Skóra wygląda młodo, ale traci kolagen. Menopauza zmienia zasady pielęgnacji

Menopauza potrafi zmienić potrzeby skóry, zanim na twarzy pojawią się wyraźne oznaki starzenia. Spadek estrogenów sprzyja utracie kolagenu, przesuszeniu i większej podatności na podrażnienia. Jak pielęgnować cerę w tym okresie i które składniki naprawdę mają znaczenie? Rozmawiamy o tym z dr n. med. Agnes Frankel, lekarką medycyny estetycznej.

Uśmiechnięta dojrzała kobieta nakłada krem pod oko. O pielęgnacji skóry w menopauzie przeczytasz na Poradnik Zdrowie.
Autor: Ridofranz/ Getty Images

 Czy skóra może wyglądać młodo, mimo że zachodzą w niej już zmiany związane z menopauzą?

Tak. Skóra potrafi przypominać piękny dom, którego elewacja wciąż wygląda świeżo, choć w środku powoli zmienia się konstrukcja. W lustrze nie widać jeszcze głębokich zmarszczek, ale w skórze może już stopniowo ubywać kolagenu, zmniejszać się zdolność zatrzymywania wody, a bariera ochronna może stawać się bardziej wrażliwa. Zmiany związane z hormonami nie pojawiają się z dnia na dzień -  mogą zaczynać się stopniowo, jeszcze zanim kobieta uzna, że jej skóra „wygląda na starszą”.

Dlatego około 35. roku życia warto już świadomie troszczyć się o skórę i brać pod uwagę procesy, które z czasem mogą wpływać na jej jakość. W codziennej pielęgnacji znaczenie mają szerokopasmowa ochrona przeciwsłoneczna SPF, preparaty z niskocząsteczkowym kwasem hialuronowym oraz pielęgnacja z peptydami kolagenowymi. U części kobiet warto też rozważyć zabiegi medycyny regeneracyjnej, na przykład mezoterapię osoczem bogatopłytkowym -  zawsze dobierając ją do potrzeb skóry.

Nie chodzi o to, by w wieku 35 lat walczyć ze starzeniem. Chodzi o to, by nie czekać, aż skóra wyraźnie poprosi o pomoc. Bo piękna skóra to zdrowa skóra -  a o jej kondycję warto dbać, zanim zmiany staną się widoczne.

Poradnik Zdrowie: menopauza

Czy późniejsza menopauza może oznaczać, że skóra dłużej zachowuje młody wygląd? Za co odpowiadają estrogeny i jak długo widać ich działanie?

Skórę można porównać do kwiatu. Estrogeny są jak regularne podlewanie: wspierają produkcję kolagenu, pomagają skórze utrzymać nawilżenie, grubość i sprężystość. Jeśli menopauza występuje później, skóra dłużej korzysta z ich działania -  ale nie oznacza to, że na pewno będzie wyglądała młodziej. Kwiat nie więdnie w chwili, gdy dostanie mniej wody; jego kondycja może zmieniać się stopniowo. Podobnie skóra nie zmienia się z dnia na dzień po menopauzie.

A kwiat potrzebuje czegoś więcej niż wody. Znaczenie ma też gleba i całe otoczenie -  tak jak na skórę wpływają dieta, aktywność fizyczna, palenie papierosów i słońce. Skóra jest największym narządem naszego ciała i tkanką hormonalnie czynną, ale estrogeny są tylko jednym puzzlem tej układanki. Nie da się wskazać jednej liczby lat, przez które ich wcześniejszy wpływ będzie widoczny: zależy to od całej historii skóry i indywidualnego tempa zmian.

Młody wygląd skóry może sprawić, że kobieta zbyt długo zostaje przy dotychczasowej pielęgnacji. Jak rozpoznać, że czas ją zmienić?

Skóra nie zawsze od razu pokazuje zmianę potrzeb głębokimi zmarszczkami. Zmarszczki są często dopiero widocznym finałem procesu, który zaczął się dużo wcześniej, głębiej w skórze -  i który znacznie łatwiej wyhamować, zanim jego skutki mocno zaznaczą się na twarzy. Wcześniej skóra może dawać subtelniejsze sygnały: po myciu policzki są ściągnięte, podkład zbiera się w suchych miejscach, a serum, które dotąd świetnie się sprawdzało, nagle szczypie. Kobieta nadal może wyglądać młodo, ale jej skóra przestaje dobrze tolerować pielęgnację, którą stosowała od lat.

