Rozwój nowotworu - jak powstaje rak

2014-10-08 11:08 Anna Jarosz - artykuł pochodzi z miesięcznika "Zdrowie" | Konsultacja: Grzegorz Luboiński, onkolog

Rak może rozpocząć się od jednej zbuntowanej komórki organizmu, która w tajemnicy przed organizmem zaczyna się nieprawidłowo dzielić. Po latach daje znać o sobie dużo dotkliwiej. Komórki nowotworowe zaczynają mnożyć się bez kontroli organizmu i przenikać do zdrowych tkanek. Sprawdź, jak rozwija się rak.

Po pierwsze coraz lepiej znamy mechanizmy rozwoju raka. Po drugie wiemy, co sprzyja nowotworowi, a co przed nim chroni. Po trzecie, potrafimy go szybko wykryć i skutecznie leczyć.

Rak: jak się zaczyna

By tak się stało, żeby nasz indywidualny program antynowotworowy spełnił oczekiwania, musimy zrozumieć kilka podstawowych prawd. Choroba nowotworowa nie zaczyna się w chwili, gdy wystąpią pierwsze dolegliwości. Wszystko ma swój początek wiele lat wcześniej, w wielkiej tajemnicy przed gospodarzem, czyli naszym organizmem. Wystarczy bowiem, że zbuntuje się tylko jedna komórka – zacznie się nieprawidłowo dzielić i nieszczęście gotowe. Nowotwór można rozpoznać, gdy składa się z 1 miliarda komórek i waży ok. 1 grama. Taką masę osiąga po latach, np. w przypadku raka piersi – po 8, a raka oskrzeli – po 15. Nim liczba komórek wzrośnie do tysiąca i zmiana nowotworowa się utrwali, można ją unicestwić. Stąd potrzeba regularnych badań profilaktycznych, zachowania właściwej diety, ograniczenia używek i unikania niepotrzebnego stresu.

Jak się rozwija nowotwór

Zgrupowane w tkankach komórki na ogół są potulne. Bez zachęty z zewnątrz nie próbują się rozmnażać, nie przemieszczają się w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia, a gdy poczują się stare lub zmęczone, natychmiast popełniają samobójstwo. Utrzymanie tego schematu gwarantuje nam, że wszystkie organy i narządy naszego ciała zachowują właściwe rozmiary i budowę. Dzięki temu organizm jest sprawny i prawidłowo się rozwija. Wszystko przebiega spokojnie aż do momentu, gdy komórka utraci kontrolę nad swoimi funkcjami i zamiast współdziałać z innymi w imię wspólnego dobra, zaczyna tworzyć swoiste państwo w państwie. Zaczyna żyć swoim życiem, kolonizując kolejne obszary. Tak rozpoczyna się proces nowotworowy.

Ważne

Jak może objawiać się nowotwór?
15 ważnych sygnałów

  • ciągły ból głowy
  • napady padaczki
  • powiększone węzły chłonne na szyi i pod pachami
  • chrypa lub zaburzenia przełykania trwające dłużej niż 3 tygodnie
  • ciągły kaszel, duszności
  • zaburzenia krzepnięcia krwi
  • powiększenie obwodu brzucha
  • zmiana wyglądu znamion barwnikowych
  • zmiana rytmu wypróżnień
  • utrata apetytu, nieuzasadniony spadek masy ciała, anemia, osłabienie
  • mdłości, wymioty,
  • ogólne przygnębienie, senność

dodatkowo u mężczyzn:

  • obrzęk jąder

dodatkowo u kobiet:

  • guzek piersi, zmiana wyglądu skóry lub tzw. wciągnięcie brodawki oraz wyciek płynu z sutka
  • upławy
  • krwawienie

Rak rozwija się wbrew genom

Procesy, jakie zachodzą w komórce są zaprogramowane w genach. To one decydują o jej wzroście, podziałach czy czasie rozkładu docierających do jej wnętrza czynników rakotwórczych. Im ich więcej (bo palimy papierosy, jemy źle przygotowaną żywność), tym więcej w naszym organizmie wolnych rodników – cząsteczek, które wchodzą w reakcję z DNA i przyczyniają się do tworzenia mutacji genetycznych. U niektórych z nas mutacje przyśpieszają odziedziczone predyspozycje do zmian w obrębie jednego lub kilku genów. Skutki tego są dla komórki opłakane – traci ona kontrolę nad swoimi funkcjami i ulega degeneracji. Z zewnątrz wygląda jak dawniej, ale w jej wnętrzu panuje chaos. Jeśli mutacji ulegają geny odpowiedzialne za metabolizm, komórka umiera, a organizm nie ponosi strat. Jeżeli jednak mutacja dotyczy genów odpowiedzialnych za wzrost czy podział – komórka nawet nie myśli o popełnieniu samobójstwa. Wręcz przeciwnie – odpala swoje systemy zabezpieczeń, które gwarantują jej nieśmiertelność i od tego momentu dzieli się bez opamiętania i w przyspieszonym tempie. W organizmie zaczyna się formować guz.

