Leczenie stwardnienia rozsianego metodą Zamboniego

2017-06-26 15:38 lek. Tomasz Nęcki

Leczenie stwardnienia rozsianego metodą Zamboniego to zabieg, w którym duże nadzieje upatruje część pacjentów z SM. Czy rzeczywiście metoda ta jest aż tak godna uwagi? Zdania środowisk medycznych, mimo że metoda Zamboniego dostępna jest od kilku lat, wciąż są podzielone. Część specjalistów upatruje w tej technice duże szanse dla pacjentów z SM, inni uważają, że tego zabiegu chorym w ogóle nie powinno się proponować.

Leczenie stwardnienia rozsianego metodą Zamboniego opiera się na założeniu, że stwardnienie rozsiane (SM, sclerosis multiplex) ma swoje przyczyny w zaburzeniach odpływu krwi żylnej ze struktur mózgowia. Teoria ta stoi w opozycji do poglądu większości autorytetów, wśród których najpopularniejsza wydaje się teoria, że w przebiegu SM dochodzi do zaburzeń czynności komórek układu odpornościowego, które zaczynają atakować struktury układu nerwowego u pacjentów.

Leczenie SM metodą Zamboniego: założenia terapii

Pod koniec pierwszej dekady XXI wieku pojawiły się doniesienia o kolejnych zaburzeniach, które mogłyby stanowić przyczynę stwardnienia rozsianego. Ich autorem był pochodzący z Włoch lekarz Paolo Zamboni. Według niego do SM miałoby dochodzić na skutek zaburzeń odpływu krwi żylnej ze struktur mózgowia. Prowadzić do takiego stanu miałaby przewlekła mózgowo-rdzeniowa niewydolność żylna (CCSVI, od angielskiego chronic cerebrospinal venous insufficiency). Jako przyczyny CCSVI Zamboni traktował niewydolność żył szyjnych, związaną z ich zwężeniami czy też z nieprawidłową czynnością zastawek tych naczyń.

Dlaczego jednak włoski lekarz powiązał nieprawidłowości odpływu krwi żylnej z mózgowia z występowaniem stwardnienia rozsianego? Otóż w przeprowadzonych przez Zamboniego badaniach okazało się, że u większości włączonych do nich pacjentów z rozpoznanym stwardnieniem rozsianym możliwe było stwierdzenie istnienia CCSVI. Oprócz tego według Zamboniego u chorych możliwe jest stwierdzenie nadmiernych depozytów żelaza w obrębie ich mózgowia, które miałyby doprowadzać do uszkodzeń komórek nerwowych.

Zwężenia naczyń już od dłuższego czasu nie są stanem, z którym lekarze nie byliby w stanie sobie poradzić. Pacjentom oferowane są przecież np. zabiegi poszerzania światła naczyń wieńcowych w sercu (np. po przebyciu zawału). Podobnie jest w przypadku naczyń żylnych – je również można poszerzać dzięki metodom zabiegowym. Na tym właśnie polega leczenie stwardnienia rozsianego metodą Zamboniego. Zaproponowana przez lekarza technika opiera się na wprowadzeniu do światła zwężonego naczynia specjalnego balonika, możliwe jest także późniejsze umocowanie w obrębie żyły poszerzającego ją stentu. Efektem takiej procedury miałoby być unormowanie odpływu krwi z mózgowia, a przez to zlikwidowanie zjawisk, które według Zamboniego doprowadzają do wystąpienia SM.

Leczenie SM metodą Zamboniego: kontrowersje wokół procedury

Nie ulega wątpliwości, że zaproponowana przez Zamboniego teoria patogenezy stwardnienia rozsianego znacząco odbiega od ogólnie przyjętych hipotez dotyczących przyczyn tego schorzenia. Środowisko medyczne nie odrzuciło jednak tych koncepcji, a nawet wręcz przeciwnie - wielu lekarzy postanowiło przyjrzeć się bliżej metodzie Zamboniego. Przeprowadzone zostały liczne badania, warto tutaj wspomnieć o tych, które - we współpracy z innymi organizacjami - prowadziło amerykańskie National Multiple Sclerosis Society.

Wnioski, które uzyskiwano w różnych badaniach, ostatecznie można określić jednym słowem - jako kontrowersyjne. Okazuje się bowiem, że części badaczy, podobnie jak Zamboniemu, udawało się wykryć istnienie zaburzeń mózgowego przepływu krwi u chorych na SM. Inni autorzy z kolei nie wykazywali istnienia takiego powiązania - w odmiennych badaniach nie stwierdzano powiązania CCSVI ze stwardnieniem rozsianym. Kontrowersje dotyczyły również prac samego Zamboniego - część lekarzy podkreślała bowiem, że włoski medyk swoje analizy przeprowadzał na małej grupie pacjentów.

Leczenie SM metodą Zamboniego: korzyści czy szkody?

