Moda na bycie singlem. Coraz częściej wybieramy życie w pojedynkę

2019-07-23 10:57 Magdalena Moraszczyk - artykuł pochodzi z miesięcznika "Zdrowie"

Bycie singlem promuje się dziś w mediach. Dla jednych to usprawiedliwienie faktu, że są sami, inni świadomie dokonują takiego wyboru. Kiedy wybieramy życie w pojedynkę i dlaczego taki model zdarza się coraz częściej? Odpowiadają za to aktualne przemiany społeczne.

Zdeklarowane singielki wywodzą się spośród kobiet, które stawiają na karierę, nie na budowanie rodziny i rodzenie dzieci mówią psycholodzy. Są wykształcone, atrakcyjne, prowadzą intensywne życie erotyczne, realizują się zgodnie z własnymi potrzebami, pracują na pozycję zawodową, niezależność finansową. Korzystają z życia bez ograniczeń.

Czasem okresowo żyją w konkubinacie albo w długotrwałym wolnym związku – nie prowadzą wspólnego gospodarstwa, tylko spotykają się z bliską osobą od czasu do czasu (2, 3 razy w tygodniu), mieszkając oddzielnie. Trudno ustalić, kto dziś jest singlem, a kto żyje w nieformalnym związku, bo granica się zaciera.

W każdym razie im dłużej kobieta mieszka sama, tym mniej ceni sobie małżeństwo i rodzinę, więc rzadziej decyduje się na małżeństwo. Niektóre tuż przed czterdziestką opamiętują się, że mogą nie zdążyć z urodzeniem dziecka. Wówczas pod presją czasu szukają partnera i zwykle go znajdują. Skutek takiego działania to późne macierzyństwo i konieczność zrezygnowania z dotychczasowego stylu życia.

Czytaj też: Czym jest i jak działa aplikacja Tinder?

Łatwiej skończyć związek niż go ratować

Kiedyś rozwód był wyjściem ostatecznym, dziś jest sposobem rozwiązania problemu. Bo łatwiej jest zerwać związek niż spróbować go ratować – to wymaga pewnej pracy, wyrzeczeń. Tymczasem przywykliśmy do łatwego życia – od dziecka mamy wszystko na wyciągnięcie ręki, nie musimy się wysilać, nie musimy się z nikim liczyć.

Dlatego nie robimy również nic, by utrzymać związek. Nie udało się, to trudno i każdy idzie w swoją stronę. Psycholodzy porównują małżeństwo do ogrodu. Nie wystarczy raz zasiać i przez całe życie zbierać plony, trzeba ciągle coś robić: pielić, użyźniać, podlewać. Tymczasem wielu osobom brakuje na to ochoty. Ludzie nie rozumieją, że małżeństwo to przede wszystkim szkoła kompromisów i umiejętność rozwiązywania konfliktów.

Wolimy się rozwieść niż naprawić to, co zepsuliśmy. Badania pokazują, że im dłużej żyjemy w związku nieformalnym przed zawarciem małżeństwa, tym większe prawdopodobieństwo rozwodu. Wynika to nie z samego konkubinatu, ale cech osobowościowych żyjących w nim osób. Łatwiej podejmują decyzję o rozstaniu, gdy coś nie układa się zgodnie z ich oczekiwaniami i łatwiej akceptują rozpad związku.

Kto jest winny rozpadowi związku?

Starcie dwóch rodzin, ich wartości, zwyczajów, potem pojawienie się dziecka i związane z tym przeorganizowanie życia, wyższa pozycja zawodowa kobiety – wszystko to sprzyja rodzeniu się konfliktów. Aby sobie z tym poradzić, trzeba od początku budować fundamenty silnego związku. Nie narzucajmy swoich wyobrażeń o życiu i swoich wartości drugiej osobie, nie forsujmy na siłę swoich racji.

Bo nawet jeśli nam się to uda, będzie to zwycięstwo pozorne. Okazuje się, że na barki „zwycięzcy” spada odpowiedzialność za związek – teraz musi pilnować przestrzegania przeforsowanych zasad. W takiej sytuacji osoba „przegrana” wycofuje się, a wtedy „zwycięzca” zarzuca jej, że się nie stara, obarczając winą za rozpad związku.

Naucz się zauważać swoją winę

Tymczasem odpowiedzialność za sytuację kryzysową zawsze leży pośrodku. Dopóki nie zauważymy naszego wkładu w destrukcję związku, dopóty nie uda się go naprawić. Widzimy wady partnera, wiemy, co powinien zmienić, a nie dostrzegamy swoich błędów. Często lęk przed konfrontowaniem się z własnymi problemami (trudności z samooceną, komunikacją, wzorce wyniesione z domu) jest tak duży, że chowamy głowę w piasek.

