Rośnie liczba nielegalnych aborcji! O skutkach turystyki aborcyjnej rozmawiamy z prof. Romualdem Dębskim

2016-09-23 12:03

W Polsce o dostępie do antykoncepcji decydują politycy, a nie lekarze czy zainteresowane nią kobiety. W niektórych rejonach naszego kraju zdobycie recepty na pigułki to nie lada wyczyn, bo wielu lekarzy wymawia się klauzulą sumienia. Bywa też, że gdy kobieta zdobędzie już receptę, to nie ma jej gdzie zrealizować, bo apteki nie prowadzą takiego „asortymentu”. Ta chora sytuacja sprawia, że rośnie liczba nielegalnych aborcji.

O antykoncepcji w polskim wydaniu rozmawiamy z prof. Romualdem Dębskim, ginekologiem położnikiem, szefem Kliniki Ginekologii i Położnictwa CMKP w Szpitalu Bielańskim w Warszawie.

Co Polki wiedzą o antykoncepcji?

Prof. Romuald Dębski: Z moich doświadczeń wynika, że przeciętna kobieta niewiele wie na temat skutecznych metod zapobiegania niechcianej ciąży. Ale prawdą jest i to, że wielu kobiet, zwłaszcza młodych, nie stać na antykoncepcję hormonalną, ponieważ opakowanie kosztuje od 30 do 40 zł.

Poza tym obecnie częściowo refundowana jest tylko jedna tabletka, która w aptekach występuje pod różnymi nazwami handlowymi. Jednak nie nadaje się ona dla każdej kobiety, np. nie powinna być stosowana przez dziewczyny, które mają trądzik, bo będzie nasilała jego objawy. Pojawiają się też trudności z uzyskaniem recepty. Jeżeli lekarz jest przeciwnikiem antykoncepcji, próbuje narzucać swój punkt widzenia także pacjentkom. Kodeks etyki lekarskiej dopuszcza wprawdzie odmowę wystawienia recepty na lek, którego stosowanie lekarz uzna za niemoralne, ale taka odmowa powinna być odnotowana w dokumentacji medycznej. Lekarz musi też wskazać kobiecie inne miejsce, gabinet, w którym uzyska ona odpowiednią pomoc.

Działa klauzula sumienia...

R.D.: Jeśli komuś sumienie nie pozwala wypisać recepty na pigułkę antykoncepcyjną czy wkładkę, powinien o tym poinformować publicznie, np. wywiesić stosowną informację na drzwiach gabinetu. Proponuję: „Tu przyjmuje sumienie, a nie lekarz”. To samo z aptekami. Jeżeli farmaceuta nie chce sprzedawać środków antykoncepcyjnych, jego klienci powinni o tym wiedzieć – stosowana wywieszka załatwi problem.

Według GUS co roku w Polsce ok. 20 tys. nastolatek rodzi dzieci

R.D.: To wcale nie tak dużo. Są w Europie kraje, gdzie jest ich znacznie więcej. Na szczęście rośnie w Polsce liczba młodych kobiet stosujących skuteczną antykoncepcję. I to wcale nie jest zasługa szkół czy lekarzy, tylko mediów, które podejmują ten temat. Przyczyniło się do tego także otwarcie granic. Coraz częściej spotykam pacjentki, które mają założone implanty podskórne i zrobiły to w Wielkiej Brytanii, ponieważ tam jest to bardzo popularna metoda. Jednak ciągle rekomendowane przez towarzystwa medyczne metody antykoncepcji stosuje się w Polsce kilkakrotnie rzadziej niż w krajach Europy Zachodniej.

Na co pozwala nasze prawo?

R.D.: Nieletniej mogę wystawić receptę na tabletkę antykoncepcyjną pod warunkiem, że ukończyła 15 lat, i wyłącznie za pisemną zgodą jej rodziców lub prawnych opiekunów. Jeżeli między córką i matką jest zdrowa relacja, to matka w trosce o bezpieczeństwo córki przyjdzie z nią do lekarza po dobranie odpowiedniej antykoncepcji. Na szczęście zdarza się to coraz częściej. Jeżeli zaś dziewczyna jest młodsza i matka zgadza się na to, aby stosowała antykoncepcję, powinienem powiadomić prokuraturę, że osoba poniżej 15. roku życia rozpoczyna współżycie płciowe, co w naszym kraju uznawane jest za przestępstwo. Gdy taka dziewczyna zajdzie w ciążę i urodzi dziecko, sprawa i tak trafi do prokuratury, bo urząd stanu cywilnego ma obowiązek donieść o fakcie urodzenia dziecka przez nieletnią.

