Jak powinien wyglądać idealny PORÓD?

Poród w szpitalu często trudno uznać za dobre doświadczenie, wciąż daleko mu do ideału. A jak powinien wyglądać poród idealny, dobry zarówno dla dziecka i matki? I  co należałoby zmienić, by Polki mogły rodzić w najlepszy z możliwych sposób?

Marzysz o tym, by podczas porodu liczono się z twoim zdaniem, otoczono cię opieką i szacunkiem. Niestety, często konfrontacja tych marzeń z rzeczywistością bywa bolesna. Stare nawyki, rutyna, brak wiedzy lub dobrej woli sprawiają, że poród w wielu szpitalach wciąż przebiega nie tak, jak powinien. Okazuje się jednak, że nie tylko rodzące chcą zmian. Także lekarze, a zwłaszcza położne, opierając się na badaniach naukowych i doświadczeniu z innych krajów, postulują, by poród wreszcie i u nas wyglądał inaczej – nie tylko w pojedynczych, wyjątkowych szpitalach, ale w każdym oddziale porodowym. By tak się stało, trzeba zmienić całe podejście do porodu. Nie traktować go jak proces wydobycia dziecka z ciała kobiety – jak najszybciej i z użyciem wszelkich dostępnych środków medycznych – ale jak fundamentalne wydarzenie w życiu nie tylko rodzącej matki, ale przede wszystkim rodzącego się dziecka. Nad tym, by dobrze je przywitać, powinni pracować nie tylko położnicy. Na poród należy spojrzeć wielopłaszczyznowo – docenić też jego stronę fizjologiczną i psychologiczną.

Jaki poród, takie całe życie

Bez nakazów, zakazów i zbędnej farmakologii „Jaki poród, takie całe życie” – te słowa dr. Odenta stały się mottem konferencji naukowej „Optymalny poród – wyzwania współczesnego położnictwa”, która odbyła się jesienią ubiegłego roku we Wrocławiu. O tym, jak jakość porodu wpływa na późniejsze życie, mówiła dr Eva Gundberg ze Szwecji. Według niej kobieta już w ciąży powinna poznać położną, lekarza i mieć możliwość nieskrępowanych rozmów z nimi. Lekarz i położna powinni poświęcić każdej pacjentce tyle czasu, ile ona potrzebuje. Ważne, by rozmawiać z nią w sposób pozytywny, budując dobre nastawienie do tego, co ma się wydarzyć. Powinni wspierać, nie strasząc. W wielu szpitalach traktuje się kobiety jak maszyny do rodzenia – są ubezwłasnowolnione poprzez nakazy i zakazy, często pozostawione same sobie. Szpitale wprowadzają coraz więcej technologii i procedur, takich jak podawanie oksytocyny na indukcję porodu, zbyt częste monitorowanie KTG czy badania wewnętrzne. Tymczasem wszystko to można zorganizować inaczej, przyjaźniej. Poród powinien rozpocząć się w sposób naturalny, nie wolno go sztucznie wywoływać oksytocyną. – Poród to inicjacja siły kobiety – twierdzi dr Gundberg. – Pośpiech jest wtedy niepotrzebny i szkodliwy.

Intymność podczas porodu przede wszystkim

Kobieta powinna rodzić w warunkach intymności. To często marginalizowany problem, tymczasem zdaniem dr. Odenta zapewnienie intymności jest absolutnie konieczne. Wszystkie ssaki, gdy rodzą młode, stosują strategię unikania bycia obserwowanym. Także kobieta, gdy ma zapewnioną pełną intymność, jest bardziej swobodna i naturalna – zachowuje się wtedy spontanicznie, co wpływa korzystnie na proces rodzenia. Pora więc ostatecznie wyeliminować relikty w postaci sal porodowych, gdzie łóżka są oddzielone tylko parawanami. Każda rodząca powinna mieć osobny pokój do rodzenia. A zadaniem personelu jest sprawić, by poczuła się w nim naprawdę jak u siebie, by maksymalnie oswoiła tę przestrzeń i nie bała się szpitala. Ważne, by pokój był w ciepłych kolorach, by było w nim ciepło i przytulnie. Kobieta może w nim włączyć taką muzykę, jaką lubi, zdecydować o natężeniu oświetlenia itp. W pierwszym okresie porodu może pić wodę, a nawet przyjmować płynne pożywienie.
Nie powinna być sama, tylko w towarzystwie bliskich sobie osób – męża, douli (doula - z greckiego - to kobieta „która służy"; obecnie doule to kobiety, które profesjonalnie - fizycznie i emocjonalnie - wspierają rodzącą kobietę, towarzysząc jej także w połogu) czy przyjaciółki – które będą ją wspierać.
Każda osoba z personelu, która pojawia się przy rodzącej, powinna się najpierw przedstawić, a za każdym razem informować, jakie czynności chce wykonać i w jakim celu. Najlepiej, by osób tych było jak najmniej: położna, lekarz, jeżeli studenci – to jedna czy dwie osoby. Zbyt duża liczba osób asystujących burzy klimat intymności.

