EMOCJE: święta ułatwiają wyrażanie uczuć

2006-07-10 13:38 Wojciech Kruczyński

Umiejętność naturalnego i szczerego okazywania emocji jest niezbędna dla naszego zdrowia psychicznego. To jak wzajemne obdarzanie się światłem. Gdy wiemy, że jesteśmy kochani, kochamy jeszcze mocniej. Czasem jednak mamy problemy z wyrażaniem uczuć. Z pomocą przychodzą nam święta: Walentynki, imieniny, urodziny.

Miłość pozbawiona słów i gestów przypomina roślinę trzymaną w ciemnościach. Nie kwitnie, nie owocuje, wreszcie usycha. Miłość drugiej osoby to najsilniejszy afrodyzjak. Budzi w nas radość, chęć do życia, zdobywania szczytów. Dlatego spontaniczne okazywanie tego, co się dzieje w naszych sercach, jest umiejętnością pożądaną, ale spotykaną raczej rzadko. Gdy przestajemy być dziećmi, zaczynamy wstydliwie skrywać nasze uczucia i chowamy twarze pod maskami, które zdejmujemy tylko w szczególnych przypadkach.

Dlaczego ukrywamy emocje?

Ponad doznawanie przyjemności i szczęścia cenimy wyżej tylko jedno: za wszelką cenę chcemy uniknąć przykrości i zawodu. „Serce na dłoni" jest łatwym celem dla wrogów. Budujemy więc mur, za którym jesteśmy bezpieczni, a potem myślimy o bramie, przez którą możemy wyjść do innych ludzi. Czasem jednak w zapale budowania takiego schronienia zapominamy o drzwiach i to, co miało być  twierdzą, staje się więzieniem. W obawie przed zranieniem odgradzamy się zarówno od śmiertelnych pocisków wroga, jak i od życiodajnych strzał Kupidyna. Na ratunek przychodzą nam tradycje. Przypominają o istnieniu innych osób. Celebrujemy imieniny, urodziny, jubileusze po to, by bliska nam osoba poczuła się wyróżniona, aby wiedziała, że o niej pamiętamy. Wręczane przy tych okazjach podarunki są dowodem naszych emocji, a urządzane przyjęcia wyrazem wdzięczności. Tak tradycja uczy nas okazywania serca innym. Ale czy zawsze jesteśmy pojętnymi uczniami? Gdy zaczynamy traktować zwyczaj jako obowiązek, staje się on dla nas torturą nie do zniesienia. „Pocałuj ciocię, dziś jej imieniny" - mówi mama. „Ale przecież byłam grzeczna" - odpowiada przestraszone dziecię. Właśnie nauczyło się, że pocałunek nie jest sposobem na wyrażenie swych uczuć, ale przykrą koniecznością. Niewykluczone, że w przyszłości przedświąteczne kupowanie upominków wpędzać je będzie w coroczną depresję. Skostniała tradycja odbiera nam zdolność spontanicznego  wyrażania ciepłych uczuć. Zawiedzeni nią, zwracamy się ku zwyczajom innych narodów, z nadzieją, że pozwolą wyrazić, co czujemy bez popadania w dawną sztywność i rutynę. Czy nam się to udaje?