Samoobrona przed nowotworem zawodzi

Dopóki komórka nie jest wyraźnie uszkodzona, organizm nie może liczyć na układ immunologiczny, strażnika porządku, bo nie dostaje on żadnych sygnałów o zagrożeniu. Limfocyty T strzegące zakamarków naszego ciała, jak policjanci, niszczą komórki tylko wtedy, gdy dostrzegą nieprawidłowości w ich budowie. Wobec raka są bezradne, ponieważ pierwsza mutacja genetyczna nie zmienia wyglądu komórek, a jedynie ich liczbę. Dopiero kolejne mutacje powodują dysplazję, czyli zwyrodnienie komórki. Ale mimo to na jej powierzchni nie pojawiają się antygeny, które zwróciłyby uwagę układu immunologicznego, zaalarmowałyby limfocyty i zmusiły je do zniszczenia odmieńców. Taki proces może się toczyć w naszym organizmie kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Kolejne mutacje sprawiają, że komórki coraz bardziej różnią się od pierwowzoru i między sobą. Przeżywają te najlepiej przystosowane, tworząc guz z miliarda komórek. Nazywa się go nowotworem in situ lub rakiem w stadium przedinwazyjnym.

Rak oszukuje układ odpornościowy

Guz otaczają naczynia krwionośne, dzięki którym otrzymuje on – podobnie jak zdrowe komórki – tlen i substancje odżywcze. Dopóki nie wymusi na otaczającym go śródbłonku wytworzenia dodatkowych naczyń, liczba komórek nowotworowych zwiększa się powoli, bo część z nich po prostu umiera z głodu. W końcu powstają nowe naczynia i gdy nie brakuje już pokarmu, zaczyna się rozrastać. Dlaczego układ immunologiczny tego nie widzi? Otóż komórki nowotworowe są nie tylko bardzo silne, ale i przebiegłe. Część z nich posiada antygeny (upraszczając – zbiór cech charakterystycznych tylko i wyłącznie dla niej i dla organizmu, w którym występuje) obecne w zdrowym organizmie, a więc takie, których układ immunologiczny nie uważa za niebezpieczne. Inne potrafią ukryć swoje cechy pod powierzchnią zdrowych komórek. Mogą również wywołać lokalną immunosupresję, czyli zahamować proces odpornościowy. Jeszcze inne zabijają atakujące je komórki odpornościowe poprzez kierowanie ich na drogę apoptozy, czyli zaprogramowanego samobójstwa.

Nowotwór łagodny czy złośliwy?

Jeżeli zmutowane komórki nie zerwą więzów łączących je z własną tkanką, nowotwór jest łagodny. Bez względu na wielkość, nie zagraża to życiu. Można go chirurgicznie usunąć. Nowotwór złośliwy rozwija się wiele lat, nie dając żadnych oznak istnienia. Do niedawna rak mógł czuć się bezkarny. Lekarze nie znali poszczególnych etapów jego rozwoju i walkę z nim toczyli nieco na oślep. Dziś jest inaczej. Wroga można zidentyfikować na bardzo wczesnym etapie rozwoju i pokonać na wiele sposobów. Trzeba jednak dać sobie i lekarzom szanse na jego wykrycie.

miesięcznik "Zdrowie"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

Czytaj e-wydanie! Z kodem rabatowym: "wiosna" tylko 2,50 zł za 96 stron porad o zdrowiu! Dodatkowo otrzymasz dostęp do numerów archiwalnych. W nr 4/2020 „Zdrowia m.in.: poradnik alergika, choroby zakaźne pod lupą, „młody” zawał serca, mity o recyklingu.

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie 4/2020

Materiał partnerski

KOMENTARZE
uciekaj od `onkologa`..
|

Ku przestrodze coś z autobiografii. 17-letni, wyjątkowo zdrowy i silny chłopak, zostaje uderzony w bolesne miejsce. Przechodzi to i po pól roku trafia do Ordynatora Szpitala Miejskiego, gdzie dostaje poradę, by poszedł z tym do Ordynatora znanego Profesora Onkologa, w Szpitalu Wojewódzkim.
Tam szybko usunięto mu jądro i myślałby kto, że po sprawie. Idź do domu i miej udane życie człowieku.
Niestety, nie trafił on bez powodu w to miejsce, w dodatku w ręce znanego chirurga na całą Polskę, pobierającego nauki u samych światowych fenomenów medycznych. A działo się to w czasach twardej jeszcze komuny, co wcale nie znaczy, że dziś jest z tym lepiej.
Wracając do szpitala i panów w w białych fartuchach.
Otóż koleją ich rzeczy jest badanie pobranego materiału, ale po co?

NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY Z PRZERZUTAMI, należy natychmiast leczyć albo jutro... pacjent umrze, powiedzieli bogowie na ziemi. Strach wielki nastąpił, aniołowie wzięli wolne, cóż nie ma wyboru, chcesz żyć człowieku musisz iść na mękę. [jak wielką - nigdy nie tłumaczą]

Brzuch wzdłuż całkiem rozwalili, bebechy wyjęli i obok położyli, żeby im było wygodniej pod krzyżem i gdzie tylko da się wycinać. Po 12 godz. złożyli, zszyli i na izolatkę wywieźli każąc czekać na śmierć lub życie. Ale jakie życie, już wyjaśniam. Bez potomstwa, chory jak nie ciężko i przewlekle, przy możliwości zwariowania, w dodatku bez gwarancji na cokolwiek.

Oczywiście degeneraci medyczni nie byliby w pełni usatysfakcjonowani, gdyby nie zalecili reżimu wstrzykiwania trucizny w mięśnie i żyły, aż do ich zaniku i popalenia narządów wewnętrznych. Po tym bezczelnie dają do 5 lat życia mówiąc, że jest mimo to [lub właśnie dlatego] wielka szansa na śmierć, a jak będziesz bratku szczęśliwy, to zostaniesz pacjentem na całą resztę swojego marnego już żywota. Może na rencie chorobowej. Onym indywiduum bez istoty, że dziecko np. wchodzi w dorosłe życie lub jeszcze w powijakach itd. [Nie mówiąc przy okazji o nienarodzonych lub poczętych zaraz na szczepionkach…]

Po 30 latach, już z innym Ordynatorem tego przybytku piekła na ziemi, na prywatnej audiencji pada stwierdzenie: "Może tego raka w ogóle nie było"!

Okazuje się, że panowie Ordynatorzy postanowili zarobić sporo grosza wykorzystując okazję i "chętnego", a że "chętny" był wyjątkowo sprawny, to dali taki przebieg i kurs trucizny, by na czym mieli uczyć się studenci AM. [na tym przypadku moi studenci się kształcili]

Dziś nowoczesna medycyna sama przyznaje, że od uderzenia nawet jądra nie powstaje nowotwór złośliwy, z przyczyn organicznych.
Jeśli to nie jest piekło na ziemi, to co nim jest?! A to zaledwie p/k z puli systemu diabła.

Ja
|

moja mama zmarła, a cytologia niczego nie wykazywala, choc wykonywala ją regularnie, wiec przestancie wmawiac ludziom, że to wina spoleczenstwa, nie, to wina systemu, brak profilaktyki i skutecznej metody leczenia, w Polsce sie nie zapobiega chorobom, na lozko w szpitalu mama czekala ponad miesiac

beznicka
|

W marcu 1949 roku Jerzy przeszedł operację nogi, aby uniknąć gangreny z powodu zakrzepicy. Latem 1951 zdiagnozowano u niego raka płuc i gardła. 26 września król poddał się kolejnej operacji, w wyniku której usunięto mu lewe płuco i nerw krtani.

Jerzy VI zmarł we śnie (jak rozumiem operacja się udała, ale pacjent zmarł).

Jeszcze będzie Napoleon prawdopodobnie na raka żołądka.
Co do polityków to nie wiem, ktos ich w ogóle zna? Prędzej umierają z dostatku ;)

staretman
|

Rosa jeśli możesz to napisz do mnie jak CI idzie bo ja zrobiłem tak samo jak Ty. staretman@wp.pl

KIK
|

Z DALEKA OD ONKOLOGI NA GOLECINIE W SZCZECINIE TAM TO TYLKO DOSWIADCZENIA PO CZTERY OPERACJE NA JEDNYM PACJECIE W CIAGU 1 MIESIACA I NIESTETY NIEWYDOLNOSC KRAZENIA ZGONNNN

maleńka
|

Dzisiaj zostałam wypisana do domu z guzem na jajniku na szczęście nie złośliwym...niebawem mam termin laparoskopii ale nie mogę się na niego zgłosić ponieważ nie mam jeszcze żadnej szczepionki przeciwko żółtaczce :-( a wolałabym mieć,więc muszę wybrać szczepionki o ile mi zdrowie pozwoli i pójść wtedy na zabieg...jakie dajecie szanse na to że w oczekiwaniu na wybranie szczepionek czyli 3 miesiące guz nie stanie się złośliwy albo nie będą przerzuty na drugi jajnik???

leniwiec
|

A co z witaminą b17?

rosa
|

mam raka zlosliwego i radze sobie z nim sama ...lekarz tez mi powiedzial,ze nie wie skad rak sie bierze ...spytalam jak dlugo bede zyla jesli nie poddam sie leczeniu...odpowiedzial :nikt nie wie...wiec skad moze lekarz wiedziec ,ze przedluzy komus zycie?...a moze dolozy cierpien?...bo leczenie jest bardziej bolesne niz sama choroba...a diagnozy czesto sa naciagane...i dlatego niektorzy przezyli...

ja
|

Taaaa jasne - chemia, operacja, radioterapia, hormonoterapia, herceptyna a 2 lata później przerzuty do płuc, węzłów chłonnych śródpiersia i wątroby. Wizyta kontrolna u lekarza co 3 tygodnie - faktycznie medycyna i lekarze potrafią zdziałać cuda.....

ira
|

2-3 mies póżniej ,nie ma znaczenia rak rozwija się latami przecież