16 miliardów złotych. Tyle kosztuje nas zbyt późne wykrycie POChP
Przewlekła obturacyjna choroba płuc zabija po cichu. Nie zaczyna się od dramatycznego napadu duszności ani telefonu na pogotowie. Zaczyna się od zadyszki na schodach, którą łatwo zbyć wiekiem. Od kaszlu, za który obwiniamy papierosy, od zmęczenia, które można przecież przypisać stresowi i trybowi życia nie pozwalającemu na odpoczynek. Zanim pacjent trafi na spirometrię, mija przeciętnie 7–10 lat od pierwszych objawów. Dla wielu to już za późno, by odwrócić straty.
Takie wnioski płyną z raportu „Ścieżka pacjenta z POChP - świadomość, diagnoza, leczenie oraz codzienne wyzwania”, którego premiera odbyła się podczas konferencji prasowej Fundacji TO SIĘ LECZY. Badanie zrealizowano w marcu i kwietniu 2026 roku wśród 442 członków internetowej społeczności „POChP – To Się Leczy”.
Milion chorych, którzy nie wiedzą, że chorują
Szacuje się, że w Polsce żyje od 2 do 2,5 miliona osób z POChP. Dane NFZ wskazują, że rozpoznanie ma około 1,3 miliona z nich. "Nadal niemal połowa osób nie wie, że u podłoża ich duszności wysiłkowej czy kaszlu leży ta śmiertelna choroba. Od pierwszych objawów do rozpoznania mija często 7–10 lat. To nie jest pocieszające, bo POChP można zatrzymać, a im wcześniej ją rozpoznamy, tym łatwiej powstrzymać jej destrukcyjny wpływ na organizm” - mówił podczas konferencji prasowej prof. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergii i POChP.
Z ankiety wynika, że aż 60 proc. respondentów czekało na właściwą diagnozę dłużej niż rok od pojawienia się pierwszych objawów, w tym 31 proc. - od 4 do 14 lat lub dłużej. U 87 proc. ankietowanych dominującym objawem była duszność, a u 57 proc. - kaszel z odkrztuszaniem wydzieliny.
I choć większość kojarzy POChP z przewlekłym kaszlem, eksperci przestrzegają: jego brak wcale nie wyklucza choroby.
„Duszność wysiłkowa to główny objaw POChP. Ważne jest jednak, by pamiętać, że pacjent nie musi kaszleć. Bardzo często słyszę: skoro nie ma kaszlu, to pewnie nie mam POChP. Tymczasem nawet połowa chorych nie kaszle” - zaznaczał prof. Piotr Dąbrowiecki.
Spirometria - badanie proste w teorii, trudne w praktyce
Jedynym miarodajnym narzędziem do rozpoznania POChP jest spirometria. Jednak to właśnie wokół tego badania skupia się wiele systemowych luk.
„Badania obrazowe nie są podstawą rozpoznania POChP. Mogą pomóc wykryć inne schorzenia lub zasugerować obecność zmian w płucach, ale nie służą do postawienia rozpoznania tej choroby. Rozpoznaniu POChP służy badanie spirometryczne i to ono pozostaje podstawowym narzędziem diagnostycznym” - podkreślał prof. Paweł Śliwiński, kierownik II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.
Dodawał przy tym, że sama dostępność sprzętu nie rozwiązuje problemu: „Spirometria teoretycznie jest prostym badaniem, ale w praktyce wymaga doświadczenia i dobrej współpracy pacjenta z osobą je wykonującą. Nie każdy lekarz, nie każdy technik i nie każdy pacjent wykonają to badanie równie dobrze. Dlatego jakość spirometrii ma ogromne znaczenie dla prawidłowego rozpoznania choroby”
Ekspert od lat apeluje o stworzenie sieci placówek wyspecjalizowanych w rzetelnym wykonywaniu tego badania - tzw. centrów doskonałości spirometrycznej - do których lekarze POZ mogliby kierować pacjentów z czynnikami ryzyka.
System ma narzędzia. Tylko czy ich używa?
Część narzędzi diagnostycznych i profilaktycznych już istnieje. „Gdybyśmy dobrze realizowali to, co już mamy do dyspozycji, szczerze mówiąc, prawie nic więcej nie byłoby potrzebne” - mówił dr Janusz Krupa, wykładowca w Ośrodku Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP w Warszawie, wskazując na potencjał programu „Moje Zdrowie” i opieki koordynowanej w POZ. Zdaniem eksperta szczególnie cenna jest ankieta, która pozwala zidentyfikować osoby palące lub narażone na inne czynniki ryzyka.
Problem w tym, że dostęp do rzetelnej diagnostyki wciąż zależy od miejsca i lekarza, do którego trafi pacjent. „Nie możemy opierać opieki nad chorymi na tym, czy pacjent trafi do dobrego lekarza, dobrej poradni albo ośrodka prowadzonego przez pasjonatów. To musi być rozwiązanie systemowe. W ochronie zdrowia nie może być loterii” - podkreślał prof. Tadeusz Zielonka z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej WUM. Wskazywał również, że POChP - jedna z głównych przyczyn zgonów w Polsce - nigdy nie doczekała się systemowego programu porównywalnego z tym, co wypracowano w kardiologii, onkologii czy leczeniu udarów.