Kiedy pacjentka przychodzi do mnie, jestem trochę jak swatka: najpierw poznaję jej skórę, a potem dobieram jej składniki, które mają szansę stworzyć z nią dobry duet. Czy będzie to retinol, retinal, czy może bakuchiol -  roślinna alternatywa retinolu, choć sam nie jest retinoidem? Jak często stosować wybraną formę? Przy wrażliwej skórze często zaczynamy od jednego lub dwóch wieczorów w tygodniu i sprawdzamy, jak reaguje. Rano można dobrać łagodniejsze serum z niacynamidem, który wspiera barierę skóry, a pielęgnację domykać szerokopasmową ochroną SPF.

A jeśli potrzeby skóry wykraczają poza to, co może zrobić kosmetyk, plan można uzupełnić o zabiegi regeneracyjne, na przykład odpowiednio dobraną mezoterapię lub laser. Tu także nie ma jednego „dobrego duetu” dla wszystkich -  najpierw trzeba poznać skórę, a dopiero potem ją z czymś swatać.

Co w skórze po menopauzie zmienia się jako pierwsze, choć nie zawsze widać to w lustrze?

Skóra nie musi najpierw pokryć się zmarszczkami, żeby dać znać, że zmieniły się jej potrzeby. Często pierwsze zmienia się nie to, jak wygląda, lecz to, jak się czuje. Można porównać ją do jedwabnej bluzki: bariera ochronna pomaga zachować miękkość i komfort, a kolagen sprawia, że materiał „trzyma fason”. Wraz ze spadkiem estrogenów osłabienie obu tych elementów może postępować równolegle -  choć nie od razu widać je na twarzy.

Często pacjentki mówią mi, że po basenie skóra swędzi je tak bardzo, że zaczynają wstydzić się tam chodzić. Opisują suchość i uporczywe drapanie -  czasem także w pracy, gdzie trudno po prostu przestać. Zdarza się, że kosmetyk albo składnik stosowany od lat nagle zaczyna szczypać i kobieta mówi: „chyba mnie uczula”. Nie zawsze oznacza to nową alergię. Czasem skóra ma osłabioną barierę i reaguje mocniej na bodźce, które wcześniej jej nie przeszkadzały.

To, co kobieta czuje jako pierwsze, nie musi być tym, co dzieje się najgłębiej. Zmiany w kolagenie mogą postępować po cichu, zanim pojawią się wyraźne zmarszczki czy utrata jędrności. W badaniach szacuje się, że w pierwszych pięciu latach po menopauzie może ubyć około 30% kolagenu -  to opis średnich obserwacji, a nie indywidualna prognoza.

Dlatego nie ma sensu wybierać między „kolagenem” a „nawilżeniem”: skóra potrzebuje wsparcia na kilku poziomach. Ceramidy pomagają dbać o barierę, a gliceryna i niskocząsteczkowy kwas hialuronowy wspierają nawilżenie. Tak jak przy jedwabiu, warto zadbać i o komfort tkaniny, i o to, by zachowała swoją strukturę.

Czy warto sięgać po kosmetyki „50+” lub „dla skóry w okresie menopauzy”? Na jakie potrzeby i składniki zwracać uwagę?

Etykieta „50+” przypomina metkę z rozmiarem sukienki: podpowiada, do kogo producent kieruje produkt, ale nie mówi, czy będzie pasował konkretnej kobiecie. Dwie pacjentki w tym samym wieku mogą mieć zupełnie różną skórę. Jedna czuje ściągnięcie i pieczenie po każdym myciu, druga zmaga się z przetłuszczaniem, przebarwieniami albo trądzikiem. Metryka jest taka sama -  potrzeby skóry już nie.