Badania nad metodą Zamboniego nie tylko były, ale i nadal są prowadzone. Wstępne rezultaty swoich analiz ogłosili niedawno - bo w marcu 2017 roku - naukowcy z Kanady. Według nich zabiegowe leczenie CCSVI u pacjentów chorych na stwardnienie rozsiane nie przynosi korzyści w przebiegu stwardnienia rozsianego.

W zasadzie każda metoda leczenia dowolnego schorzenia - czy to postępowanie farmakologiczne, czy też zabiegowe - może być związane z wystąpieniem różnych skutków ubocznych. Tak bywa w przypadku farmakoterapii stwardnienia rozsianego, jako przykład można podać objawy uboczne po preparatach interferonu, którymi mogą być miejscowe odczyny skórne w miejscach ich podawania czy zaburzenia czynności wątroby. W przypadku leczenia SM metodą Zamboniego część specjalistów zwraca uwagę na to, że nawet już w ciągu kilku miesięcy od zabiegu ryzyko, że u pacjenta dojdzie do ponownego zwężenia w obrębie zaopatrzonej żyły, sięgać może nawet prawie 50%.

Jeżeli z każdym leczeniem związane mogą być powikłania, to teoretycznie pacjenci mogliby skorzystać z dowolnej, preferowanej przez siebie, opcji terapeutycznej. Nie do końca tak jest - w przypadku farmakoterapii stwardnienia rozsianego rzeczywiście znane są związane z nią zagrożenia, jednakże równocześnie powszechnie znane są efekty stosowania takiego leczenia. W przypadku leczenia SM metodą Zamboniego dane z różnych badań nierzadko są sprzeczne. W takiej sytuacji raczej trudno byłoby zalecać przebycie zabiegu udrożnienia żył pacjentom ze stwardnieniem rozsianym (część neurologów uważa nawet, że takie postępowanie jest po prostu nieetyczne).

Możliwe jest, że przebycie procedury może korzystnie wpływać na przebieg stwardnienia rozsianego. Czy tak rzeczywiście jest i czy metoda Zamboniego stanie się szerzej dostęp - dzisiaj trudno powiedzieć. Potrzebne są dalsze analizy oceniające zarówno skuteczność zabiegu, jak i bezpieczeństwo jego przeprowadzania.

Polecany artykuł:

Leczenie SM - nowe leki, nowe terapie [wideo]

O postępach w leczeniu stwardnienia rozsianego, nowych lekach i terapiach dostępnych dla pacjentów z SM mówi dr hab. n. med. Barbara Zakrzewska-Pniewska, Katedra Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Wypowiedź została zarejestrowana w trakcie konferencji naukowej "Fizjoterapia dla zdrowia".

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W numerze 12/2019 "Zdrowia" wszystko o fizjoterapii, operacja "przez dziurkę", leczenie raka trzustki, kim jest asystent zdrowienia, zielone biuro, antyrakowe menu, idealna koloryzacja. Miesięcznik "Zdrowie" to pakiet rzetelnej wiedzy i sprawdzonych porad!

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie 12/2019

Materiał partnerski

KOMENTARZE
am
|

Obecnie tyko przeszczep komórek macierzystych możne poprawić niesprawność w SM ale oczywiście w Polsce niema szans na coś takiego,w innych krajach jest to stosowane ale nie u nas,no bo po co!!??
,zostaje tylko rehabilitacja jeżeli ktoś ma jeszcze sile jest na nogach i daje rade sam walczyć,w innym wypadku tak jak ja juz na wozku jak i nie bylo wczesniej tak i teraz nic juz nie mozna zrobic a choruje 22 lata zostaje zalozyc sobie sznuek na glowe i tyle,po co sie dalej meczyc.

Mikołaj
|

Co wy wypisujecie !!!.
Biorąc Tysabrii narażacie się na PML !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! (poczytajcie o tym !).
Biorąc Gylenię -po ok 1,5 roku macie zniszczoną WĄTROBĘ !.
"Wynalazki w/w i inne ,to sa Pavulony ! o których Wam lekarze serwują !,bo maja za was kasę o "przedstawicieli Novartisa"i innych !.
Leczenie /wyleczenie z SM (o ile nie za pózno po Gylenii !!!,a Tysabri eliminuje Was !),TO TYLKO TRANSPLANTACJA KOMÓREK MACIERZYSTYCH.