Serduszko w kopercie - sposób na wyrażenie emocji

Walentynki to dla jednych po prostu biznes, dla innych  okazja do zwrócenia na siebie uwagi wybranej osoby. Zrobiły u nas zawrotną karierę - już co drugi Polak uczestniczy w tym święcie miłości. Wypełniło ono puste miejsce po święcie Kupały, a wianki puszczane na wodę w noc świętojańską zostały zastąpione pocztówkami z serduszkiem. Młodzi ludzie chcą się tego dnia bawić, kochać, uwodzić i już nie zrezygnują ze swego święta. Czy walentynki pomagają nam w okazywaniu uczuć? Jeśli słuchać ich zwolenników, to na pewno tak. Jola Żak, 22-letnia studentka anglistyki mówi: „Uwielbiam je. Ludzie myślą o ukochanych osobach. Jest okazja, by wręczyć podarunek, wyznać uczucia. Mam nadzieję, że mój chłopak zrobi mi niespodziankę, a ja odwdzięczę się czymś miłym". Nie każdy podchodzi do tego zwyczaju tak entuzjastycznie. „To święto młodych. Ja już zdobyłem swoją miłość. Nie chcę okazywać uczuć tylko w tym dniu, biegając po sklepach za serduszkiem z czekolady" - uważa 42-letni Janusz Bednarek, przedsiębiorca z Warszawy. Z czego wynika popularność posypanego brokatem serduszka? Aby oferta handlowców przynosiła dochody, musi trafić na podatny grunt. Większość Polaków potrzebuje święta, w którym bez skrępowania okaże wybranym osobom miłość w sposób, który innego dnia uznano by za kiczowaty lub niesmaczny. Walentynki umożliwiają więc otwarte wyrażanie emocji, na co w ostro rywalizującym o pieniądze społeczeństwie rzadko możemy sobie pozwolić. Im bardziej więc dusimy w sobie uczucia, tym silniej wybuchają one w dniu świętego Walentego. Można więc powiedzieć, że walentynki pomagają wielu z nas zrozumieć i wyrazić własne emocje. Trzeba mieć tylko nadzieję, że nauczą nas także otwartości i spontaniczności na co dzień. A jeśli nie doczekamy się odzewu na nasze nieśmiałe wyznanie miłości, zawsze możemy powiedzieć: „Nie ma się czym martwić, przecież to była tylko walentynka".

Uśmiechnięta dynia

Podczas, gdy obchodzenie walentynek może wywoływać co najwyżej różnicę zdań między pokoleniami, świętowanie Halloween bywa powodem poważnych konfliktów. Kłóci się bowiem z silną tradycją czczenia grobów.  Na co dzień rzadko przypominamy sobie o nieuchronności śmierci. Ale Święto Zmarłych jest okazją, by przynajmniej raz w roku pomyśleć o jej roli w naszym życiu, zastanowić się nad jego kruchością, ulotnością. Gdy myślimy w tym dniu o bliskich, którzy odeszli, dostrzegamy, co ważnego pozostawili po sobie. Nauczyli nas również kochać, dzięki czemu umiemy kochać swoje dzieci. Wizyta na cmentarzu jest dowodem wciąż silnych uczuć do osób, które mimo że odeszły fizycznie z tego świata, wciąż żyją w naszych sercach. Nic więc dziwnego, że starsze pokolenie nie może pogodzić się z próbami zastąpienia tej chwili zadumy pogańskim zwyczajem przebierania się w upiorne maski.

Bożena Zych, 47-letnia lekarka: „Zabawy urządzane w Święto Zmarłych obrażają moje uczucia. Ten dzień ma przypominać nam o zmarłych rodzicach, przyjaciołach. Jest tyle innych dni w roku - dlaczego akurat ten wybrano na takie wygłupy? Kiedy indziej nikt nie miałby pretensji". Mimo iż z pozoru Halloween służy podobnym  celom, co Święto Zmarłych, czyli oswajaniu nas z istnieniem śmierci, w rzeczywistości jest okazją do radosnej zabawy. Dyskoteki, korowody i bale duchów raczej odciągają naszą uwagę od faktu przemijania, a śmierć traktują jak coś, co da się oswoić, zagadać, zignorować. Tak naprawdę służy więc tłumieniu uczuć strachu. Pod maską upiora kryje się przecież znajoma twarz - nie mamy się więc czego bać.