Zaostrzenia: niedoceniany wróg
POChP to nie tylko przewlekła duszność. To także nawracające zaostrzenia, które przyspieszają destrukcję płuc, zwiększają ryzyko hospitalizacji i pogarszają rokowanie. Z badania wynika, że aż 64 proc. respondentów miało co najmniej jedno zaostrzenie wymagające dodatkowego leczenia w ciągu ostatniego roku, a u 35 proc. wystąpiły dwa lub więcej takich epizodów. 69 proc. przyjmowało antybiotyki przynajmniej raz z powodu infekcji dróg oddechowych. Niemal połowa respondentów była hospitalizowana z powodu POChP co najmniej raz w ciągu życia.
Najsłabszym ogniwem w całym łańcuchu pozostaje moment wypisu ze szpitala. Tylko 6 proc. pacjentów zadeklarowało, że po wypisie zmieniono lub zintensyfikowano leczenie. Tymczasem najnowsze wytyczne Global Initiative for Chronic Obstructive Lung Disease (GOLD 2026) jednoznacznie wskazują, że każde zaostrzenie powinno być traktowane jako sygnał alarmowy wymagający ponownej oceny terapii.
Chory nie wie, po co bierze leki
Aż 92 proc. respondentów deklarowało regularne stosowanie leków wziewnych - lecz już 30 proc. miało wątpliwości, czy prawidłowo obsługuje inhalator. 31 proc. nigdy nie miało sprawdzonej techniki inhalacji przez personel medyczny.
Ponad połowa respondentów (56 proc.) nigdy nie spotkała się z pojęciem terapii podwójnej i potrójnej. Tylko 5 proc. potwierdziło dokładną znajomość różnic między tymi metodami leczenia. Aż 65 proc. uważa, że obecna terapia nie spełnia ich oczekiwań i oczekuje skuteczniejszych metod.
„Pacjenci często nie są zadowoleni z leczenia, ponieważ oczekują czegoś, czego w POChP nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Chcieliby, aby objawy całkowicie zniknęły, tak jak bywa to u części chorych na astmę. Tymczasem w POChP celem leczenia jest ograniczenie duszności, zmniejszenie kaszlu, poprawa sprawności i zapobieganie zaostrzeniom. Jeśli pacjent nie rozumie tych celów, łatwo dochodzi do rozczarowania terapią” - tłumaczył prof. Piotr Dąbrowiecki.
60 proc. respondentów wie, że szczepienie przeciw grypie może zmniejszać ryzyko zaostrzeń POChP i hospitalizacji. Jednak tylko 36 proc. zaszczepiło się w ciągu ostatniego roku.
POChP to choroba całego organizmu. I całej rodziny
Eksperci wielokrotnie podkreślali, że POChP nie jest wyłącznie chorobą płuc. Choruje również układ krążenia, narządy miąższowe (trzustka, wątroba, nerki) i mózg. Co trzeci respondent wskazywał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.
„Depresja i lęk, szczególnie lęk przed dusznością, są bardzo istotnym elementem życia pacjentów z POChP. Chory, który zmaga się z obniżonym nastrojem, częściej popełnia błędy związane z leczeniem, rzadziej stosuje leki regularnie i częściej nieprawidłowo korzysta z inhalatorów. Dlatego nie możemy skupiać się wyłącznie na objawach oddechowych, pomijając stan psychiczny pacjenta” - podkreślał prof. Śliwiński.
Tylko 28 proc. respondentów ocenia wsparcie otrzymywane w systemie ochrony zdrowia jako dobre lub bardzo dobre. 44 proc. ocenia je jako przeciętne, a 28 proc. jako złe lub bardzo złe.
Nowe leki są. Dostępu do nich jeszcze nie ma
Polscy pacjenci mają dostęp do nowoczesnych leków rozszerzających oskrzela, terapii dwu- i trójskładnikowych. Część chorych z komponentem zapalenia eozynofilowego odnosi dodatkowe korzyści z leczenia przeciwzapalnego opartego na wziewnych glikokortykosteroidach. Jak zauważył prof. Śliwiński, tę grupę pacjentów można identyfikować dzięki prostemu badaniu morfologii krwi z rozmazem.
Nowym rozdziałem w leczeniu są terapie biologiczne - zarejestrowane dla wybranych pacjentów z chorobą przebiegającą z komponentą zapalenia typu drugiego. Badania pokazują, że u odpowiednio dobranych chorych leczenie biologiczne pozwala skuteczniej ograniczać liczbę zaostrzeń niż klasyczna terapia trójskładnikowa.
„Dziś największym wyzwaniem nie jest już udowodnienie skuteczności leczenia biologicznego, ale zapewnienie pacjentom dostępu do tych terapii. W astmie funkcjonują programy lekowe obejmujące leczenie biologiczne. Liczymy na podobne rozwiązanie dla wybranej grupy chorych na POChP, którzy mogliby odnieść największe korzyści z takiej terapii” - mówił prof. Śliwiński.
Pacjent nie powinien być sam
53 proc. respondentów wskazało potrzebę prostego planu postępowania przy zaostrzeniu, a 25 proc. chciałoby wiedzieć więcej o rozpoznawaniu zaostreń i sposobach reagowania. W wypowiedziach pacjentów regularnie powracał postulat dostępu do jednego lekarza prowadzącego i lepszej współpracy między POZ a specjalistami.
Jak podkreślał prezes Fundacji, Marek Kustosz, uczestnikami ankiety byli pacjenci szczególnie aktywni i świadomi: korzystający z grup wsparcia, szukający informacji, gotowi sięgnąć po wiedzę. Jeśli nawet wśród nich występują tak poważne luki diagnostyczne i edukacyjne, w całej populacji chorych na POChP obraz może być jeszcze trudniejszy.