Pacjentce odmówiono aborcji, potem ujawniono jej dane. Sprawa trafiła do prokuratury

Szpitalne dokumenty zawierają informacje, które powinny pozostać poufne. We Wrocławiu pojawiły się podejrzenia, że dane medyczne pacjentki, której odmówiono legalnej aborcji, trafiły do Fundacji Życie i Rodzina. Pełnomocniczka rządu ds. równości zawiadomiła prokuraturę. Sprawa stawia pytania o ochronę tajemnicy medycznej i bezpieczeństwo danych pacjentów.

Ręka osoby sięgającej po dokumenty medyczne na ladzie. O wycieku danych pacjentki przeczytasz na Poradnik Zdrowie.
Autor: AI/ Wygenerowane przez AI AI wygenerowany obraz do artykułu
  • Pełnomocniczka rządu ds. równości złożyła zawiadomienie do prokuratury w sprawie możliwego wycieku danych wrażliwych pacjentki ze szpitala we Wrocławiu.
  • Sprawa dotyczy kobiety, której odmówiono legalnej aborcji, a jej dane miały trafić do antyaborcyjnej fundacji.
  • Incydent rodzi poważne pytania o bezpieczeństwo danych medycznych pacjentów w polskich placówkach zdrowotnych.
Wyciek danych wrażliwych ze szpitala to jedno z najpoważniejszych naruszeń zaufania pacjenta i fundamentalnych zasad ochrony prywatności. Właśnie taki zarzut postawiła pełnomocniczka rządu ds. równości Katarzyna Kotula. Złożyła ona zawiadomienie do prokuratury w sprawie skandalicznego incydentu, który miał mieć miejsce we wrocławskim szpitalu. Chodzi o pacjentkę, której odmówiono legalnego przerwania ciąży. Jej prywatne informacje dotyczące stanu zdrowia miały w niejasnych okolicznościach trafić do antyaborcyjnej Fundacji Życie i Rodzina Kai Godek. Sprawa budzi głęboki niepokój, ponieważ dotyczy nie tylko naruszenia tajemnicy medycznej, ale również sugeruje możliwą współpracę placówki medycznej z organizacją, która aktywnie sprzeciwia się legalnym procedurom medycznym. Jeśli zarzuty okażą się prawdziwe, oznaczałoby to poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa danych i praw wszystkich pacjentów w Polsce, podważając zaufanie do systemu opieki zdrowotnej.

Czego dotyczy skandal we wrocławskim szpitalu?

Sytuacja, o której od kilku dni donoszą organizacje kobiece, miała miejsce w Szpitalu Specjalistycznym im. A. Falkiewicza we Wrocławiu. Jak podaje między innymi portal OKO.Press, pacjentce odmówiono tam wykonania legalnej aborcji. Co więcej, informacje o jej stanie zdrowia i chęci dokonania przerwania ciąży, czyli wrażliwe dane administrowane przez szpital, miały trafić do Fundacji Życie i Rodzina, którą prowadzi Kaja Godek.

W połowie października fundacja sama poinformowała publicznie o hospitalizacji pacjentki i ubieganiu się przez nią o aborcję, a następnie zawiadomiła prokuraturę. Na miejsce wezwano również policję, aby sprawdzić, czy nie dochodzi do nielegalnego zabiegu.

Poradnik Zdrowie: Gadaj Zdrów o depresji

Prokuratura zbada wyciek danych i działalność fundacji

Katarzyna Kotula w ubiegłą środę poinformowała dziennikarzy, że oczekuje od prokuratury pilnego zbadania sprawy wycieku danych. Pełnomocniczka rządu chce, aby śledczy sprawdzili, w jaki sposób Fundacja Życie i Rodzina mogła wejść w posiadanie poufnych informacji o pacjentce. Kotula podkreśliła, że jej zdaniem istnieje "wysoce uprawdopodobnione podejrzenie", iż fundacja dysponuje tymi danymi.

W związku z tym złożyła do prokuratury zawiadomienie dotyczące bezpośrednio działalności fundacji.

Pełnomocniczka rządu domaga się od prokuratury:

  • zabezpieczenia wszystkich nośników danych fundacji, takich jak komputery, telefony, maile i media społecznościowe, na których udostępniała ona informacje o planowanym zabiegu,
  • ustalenia, w jaki sposób doszło do wycieku wrażliwych danych pacjentki,
  • wskazania, kto ze szpitala mógł przyczynić się do ujawnienia informacji.
Kotula zapowiedziała również, że zamierza zwrócić się w tej sprawie do Rzecznika Praw Pacjenta oraz do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, aby i te instytucje zajęły się wyjaśnieniem sytuacji.

Ma nadzieję, że policja przedstawi dokumentację dotyczącą interwencji w szpitalu.

"Działalność fundacji nosi znamiona terroryzmu" - ocenia Kotula

Pełnomocniczka rządu ostro oceniła działania Fundacji Życie i Rodzina. "Działalność fundacji Kai Godek nosi w mojej ocenie znamiona terroryzmu" - powiedziała Katarzyna Kotula. - "Wystawianie pod szpitalami, protesty, cała działalność fundacji doprowadziła dziś do tego, że w polskich szpitalach odmawia się dokonywania legalnych aborcji".

Podkreśliła również, że nadrzędnym celem jest zapewnienie polskim kobietom poczucia bezpieczeństwa w szpitalach. Sprawa we Wrocławiu jest więc nie tylko kwestią naruszenia prywatności. Jest także szerszym problemem wpływu organizacji antyaborcyjnych na dostępność i bezpieczeństwo legalnych procedur medycznych.

SuperZdrowi
Choroba serca ukryta w genach. Dlaczego testy genetyczne są przyszłością kardiologii? SuperZdrowi