Ciche choroby działają jak pęknięcie w fundamentach
Słowo „epidemia" natychmiast przywołuje obrazy szpitalnych korytarzy, maseczek i kwarantanny. A jednak największe zagrożenia zdrowotne w Polsce i na świecie nie przychodzą w postaci nagłego wybuchu - rosną powoli, przez lata, bez bólu i bez alarmu. Epidemiolodzy mają dla nich osobną nazwę: ciche epidemie. Należą do nich choroby serca i naczyń krwionośnych, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, otyłość, choroba Alzheimera i depresja. Kiedy w końcu dają o sobie znać, często zdążyły już wyrządzić poważne, nieodwracalne szkody.
Skala tego zjawiska w Polsce jest trudna do wyobrażenia. W 2023 roku otyłość zabiła na świecie ponad 5 milionów ludzi - tylko w Polsce jej konsekwencje przyczyniły się do 42 tysięcy zgonów. Powikłania nadciśnienia tętniczego zabrały w tym samym roku ponad 87 tysięcy Polaków. Żadna epidemia zakaźna w ostatnich dekadach nie osiągnęła takich liczb.
Organizm długo milczy. Statystyki już nie
Otyłość jest dziś największym problemem zdrowotnym - i jednym z najbardziej niedocenianych. Wciąż zbyt wielu ludzi traktuje ją jako kwestię wyboru czy stylu życia, podczas gdy medycyna klasyfikuje ją jako przewlekłą, nawracającą chorobę prowadzącą do cukrzycy typu 2, chorób sercowo-naczyniowych i nowotworów. W 2024 roku nadwaga lub otyłość dotyczyły 55,6% polskich pracowników.
Prognozy Narodowego Funduszu Zdrowia są jeszcze bardziej niepokojące: w 2035 roku ponad 35% dorosłych mężczyzn i ponad 25% dorosłych kobiet będzie zmagało się z tą chorobą.
Osoby z otyłością należą też do grupy podwyższonego ryzyka hipercholesterolemii, czyli stanu, w którym poziom cholesterolu LDL we krwi niebezpiecznie rośnie, a HDL spada. Przez lata ta nieprawidłowość nie daje żadnych objawów, podstępnie niszcząc naczynia krwionośne od środka. Dane wskazują, że niemal co drugi badany pracownik - 48% - ma cholesterol powyżej normy. Co gorsza, jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Bożena Walewska-Zielecka, Corporate Medical Head w Medicover: „Największym problemem jest niska świadomość choroby - około 60% osób nie wie, że choruje na hipercholesterolemię lub nie uświadamia sobie, że hipercholesterolemia jest chorobą."
Jest jednak powód do ostrożnego optymizmu: między 2022 a 2024 rokiem odsetek osób z przekroczonym poziomem cholesterolu nieznacznie spadł o 2,1 punktu procentowego. Eksperci zastrzegają, że to zbyt mało, by mówić o trwałym trendzie, ale może to być pierwszym efektem konsekwentnych działań edukacyjnych.
Do tej samej rodziny cichych epidemii należy nadciśnienie tętnicze, na które w Polsce cierpi niemal co trzecia osoba. Nieleczone, rok po roku, niszczy serce, mózg i nerki, prowadząc do udaru lub zawału, często bez żadnego wcześniejszego ostrzeżenia. Dobra wiadomość jest taka, że liczba zgonów z powodu chorób sercowo-naczyniowych systematycznie spada i jest to bezpośredni efekt poprawy leczenia farmakologicznego oraz rosnącej świadomości pacjentów. Polska nadal jednak należy do krajów wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego w Europie.
Stres i życie online napędzają kolejną epidemię
Ciche epidemie to nie tylko choroby somatyczne. Presja zawodowa, praca w trybie ciągłej dostępności, zacierająca się granica między biurem a domem - to czynniki, które sprawiają, że kryzys zdrowia psychicznego w Polsce narasta w tempie, które trudno ignorować. Ponad połowa polskich pracowników doświadcza objawów przeciążenia psychicznego: dystres odczuwa 57% kobiet i 61% mężczyzn. Zaburzenia psychiczne miały związek z największym wzrostem absencji chorobowej w 2024 roku - liczba pracowników na zwolnieniu z powodu zaburzeń lękowych wzrosła w ciągu dwóch lat o 81%, a z powodu zaburzeń adaptacyjnych - o 70%.
Osobnym problemem, wyrastającym z cyfrowego trybu życia, jest kryzys wzroku. Wielogodzinne wpatrywanie się w monitory, smartfony i tablety napędza epidemię krótkowzroczności i syndromu widzenia komputerowego. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia już ponad 2 miliardy ludzi ma problemy z widzeniem. Specjaliści Medicover szacują, że ponad połowie takich dolegliwości można zapobiec - wystarczą regularne wizyty u optometrysty i dobrze zaprojektowane stanowisko pracy.
Profilaktyka działa skuteczniej, niż wielu osobom się wydaje
Profilaktyka to pierwszy i najważniejszy krok. Ale nawet najlepsza diagnoza nie pomoże, jeśli pacjent nie weźmie odpowiedzialności za dalsze leczenie. W medycynie to zjawisko ma swoją nazwę: adherencja. Oznacza ona współodpowiedzialność chorego - za regularne przyjmowanie leków, przestrzeganie diety, aktywność fizyczną, monitorowanie ciśnienia i cholesterolu. Brak adherencji określany jest przez środowisko medyczne mianem niewidzialnej epidemii paraliżującej systemy ochrony zdrowia. Jednym z jej skutków jest rosnąca oporność na antybiotyki - efekt ich nadużywania lub stosowania w sposób nieprawidłowy.
Obok adherencji kluczową rolę odgrywają kompetencje zdrowotne, znane w literaturze medycznej jako health literacy. To nie tylko sumienne wykonywanie lekarskich zaleceń - to umiejętność rozumienia własnej choroby, krytycznej oceny informacji medycznych i świadomego podejmowania decyzji o zdrowiu. Jak tłumaczy prof. Walewska-Zielecka: „Pacjenci o niskich kompetencjach zdrowotnych nie rozumieją swojej choroby, nie umieją ocenić swojego stanu zdrowia, nie potrafią podjąć właściwych decyzji."
W najgorszym przypadku szukają odpowiedzi u osób prowadzących nieodpowiedzialną działalność paramedyczną.
„Mam ogromną nadzieję, że wprowadzony do programu nauczania przedmiot »edukacja zdrowotna« zacznie wypełniać tę ogromną lukę, jaką obserwuje się w polskim społeczeństwie" - podsumowuje prof. Walewska-Zielecka.