Otyłość to choroba, w której wstyd boli najbardziej. Elżbieta Brzozowska o brakach w systemie i zawieszonym programie KOS-BAR

2026-03-23 15:30

Temat leczenia otyłości w Polsce nie schodzi z nagłówków i wciąż budzi ogromne emocje. Nic dziwnego – program KOS-BAR, który miał kompleksowo wspierać pacjentów bariatrycznych, nadal tkwi w zawieszeniu. O tym problemie rozmawialiśmy z Elżbietą Brzozowską, wiceprezeską Fundacji Zdrowie i Edukacja Ad Meritum, która nie tylko działa na rzecz edukacji zdrowotnej, ale też sama na co dzień zmaga się z chorobą otyłościową.

Poradnik Zdrowie – COSBAR, otyłość i wyzwania pacjentów

– Bardzo czekaliśmy na ten krok, bo ministerstwo obiecywało, że od stycznia program KOS-BAR zostanie przedłużony. Niestety, to się nie wydarzyło – mówi z  Elżbieta Brzozowska. – Byliśmy na bardzo owocnym spotkaniu w Ministerstwie Zdrowia, ale prognozy nie są zbyt optymistyczne. Tymczasem pacjenci desperacko czekają na opiekę koordynowaną, a mówimy tu o naprawdę ogromnej grupie chorych. Każde odroczenie operacji to dla nich kolejne kilogramy, nowe powikłania, potworny ból życia i wstyd.

Otyłość wciąż bywa krzywdząco postrzegana jako „skutek niedbalstwa”. Elżbieta Brzozowska uświadamia jednak, że choroba otyłościowa to problem o wiele bardziej złożony.

– Tu nie chodzi o niedbałość. Rzecz w tym, że bez interdyscyplinarnego wsparcia – operacyjnego, farmakologicznego, opieki psychologa i dietetyka – pacjentowi bardzo trudno poradzić sobie samemu z tą chorobą – wyjaśnia wiceprezeska Fundacji Ad Meritum. – Nawroty są wpisane w jej biologię, ale wstyd z nimi związany sprawia, że chory się chowa, zamyka w czterech ścianach i po prostu boi się wrócić do lekarza.

Właśnie w odpowiedzi na ten problem powstała kampania „Otyłość. Zawróć nawrót”. Jej celem jest przypomnienie, że w momencie, gdy choroba wraca, nie ma miejsca na wstyd.

– Nie chowajmy się. Idźmy do lekarzy, dietetyków, psychologów, prośmy o pomoc. Mamy coraz więcej specjalistów, którzy wiedzą, jak nam pomóc, i robią to bez oceniania – apeluje Elżbieta Brzozowska.

Dzieci również potrzebują wsparcia

W przypadku najmłodszych pacjentów system jest jeszcze mocniej ograniczony. W praktyce na mapie Polski funkcjonuje zaledwie kilka „wysp” pomocy: w Warszawie, Gdańsku i na Śląsku. W warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka działa program leczenia otyłości, który obejmuje dzieci po 11. roku życia z BMI powyżej 30.

– Co trzy tygodnie odbywa się tam cykl wizyt u pediatry, dietetyka, psychologa, hipertensjologa i fizjoterapeuty. To daje ogromne wsparcie – obejmuje kompleksowe badania, stałe motywowanie dziecka i pełną opiekę – wylicza Elżbieta Brzozowska.

Na Śląsku i w Gdańsku również prężnie działają świetne programy, a część nastoletnich pacjentów kwalifikuje się tam nawet do operacji bariatrycznych. Nadzieję dają też nowoczesne leki (analogi GLP-1), które są zarejestrowane dla dzieci od 12. roku życia i pomagają kontrolować łaknienie.

– Moje dziecko, dzięki leczeniu, od maja zredukowało wagę o 8 kilogramów, a przy tym jeszcze urosło. Trzeba pamiętać, że choroba otyłościowa to „choroba głowy”, idąca ramię w ramię z depresją. Bez wsparcia farmakologicznego i psychologicznego codzienne funkcjonowanie staje się dla pacjenta wyczerpującą walką – podkreśla Elżbieta Brzozowska.

Nierówności i bariery finansowe

Szansę na leczenie w dużej mierze dyktuje miejsce zamieszkania i zasobność portfela. W dużych miastach świadomość i dostępność terapii są znacznie wyższe, podczas gdy w mniejszych miejscowościach pacjenci są praktycznie zdani sami na siebie.

– Wydawanie tysiąca złotych miesięcznie na leczenie dziecka to dla wielu rodzin ogromne obciążenie – zauważa Brzozowska. – Marzę o tym, żeby powstała jasna ścieżka pacjenta z otyłością – zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci – oraz aby KOS-BAR wszedł na stałe do koszyka świadczeń gwarantowanych. Sama operacja to za mało, żeby utrzymać remisję choroby, niezbędny jest cały zespół terapeutyczny.

Lekarze też odczuwają presję. Mogą skutecznie leczyć pacjentów nowoczesnymi lekami, ale przeszkodą często stają się finanse. Zdarza się, że chorzy z trudem zbierają pieniądze na zaledwie dwa „peny” z lekiem. Rozpoczynają leczenie, jednak bez wsparcia systemowego nie mają szans na utrzymanie jego efektów.

– Rozmawiam z pacjentami, którym brakuje środków na codzienne życie. Dzwoni do mnie pani, samodzielna mama z czwórką dzieci, z otyłością i poważnymi problemami zdrowotnymi, pytając, gdzie może szukać pomocy. Co mam jej odpowiedzieć? – pyta retorycznie Elżbieta Brzozowska. – Dziś nie potrafię wskazać miejsca, w którym państwo realnie wesprze ją w leczeniu. Trzymamy kciuki, żeby jakoś to się ułożyło.

Co dalej z systemem?

Najważniejszym życzeniem osób zmagających się z chorobą otyłościową pozostaje pełne wdrożenie i stabilność programu KOS-BAR.

– Chcę, żeby pacjenci i lekarze nie żyli na huśtawce: teraz mamy program, za chwilę go nie mamy; dzisiaj kwalifikujemy, jutro wstrzymujemy. To nie jest komfortowe ani dla jednej, ani dla drugiej strony. Leczenie otyłości wymaga stabilnego systemu i zespołu specjalistów, a nie tylko operacji lub farmakoterapii podejmowanych na próbę.  – podsumowuje Elżbieta Brzozowska.  

Poradnik Zdrowie Google News