Kamil Śliwiński, 21-letni student ekonomii: „Nie mam ochoty się umartwiać w ten dzień. Nikt ważny jeszcze mi nie umarł. Groby, procesje, czarne stroje - to mnie przygnębia. Wolę dobrą imprezę w pubie". Halloween zyskuje popularność wśród ludzi młodych, którzy korzystają chętnie z każdej okazji do zabawy. Jest jednak przyczyna głębsza, związana z ustrojowymi przemianami. W starym systemie podjęcie pracy równało się wykonywaniu jej do końca życia. Nie zawsze była dobrze opłacana, ale zapewniała bezpieczeństwo, poczucie stabilności i pewności jutra. Dzisiaj młody człowiek uważa zdobycie pracy za wielki sukces. Jest jednak świadomy, że jutro może ją stracić i będzie zmuszony szukać nowej. Budzi to stan ciągłego niepokoju, obawy o przyszłość. Nikt takiej świadomości na dłuższą metę nie wytrzyma bez konsekwencji dla zdrowia. W USA psychologowie doszli do wniosku, że za trzy czwarte zachorowań na depresję lub nerwicę odpowiadają bezlitosne realia wolnego rynku. Nic więc dziwnego, że młodzi ludzie nie przepadają za świętami, które przypominają im o przemijaniu. Są na starcie, muszą zachować energię, muszą być przebojowi. Szukają więc rozrywek, które odciągną ich uwagę od problemów. Czy to upośledza ich zdolność do wyrażania uczuć wobec zmarłych? Niekoniecznie. Można ich przecież ciepło wspominać, omijając jednak problem samej śmierci. Młodzież nie chce nad tym się zastanawiać. Dla niej jeszcze za wcześnie.

Ważne

Wirtualne wyznania

:-) uśmiech

;-) uśmiech filuterny  z mrugnięciem

:-( smutek,  niezadowolenie

:-> sarkastyczny

:-| poważnie  zaniepokojony

:-/ niezdecydowany, skrzywiony, sceptyczny

:'-( łezka się w oku  zakręciła

:'-) jak wyżej, tylko  ze szczęścia

:-d śmiech

:-c skrajna depresja

:-x nic nie powiem

:-o zdziwienie, zaskoczenie

:-* cmok!

Emocje z klawiatury

Wraz z otwarciem granic pojawił się u nas Internet, a wraz z Internetem jego specyficzna kultura. Rzadziej wychodzimy z domu, bo możemy z przyjacielem pogadać na czacie albo pograć w ulubioną grę komputerową. Psychologowie biją na alarm podejrzewając, że osłabi to nasze uczuciowe więzi. Czy mają rację? Czy komputer wymaże z naszego życia emocje? Tymczasem okazuje się, że internetowa społeczność nie może istnieć bez wyrażania uczuć. Na własnej skórze bowiem przekonała się, że czarny tekst na białym ekranie niewiele mówi o nastroju rozmówcy. Gdy nie wiemy, co czuje nasz internetowy przyjaciel, jesteśmy zagubieni. Czym więc zastąpić wyraz twarzy, oczu, mimikę czy ton głosu, które tak wiele mówią o uczuciach człowieka? Aby poradzić sobie z tym problemem, internauci wymyślili specjalne obrazki złożone z kilku znaków pisarskich. Za ich pomocą całkiem dobrze można przekazać emocje przez Internet. Zwykle jest to leżąca na boku twarzyczka z określonym grymasem. Emotikonów, bo tak nazywają się te znaczki, są dziś już setki i wciąż powstają nowe. Zależy to tylko od fantazji użytkownika sieci. Każdego, kto zaczyna dopiero korzystać  z emotikonów, może razić ich sztuczność. Doświadczeni internauci radzą, by najpierw nauczyć się określać swój stan uczuciowy, a dopiero później przekładać go na znaki. Na początku może być to trudne, pojawi się niepewność, czy zostaliśmy dobrze zrozumiani. Potem jednak używanie znaków staje się odruchowe. Każdy stan ducha rozmówcy: radość, smutek, zaskoczenie czy niezadowolenie sprawia, że palce automatycznie wystukują potrzebny znak. Poza tym, świadomość, że jest się anonimowym, że swoje emocje można przekazywać na odległość, pozwala łatwiej je u siebie rozpoznać.