Nie ma jednego dnia, w którym skóra potrzebuje kosmetyku „50+”. Wybieramy składniki do jej potrzeb: ceramidy i niacynamid wspierają barierę, gliceryna pomaga utrzymać wodę, a niskocząsteczkowy kwas hialuronowy wspiera nawilżenie. Rano można dołożyć antyoksydanty: witaminę C, N-acetylocysteinę i kwas ferulowy -  a na nie szerokopasmowy SPF. Antyoksydanty są dodatkowym wsparciem, SPF pozostaje podstawą.

Peptyd miedziowy GHK-Cu może być kolejnym elementem takiej pielęgnacji. W konsultacji dobieram składniki do konkretnej skóry i jej celu -  czasem plan uzupełnia się też o laser lub zabieg regeneracyjny.

Jakie błędy popełniają kobiety, które długo zachowują młody wygląd skóry?

Najczęstszy błąd? Uznawać, że skoro nie widać zmarszczek, skóra nie potrzebuje zmiany. A skóra bywa jak kaszmirowy sweter: kiedy zaczyna drapać, nie próbujemy go doczyścić mocniejszą szczotką. Ściągnięcie po myciu, swędzenie po basenie, szczypanie po kosmetyku, który wcześniej służył latami -  to sygnały, by przyjrzeć się barierze, a nie dokładać kolejny kwas czy peeling.

Drugi błąd to nadrabianie zaległości naraz: mocny retinoid, kwasy, złuszczanie i kilka nowych serum w jednym tygodniu. Taka pielęgnacja może podrażnić skórę, której potrzeby właśnie się zmieniły. Lepiej wrócić do łagodnego oczyszczania, wesprzeć barierę ceramidami i niacynamidem, pilnować nawilżenia i codziennego SPF, a składniki aktywne wprowadzać stopniowo -  po jednym.

I jeszcze jedno: skóra nie żyje w słoiczku. Jej kondycję współkształtują także słońce, palenie, sen, stres, odżywianie i ruch. Dlatego plan pielęgnacyjny powinien obejmować codzienne nawyki, a nie tylko moment, w którym zmarszczki stają się widoczne.

Skóra po menopauzie potrzebuje przede wszystkim „mocniejszych” kosmetyków, czy raczej mądrze dobranej pielęgnacji odbudowującej jej barierę?

Skóra po menopauzie potrzebuje przede wszystkim dobrze rozłożonych bodźców i czasu na regenerację. To trochę jak z treningiem: retinoidy mogą być wartościowym elementem pielęgnacji, ale jeśli dokładamy je codziennie, łączymy z kwasami i nie dajemy skórze odpocząć, łatwo zamienić plan naprawczy w przeciążenie. Dlatego dobieram je do tolerancji skóry, a jej barierę wspieram m.in. ceramidami, cholesterolem, pantenolem lub ektoiną.

U części kobiet pojawia się też większa reaktywność: skóra szybciej się czerwieni, piecze, a naczynka stają się bardziej widoczne. Może temu towarzyszyć inflammaging, czyli przewlekły stan zapalny o niewielkim nasileniu -  nie oznacza to jednak automatycznie trądziku różowatego ani nie dotyczy każdej kobiety po menopauzie. W pielęgnacji skóry naczynkowej można rozważyć kwas azelainowy, niacynamid i ektoinę. Kwas azelainowy może wspierać terapię trądziku różowatego, a niacynamid i ektoina pomagają zadbać o barierę i komfort skóry reaktywnej.

Kosmetyki mogą wspierać skórę i łagodzić jej reaktywność, ale utrwalonych, rozszerzonych naczynek nie zamkną. Wtedy może być potrzebny odpowiednio dobrany zabieg, na przykład laser naczyniowy, który pozwala zamykać widoczne naczynka

Które oznaki starzenia skóry po menopauzie są najbardziej niedoceniane, bo nie wyglądają jak klasyczne zmarszczki? Czy można je przeoczyć, skupiając się wyłącznie na utracie jędrności?

Zdecydowanie tak. W gabinecie pacjentki często pokazują mi zmarszczki i opadający owal twarzy, a ja pytam: „Czy skóra zaczęła panią szczypać po ulubionym kremie? Czy częściej jest przesuszona i podrażniona?”. Bo starzenie skóry to nie tylko zmiana jej wyglądu, ale również utrata odporności biologicznej.