butelkawyborowej
|

Witam

Mój natomiast komentarz jest następujący: Polska to sk...i kraj, którego nienawidzę! Jego sk... przejawia się przez funkcjonowanie jego instytucji, takich jak system ubezpieczeń społecznych i ochrony zdrowia.
SM zdiagnozowano u mnie 10 lat temu. Dowiedziałem się wówczas o interferonie i bardzo poootencjalnej możliwości nim leczenia (bo zarówno wtedy jak i teraz nie jest to standardowa procedura leczenia a jedynie przysługuje wybranym). Okazało się bowiem, że wówczas byłem "za mało chory" za mało rzutów jeszcze miałem, zresztą i wiek już nie ten bo bez mała 35 lat. Co więcej w pie... Polsce nie leczy się interferonem standardowo a jedynie w ramach "projektów" do których kwalifikowani są wybrani. Dla mnei natomiast zostały vitaminy i powolne czekanie na paraliże kończyn. Skąd moje rozżalenie? Stąd, że to państwo pcha swoja złodziejska łapę do twojej kieszeni i sięga jak ze swojego. Wyciera sobie przy tym obmierzłą mordę frazesami na kształt "umowy społecznej" "istocie systemu ubezpieczeń". Za priorytet stawia sobie też obronę życia poczętego a sprawy invitro boni jak niepodległości. Swoich obywateli zaś, po tym świecie chodzących - ma zwyczajnie w dupie!
Rzecz w tym bowiem, że gdy nieszczęśliwie zachorujesz i to Ty wymagasz pomocy, dowiadujesz się wówczas, że chyba coś źle zrozumiałeś, bo nikt nie obiecywał że Cię będzie leczył, (zresztą w Polsce i tak SM nie jest leczone wcale). Jak chcesz się leczyć to idź zbierać pod kościół albo masz do wyboru zbiórkę publiczną w necie.
Dzisiaj, po10 latach choroby nadal się dowiaduję, że a to z kolei za długo już choruję (więc 1 punkt) za mało rzutów w roku (więc 1 punkt) i brak paru innych kryteriów nie pozwoli mi nigdy osiągnąć 15 punktów kwalifikacji do leczenia interferonem. Skutkiem tego w Rzeczpospolitej czeka mnie wózek inwalidzki w najlepszym razie, a z czasem wieczne łóżko z obserwowaniem much srających po suficie jako jedyną rozrywką. Państwo polskie bowiem mówi: póki jesteś sprawny to zap..., płać składki i podatki. Jeśli zachorujesz, a nie daj Boże na chorobę rzadką, to pocałuj się w dupę i radź sobie sam. Bo Polska za Twoje przez lata pracy wykradane składki może Ci co najwyżej zapewnić leczenie kataru i bólu gardła, nie zaś kuracji interferonem za 7kzł miesięcznie.
Dlatego też uważam że w ku... kraju żyjemy i niech mnie ktoś przekona że jest inaczej...

sylwia
|

Witaj . Sm to okropna choroba. Ale tak jak mówisz można z nią walczyć. Szczęście w nieszczęściu, że jesteś za granicą i masz duży dostęp do nowoczesnych leków. U mojej siostry wykryto chorobę 4 miesiące temu w Niemczech (od ok 1 roku tam pracuje). Ale pierwszy rzut miała w Polsce ok 3 lata temu...ale Polscy lekarze stwierdzili ze ja zawiało. Dopiero gdy sytuacja powtórzyła się w Niemczech ...w ciągu 2tyg lekarze postawili diagnozę. Od 4 miesięcy bierze lek pod nazwą tecfidera. Ma go za 10€. Powiedz, czy słyszałeś jakieś opinie na temat tego leku? W Polsce jest nierefundowany, wiec nie ma żadnych opinii. Musze jej pomóc. ..podtrzymać na duchu. Ona ma 20 lat, cały świat się jej teraz zawalił. Bardzo proszę o kontakt staszelsylwia89@gmail.com. pozdrawiam i życzę dużo zdrowia.

rafał mieszkam w londynie
|

nazywam sie Rafał i od 10 lat mieszkam w londynie uk w 2005 r gdy przyleciałem do londynu trzy dni po wylądowaniu miałem pierwszy rzut sm po paru miesiacach gdy wrucilem do londynu zaczełem leczyć sie tutaj i przyznaje ze mają tutaj naprawde dobre leki na powstrzymywanie rozwoju sm lek nazywa sie tysabry jest drogi ale w tym szpitalu co sie lecze jest fefundowany i mam go za darmo tylko oplacam nin czyli ubezpieczenie co 4 tyg uczeszczam do szpitala na 3do 4 godz i wracam do domu.i nic mi sie nie dzieje.Uwarzam ze istnieją dobre leki na tą chorobe i da sie z tym walczyć.

kris
|

niestety prawda jest calkiem inna , w 2009 r w uk wyplynely dane ze interferony jak i copaxone poglebiaja chorobe jeszzcze bardziej niz ludzie ktorzy nie byli leczeni , do zrodel odyslam do lanceta ,

Kaśka
|

Jeżeli chodzi o leczenie sm Katowice sa w ścisłej czołówce w Polsce. Maja tam naprawdę dobrych fachowców, którzy dbają o swoich pacjentów i naprawdę pracują z powołania.