Wmawiali jej, że ma problemy z płucami. Skończyło się na operacji na otwartym sercu

2022-07-26 10:48

Maria latami zmagała się z uporczywymi objawami. Chodziła od lekarza do lekarza, jednak żaden z nich nie postawił od razu prawidłowej diagnozy. Przez to, całkiem niepotrzebnie, przyjmowała antybiotyki i używała inhalatorów. Lekarze uważali, że ma zapalenie płuc, później, że objawy są wynikiem menopauzy. Dopiero prawdziwy specjalista znalazł przyczynę dolegliwości, która okazała się poważna.

Chirurg przygotowuje się do operacji
Autor: Getty Images

Maria to 55-letnia mieszkanka Kalifornii, kierownik bankowego call center. Wcześniej skarżyła się na problemy ze zdrowiem. W ciągu roku odwiedziła izbę przyjęć niemal 10 razy, dwa razy trafiła do szpitala, a nawet odwiedziła specjalistę od płuc.

Lekarze twierdzili, że duszności wynikają z problemów z płucami, w związku z tym kobieta przyjmowała liczne antybiotyki, inhalacje, miała robione prześwietlenia oraz przechodziła leczenie oddechowe. Kiedy do problemów z oddychaniem doszły objawy takie jak pocenie się, przyrost masy ciała, obrzęki kostek i wypadanie włosów, lekarze uspokajali ją, że to na pewno menopauza i nie ma się czym martwić.

Poradnik Zdrowie: składniki mineralne niezbędne do prawidłowej pracy serca

„To nie twoje płuca. To twoje serce”

Jednak jej historia związana z chorobami nabrała tempa w Noc Sylwestrową w 2018 roku, podczas powrotu z pracy. Kobieta wsiadła do swojego samochodu, jednak w trakcie jazdy zaczęła odczuwać takie duszności, że musiała zatrzymywać się kilka razy. Przerażona zadzwoniła do swojego lekarza, który od razu kazał jej dzwonić na numer alarmowy lub jechać do szpitala.

„Znowu zrobili zdjęcia rentgenowskie. Znowu dali mi antybiotyki i myśleli, że to znowu zapalenie płuc” – powiedziała.Po powrocie do domu otrzymała jednak telefon od lekarza, który przeanalizował jej wyniki badań. Wtedy po raz pierwszy usłyszała prawidłową diagnozę.

„To nie twoje płuca. To twoje serce” – powiedział lekarz. „Masz zastoinową niewydolność serca”.Lekarz wyjaśnił, że specjalista porównał jej nowe zdęcia rentgenowskie z tymi wykonanymi kilka miesięcy wcześniej. Ujawniło to, że jej serce powiększyło się.

Następnego dnia Maria ponownie udała się na izbę przyjęć, gdzie została przyjęta w ciągu 15 minut. Lekarze wykonali kilka dodatkowych badań, które potwierdziły przypuszczenia. Okazało się, że Maria musi przejść operację na otwartym sercu.

„Gdyby cały budynek spadł na mnie, byłby lżejszy niż to, co czułam, w tamtym momencie” – wspomina. „Powiedzieli mi, że w zasadzie moje serce ma trzy zastawki, które działają nieprawidłowo i potrzebuję podwójnego obejścia tętnic”.

Wraz z mężem podjęła decyzję o skonsultowaniu diagnozy z jeszcze innym kardiologiem. Okazało się, że być może będzie trzeba wykonać tylko jedno obejście. Jednak operacja była konieczna. Maria niesamowicie obawiała się zabiegu. Kobieta bała się, że nie zobaczy już męża i synów. Mąż, Gregory, również przeżywał stan zdrowia swojej żony. „Jesteśmy małżeństwem od ponad 30 lat. Spotykaliśmy się przez prawie dziewięć lat, zanim się pobraliśmy, więc ona jest moim życiem” – powiedział Gregory, dławiąc swoje emocje. – Zginąłbym bez niej".

Na szczęście operacja zakończyła się sukcesem. Następnie przeszła pięciomiesięczną rehabilitację kardiologiczną. „Przez cały rok nie miałam pojęcia. Przez 55 lat żyjąc na tej ziemi, co roku sprawdzałem wyniki, co roku robiłam badanie krwi, robiłam należytą staranność, a nie miałem pojęcia, że ​​mam problem z sercem, dopóki to się stało" – powiedziała.