Lubię porównywać skórę do delikatnego kaszmiru. Może nadal wyglądać pięknie, ale jego włókna stają się cieńsze, mniej sprężyste i bardziej podatne na uszkodzenia.

Po menopauzie spadek estrogenów wpływa na syntezę kolagenu, nawilżenie i funkcjonowanie bariery naskórkowej. Skóra staje się cieńsza, suchsza, wolniej się regeneruje. U części kobiet obserwujemy również większą reaktywność naczyniową, zaczerwienienia i nasilenie przewlekłego stanu zapalnego o niskim nasileniu, związanego ze starzeniem, czyli inflammaging.

Dlatego nie pytam wyłącznie, ile skóra ma zmarszczek. Pytam, ile zachowała ze swojej siły. Bo prawdziwy anti-aging to nie tylko wygładzanie powierzchni, ale również przywracanie skórze zdolności do obrony i regeneracji.

Czy można realnie spowolnić zmiany zachodzące w skórze po menopauzie za pomocą codziennej pielęgnacji? Co ma największe znaczenie?

Zdecydowanie tak, ale zawsze powtarzam pacjentkom, że piękna skóra to puzzle, a kosmetyki są tylko jednym z elementów tej układanki.

Pierwszy element to ochrona tego, co już mamy. Lubię porównywać kolagen do kapitału w banku -  nie wystarczy regularnie wpłacać, trzeba również ograniczać straty. Dlatego podstawą jest codzienna fotoprotekcja SPF 50 z ochroną UVA.

Kolejne elementy to odbudowa bariery naskórkowej -  ceramidy, niacynamid, lipidy -  oraz stymulacja produkcji kolagenu. Tutaj mamy retinoidy, witaminę C i wybrane peptydy sygnałowe. Każdy z tych składników pełni inną funkcję, a ich dobór zależy od potrzeb i tolerancji skóry.

Ale są jeszcze puzzle, których nie znajdziemy w żadnym słoiczku. Czy palimy papierosy? Czy śpimy regularnie i wystarczająco długo? Czy pijemy dużo alkoholu? Czy dostarczamy odpowiednią ilość białka i innych składników odżywczych? Palenie przyspiesza degradację kolagenu, przewlekły niedobór snu zaburza regenerację, a nadmierne spożycie alkoholu nie sprzyja zdrowiu skóry.

Dlatego w moim gabinecie anti-aging nie kończy się na recepturze kremu. Możemy mieć najdroższy kosmetyk na świecie, ale jeśli codziennie dokładamy skórze kolejnych uszkodzeń, nie zbudujemy optymalnych efektów.

Prawdziwy anti-aging to suma codziennych decyzji. I dopiero kiedy połączymy wszystkie elementy układanki, zaczynamy widzieć pełny obraz.

Gdyby miała pani ułożyć minimum pielęgnacyjne dla kobiety w późnej menopauzie, która do tej pory niewiele robiła ze skórą, co powinno się w nim znaleźć? A z czego można spokojnie zrezygnować, mimo że marketing kosmetyczny przekonuje nas, że jest niezbędne?

Ograniczyłabym liczbę słoiczków, nie ambicje pielęgnacji. Na początek wystarczą łagodny preparat do oczyszczania, ochrona przeciwsłoneczna SPF 50 z ochroną UVA i dobrze dobrany krem wielozadaniowy. Rano krem według potrzeb i filtr, wieczorem delikatne mycie i krem. Ale ten ostatni wybierałabym już z myślą o konkretnej sytuacji biologicznej: skórze, która straciła część wsparcia estrogenów, staje się suchsza, cieńsza i mniej sprężysta. 

Nie poprzestawałabym więc na haśle „intensywnie nawilżający”. Rozważyłabym formułę zawierającą peptydy sygnałowe wspierające procesy związane z odbudową macierzy skóry, na przykład palmitoilowany tripeptyd-38. Można je porównać do krótkich wiadomości kierowanych do komórek odpowiedzialnych za jej rusztowanie: „potrzebujemy prac naprawczych”. To coś innego niż dodanie do kremu gotowego kolagenu. Istotna jest jednak przebadana receptura -  poprawa wyglądu skóry po stosowaniu produktu z peptydem nie dowodzi, że każdy kosmetyk z tym składnikiem zadziała identycznie. 