To kobieta jest najważniejsza podczas porodu

Rodząca kobieta musi mieć swobodę poruszania się w trakcie porodu i zachowywania w taki sposób, jaki jej najbardziej odpowiada. Nikt z nowocześnie myślących położnych i położników nie kwestionuje już faktu, że najkorzystniej jest rodzić w pozycji wertykalnej (pionowej), a nie leżącej. Dlatego wszystkie położne powinny nauczyć się przyjmowania dziecka w takich pozycjach, a oddziały porodowe muszą zostać wyposażone i zorganizowane tak, aby to ułatwić.
Zanim jednak dojdzie do fazy parcia, zwykle mija od kilku do kilkudziesięciu godzin, podczas których rodząca powinna być pod opieką personelu. Gdy poród przebiega bez komplikacji, zwykle osobą tą jest położna, a nie lekarz. Niestety, często zamiast roztoczenia dyskretnej i życzliwej opieki nad rodzącą, położna tylko sprawuje nad nią kontrolę, tymczasem opieka i kontrola to dwa zupełnie inne pojęcia i modele zachowania.
Rodząca zbyt często jest podłączona do aparatu KTG, co unieruchamia ją i zmusza do leżenia. W niektórych szpitalach monitoruje się w ten sposób niemal każdy poród, co nie ma żadnego uzasadnienia. Tymczasem często zamiast badania KTG wystarczyłoby zastosować podręczny detektor tętna płodu, czyli tradycyjną słuchawkę położniczą, by ocenić, czy dziecko ma kłopoty z oddychaniem.
Zbyt często też rodzące są badane wewnętrznie, co jest nieprzyjemne i bolesne. Zdaniem dr Evy Gundberg, powinno się tego dyskomfortu kobietom oszczędzić i przeprowadzać badanie ginekologiczne nie częściej niż co 4 godziny. Nie jest to bowiem jedyny sposób oceny postępu porodu – położna potrafi to zrobić także podczas badania zewnętrznego, czyli dotykając brzucha rodzącej.

Bez pośpiechu, ale też bez znieczulenia

Gdy zaczynają się skurcze parte, zwykle położna lub lekarz każą kobiecie położyć się na łóżku i przeć – trzy razy w czasie jednego skurczu. To niemal standard, że nagle robi się wtedy bardzo nerwowo: rodząca jest ponaglana, zmuszana do parcia „na rozkaz” w celu jak najszybszego wypchnięcia dziecka. Jest to także – zdaniem uczestników wrocławskiego sympozjum – działanie nieuzasadnione i niewłaściwe. Nie powinno się ponaglać rodzącej – powinna ona przeć, kiedy ma taką potrzebę, a nie dlatego, że położna jej każe. Przede wszystkim jednak powinna sama wybrać pozycję, w jakiej chce przebyć fazę skurczów partych. Z badań wynika, że większość kobiet spontanicznie przyjmuje wówczas pozycje typowe dla ssaków, np. na czworakach. W takiej pozycji (kanał rodny jest wówczas w linii pionowej) silne parcie często wcale nie jest potrzebne – główka dziecka wytacza się powoli, stopniowo, bez gwałtownego pośpiechu. W tym momencie rodzącą i jej dziecko powinny otaczać: cisza, spokój i dyskretne światło. Zbyteczne jest jaskrawe oświetlenie, a tym bardziej nerwowe pokrzykiwania.
Według lekarzy obecnych na konferencji, nadużywa się też znieczulenia zewnątrzoponowego, które jest potrzebne tylko w wyjątkowych sytuacjach i ze wskazań medycznych. Można łatwo ograniczyć jego stosowanie – twierdzą – gdyby kobiety już w ciąży spotykały się z położną. Taka położna powinna budować w nich poczucie wewnętrznej siły i pewności siebie, umiejętnie zmniejszać strach przed porodem i uczyć naturalnych metod radzenia sobie z bólem. Tylko żeby tak było, powinien zmienić się model opieki nad kobietą w ciąży – tak, aby już przed porodem miała ona swoją indywidualną położną. Bo grupowe spotkania w szkole rodzenia (zwykle płatnej, a więc też dostępnej nie dla wszystkich) raczej nie wystarczą, zwłaszcza że niektóre z tych szkół nie tyle budują w słuchaczkach poczucie zaufania we własne siły, co przygotowują je do szpitalnych procedur.

