Drobnokomórkowy rak płuca to wyścig z czasem o najwyższą stawkę
Drobnokomórkowy rak płuca (DRP) to jeden z najbardziej podstępnych i bezwzględnych nowotworów. Rośnie błyskawicznie, niemal natychmiast siejąc spustoszenie w organizmie poprzez wczesne przerzuty. Dla setek pacjentów diagnoza przychodzi w momencie, gdy choroba zdążyła już przejąć kontrolę nad ciałem, dramatycznie ograniczając szanse na powrót do zdrowia. W tej rzeczywistości minuty ważą tyle, co miesiące, a każda zwłoka może być tragiczna w skutkach.
Doświadczył tego Piotr Zdunek, dawny reprezentant kraju w hokeju. Latami unikał badań, lekceważąc sygnały płynące z ciała. Dopiero interwencja żony, zaniepokojonej męczącym i dziwnym kaszlem, zaprowadziła go do lekarza. Ta jedna wizyta, podjęta dzięki trosce bliskiej osoby, wyznaczyła cienką granicę między życiem a śmiercią.
Medycyna przesuwa granice niemożliwego
Diagnoza była dla pana Piotra wstrząsem, lecz jako sportowiec nie umiał zrezygnować z walki. Z identyczną nieustępliwością, z jaką rywalizował na lodzie, stawił czoła nowemu, ukrytemu przeciwnikowi. Błyskawiczne działanie medyków umożliwiło wykrycie nowotworu w stadium pozwalającym na podjęcie leczenia radykalnego.
- Rzuciłem palenie, choć robiłem to od lat. Lepiej późno niż wcale. Dziś wiem, że ta decyzja była jednym z najważniejszych kroków, jakie podjąłem. Badania uratowały mi zdrowie, ale zmiana nawyków dała mi poczucie, że mam wpływ na swoje życie- - podkreśla Piotr Zdunek.
Przez dziesięciolecia lekarze onkolodzy mieli związane ręce, dysponując ograniczonym arsenałem środków. Dziś sytuacja ulega diametralnej zmianie. Dr hab. n. med. Damian Tworek z Kliniki Nowotworów Klatki Piersiowej Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie wyjaśnia: - Przez lata medycyna nie mogła zaproponować pacjentom z DRP zbyt wiele. Dziś pojawia się realna nadzieja dla tej grupy chorych: immunoterapia stosowana jako leczenie konsolidujące po radiochemioterapii. Obecnie możemy włączać tego typu terapię w ramach RDTL-u, ale liczę, że wkrótce stanie się ona standardem dostępnym w programie lekowym.
System pod presją. Pacjent z „kogutem alarmowym”
Starcie z rakiem drobnokomórkowym to nie tylko biologia, lecz także wyścig z systemem, który musi funkcjonować z najwyższą precyzją. Specjaliści ostrzegają: pacjent z podejrzeniem tego nowotworu nie może utknąć w kolejkach, ponieważ choroba ta nie toleruje błędów proceduralnych. Tutaj każda zwłoka niesie ze sobą ogromne ryzyko.
- Efektywność leczenia jest najwyższa wtedy, gdy diagnoza zostanie postawiona jak najwcześniej. Osoby z drobnokomórkowym rakiem płuca powinny być traktowane przez system ochrony zdrowia tak, jakby miały nad sobą włączonego "koguta alarmowego". To grupa, w której każdy dzień zwłoki może realnie wpływać na rokowanie, dlatego nawet po wstępnym rozpoznaniu dalsze etapy ścieżki tych pacjentów muszą przebiegać w trybie pilnym - alarmuje dr hab. n. med. Damian Tworek.
Niestety, rzeczywistość bywa bolesna. Brak jasnych procedur sprawia, że pacjenci w najtrudniejszym momencie życia czują się osamotnieni. Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji „To Się Leczy”, bez ogródek punktuje słabości systemu:
- Pacjentom z DRP brakuje jasnej, szybkiej i przewidywalnej ścieżki działania. W rozmowach podkreślają, że od momentu podejrzenia choroby do rozpoczęcia leczenia często zostają z tym sami. Ponadto nikt nie wspiera ich systemowo w zapewnieniu "ciągłości" procesu: jednego dnia czekają na termin, drugiego muszą zdobyć skierowania, trzeciego dowiadują się, że brakuje badania. To wszystko zabiera czas, którego DRP nie wybacza. Kolejny element to dostęp do terapii - medycyna każdego dnia robi krok na przód, system i opieka nad pacjentem również powinny. Tym bardziej kiedy pojawia się przełomowa terapia radykalna z intencją wyleczenia dla pacjentów z rakiem drobnokomórkowym w stadium ograniczonym (nieoperacyjne, brak przerzutów odległych).
Odzyskać kontrolę nad własnym losem
Mimo postępów w leczeniu, najpotężniejszą bronią pozostaje profilaktyka i świadomość, że to nasze codzienne wybory piszą scenariusz przyszłości. Aż 90 proc. nowotworów płuc to efekt czynników zewnętrznych, głównie dymu tytoniowego. Historia pana Piotra to lekcja pokory, ale i ogromnej siły ducha.
- Moja historia pokazuje, że medycyna może zrobić bardzo wiele - ale pierwszy krok zawsze należy do nas. Ja miałem szczęście: wczesna diagnoza i nowoczesne leczenie. Mam nadzieję, że dla innych pacjentów z DRP taka ścieżka stanie się standardem. Każdego dnia warto pamiętać, że to my decydujemy i reagujemy na sygnały organizmu, czy odkładamy badania na później, a także o tym, jak prowadzimy się na co dzień. W walce z rakiem właśnie te najprostsze, codziennych gesty okazują się najważniejsze. Każdy dzień to okazja, by zadbać o siebie i zawalczyć o swoje zdrowie. I nigdy nie jest na to za późno. Ja wygrałem już rok i idę po kolejne - podsumowuje z nadzieją pan Piotr.