Zaburzenia odżywiania wynosi się z domu. "To choroby potencjalnie śmiertelne!"

2024-02-08 12:46

Zajadanie emocji i zaburzenia odżywiania działają niszcząco na mikrobiotę jelitową, wpływającą na psychikę dzieci. Jak wyrwać się z błędnego koła nieprawidłowego żywienia? Co zrobić dla uzdrowienia relacji z jedzeniem i uzdrowienia przez jedzenie?

Zaburzenia odżywiania wynosi się z domu. To choroby potencjalnie śmiertelne!
Autor: Getty Images Zaburzenia odżywiania wynosi się z domu. "To choroby potencjalnie śmiertelne!"

Zaburzenia odżywiania - trudności dla dzieci, wyzwania dla rodziców 

Zaburzenia odżywiania to temat trudny i złożony. Temat, który – to trzeba podkreślić – należy przekazywać w ręce specjalistów, tak jak należy ku nim kierować dziecko, które z takimi zaburzeniami się zmaga. Młody pacjent czy pacjentka – bo częściej to dziewczynki, choć nie wyłącznie – powinien lub powinna trafić do psychiatry, psychoterapeuty, psychologa, w uzasadnionych przypadkach na oddział szpitalny.

Zaburzenia odżywiania to przestrzeń do wielowymiarowej pracy z dzieckiem. To także przestrzeń do pracy dla całej rodziny, bo bardzo często z niej wynoszone są albo złe wzorce odżywiania, albo złe wzorce radzenia sobie ze stresem, albo też traumy, które ku różnym zaburzeniom behawioralnym, w tym ku zaburzeniom odżywiania, pchają młodą osobę.

Czasem, zapewne całkiem często, rodzic nie chce źle, chce być obecny i opiekuńczy. A jednak przegapia ten moment, w którym jakiś rodzaj zaburzeń się zaczyna. Fora dla rodziców pełne są poruszających historii. To często historie tych dzieci, które są już starsze i samodzielne, zostawiane same w domu, same przygotowujące sobie posiłki, same jedzące.

Albo niejedzące. Albo zajadające emocje. Albo jedzące, ale tylko słodycze. Albo tworzące własną wersję „diety”, opartą o mnóstwo wykluczeń, nawet tych substancji, które są niezbędne dla zdrowia i życia.

Żyję z anoreksją: "Pielęgniarki siłą karmiły pacjentki przez sondę"

Zaburzenia odżywiania wynosi się z domu

- Zaburzenia odżywiania takie jak anoreksja czy bulimia wymagają leczenia – podkreśla dietetyczka, Karolina Chęś. - Niezbędna jest praca z psychiatrą, psychologiem. To choroby potencjalnie śmiertelne! Rola dietetyka polega tu tylko na tym, żeby oswajać dziecko z jedzeniem. Często w zaburzeniach odżywiania obecny jest strach przed jedzeniem, przejęcie kontroli nad posiłkami, nieprawidłowe postrzeganie swojego ciała.

I tej sytuacji rodzinnej się przyjrzymy. Jakie sytuacje mogą powodować zaburzenia odżywania u dzieci? To niekoniecznie muszą być traumy. To może być to, co praktykuje wiele osób, bez świadomości, jak to wpływa na dzieci: to powtarzanie, że chcę schudnąć do wakacji, że tu mam za dużo, tam za dużo, że marzę o mniejszym rozmiarze…

- Czynniki psychospołeczne, nadmierna kontrola i postawa rodzica, media, opinie czy komentarze środowiska - to wszystko ma wpływ na rozwój zaburzeń odżywiania. Dzieci widzą mamę, która się przegląda w lustrze i opowiada, że ma grube ciało – opisuje Karolina Chęś. – Albo tatę, który zje i wsiada na rower, żeby spalić wszystkie kalorie. U obserwującego to dorosłego, raczej nie będzie to budowało złej relacji z jedzeniem. Ale dziecko może na to reagować inaczej - nadmierną kontrolą jedzenia, wyglądu etc.

Samotne jedzenie może być drogą do nadwagi i zaburzeń odżywiania

Kolejna pułapka to samotne jedzenie. – To jedna z największych pułapek: dzieci same zostawione podczas posiłku – mówi Karolina Chęś. - Ten stół wspólny to miejsce budowania relacji – podkreśla dietetyczka. - Jest to trudne w czasach, gdy dużo pracujemy i żyjemy w pośpiechu, ale znajdźmy czas na chociaż jeden wspólny posiłek w ciągu dnia.

- Rodzinne posiłki pozwalają utrzymywać relacje, bliskość, ale też odreagowywać stresy. Na podstawie badań wiemy też, że wspólna konsumpcja to profilaktyka nadwagi i otyłości – wymienia Karolina Chęś i dodaje: - Dzieje się zupełnie inaczej, gdy dziecko zabierze swój talerz i pójdzie jeść przed komputerem. Patrząc w ekran, nie ma kontroli nad tym, co zjada. Nie ma uważności w jedzeniu, nie skupia się na posiłku i przychodzi po dokładkę.

