Jan Frycz zmarł 15 sierpnia w domu, w otoczeniu najbliższych. Miał 72 lata. Teatr Narodowy, informując o śmierci jednego z najważniejszych polskich aktorów, nie podał jej przyczyny. Informacje na temat przyczyny śmierci przekazał „Super Express”.
Jeszcze kilka dni przed śmiercią był na próbach
Frycz do końca pozostawał aktywny zawodowo. Zaledwie kilka dni przed śmiercią pracował w Teatrze Narodowym nad „Oresteją” w reżyserii Luka Percevala. Premiera spektaklu została zaplanowana na 10 października.
– Był na próbach jeszcze w zeszłym tygodniu. Pracował z wielkim europejskim reżyserem Lukem Percevalem nad "Oresteją" – mówi „Super Expressowi” dyrektor Teatru Narodowego Jan Klata.
Aktor miał wrócić na scenę już we wrześniu. W planach były także przedstawienia w październiku i listopadzie. 26 sierpnia miał z kolei rozpocząć zdjęcia do filmu „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później”.
O tym, jak ważną postacią był dla zespołu Teatru Narodowego, Jan Klata mówi:
– To był aktor, który potrafił wszystko zagrać. Potrafił być na scenie niebywale zabawny, niebywale przyjmujący, przerażający, ciepły. Miał w sobie jakąś taką niezwykłą pasję, która sprawiała, że on ciągle chciał jeszcze lepiej zagrać. Był artystą, który ogromnie dużo wymagał od siebie, ale też od koleżanek i kolegów. Był liderem, ale takim, który innych nie recenzuje, tylko daje przykład – mówi w rozmowie z „Super Expressem” Jan Klata, dyrektor Teatru Narodowego w Warszawie.
Z teatru jechał prosto na chemioterapię
Najbardziej poruszające są informacje dotyczące ostatnich tygodni życia aktora. Jak ustalił „Super Express”, Frycz łączył próby w teatrze z leczeniem onkologicznym.
– Z tego co wiem Jan jeździł na chemioterapię prosto z Teatru Narodowego, w którym szykował się do premiery. Jeździł tam prosto z prób – mówi „Super Expressowi” jeden z kolegów nieżyjącego artysty.
Mimo choroby Frycz nie rezygnował z kolejnych ról. Jeszcze w maju otrzymał nagrodę aktorską za występ w „Termopilach polskich”. Ludzie pracujący z nim wiedzieli, że ciężko choruje, ale aktor nie dawał po sobie poznać, jak poważna jest sytuacja.
Jan Englert: „Przyglądałem się jego walce”
O chorobie Jana Frycza mówił także Jan Englert, z którym aktor wielokrotnie spotykał się na scenie.
– Przyglądałem się jego walce z niszczącą go, dręczącą chorobą. Ciężko chorując, zbudował kilka wspaniałych ról. Pracował cały czas, jeszcze w maju tego roku dostał nagrodę aktorską za rolę w "Termopilach polskich" Jana Klaty, a był już przecież bardzo ciężko chory. Ale ani przez chwilę nikomu nie dał poznać tego, że możliwe jest jego odejście – powiedział Jan Englert w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Jego słowa o ciężkiej chorobie Frycza były cytowane także w innych relacjach po śmierci aktora.
Jan Frycz pozostawił po sobie ponad dwieście ról filmowych, serialowych i teatralnych. Widzowie pamiętają go m.in. z „Wielkiego Szu”, „Pornografii”, „Pręg”, „Legionów”, „25 lat niewinności. Sprawy Tomka Komendy” i „Ślepnąc od świateł”.
Jak rozpoznać nowotwór?
Rozpoznanie nowotworu zwykle zaczyna się od wywiadu, badania lekarskiego oraz badań obrazowych, takich jak USG, tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny. Kluczowe znaczenie ma jednak najczęściej pobranie materiału z podejrzanej zmiany i badanie histopatologiczne, które pozwala określić, czy zmiana jest złośliwa i z jakim typem nowotworu mamy do czynienia. W zależności od lokalizacji i rodzaju choroby diagnostykę uzupełnia się m.in. o badania laboratoryjne i dodatkowe badania obrazowe, które pomagają ustalić stopień zaawansowania choroby.
Przeżywalność nowotworów w Polsce bardzo się różni
Dane Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują, jak duże są różnice między poszczególnymi nowotworami. W Polsce pięcioletnie przeżycia są najwyższe m.in. w raku gruczołu krokowego i raku piersi, a znacznie niższe w raku płuca, trzustki czy żołądka. W najnowszych zestawieniach pięcioletnie przeżycia sięgają około 85 proc. w raku prostaty i 80 proc. w raku piersi, około 58 proc. w raku okrężnicy, 52 proc. w raku odbytnicy, 43 proc. w raku jajnika i niespełna 18 proc. w raku płuca.
Na rokowanie wpływa przede wszystkim rodzaj nowotworu i stopień jego zaawansowania w chwili rozpoznania. Ten sam nowotwór wykryty na wczesnym etapie może mieć zupełnie inne rokowanie niż choroba rozpoznana po pojawieniu się przerzutów. Dlatego statystyki pięcioletnich przeżyć opisują całe grupy pacjentów i nie przesądzają o przebiegu choroby u konkretnej osoby.