Miał tylko kaszel, lekarze wykryli groźny nowotwór. Historia pana Piotra dowodzi, że raka płuca można pokonać

2026-02-04 7:14

Diagnoza brzmiała jak wyrok: drobnokomórkowy rak płuca. To przeciwnik, który uderza nagle i nie daje drugiej szansy, a u blisko 70 proc. chorych w momencie rozpoznania jest już w stadium rozsianym. Jednak historia Piotra Zdunka, polskiego hokeisty, to przejmujący dowód na to, że determinacja i przełomowe terapie potrafią odmienić nawet najbardziej dramatyczne rokowania. Gdy czas staje się najcenniejszą walutą, liczy się każdy dzień i każda odważna decyzja, która pozwala wyrwać życiu kolejne lata.

Starszy lekarz w okularach i kitlu, ze stetoskopem na szyi, uważnie analizuje zdjęcie rentgenowskie płuc. Scena symbolizuje diagnostykę i poszukiwanie wczesnych zmian nowotworowych, o czym więcej można przeczytać na portalu Poradnik Zdrowie.

i

Autor: thodonal Starszy lekarz w okularach i kitlu, ze stetoskopem na szyi, uważnie analizuje zdjęcie rentgenowskie płuc. Scena symbolizuje diagnostykę i poszukiwanie wczesnych zmian nowotworowych, o czym więcej można przeczytać na portalu Poradnik Zdrowie.

Wyścig z czasem o najwyższą stawkę

Drobnokomórkowy rak płuca (DRP) to jeden z najbardziej podstępnych i bezwzględnych nowotworów. Rośnie błyskawicznie, niemal natychmiast siejąc spustoszenie w organizmie poprzez wczesne przerzuty. Dla setek pacjentów diagnoza przychodzi w momencie, gdy choroba zdążyła już przejąć kontrolę nad ciałem, dramatycznie ograniczając szanse na powrót do zdrowia. W tej rzeczywistości minuty ważą tyle, co miesiące, a każda zwłoka może być tragiczna w skutkach.

Przekonał się o tym Piotr Zdunek, były reprezentant Polski w hokeju na lodzie. Przez lata odkładał badania, ignorując sygnały wysyłane przez organizm. Dopiero niepokój jego żony, wywołany przez uporczywy, nietypowy kaszel, skłonił go do przekroczenia progu gabinetu lekarskiego. Ta jedna wizyta, wymuszona troską najbliższej osoby, stała się granicą między życiem a śmiercią.

Poradnik Zdrowie - Choroby płuc

Medycyna, która przesuwa granice niemożliwego

Dla pana Piotra diagnoza była szokiem, ale jako sportowiec, nie potrafił się poddać. Z tą samą nieustępliwością, z jaką wyjeżdżał na lodowisko, stanął do walki z nowym, niewidzialnym wrogiem. Szybka reakcja lekarzy pozwoliła na wykrycie zmian na etapie, który dawał nadzieję na leczenie radykalne.

- Rzuciłem palenie, choć robiłem to od lat. Lepiej późno niż wcale. Dziś wiem, że ta decyzja była jednym z najważniejszych kroków, jakie podjąłem. Badania uratowały mi zdrowie, ale zmiana nawyków dała mi poczucie, że mam wpływ na swoje życie- - podkreśla Piotr Zdunek.

Przez dziesięciolecia lekarze onkolodzy mieli związane ręce, dysponując ograniczonym arsenałem środków. Dziś sytuacja ulega diametralnej zmianie. Dr hab. n. med. Damian Tworek z Kliniki Nowotworów Klatki Piersiowej Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie wyjaśnia: - Przez lata medycyna nie mogła zaproponować pacjentom z DRP zbyt wiele. Dziś pojawia się realna nadzieja dla tej grupy chorych: immunoterapia stosowana jako leczenie konsolidujące po radiochemioterapii. Obecnie możemy włączać tego typu terapię w ramach RDTL-u, ale liczę, że wkrótce stanie się ona standardem dostępnym w programie lekowym.

System pod presją: Pacjent z „kogutem alarmowym”

Walka z rakiem drobnokomórkowym to nie tylko starcie biologiczne, to także w pewnym sensie walka z systemem, który musi działać z precyzją szwajcarskiego zegarka. Eksperci alarmują: pacjent z podejrzeniem DRP nie może czekać w kolejkach, bo ten nowotwór nie wybacza błędów proceduralnych.

- Efektywność leczenia jest najwyższa wtedy, gdy diagnoza zostanie postawiona jak najwcześniej. Osoby z drobnokomórkowym rakiem płuca powinny być traktowane przez system ochrony zdrowia tak, jakby miały nad sobą włączonego "koguta alarmowego". To grupa, w której każdy dzień zwłoki może realnie wpływać na rokowanie, dlatego nawet po wstępnym rozpoznaniu dalsze etapy ścieżki tych pacjentów muszą przebiegać w trybie pilnym - alarmuje dr hab. n. med. Damian Tworek.

Niestety, rzeczywistość bywa bolesna. Brak jasnych procedur sprawia, że pacjenci w najtrudniejszym momencie życia czują się osamotnieni. Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji „To Się Leczy”, bez ogródek punktuje słabości systemu:

- Pacjentom z DRP brakuje jasnej, szybkiej i przewidywalnej ścieżki działania. W rozmowach podkreślają, że od momentu podejrzenia choroby do rozpoczęcia leczenia często zostają z tym sami. Ponadto nikt nie wspiera ich systemowo w zapewnieniu "ciągłości" procesu: jednego dnia czekają na termin, drugiego muszą zdobyć skierowania, trzeciego dowiadują się, że brakuje badania. To wszystko zabiera czas, którego DRP nie wybacza. Kolejny element to dostęp do terapii - medycyna każdego dnia robi krok na przód, system i opieka nad pacjentem również powinny. Tym bardziej kiedy pojawia się przełomowa terapia radykalna z intencją wyleczenia dla pacjentów z rakiem drobnokomórkowym w stadium ograniczonym (nieoperacyjne, brak przerzutów odległych).

Odzyskać kontrolę nad własnym losem

Mimo postępów w leczeniu, najpotężniejszą bronią pozostaje profilaktyka i świadomość, że to nasze codzienne wybory piszą scenariusz przyszłości. Aż 90 proc. nowotworów płuc to efekt czynników zewnętrznych, głównie dymu tytoniowego. Historia pana Piotra to lekcja pokory, ale i ogromnej siły ducha.

- Moja historia pokazuje, że medycyna może zrobić bardzo wiele - ale pierwszy krok zawsze należy do nas. Ja miałem szczęście: wczesna diagnoza i nowoczesne leczenie. Mam nadzieję, że dla innych pacjentów z DRP taka ścieżka stanie się standardem. Każdego dnia warto pamiętać, że to my decydujemy i reagujemy na sygnały organizmu, czy odkładamy badania na później, a także o tym, jak prowadzimy się na co dzień. W walce z rakiem właśnie te najprostsze, codziennych gesty okazują się najważniejsze. Każdy dzień to okazja, by zadbać o siebie i zawalczyć o swoje zdrowie. I nigdy nie jest na to za późno. Ja wygrałem już rok i idę po kolejne - podsumowuje z nadzieją pan Piotr.