- Przy rodzinnym wspólnym stole dzieci zjadają więcej warzyw – zauważa specjalistka. – Oczywiście, o ile te warzywa są na stole - dodaje. W tym też jest rola rodzica: stworzyć stół wspólny dla rodziny i ze zdrowym posiłkiem na talerzach. Rola wspólnego stołu wykracza daleko poza samo jedzenie. Są badania, które wskazują, że dzieci, które jedzą z rodziną wspólne posiłki, są mniej zainteresowane używkami, lepiej się uczą. Wspólne posiłki uczą prawidłowych relacji i budują dobre postrzeganie jedzenia.

A jeśli do tego wszystkiego na talerzu jest prawidłowo skomponowany posiłek, dobrze się czujemy: fizycznie i psychicznie. Mamy więcej energii. Mniej zachcianek np. na słodycze…

- Mamy też ochotę na aktywność fizyczną, na spacer, spotkać się z rówieśnikami, tworzyć relacje – dodaje Karolina Chęś. - Jeżeli jednak będziemy jeść dużo przetworzonej żywności, słodyczy, będzie to miało niekorzystny wpływ na zdrowie i samopoczucie: skoki cukru, spadki energii, senność po posiłkach, które nas deprymują, powodują, że motywacja na jakiekolwiek działanie spada – przypomina specjalistka.

- Do tego dochodzi nadwaga, otyłość, więc jest ciężej fizycznie i boimy się opinii rówieśników. Nie chcemy spotykać się z ludźmi, zamykamy się w domu.

Niewłaściwe relacje z jedzeniem zaczynają się przy rozszerzaniu diety

W ten sposób zamyka się błędne koło jedzenia, braku aktywności, niskiej samooceny, trudności społecznych. Dietetyk może pomóc w niewłaściwych relacjach z jedzeniem. Może pomóc rodzicom czy dziadkom dostrzec to, co niekiedy umyka ich uwadze: że sami podkarmiają dziecko słodyczami, że dziecko obiadu nie zje, ale fast food zje z chęcią, że w domu mało co je, ale poza domem ciągle sięga po chipsy i batoniki, że ma nadwagę, a jednocześnie niedożywienie jakościowe.

- To jest tak: jak sobie pościelimy, tak się wyśpimy - podpowiada dietetyczka. – Wszystko zaczyna się już w momencie rozszerzania diety. Rodzic decyduje o tym, co jest na talerzu i kiedy dziecko dostaje posiłek. Dziecko decyduje, ile i co zje.

Problem stanowi jednak to, co jest jedzone mimochodem, dosłownie i w przenośni poza talerzem. - Ważna jest regularność podawania posiłków. Jeżeli na spacerze z dzieckiem dajemy mu chrupki, soki, to gdy wracamy do domu, dziecko nie chce jeść posiłku, bo ma pełen żołądek! – alarmuje Karolina Chęś.

– Spójrzmy na soczek 0,2 litra: wydaje się, że to mało, a to jest objętość żołądka dziecka. Powinniśmy zweryfikować, czy dziecko dostaje regularnie jedzenie? Czy ono ma czas zgłodnieć, żeby zjeść posiłek? Zbyt duża ilość przekąsek będzie powodowała brak głodu i apetytu podczas głównych posiłków.

Przy stole nie ma miejsca na negatywne emocje. – Stół nie może być nowym źródłem stresu - podkreśla dietetyczka. – Nie może być praktykowane emocjonalny szantaż: „przygotowuję, a ty nie chcesz jeść”, „za mamusię, za tatusia, za babcię”. To burzy intuicyjne jedzenie u dzieci. Zdrowe dziecko się nie zagłodzi. Ono wie, ile potrzebuje, ale to my rodzice decydujemy, co dziecko dostanie do jedzenia.

Wmuszanie jedzenia, „rozpieszczanie” jedzeniem, to też pewne pokłosie czasów, gdy jedzenie nie było dostępne – choć od dekad półki w sklepach uginają się od towarów. To też efekt błędnych przekonań: „zjesz, to urośniesz”. A do tego szantaże emocjonalne albo przemycanie jedzenia. Taką złą relację z jedzeniem buduje też nagradzanie jedzeniem.

- Cieszę, że coraz więcej mówi się o tym, że nie działa przemycanie, ukrywanie produktów – zauważa Karolina Chęś. – To, że zblendujemy i ukryjemy marchewkę, to nie znaczy, że nauczymy dziecko jeść marchewkę. Nie działa też przekupywanie: „jak zjesz, to dostaniesz zabawkę”. To wszystko buduje złą relację z jedzeniem.

Więc jak nauczyć dzieci prawidłowych relacji z jedzeniem? Jak w większości przypadków – decydują wzorce, wyniesione z domu. - Jeżeli dzieci będą widziały, że jemy warzywa, będą jeść warzywa – potwierdza Karolina Chęś, dietetyk.

