Mężczyźni częściej mdleją na widok krwi - poznaj powody!

Niektórzy nie znoszą widoku krwi i czasem mdleją z tego powodu. Okazuje się, że najczęściej zdarza się to mężczyznom! Przyczyn tego zjawiska trzeba szukać w prehistorii...

Lęk na widok krwi (hemofobia) to fobia wyjątkowa. Wprawdzie boimy się węży, pająków, wody, wysokości, otwartej przestrzeni, ale wszystkie te fobie mają wspólny mianownik – wywołują ogromny stres: serce zaczyna walić, zwiększa się siła mięśni, podnosi się cieśninie krwi itp. Te reakcje fizjologiczne zachodzą u każdego, kto cierpi na fobie specyficzne. To ważne odkrycie. Niektóre osoby sądzą bowiem, że ich lęk jest tak wielki, że z jego powodu stracą przytomność, np. podczas publicznego wystąpienia. To niemożliwe – omdlenia ze strachu mają miejsce co najwyżej w filmach.

Strach nie może być przyczyną utraty przytomności

Dlaczego? Ponieważ podnosi ciśnienie tętnicze, a musi ono znacząco spaść, by doprowadzić do omdlenia. Od tej reguły istnieje jeden wyjątek – właśnie lęk przed widokiem krwi (także przed pobieraniem krwi, widokiem ran itp.), nazywany jest hemofobią.

Hemofobia to jedyna fobia, w której pod wpływem kontaktu z lękotwórczym bodźcem (np. zastrzykiem) serce zwalnia, a ciśnienie krwi się obniża. Człowiekowi robi się słabo, w głowie zaczyna się kręcić i następuje omdlenie. Z tego powodu hemofobia jest wyjątkowa – jako jedyna fobia może wywołać utratę przytomności. Dlaczego tak jest i dlaczego częściej mdleją panowie niż panie?

To ci się przyda

Niezależnie od tego, jaka jest geneza omdleń na widok krwi, są skuteczne sposoby radzenia sobie z nimi. W sytuacjach grożących omdleniem należy zwiększać ciśnienie krwi poprzez celowe napinanie mięśni – gdy zaciśniemy pięść, napniemy nogi, plecy, brzuch, ciśnienie krwi wzrośnie. A wtedy omdlenie staje się niemożliwe. Każdy, kto tego spróbuje, z czasem przestaje się bać sytuacji, w których mógłby stracić przytomność. A to znaczy, że lęk przed widokiem krwi się zmniejszył!

Kobiety częściej widzą krew i się z nią oswajają

Wydaje się, że to mężczyźni powinni być bardziej odporni na widok krwi niż kobiety. Mają instynkt walki, biorą udział w wojnach. W końcu kobiety to „słaba płeć” i niemal wszystkie fobie (arachnofobia, klaustrofobia, agorafobia, akrofobia itp.) dotyczą ich zacznie częściej niż mężczyzn.

Hemofobia znowu jest tu wyjątkiem. Jak to sensownie wytłumaczyć? Być może tak jest dlatego, że kobiety mają z krwią do czynienia częściej niż mężczyźni (np. podczas menstruacji czy porodu), a więc są do jej widoku bardziej przyzwyczajone.

Wiemy zaś, że częsty kontakt z bodźcami, których się boimy, sprawia, iż nasz lęk spada (pod warunkiem, że ten kontakt nie kończy się czymś złym). Np. dziecko, które idzie do pierwszej klasy i boi się swojej wychowawczyni (lęk społeczny), po jakimś czasie przestanie się jej bać (pod warunkiem oczywiście, że wychowawczyni nie okaże się zołzą).

Jeśli ktoś boi się użądleń owadów, ale musi pracować w pasiece, to po roku będzie się owadów bać mniej. Oznacza to, że jeżeli chcemy się przestać czegoś bać, to musimy z obiektem naszej fobii przebywać jak najczęściej. Boisz się windy? Zgódź się na jeżdżenie nią w górę i w dół przez 2 godziny, a wyjdziesz z niej już pozbawiony lęku. Istnienie tego efektu potwierdza wiele badań.

Mężczyznom opłacało się zemdleć, by ratować życie

Większą podatność mężczyzn na hemofobię można też wytłumaczyć inaczej. Otóż omdlenia na widok krwi mogą mieć swoje źródło w genetyce. Wiemy np., że jeśli któreś z rodziców cierpi na lęk przed krwią, to bardzo rośnie ryzyko, że i dziecko będzie nań cierpieć.

W toku ewolucji to mężczyźni byli bardziej narażeni na rany (polowania, walka). A kiedy doznało się poważnego urazu, to „opłacało się” zemdleć. W pozycji poziomej serce słabiej bije, ciśnienie spada, więc przez ranę ucieka mniej krwi, a wróg zaprzestaje ataku. Ale mówimy o czasach jaskiniowców, w których nikt nie umiał stosować opasek uciskowych ani bandażować ran.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
KOMENTARZE
zalękniony
|

"Wiemy zaś, że częsty kontakt z bodźcami, których się boimy, sprawia, iż nasz lęk spada" - autor nie docenia sprytu fobii.
Odkąd pamiętam zawsze miałem lęk przestrzeni, i problemy przy pobieraniu krwi. Kiedy po raz pierwszy musiałem pracować w przeszklonym budynku na XIV piętrze, czułem się źle. Po 3 dniach uległem przyzwyczajeniu (te 3 dni to typowy u mnie okres adaptacji).
Działa to jednak tylko w tym jednym konkretnym miejscu, w innym znów mam lęk przestrzeni.
Przypuszczam, że przyzwyczaiłbym się nawet do wąskiej ścieżki wiodącej nad przepaścią, o ile pokonywałbym ją codziennie.
Pobieranie krwi: jak byłem w szpitalu, i pobierali mi krew 3 razy dziennie, to stało mi się to obojętne. Po wypisie wszystko wróciło do normy.