakcie z chorym
W Polsce funkcjonuje system nadzoru sanitarno-epidemiologicznego nad chorymi i osobami z ich otoczenia. Po rozpoznaniu gruźlicy lekarz ma obowiązek zgłosić przypadek do sanepidu, który identyfikuje i bada osoby z najbliższego kontaktu, głównie domowników.
– Jeśli jednak wiemy o kontakcie z osobą chorą poza miejscem zamieszkania, również powinniśmy zgłosić się na badania – wskazał lekarz.
Osoby takie mogą skorzystać z diagnostyki bez skierowania, m.in. wykonać badanie rentgenowskie płuc.
Leczenie jest długie, ale skuteczne
Leczenie gruźlicy jest obowiązkowe i długotrwałe. Rozpoczyna się od fazy intensywnej, trwającej od czterech do ośmiu tygodni, prowadzonej w warunkach szpitalnych i izolacji. Następnie, po ustąpieniu zakaźności, pacjent kontynuuje terapię ambulatoryjnie. Cały proces trwa co najmniej sześć miesięcy.
– Mamy dostęp do wszystkich niezbędnych leków w tym zakresie – podkreślił dr Bold.
Największy problem? Przerywanie terapii
Kluczowe znaczenie ma regularność przyjmowania leków. Przerwanie terapii może prowadzić do rozwoju oporności prątków gruźlicy na stosowane preparaty, co znacząco utrudnia leczenie.
– To jeden z najpoważniejszych problemów – szczególnie w grupach pacjentów, które mają trudności z systematycznością – zaznaczył specjalista.
Światowy problem, który nie zniknął
Światowy Dzień Walki z Gruźlicą, przypadający 24 marca, ma przypominać, że choroba ta nadal stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego na świecie. Choć gruźlica jest uleczalna, jej terapia jest długotrwała i wymaga konsekwencji.
Według danych za 2023 r. na świecie zachorowało na nią około 10 milionów osób. W Polsce natomiast w 2024 r. ponownie zanotowano spadek liczby przypadków, po wzroście obserwowanym w okresie po pandemii COVID-19. W tym czasie zgłoszono blisko 4 tys. zachorowań.