Hipotermia: Gdy granica między życiem a śmiercią staje się niewidoczna
Polska mierzy się z ekstremalnym uderzeniem zimy. Prognozy na najbliższy czas są bezlitosne – w nocy temperatura minimalna w kraju ma spaść nawet do minus 29 st. C, szczególnie w północno-wschodnich regionach. Tak drastyczne warunki pogodowe stanowią bezpośrednie zagrożenie dla życia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB) opublikowało wstrząsające dane: od 1 listopada ubiegłego roku z powodu wychłodzenia organizmu zmarło już 37 osób.
W związku z silnym mrozem wszystkie służby postawione są w stan najwyższej gotowości. Jak poinformował wiceminister spraw wewnętrznych Wiesław Szczepański, aż 8,6 tys. policjantów angażuje się w codzienne działania ratunkowe. Przeszukiwane są miejsca, w których osoby w kryzysie bezdomności szukają schronienia: pustostany, altanki śmietnikowe, a nawet studzienki kanalizacyjne. Eksperci przypominają jednak, że ofiarą mrozu może stać się każdy, wystarczy utrata przytomności, zaśnięcie na zewnątrz pod wpływem alkoholu lub nieszczęśliwy wypadek w miejscu odosobnionym.
Alarmujący głos eksperta: "Nie bądźmy obojętni"
Sytuacja na oddziałach ratunkowych jest napięta. „Coraz więcej osób w ciężkiej hipotermii trafi na SOR-y i intensywną terapię” – zaalarmował na platformie X prof. Wojciech Szczeklik, kierownik Ośrodka Intensywnej Terapii Medycyny Okołozabiegowej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Specjalista podkreśla, że kluczowym czynnikiem decydującym o przeżyciu jest ludzka solidarność i szybka reakcja otoczenia.
Profesor przywołał przypadek, który dla wielu brzmi jak medyczny cud, a dla lekarzy jest dowodem na skuteczność nowoczesnych procedur: „Niedawno nasz pacjent po ponad 1,5 godzinie zatrzymania krążenia w hipotermii wyszedł ze szpitala o własnych siłach”. To pokazuje, że walka o człowieka trwa dopóki, dopóty ciało nie zostanie ogrzane.
Czym dokładnie jest hipotermia i jak ją rozpoznać?
Medyczna definicja hipotermii jest jasna: to stan, w którym organizm traci ciepło znacznie szybciej, niż jest w stanie je wytworzyć. Krytycznym momentem jest spadek temperatury głębokiej ciała poniżej 35 st. C. Gdy termometr wskaże mniej niż 28 st. C, mówimy o hipotermii ciężkiej. Wówczas ciało odmawia posłuszeństwa – zazwyczaj następuje utrata przytomności, dochodzi do zatrzymania krążenia, a w płucach może pojawić się niebezpieczny obrzęk.
Prof. Szczeklik zwraca uwagę na pułapkę diagnostyczną, w jaką może wpaść przypadkowy świadek zdarzenia: człowieka w skrajnej hipotermii często niezwykle trudno odróżnić od osoby zmarłej. „Jeżeli nie ma oznak życia (oddech, tętno), rozpocznijmy resuscytację krążeniowo-oddechową (RKO), uciskając klatkę piersiową” – instruuje anestezjolog. Niezwykle ważna jest tu zasada: chorego w głębokiej hipotermii uznaje się za zmarłego dopiero po jego całkowitym ogrzaniu.
Pierwsza pomoc – co robić, zanim przyjedzie karetka?
Reakcja musi być dostosowana do stanu poszkodowanego. Jeśli mamy do czynienia z osobą przytomną, która zachowuje kontakt i porusza się o własnych siłach, prof. Szczeklik zaleca zachęcanie jej do łagodnej aktywności fizycznej, co pomoże organizmowi wygenerować własne ciepło. Można wtedy również podać ciepły i słodki napój.
W sytuacjach bardziej dramatycznych, gdy kontakt z poszkodowanym jest utrudniony lub niemożliwy, należy natychmiast wybrać numer 999 lub 112. Do czasu przyjazdu ratowników medycznych, należy podjąć następujące kroki:
- Izolacja od mokrego środowiska: jeśli to możliwe, należy zdjąć mokre ubrania i zastąpić je suchą odzieżą lub kocami.