A co z pigułką „po”? Przeciwnicy nazywają ją tabletką śmierci, choć nie jest to środek wczesnoporonny

R.D.: Nie jest! Zarzuty wysuwane pod adresem antykoncepcji postkoitalnej są absurdalne. Nie jest to, na co istnieją niepodważalne dowody naukowe, tabletka wczesnoporonna, która ma inny skład i musi być przyjmowana przez kilka dni. Tabletkę „po” przyjmuje się raz. A jak działa? Mówiąc najprościej – jeżeli stosunek odbył się przed jajeczkowaniem i kobieta przyjmie tabletkę, to proces jajeczkowania opóźni się o 5 dni. Plemniki nie będą mogły zapłodnić jajeczka, bo go nie będzie. Jeżeli do współżycia doszło po jajeczkowaniu, przyjęcie tabletki nie przeszkodzi w powstaniu ciąży. Będzie się ona normalnie rozwijała. Substancja czynna obecna w pigułce „po” stanowi także składnik preparatu leczącego mięśniaki. Mam wiele pacjentek, które przyjmowały ten lek z powodu mięśniaków przez wiele tygodni. Gdy w trakcie kuracji zachodziły w ciążę, odstawiały lek i rodziły zdrowe dzieci. Tabletka „po” nie niszczy płodu!

Czas pokaże, jaki będzie jej los. Zebrano już 200 tys. podpisów pod apelem o jej wycofanie

R.D.: Jeżeli tabletka zniknie z aptek, będzie więcej nieplanowanych ciąż, rozkwitnie czarny rynek środków wczesnoporonnych i turystyka aborcyjna. Zawsze mówiłem, że promotorzy zawodnych metod antykoncepcji są zwolennikami zabiegów przerywania ciąży. Kilka tygodni temu opublikowano wyniki eksperymentu, jaki przeprowadzono w Szwecji. W latach 2011-2012 w niektórych rejonach zniesiono wszelkie utrudnienia w dostępie do antykoncepcji. Stała się nie tylko powszechnie dostępna, ale i bezpłatna. Efekt: 3 razy mniejsza liczba zabiegów przerywania ciąży. Władze Szwecji zamierzają wprowadzić w całym kraju bezpłatną, łatwo dostępną antykoncepcję.

Antykoncepcja - poznaj istotne fakty

6 faktów na temat antykoncepcji

Nie ma wątpliwości, że brak dostępu do skutecznej antykoncepcji to doskonała pożywka dla rozwoju w naszym kraju podziemia aborcyjnego i turystyki aborcyjnej

R.D.: Tak, choć nie chcemy tego zauważać. W gazetach jest mnóstwo ogłoszeń typu „AAA bezbolesne wywoływanie miesiączki”. To bardzo często przykrywka, kod informujący, że tu można przerwać ciążę. Wiadomo, że są lekarze, którzy to robią dla pieniędzy. Przez ostatnie 10 lat w moim gabinecie nie zjawiła się żadna pacjentka, która miałaby takie oczekiwania. Kobiety wiedzą, że ja tego nie robię. Ale po aferze z prof. Chazanem zdarzyło się, że telefonicznie próbowano się ze mną umówić na zabieg przerwania ciąży. Znam adresy w Warszawie i w Polsce, gdzie takie zabiegi się wykonuje. Często robią to osoby bardzo doświadczone, mające do dyspozycji nowoczesny sprzęt i gwarantujące kobietom bezpieczeństwo. Ale trzeba też słono za to zapłacić.

Są też inne sposoby

R.D.: Tak. Kwitnie u nas, zwłaszcza w rejonach przygranicznych, turystyka aborcyjna. Najbardziej znane są „wyprawy” śląsko-czeskie. Z określonego punktu codziennie odjeżdżają busy, które zabierają pacjentki z osobą towarzyszącą. Zaraz za granicą kobiety „załatwiają”, co mają załatwić, i wracają. Podobnie jest przy granicy niemieckiej. Trzeci „sposób”, według mnie marginalny, to tzw. pseudoobumarłe ciąże. Pacjentkę przyjmuje się do szpitala z wpisem, że ciąża jest obumarła. Robi się zabieg i nie rejestruje się go jako zabiegu przerwania ciąży. O tym, że wiele kobiet poddaje się aborcji, przekonuję się w klinice.

Jest tyle powikłań?

R.D.: Tak. Coraz częściej u ciężarnych stwierdzamy przypadłość, którą nazywamy niewydolnością ciśnieniowo-szyjkową. To, upraszczając problem, bezbolesne rozszerzanie się szyjki macicy, które może doprowadzić do poronienia lub przedwczesnego porodu. To powikłanie typowe po czyszczeniu macicy po poronieniu samoistnym, ale też po przerwaniu ciąży. Gdy aborcja była w Polsce legalna, ciężarna mówiła lekarzowi, że wcześniej przerwała ciążę. To pozwalało wdrożyć postępowanie, które chroniło przed utratą dziecka. Obecnie kobiety się nie zdradzają, że miały zabieg, bo nie wiedzą, że przyznanie się do tego nie jest karalne. Mamy pacjentki z konfliktem serologicznym, które twierdzą, że nigdy nie były w ciąży, a my wiemy, że gdyby nie była w ciąży, nie miałaby przeciwciał.

Wstydzą się czy wypierają to traumatyczne przeżycie?

R.D.: I jedno, i drugie. Kobiety, które poddały się aborcji, są przepełnione lękiem, obawiają się napiętnowania. Zdecydowały się usunąć ciążę, bo nie miały wsparcia... Brak dostępu do dobrej antykoncepcji sprawia, że rośnie liczba aborcji.

miesięcznik "Zdrowie"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.