Jak przeżyć żałobę i na nowo odzyskać sens życia

2010-04-13 12:29 Bożena Klukowska

Śmierć trafia każdego, najbliższych również. Przeżywanie żałoby to bardzo indywidualna sprawa. Są jednak pewne dość charakterystyczne mechanizmy reagowania na nagły wstrząs psychiczny po wiadomości o niespodziewanej śmierci kogoś bliskiego. I to bez względu na to, czy zdarzenie dotyczy jednej, czy wielu osób, czy odnosi się do zdarzenia kameralnego, czy też zbiorowego. Jak dobrze przeżyć śmierć bliskiej osoby i odzyskać sens życia?

Kiedy spotyka nas śmierć bliskiej osoby, najpierw doznajemy szoku. Czujemy się tak, jakby ktoś dał nam w głowę, ogłuszył. Po takim uderzeniu z reguły nic nie czujemy, jesteśmy porażeni.

– To taki czas, kiedy nie czujemy emocji, bo one zostały stłumione – mówi psycholog, dr Katarzyna Korpolewska. - Zamieniamy się jakby w słup soli. I to jest pierwsza faza reakcji na silny stres. Potem przychodzi coś w rodzaju opamiętania. To trochę tak, jakby zastygłą w bezruchu marionetkę ktoś pociągnął za sznureczek, jakby ktoś wyrwał nas z głębokiego snu. Tak zaczyna się faza zaprzeczania.

Już doszło do nas, co się stało, ale nie przyjmujemy tego do wiadomości, nie chcemy temu wierzyć. Zaprzeczamy prawdzie, wypieramy ją ze swojej świadomości, a nawet próbujemy wyprzeć z podświadomości. Możemy mieć wrażenie, że ktoś się pomylił, że za chwilę wszystko się wyjaśni. I znowu będzie dobrze. Tak, jak przedtem.

– Ta faza może bardzo długo trwać – zwraca uwagę dr Korpolewska. – Cierpiącym wydaje się, że zaprzeczając prawdzie, zyskują na czasie, a czas będzie pracować na ich korzyść. Na tym etapie nie dopuszczają myśli, że doszło do tragedii.

Gdyby miało być książkowo, to po fazie zaprzeczania pojawiłaby się faza zwana targowaniem się. To już jest próba usiłowania tłumaczenia sobie zaistniałej sytuacji, próba wychodzenia z niej. Tłumaczymy to sobie jakąś tragiczną pomyłką, niedopatrzeniem, czyimś błędem. Jednocześnie może się pojawić agresja, skierowana przeciwko tym, którzy mogli przyczynić się do takiej właśnie sytuacji. Myślimy, że gdyby nie czyjaś nieudolność, mogłoby nie dojść do takiej tragedii i przeciwko niemu kierujemy swoją złość, żal, gniew. I w tej fazie można zostać bardzo długo. A kiedy już przeżyjemy to wszystko, popadamy w depresję. I to jest stan prawdziwej żałoby.

Jak radzić sobie ze śmiercią bliskiej osoby

Wtedy już mamy pełną świadomość tego, co się stało, w pełni odczuwamy swoje emocje, cierpimy z ich powodu. Już nie zaprzeczamy tragedii i jej okolicznościom, próbujemy o tym mówić, zwierzać się, wręcz odczuwamy potrzebę mówienia o tym. I dobrze, tak właśnie powinno być. Rozpoczyna się okres żałoby – czasu potrzebnego na wypłakanie się, milczenie w samotności i wykrzyczenie złości. Pozwalając sobie na wściekłość, huśtawkę nastrojów, płacz, wspominanie i odczuwanie bólu wyrażamy tęsknotę z powodu straty wspólnego życia z bliską osobą i mamy do tego pełne prawo.

Zakładając czarne ubrania dajemy innym sygnał, że chcielibyśmy być traktowani z pewną dozą delikatności i prosimy o większą wyrozumiałość w najbliższym czasie. Przeżywając żałobę, nie odrzucajmy pomocy innych osób, na rzecz całkowitego odizolowania się od przyjaciół i cierpienia w samotności. Jeśli mamy taką potrzebę, możemy wspólnie powspominać osobę, która odeszła, wygadać się lub pomilczeć z kimś bliskim.

Jeśli chcesz pomóc osobie będącej w żałobie, po prostu przy niej bądź: wysłuchaj, przytul, ale nie pytaj, nie osądzaj, nie dawaj niepotrzebnych rad. O tym, że łączysz się w bólu zapewniaj miłością i tym, że jesteś blisko.

Na koniec przychodzi faza akceptacji, pogodzenia się z zaistniałą sytuacją, przekonanie, że skoro nie ma wyjścia, to trzeba i tak dalej funkcjonować.

Nigdy nie jest tak, że te wszystkie fazy następują w kolejności jedna za drugą – mówi dr Korpolewska. – Czasami niektórych w ogóle nie ma, za to inne się wydłużają. Jedno tylko jest pewne – już nigdy potem nie będzie tak samo, bo to, co się stało, musiało odbić piętno.

Tak naprawdę okres żałoby może trwać i kilka lat. A czasami jeszcze wraca jak fala, choć już nie w takim wymiarze. Jeśli jednak okres ten niebezpiecznie się przedłuża, warto wybrać się do psychologa, żeby uniknąć życia z pseudo uśmiechem na ustach, ale z wewnętrzną pustką.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
KOMENTARZE
Just me
|

Mój mąż zmarł 1 września. Chorował na raka, czerniaka. 1,5 roku. Ostatnie 2 m-ce w domu, sparaliżowany od pasa w dół. Myślałam że już przeżyłam najgorszy smutek. Ale teraz on znów uderzył falą. Tęsknię

wiktoria
|

dzisiaj miałam urodzimy i całe przepłakane za mamą.. łączę się z innymi którzy też kogoś stracili/

Ewa
|

Jestem na samym początku. Nie chcę myślęć, co mnie czeka. Mąż był moją miłością i przyjacielem jedynym.