- Ważny jest wspólny stół, regularność posiłków, wspólne przygotowywanie dobrych posiłków, wspólne zakupy i uczenie dobrych wyborów. Ale przede wszystkim pozwolenie dziecku na wybór i jedzenie nowych produktów, gdy dziecko będzie na to gotowe - czyli we własnym tempie. Namawianie i stres nie sprzyja budowaniu dobrych nawyków. Im lepsze wzorce damy dziecku od samego początku rozszerzania diety, tym lepsze to dziecko będzie miało relacje z jedzeniem i zminimalizujemy ryzyko zaburzeń odżywiania.

W żywieniu – zarówno w przypadku dzieci, jak i dorosłych – ważne jest jednak zachowanie umiaru. Pewnie większość z nas ma za sobą doświadczenie diety, która polegała na precyzyjnym liczeniu kalorii, odmierzaniu przysłowiowych listków sałaty. Tak restrykcyjne diety zwykle prowadzą do szybkiej rezygnacji, zniechęcenia, nie uczą dobrych nawyków, lecz kreują wizję diety jako bezustannej walki ze sobą, jako czas dotkliwych ograniczeń.

- Wszystko jest dla ludzi – zwraca uwagę dietetyczka Karolina Chęś. - Jak pójdziemy raz na jakiś czas na fast food, na pizzę czy na kebaba z dziećmi, nic się nie stanie. Problemem jest, gdy przesadzamy, gdy fast foody są kilka razy w tygodniu, albo wtedy gdy pojawi się niechęć do domowych posiłków. Nic się też nie stanie, jeśli zjemy dwie kostki czekolady. Kłopot jest wtedy, gdy dziecko zjada kilka czekolad i wypija litr napoju typu cola. Ortoreksja to też zaburzenia odżywiania polegające na zbyt dużym skupieniu na produktach tylko zdrowych i obsesyjnym kontrolowaniu posiłków. Zawsze są dwie strony medalu. Najważniejsze to nie popadać w skrajności.

Mikrobiota jelitowa - wpływ na jelita i na głowę

Żeby zaradzić tym kłopotom i problemom, oprócz wspólnego zasiadania do zdrowych posiłków, uczenia dobrych nawyków, warto podawać dzieciom psychobiotyki, które „robią porządek” z mikrobiotą jelitową. Bo im szybciej odbudujemy tę prawidłową florę bakteryjną jelit, tym szybciej uporządkujemy też to, co dzieje się w głowie.

– Im bardziej mamy prawidłowy stan mikrobioty jelitowej, tym większe prawdopodobieństwo, że zachowamy zdrowie i że będziemy dokonywać właściwych wyborów żywieniowych. Mamy wtedy odpowiedni poziom serotoniny, odpowiedni nastrój, jesteśmy zadowoleni, szczęśliwi, mamy równowagę emocjonalną. Zyskujemy prawidłową regulację apetytu, bo i za to odpowiada serotonina.

- Gdy zadbamy o naszą mikrobiotę i za jej pośrednictwem o nasz nastrój, o nasze nastawienie, nie mamy też wtedy złych odruchów, chęci na najadanie się na zapas, zagryzania smutków – podsumowuje Karolina Chęś. – Mamy wtedy zupełnie inne podejście do życia i jedzenia.

Czym jest mikrobiota? To komensalne mikroorganizmy, które bytują w organizmie. Mikrobiota ściśle wiąże się ze zdrowiem człowieka – fizycznym i psychicznym. Bakterie jelitowe mają kluczowe znaczenie dla homeostazy ludzkiego organizmu. Jest ich ponad 1000 gatunków. Mikrobiota się zmienia, m.in. w zależności od wieku danej osoby, ale też m.in. w zależności od diety, ogólnego stanu zdrowia, stosowanych leków, stylu życia.

Dysbioza, czyli zmiany w mikrobiocie powodowane m.in. chorobami lub niewłaściwą dietą, niekorzystnie wpływa na cały organizm. Stan jelit przekłada się również na stan mózgu, za pośrednictwem m.in. neuroprzekaźników, metabolitów bakteryjnych. Mikrobiota jest niezbędna dla zachowania odporności organizmu, dla zdrowia fizycznego, dla prawidłowego funkcjonowania społecznego.

Zadbanie o mikrobiotę może zmniejszać m.in. zaburzenia lękowe czy zaburzenia behawioralne, w tym zaburzenia odżywienia.Jak zadbać o mikrobiotę? Przede wszystkim za pomocą zdrowej diety: bogatej w błonnik i warzywa, pełnoziarniste zboża, zdrowe tłuszcze, strączki, fermentowany nabiał. Przyjmowanie bakterii probiotycznych i psychobiotycznych w postaci suplementów wpływa na nastrój, zdolności poznawcze, może poprawiać reakcje na stres, zmniejszyć stany lękowe i stany depresyjne.