- Ochrona od podłoża: należy odizolować poszkodowanego od zimnej ziemi, podkładając pod niego koce, ubrania lub inne warstwy izolacyjne.
- Osłona przed wiatrem: przeniesienie w osłonięte miejsce jest kluczowe, by zatrzymać tzw. czynnik chłodzenia wiatrem.
- Zastosowanie folii NRC: srebrna płachta chroni przed dalszą utratą ciepła, choć sama w sobie nie grzeje.
Lekarz kategorycznie przypomina o zakazie podawania alkoholu osobom wychłodzonym. Chwilowe złudzenie ciepła powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych, co w rzeczywistości jedynie przyspiesza proces wychłodzenia organizmu. Przy osobach z zanikiem dreszczy czy zaburzeniami świadomości, należy postępować „ostrożnie i delikatnie”, unikając wszelkich gwałtownych ruchów.
Hipotermia postępuje etapami. Im niższa temperatura głęboka ciała, tym trudniejszy staje się kontakt z poszkodowanym.
Hipotermia lekka (35–32°C):
- Silne dreszcze – organizm próbuje sam się ogrzać.
- Zimne dłonie i stopy, blada skóra.
- Uczucie silnego zmęczenia i osłabienia.
- Lekkie zawroty głowy i problemy z koordynacją.
Hipotermia umiarkowana (32–28°C):
- Zanik dreszczy – to bardzo groźny sygnał, organizm wyczerpał zapasy energii.
- Narastająca sztywność mięśni.
- Zaburzenia świadomości, bełkotliwa mowa i apatia.
- Zaburzenia rytmu serca i spowolniony oddech.
Hipotermia ciężka (poniżej 28°C):
- Utrata przytomności.
- Brak reakcji na bodźce (ból, dotyk).
- Oddech staje się niemal niewidoczny, tętno jest bardzo słabe lub niewyczuwalne.
- Możliwy obrzęk płuc i zatrzymanie krążenia.
Ważne: Jak podkreśla prof. Szczeklik, w tym stadium pacjent może wyglądać jak zmarły. Mimo tego nie przerywaj ratunku do czasu przyjazdu służb!
Szansa na powrót z "tamtego świata": technologia ECMO
W najbardziej krytycznych stanach, gdy tradycyjne metody ogrzewania zawodzą, medycyna sięga po krążenie pozaustrojowe. Wykorzystuje się do tego aparat ECMO (extra-corporeal membrane oxygenation), który działa jak sztuczne płuco-serce. Urządzenie to wyprowadza krew z organizmu, utlenia ją i podgrzewa (nawet o 6-9 st. C na godzinę), a następnie wprowadza z powrotem do ciała pacjenta. Dzięki temu temperatura podnoszona jest stopniowo, co pozwala bezpiecznie pobudzić uśpione narządy.
Skuteczność tej metody potwierdzają dane naukowe. Już w 1997 roku w „New England Journal of Medicine” (NEJM) opublikowano raport, który do dziś jest fundamentem dla lekarzy. Wynika z niego, że ludzie młodzi i zdrowi mogą przeżyć głębokie wychłodzenie poniżej 28 st. C bez trwałego uszkodzenia mózgu.
W badaniu tym procedurę ECMO zastosowano u 32 z 46 pacjentów z głęboką hipotermią. Zabiegi trwały od pół godziny do czterech godzin. Efekty? U wszystkich leczonych w ten sposób pacjentów zaburzenia neurologiczne i neuropsychiczne z czasem całkowicie ustąpiły. Co więcej, wieloletnia obserwacja (trwająca od 4 do 12 lat) nie wykazała żadnych uszkodzeń mózgu, poza jednym przypadkiem nieznacznego zaniku móżdżku. To dowód na to, że nawet w sytuacjach beznadziejnych, dzięki szybkiej pomocy i nowoczesnej technice, powrót do pełnego zdrowia jest możliwy.