Mamy też składniki badane bezpośrednio w pielęgnacji skóry po menopauzie. Przykładem jest proksylan, pochodna cukru wspierająca syntezę glikozaminoglikanów, czyli cząsteczek zatrzymujących wodę w macierzy skóry. Jeśli kolagen porównamy do sprężyn materaca, ta uwodniona macierz jest jego wypełnieniem. Nie chodzi więc wyłącznie o „więcej kolagenu”, ale także o środowisko, w którym funkcjonują włókna i komórki. Preparaty zawierające proksylan badano u kobiet w okresie okołomenopauzalnym i po menopauzie, obserwując poprawę wybranych parametrów wyglądu skóry. 

Bardziej ukierunkowanym rozwiązaniem jest MEP -  cząsteczka opracowana z myślą o skórze z niedoborem estrogenów, badana pod kątem miejscowego działania estrogenopodobnego. W badaniu pilotażowym poprawiała między innymi suchość i wiotkość skóry. To interesujący kierunek, ale nadal z ograniczoną bazą badań, a nie kosmetyczny odpowiednik terapii hormonalnej. Przy chorobach hormonozależnych nie proponowałabym jej bez indywidualnej konsultacji. 

To przykłady możliwości wyboru, nie lista składników, które każda kobieta musi kupić jednocześnie. Dla jednej najlepszy będzie krem peptydowy, dla innej formuła ukierunkowana przede wszystkim na suchość i utratę sprężystości. Retinoid może być kolejnym krokiem, wprowadzanym stopniowo, gdy skóra dobrze toleruje podstawową pielęgnację. Nowoczesność nie polega przecież na odrzucaniu skutecznych składników tylko dlatego, że znamy je od dawna. 

Zrezygnowałabym natomiast z obowiązkowego toniku, kilku nakładanych kolejno serum, osobnego kosmetyku na każdą część twarzy i kupowania całej linii tylko dlatego, że nazwano ją „menopauzalną”. Nie robiłabym również z samego patentu kryterium wyboru. Dla mnie ważniejsze jest, czy gotowy produkt przebadano, u kogo i z jakim rezultatem. Dobre minimum to nie uboga pielęgnacja. To pielęgnacja, w której każdy produkt ma konkretne zadanie.

Ekspertka
Dr n. med. Agnes Frankel
Dr n. med. Agnes Frankel

Dr n. med. Agnes Frankel jest lekarką medycyny estetyczno-naprawczej, regeneracyjnej i anti-aging oraz założycielką Kliniki Dr. Frankel’s w Warszawie. Ukończyła Wydział Lekarski Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, gdzie obroniła rozprawę doktorską. Przez pięć lat pracowała w Oddziale Klinicznym Chorób Wewnętrznych, Dermatologii i Alergologii, zdobywając doświadczenie w profilaktyce i leczeniu chorób skóry. Kształciła się w Międzynarodowym Centrum Kształcenia Anti-Aging oraz u ekspertów w Nowym Jorku, Los Angeles, Paryżu i Berlinie. Uzyskała dyplomy Europejskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging oraz American Academy of Anti-Aging Medicine.

Od ponad dekady zajmuje się profilaktyką i terapią procesów starzenia skóry. Łączy diagnostykę, medycynę estetyczną i regeneracyjną, pielęgnację oraz ocenę wpływu hormonów, stresu, snu, stylu życia i promieniowania UV. Jest twórczynią autorskiej metody TRUElift™, opartej na indywidualnym, długofalowym planie wspierania jakości skóry i zachowaniu naturalnych rysów twarzy. Jako ekspertka komentuje zagadnienia dotyczące biologii i zdrowego starzenia skóry, profilaktyki fotostarzenia, pielęgnacji skóry dojrzałej, zmian w okresie perimenopauzy i menopauzy, wpływu hormonów i stresu na skórę oraz bezpieczeństwa nowoczesnych technologii i zabiegów. Jest autorką publikacji i artykułów naukowych, prelegentką kongresów oraz współautorką książek poświęconych m.in. medycynie anti-aging, menopauzie, otyłości, zdrowiu i seksualności.