Pierwsza godzina to święta godzina

Gdy malec cały jest już na świecie, od razu powinien znaleźć się blisko mamy. Wszystko inne nie jest teraz ważne! Absolutnie nie powinno się odsysać dziecku dróg oddechowych – to zabieg bardzo traumatyczny, niestosowany już w nowoczesnym położnictwie. Nawet obserwacja dziecka w celu oceny w skali Apgar może być dokonywana w czasie, gdy leży ono przy mamie. Po dokonaniu oceny maluszek powinien leżeć nagi na ciele mamy, przykryty pieluszką lub kocykiem. Nie można też zbyt wcześnie przecinać pępowiny – dopiero gdy przestanie tętnić, może ją przeciąć ojciec dziecka lub ktoś z personelu.
W trzecim okresie porodu, gdy mama rodzi łożysko, dziecko ma być przy ojcu – on także powinien trzymać je przy swojej nagiej piersi. Po urodzeniu łożyska maluszek wraca do mamy i powinien być przy jej piersi przez minimum godzinę. Pierwsza godzina to święta godzina – podczas niej dziecko zostaje przygotowane do życia. Po raz pierwszy ssie ono wtedy pierś. Wykazano, że noworodek położony w pobliżu piersi potrafi sam instynktownie przesuwać się w jej kierunku i chwytać brodawkę! Już wtedy malec nawiązuje też kontakt z mamą – zarówno kontakt „skóra do skóry”, jak i ten wzrokowy. Zdaniem niemieckiego psychologa prenatalnego dr. Ludwiga Janusa, od kontaktu wzrokowego z matką w dużym stopniu zależy przyszły rozwój emocjonalny i społeczny dziecka – jego relacje ze światem i innymi ludźmi. Dlatego nigdy nie można rozdzielać matki i dziecka. Nawet gdy wcześniak wymaga intubacji, można to zorganizować w taki sposób, by zapewnić bliskość mamy.

Zrób to koniecznie

Zaraz po przyjściu na świat dziecko powinno być przy mamie, skóra przy skórze. Nic nie jest w tym momencie ważniejsze! Procedury, badania, mierzenie – trzeba je przeprowadzić tak, by nie rozdzielać matki i noworodka.

Nie rozdzielać matki i dziecka!

Nieprawdziwe są przekonania sprzed lat, że noworodek nie czuje strachu ani bólu. Współczesne badania naukowe temu przeczą. Dlatego trzeba zmienić zwyczaje i procedury, tak aby poród był jak najmniej traumatyczny. Psycholodzy prenatalni wysuwają tezę, że nieprzyjazny, traumatyczny poród ma dalekosiężne konsekwencje, wywołując u rodzącego się człowieka poczucie, że jest niechciany, obcy, niepotrzebny – i kształtując w przyszłości takie postawy jak agresja. Lekarze często nie rozumieją wagi porodu, uważają, że jego rodzaj nie ma większego znaczenia – dlatego stosują procedury przyspieszające i „ułatwiające”. Warto zmienić takie podejście – nie traktować porodu tylko jak taki czy inny sposób zakończenia ciąży, ale jak wyjątkowe wydarzenie, od którego zależy przyszłe życie przychodzącej na świat osoby.

miesięcznik "M jak mama"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W magazynie Dziecko Zakupy i My: ponad 200 polecanych produktów dla mamy, dziecka i kobiet w ciąży, a także inspiracje i porady dla całej rodziny! Sprawdź, jak zadbać o najbliższych!

Pobierz
Dziecko zakupy i my
KOMENTARZE
kropeczka81
|

Zgadzam się z Tobą. Każda kobieta jest inna, każdy poród też. Nie można uszczęśliwić na siłę.Jeśli byłabym wyczerpana porodem też wolałabym odpocząć a nie przez 2 godziny mieć na brzuchu noworodka. No i dzieci po urodzeniu też różnie wyglądają. Trzeba uszanować wolę matki.

Ewa
|

Kiedy rodziłam moje dzieci, za każdym razem modliłam się, aby mi nie półożyli na brzuch/piersi oślizłe, mokre, czerwone, wijące i pełzające dziecko z wciąż z nie odciętą pępowiną z drugim końcem przyczepionym do nieurodzonego jeszcze łożyska.
Różne osoby mają odmienne poczucie estetyki i różny stopień wrażliwości , a moje długie i skomplikowane porody, od pierwszego do czwartego były dla mnie wystarczająco traumatyczne bez takiego piorunującego efektu końcowego.
Ja chciałam po mojej 9 miesięcznej plus porodowej katordze czystego, ładnego dzidziusia opatulonego pieluszką i - na szczęście! - za każdym razem takiego dostałam, co zawsze było wspaniałym wynagrodzeniem za trudy ciąż i porodów trwających od 14 do 40 godzin. W jednym przypadku personel był na tyle uprzejmy, że po oczyszczeniu i zawinięciu noworodka, zapytano mnie, czy już jestem gotowa, aby przytulić maleństwo, choć nigdy nie wspomniałam o moich obawach. Uważam, że to jest właściwe postępowanie - zapytać matkę, czego chce, a nie rzucać jej nie całkiem narodzonego noworodka na piersi, bez względu na jej preferencje.