- Prezydent Karol Nawrocki złożył do Sejmu projekt ustawy, który ma zwalczać pseudomedyczne praktyki i karać tzw. szarlatanów.
- Prawnik, profesor Mikołaj Małecki, ostro skrytykował ten projekt, nazywając go "instrukcją obsługi dla szarlatanów" i twierdząc, że nie rozwiąże realnych problemów.
- Eksperci ostrzegają, że pomimo intencji, nowe przepisy mogą okazać się nieskuteczne w walce z dezinformacją medyczną, zwłaszcza tą szerzoną w internecie.
Surowe kary za "nakłanianie" - co zakłada projekt prezydenta?
Prezydent Karol Nawrocki złożył do Sejmu projekt nowelizacji ustawy, który ma na celu skuteczne ściganie i karanie osób oferujących pseudomedyczne praktyki. Nowe przepisy przewidują kary więzienia za nakłanianie do stosowania niekonwencjonalnych oddziaływań, jeśli w ich wyniku pacjent zostanie narażony na ciężki uszczerbek na zdrowiu lub utratę życia.
Projekt zakłada, że jeśli pacjent pod wpływem działań szarlatana zrezygnuje z leczenia lub podejmie szkodliwą praktykę, sprawcy grozić będzie do pięciu lat pozbawienia wolności. W przypadku, gdy działanie to doprowadzi do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, kara może wynieść do dziesięciu lat więzienia.
Najsurowsze konsekwencje czekają tych, których pseudomedyczne praktyki skończą się śmiercią pacjenta - w takiej sytuacji kara więzienia wyniesie od 2 do 15 lat. Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego, podkreśla, że propozycja wprowadza nowy typ przestępstwa: nakłanianie do niebezpiecznych decyzji zdrowotnych, z bardzo surowymi karami za doprowadzenie do śmierci.
Warto zaznaczyć, że dzień przed złożeniem projektu prezydent Karol Nawrocki skierował rządową nowelizację Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. To oznacza, że przepisy, które według rządu miały pomóc w walce z pseudomedycznymi praktykami, nie wejdą w życie, dopóki Trybunał nie oceni ich zgodności z Konstytucją.
Dlaczego nowe przepisy budzą kontrowersje? Głos eksperta
Pomimo szczytnych założeń, prezydencki projekt spotkał się z ostrą krytyką prawników. Profesor Mikołaj Małecki, prawnik karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego, ocenił nowe przepisy jako "puste" i nie likwidujące "żadnego realnego problemu". Zwrócił uwagę, że projekt nie dotyka sedna sprawy, czyli dezinformacji medycznej szerzonej w internecie.
Według Małeckiego, prezydent "zawarto w nim instrukcję obsługi dla szarlatanów, jak uniknąć odpowiedzialności".
"Instrukcja obsługi dla szarlatanów"? Kluczowe zarzuty prawnika
Główne zastrzeżenia profesora Małeckiego dotyczą definicji "nakłaniania" oraz budzących wątpliwości zapisów samego projektu.
- Definicja "nakłaniania" jest zbyt wąska: Zgodnie z Kodeksem karnym, "nakłanianie" wymaga bezpośredniego oddziaływania na konkretną osobę. To oznacza, że udostępnianie treści adresowanych do ogółu społeczeństwa, na przykład w internecie, nie będzie uznane za przestępstwo.
Prawnik podkreśla, że w ten sposób nie spełnia się cecha nakłaniania, co stanowi pierwszą blokadę dla skutecznego stosowania przepisów.
- Problem z "osobą już przekonaną": Jak zauważa profesor Małecki, jeśli ktoś przychodzi do szarlatana po tym, jak wcześniej zapoznał się z jego treściami w internecie i jest już przekonany do oferty, nie dochodzi do nakłaniania w kontakcie bezpośrednim. "Wszystko opiera się na błędnym kole, bo nie da się nakłonić osoby już przekonanej" - zaznaczył.
- Przepisy częściowo pokrywają się z istniejącym prawem: Małecki zwrócił uwagę, że część zapisów projektu dotyczy sytuacji, które są już penalizowane.
Chodzi o przypadki, gdy sprawca stosuje przemoc, groźbę, podstęp, wykorzystuje bezradność lub niepoczytalność ofiary. Prawnik przypomniał, że już teraz istnieje odpowiedzialność karna za doprowadzenie do śmierci, na przykład poprzez rezygnację z chemioterapii na rzecz pseudomedycznych oddziaływań, i takie wyroki już zapadały.
Pułapka "jedynie informowania" - jak szarlatani mogą uniknąć kary?
Profesor Małecki nazwał ostatni paragraf pierwszego artykułu prezydenckiego projektu "wisienką na torcie", twierdząc, że "unieważnia on wszystkie poprzednie".
Paragraf siódmy stanowi, że nie popełnia przestępstwa ten, kto "jedynie przedstawia informacje, opinie, oceny lub przekonania dotyczące postępowania leczniczego lub diagnostycznego, jeżeli nie wprowadza umyślnie innej osoby w błąd", ani nie stosuje wobec niej przemocy, groźby lub podstępu, wykorzystując zależność, zaufanie, przymusowe położenie, bezradność lub szczególną podatność ze względu na wiek, stan zdrowia lub zaburzenia psychiczne. "Te przepisy są tak skonstruowane, że szarlatani będą mogli na ich podstawie budować linię obrony" - przewiduje prawnik.
Mogą oni argumentować: "ja nie nakłaniałem, ja jedynie informowałem, ja jedynie wyrażałem opinie, ja jedynie wyrażałem swoje przekonania". Małecki podkreśla, że to właśnie to "jedynie informowanie", opisane jako brak przestępstwa, powinno być w rzeczywistości przestępstwem.
W jego ocenie jest to istota społecznej szkodliwości i szarlatanerii, ponieważ takie działania są szerzeniem dezinformacji, propagowaniem medycznych fake newsów i treści niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną.
Czy walka z dezinformacją medyczną jest skazana na porażkę?
Karnista podsumowuje, że projekt nowelizacji w praktyce niczego nie zmieni. "To puste przepisy, które nie likwidują żadnego realnego problemu" - stwierdził. Jego zdaniem szarlatani nadal będą prowadzili swoją działalność, a skazanie za faktyczne nakłonienie będzie "zupełnym marginesem", prawdopodobnie dopiero w sytuacjach, gdy komuś stanie się już realna krzywda.
To oznacza, że realna walka z medyczną dezinformacją, szczególnie w przestrzeni cyfrowej, wciąż pozostaje nierozwiązana.