Koronawirus: w tych miejscach zarażamy się najczęściej

2020-11-26 12:03 Monika Ochnik

Z symulacji komputerowej opracowanej przez zespół z uniwersytetu Stanforda wynika, że większość ludzi zaraża się koronawirusem w kilku wybranych miejscach, w których ludzie przebywają ze sobą w bliskim kontakcie przez dłuższy czas. Jakie to dokładnie miejsca?

Amerykańscy badacze wzięli pod uwagę dane na temat mobilności aż 98 mln mieszkańców dużych amerykańskich miast i ponad 500 tys. odwiedzanych lokalizacji, sprawdzając, gdzie ludzie przemieszczają się w ciągu dnia, jak długo przebywają w danym miejscu i jak wiele jest osób w danej lokalizacji w tym samym czasie. Informacje te są anonimowe i pochodzącą z telefonów komórkowych, a także statystyk demograficznych i epidemiologicznych.

„Opracowaliśmy komputerowy model, aby przeanalizować, jak ludzie o różnym demograficznym pochodzeniu i mieszkający w różnych dzielnicach odwiedzają różnego typu bardziej i mniej zatłoczone miejsca. Na podstawie tych danych mogliśmy przewidzieć prawdopodobieństwo nowych infekcji pojawiających się w wybranym miejscu i czasie” - opisuje jeden z naukowców prof. Jure Leskovec.

Co ważne, w czasie testów wyniki pochodzące z modelu matematycznego zgadzały się z dotychczasowym przebiegiem epidemii. To daje nadzieję na to, że model ten będzie wiarygodnym źródłem, jeśli chodzi o przewidywanie dalszego rozwoju pandemii. 

Na razie model ten pokazał np. kolosalne znaczenie pewnych miejsc sprzyjających roznoszeniu wirusa. Na pierwszym miejscu badacze wymieniają:

  1. restauracje
  2. kawiarnie
  3. kluby fitness

czyli miejsca, w których ludzie przebywają w bliskim kontakcie przez dłuższy czas.

Zdaniem naukowców symulacja ta może być cennym narzędziem w podejmowaniu decyzji o zamykaniu, ograniczaniu działania lub otwieraniu niektórych gałęzi biznesu.

„W zasadzie każdy może użyć tego modelu do zrozumienie konsekwencji różnych decyzji odnośnie ograniczania ruchu ludzi i zamykania biznesów” - przekonuje prof. Leskovec.

Model pokazał jednocześnie, dlaczego - przynajmniej w USA - szczególnie narażone na zachorowanie są osoby należące do mniejszości i o niskich dochodach.

„W przeszłości zakładano, że tego typu różnice wynikają z istniejących wcześniej warunków i gorszego dostępu do opieki zdrowotnej. Jednak nasz model sugeruje, że rozbieżności są napędzane także przez sposób poruszania się ludzi” - wyjaśnia prof. David Grusky, współautor pracy opublikowanej na łamach „Nature” 

Osoby biedniejsze i należące do mniejszości m.in. więcej się przemieszają ze względu na swoją pracę, a także robią zakupy w mniejszych, bardziej zatłoczonych sklepach. Natomiast bogatsi częściej mogą pracować w domu i zamawiać dowóz potrzebnych im towarów.

Zatem ograniczenia odnośnie liczby osób w zatłoczonych zwykle miejscach będą najbardziej chroniły ludzi z mniej uprzywilejowanych grup.

„Ciąży na nas odpowiedzialność, aby stworzyć takie plany otwierania biznesu, które wyeliminują lub przynajmniej zredukują różnice stworzone przez obecne praktyki” - dodaje prof. Grusky.

Źródło: PAP

To widzi pacjent chory na COVID-19. Wstrząsający film lekarza
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
KOMENTARZE