Trzeba mieć odwagę, żeby się do tego przyznać. Ale to dopiero początek naprawiania związku. Potem trzeba jeszcze wprowadzić zmiany, przemodelować nawyki, choćby sposób komunikacji. Związki rozpadają się, gdy jedna osoba potrzebuje nadopiekuńczości, której nie dostaje, albo jest na drugiej „uwieszona”. Często powodem konfliktu jest przemoc (fizyczna, psychiczna, finansowa) i zdrada. Jeśli osoba zdradzona zrozumie, że jest współwinna, wtedy łatwiej wybaczyć.

Sztuka budowania relacji

Nie słuchamy partnera, narzucamy własne racje, wywlekamy błędy sprzed lat, nie umiemy walczyć o swoje, skrywamy żale – wszystko to wcześniej czy później prowadzi do destrukcji związku. Aby tego uniknąć, trzeba określić jasno, jak rozumiemy małżeństwo i swoją w nim rolę. Dla jednej osoby bezpieczeństwo to duże konto (gdy stracę pracę, to rodzina przetrwa), dla drugiej troska partnera, gdy wróci zmęczona z pracy. Jedno ma pretensję, że nie zapewnia poczucia bezpieczeństwa, drugie jest przekonane, że je daje. Aby utrzymać związek, trzeba nauczyć się mówić otwarcie o swoich potrzebach, priorytetach. Gdy nauczymy się ze sobą rozmawiać, wtedy wszystkie inne problemy na ogół same się rozwiązują.

miesięcznik "Zdrowie"

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W numerze 9/2019 "Zdrowia": jak leczyć schorzenia stóp, fakty o chorobie Hashimoto, czerniak pokonany, miłość w jesieni życia, co mówią nasze sny, pomidory palce lizać. Miesięcznik "Zdrowie" to pakiet rzetelnej wiedzy i praktycznych wskazówek!

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie 9/2019
KOMENTARZE
Piotr Pawelski
|

Mieszkałem w Berlinie w latach 2008-2014 jednym z moich dobrych znajomych był działacz partii zielonych, gej, lewicowy ideolog. Nie raz poruszał tematy polityczne, mówił o potrzebie zbudowania nowego porządku na świecie, oduczenia ludzi "standardowego" pojmowania pojęcia związek. Uważał, że małżeństwo, związki są kagańcem społecznym, że trzeba ludzi z tego wyzwolić. Wierzył w taką skrajnie hipisowską iddę związków, tj. np. trzech mężczyzn, sześć kobiet, każdy z każdym, żyją w takim konkubinacie, każdy z każdym ma dzieci - to tylko jeden z przykładów jego "utopijnej" wizji tego "nowego porządku". Na początku myślałem, że ten facet to taki wyjątek, taki trochę zwariowany ideolog, ale szybko okazało się, że bardzo dużo ludzi z jego otoczenia podziela te idee. Z perspektywy czasu widzę jak krok po kroku wszystkie plany skrajnie lewicowych środowisk się realizują. Oducza się ludzi szukania drugich połówek, dzieje się to poprzez promowanie określonych treści w mediach, uczenie ludzi na skupianiu się wyłącznie na własnych potrzebach i pragnieniach, na myśleniu tylko o samych sobie. Ten szalony lewicowy eksperyment trwa w najlepsze, a ludzie kompletnie z tego nie zdają sobie sprawy. Problemy dzisiejszych związków nie biorą się znikąd.

Magdalena
|

Powiem mam że od zawszę chciałam mieć rodzinę, byłam z chłopakiem od 9 lat planowaliśmy zamieszkać razem. Plan nie wypalił i wyprowadziłam się sama, oczywiście na początku był wielki żal do byłego partnera. Walczyłam ze sobą żeby nie siać nienawiści na innych Panów, na spokojnie zastanowiłam się jakie są pozytywne strony tej sytuacji. Dostrzegłam jak kobieta jest "eksploatowana" na podstawie małżeństwa moich rodziców i to co widzę w małżeństwach przyjaciół. Powiem wam że po prostu nie chce żyć w związku gdzie będę sprzątaczką, praczką,kucharką,nianią itp. bardzo mało jest związków partnerskich to jak lotto haha. Wszyscy mamy wolną wole i czy jesteśmy wolni, rozwiedzeni a może mamy pełną rodzinę powinniśmy być szczęśliwi. Przedstawiłam wam mój punk widzenia

RomanS.
|

bycie singlem to przegrana wynikajaca z braku umiejetnosci (a moze okazji?) utworzenia zwiazku z inna osoba.

Szukamnoclegu24h.pl
|

W sumie to być singlem to luksus. Pomyślcie, że zarabiacie najniższą krają i wreszcie Wam wystarczy. No chyba, że jesteście burżujami.