Świat bez uczuć

Prawa wolnego rynku, pośpiech, żądza sukcesu - wszystko to sprawia, że zapominamy o emocjach. Brak umiejętności nazywania i wyrażania własnych uczuć to aleksytymia. Niektórzy nazywają ją chorobą dyrektorską, bo związana jest z pracoholizmem. Jak pisze autorka książki na ten temat, dr Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała, aleksytymię można uznać za „styl emocjonalny XXI wieku". Cierpiący na tę chorobę nie są w stanie uświadomić sobie, co naprawdę czują, a co za tym idzie, nie mogą tego przekazać innym. Negatywne emocje przekształcane są bez kontroli chorego w reakcje cielesne: może on np. godzinami ćwiczyć aerobik. U innych z kolei pojawiać się może  agresja, a także dolegliwości somatyczne, np. astma lub oziębłość seksualna. Aleksytymię często wynosi się z rodzinnego domu. Jest bowiem wynikiem braku rozmów o uczuciach, przeżyciach i fantazjach dzieci. Zwykłe pytania: „Jak się czujesz? Co dziś przeżyłaś?" - mogą najprościej zabezpieczać przed tym schorzeniem.

Śmiech to zdrowie

Wraz z nowymi tradycjami trafiły do nas nowe metody uzdrawiania emocji. Jedną z nich jest śmiechoterapia. W powiedzeniu „śmiech to zdrowie" jest więcej prawdy, niż sądzili jego twórcy. Śmiech ma dobroczynny wpływ na wiele narządów naszego organizmu. Podczas szczerego wybuchu śmiechu wydzielają się endorfiny, nazwane też hormonami szczęścia. Łagodzą bóle głowy, mięśni czy zębów. Śmiech zwiększa odporność organizmu na infekcje, działa relaksująco i redukuje stres. Ponadto obniża zbyt wysoki poziom ciśnienia, zmniejszając ryzyko choroby serca. To tylko niektóre z wielu zalet śmiechoterapii. 37-letnia Iza uczestniczyła w turnusie terapeutycznym dla osób z chronicznym bólem: „Wieczorem, po kolacji, siadaliśmy w kółku i opowiadaliśmy dowcipy. Przypominaliśmy sobie wciąż nowe i nowe. Chichot jednej osoby wzbudzał wesołość u innych, a gdy z kolei ona widziała ich reakcję, śmiała się jeszcze głośniej. Gdy ktoś spalił dowcip, niektórzy wprost tarzali się ze śmiechu po podłodze. W końcu wszyscy zaśmiewali się do łez, już bez potrzeby opowiadania kawałów. Na drugi dzień rano bolały nas brzuchy i szczęki. Nigdy w życiu tak się nie śmiałam. To było wspaniałe, otwierające doświadczenie. Myślę, że nadrobiliśmy wszystkie minione lata".

Jak zatem na nasze życie emocjonalne wpływają nowe zwyczaje, z których istnieniem, niezależnie od naszej opinii, musimy się pogodzić? Ich świeżość i atrakcyjność z pewnością uświadamia nam bardziej potrzeby innych ludzi. Być może od tej pory zaczniemy je dostrzegać i zaspokajać. Gdy ktoś nie miał z tym problemu wcześniej, walentynki na pewno mu nie zaszkodzą. Jeśli jednak są to święta, których celem jest jedynie odwracanie naszej uwagi od przykrych stron życia, istnieje niebezpieczeństwo, że zubożymy naszą uczuciowość. Emocjonalne zdrowie polega przecież nie tylko na otwartym wyrażaniu radości, ale także na radzeniu sobie ze smutkiem, strachem lub zniechęceniem. Odpowiedź na to pytanie każdy z nas nosi więc wewnątrz siebie. Musimy tylko tam zajrzeć.

miesięcznik "Zdrowie"

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
KOMENTARZE